Posts Tagged „Przegląd prasy”<

W SLD trzaska czy się stabilizuje?

30 lis 2010

Gazeta Wyborcza pisze, że w styczniu Napieralski chce zwołać nadzwyczajny zjazd warszawskiego SLD. „Chce rozliczyć Olejniczaka za słaby wynik w stolicy. A wewnątrzpartyjna opozycja chce rozliczyć Napieralskiego – za kiepski wynik Sojuszu w całej Polsce” – czytamy. „Wyborcza” przypomina, że to właśnie w Warszawie Sojusz odniósł prestiżową porażkę.

„Bo tu lewica ma nieco gorszy wynik niż komitet LiD w 2006 r. Co gorsza, Sojusz wypadnie z koalicji, bo Platforma zyskała wystarczającą większość, by rządzić samodzielnie. To precedens w historii warszawskiego samorządu, bo SLD współrządzi Warszawą od połowy lat 90. (…). – Miał być trójskok – przypomina nasz rozmówca – czyli poprawa wyników z wyborów na wybory. A jest tylko słabe potwierdzenie stanu posiadania albo strata. Na dodatek przegrana z PSL źle wróży na przyszłość. Przecina spekulacje o możliwości wejścia do rządu w 2011 r.” – czytamy.

W SLD rządzą ludzie Napieralskiego, więc trudno spodziewać  się jakiegoś nagłego osłabienia pozycji obecnego lidera. Ale wielu ludzi lewicy narzeka. Jednym z nich jest Aleksander Kwaśniewski. Były prezydent też jest rozczarowany wynikiem SLD w wyborach samorządowych. „Gazeta przypomina jego niedawana wypowiedź: – No cóż, mieli 14 proc. [w wyborach prezydenckich], teraz mają 15. Może jak skończę 90 lat, będą mieli większość. Czyli za 35 lat.”

O lewicy pisze też „Polska the Times” zapowiadając, że Sojusz buduje swoje zaplecze intelektualne, opierając się na dawnych ikonach lewicy. „Bo ustanowienie szefem Instytutu Europejskiego Leszka Millera, to niejedyny pomysł na zagospodarowanie do niedawna zapomnianych ikon SLD. Jak dowiedziała się „Polska”, szef Sojuszu chce znaleźć również miejsce dla Józefa Oleksego (…). – Jeszcze nie wiemy, co to dokładnie będzie. Szukamy dla niego przestrzeni. Ale zapewne były premier będzie się zajmował sprawami zagranicznymi – mówi nam jeden z polityków SLD. Krzysztof Janik zaś został umocowany w Centrum Analiz Politycznych. Skąd ten zwrot Grzegorza Napieralskiego ku starszyźnie, choć przecież miał odmładzać Sojusz? Być może szef SLD chce w ten sposób zaspokoić żądania byłych liderów, którzy – zdaniem części posłów SLD – szykują się do politycznego powrotu na Wiejską” – pisze „Polska”.

Z jednej strony nie dziwię się lewicy, ze chce zagospodarować swoje dawne gwiazdy. Z drugiej, trudno  uwierzyć, że starsi panowie mogą tchnąć nowego ducha w partię, która ciągle nie może powrócić do swej dawnej formy.

A może idzie czas zmian we wszystkich ugrupowaniach? Może rewolucja czeka nas nie tylko w Prawie i Sprawiedliwości? SLD uzyskało w wyborach samorządowych wynik nie najgorszy. Nie najgorszy jak na małą partię.


***

Redakcja dziennika ?Rzeczpospolita? zaprasza wszystkich czytelników do wzięcia udziału w konkursie Rafała Ziemkiewicza „GIERKIZMY„. Najlepsze opisy, skąpane w oparach absurdu III RP, zostaną wyróżnione intrygującymi nagrodami.


Idea konkursu: absurdalnie prosta! ZAPRASZAMY!

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Kaczyński szuka poparcia w parafiach, PJN wspiera Rybiński

19 lis 2010

Autorski przegląd prasy

Dwa ciekawe wywiady. W „Polsce The Times” ekonomista Krzysztof Rybiński zapowiada, że „chętnie podzieli się swoim doświadczeniem” ze środowiskiem polityków opuszczających Prawo i Sprawiedliwość i że tę inicjatywę ocenia „bardzo pozytywnie”.

„Pani Kluzik-Rostkowska ma szansę zostać polską Margaret Thatcher, czyli rozpocząć poważne reformy. Nie wiem, czy ją wykorzysta. Uważam, że scena polityczna została zabetonowana konfliktem między PO a PiS. W zasadzie nie ma pozytywnego wyboru – wiele osób głosuje na PO jako mniejsze zło, chroniące Polskę przed PiS. To wybór kompletnie niemerytoryczny. Mam nadzieję, że PJN stworzy alternatywę, że przestaniemy rozmawiać o nienawiści jednych do drugich, tylko o programie dobrym dla Polski. Zobaczymy, czy będzie to zalążek partii, która będzie mogła liczyć na dobry wynik w wyborach. Wydaje mi, że stowarzyszenie może być jaskółką nadziei, że w Polsce może być inaczej” – mówi ekonomista, który od pewnego czasu bardzo krytykuje rząd Platformy Obywatelskiej.

Co – wg Rybińskiego – jest dziś potrzebne Polsce? „Teraz znacznie bardziej potrzebny Polsce niż ocenianie rządu jest nowy program na przyszłość. Dziś rząd proponuje rozmontowanie systemu emerytalnego, czyli de facto bankructwo państwa. Dla mnie nie ma żadnej różnicy między odmową regulowania przez rząd swoich długów zaciągniętych przez emisję obligacji a odmową regulowania swoich zobowiązań wobec uczestników obecnego systemu emerytalnego. W jednym i drugim przypadku Polacy stracą wielkie pieniądze, w jednym i drugim przypadku jest to bankructwo polskiego państwa. Tylko w przypadku typowego bankructwa traci obecne pokolenie, które posiada obligacje, a w przypadku rozmontowania systemu emerytalnego okrada się przyszłe pokolenia i przyszłych emerytów, żeby starczyło na pensje nowo zatrudnianych urzędników, których przybyło sto tysięcy w ciągu pięciu lat. To jest chora polityka. Być może PJN będzie dala niej jakąś alternatywą” – mówi.

To co Rybiński widzi jako nadzieje, jest jakimś zagrożeniem dla Jarosława Kaczyńskiego. W „Naszym Dzienniku” prezes PiS tak definiuje główną oś sporu politycznego w Polsce: „Po pierwsze, spór toczy się o wartości. Czy Polska ma się rozwijać według modelu bawarskiego, czyli postęp i tradycja, za którym my się opowiadamy, a który w gruncie rzeczy oznacza również prawdziwą tolerancję religijną, piękną cechę naszej tradycji, czy według modelu dokładnie odwrotnego reprezentowanego przez Platformę. Donald Tusk po deklaracji biskupów, którzy wprost sprzeciwiają się refundacji in vitro – co jest oczywiste, bo biskupi w tej sytuacji nic innego nie mogą powiedzieć – stwierdził, że to my tworzymy własną demokrację, a biskupi mogą mówić, co chcą. Spór drugi to spór o to, czy ma być realizowany model dyfuzyjno-polaryzacyjny, czyli mówiąc prościej, model metropolii, czy model zrównoważonego rozwoju.

Pierwszy model oznacza koncentrację potencjału w głównych ośrodkach miejskich, one mają się szybko rozwijać, a potem ma następować dyfuzja, czyli poziom ma się wyrównywać. Problem w tym, że nie ma takiego miejsca na świecie, gdzie się to sprawdziło. Warszawa jest, owszem, bardzo zamożnym miastem. Ale tereny wokół stolicy nie odznaczają się już tak wysokim poziomem ekonomicznym. My opowiadamy się za wizją zrównoważonego rozwoju, czyli koncentracji m.in. środków unijnych w pierwszej kolejności w miejscach, gdzie jest najbardziej ubogo, bo tam właśnie jest szansa na szybszy rozwój. Kiedy odeszliśmy od władzy, mnóstwo decyzji zatwierdzonych już przez Brukselę wycofano. Bogactwo Warszawy nie przenosi się na bogactwo całego regionu. Trzecia część sporu to sprawa międzynarodowego statusu Polski. Uważamy, że polskie sprawy trzeba licytować do góry. Oznacza to, że należy zapewnić Polsce wysoki poziom bezpieczeństwa, chodzi nie tylko o zabezpieczenie militarne. Należy też pilnować sojuszów realnych i mam tu na myśli Stany Zjednoczone”.

Kaczyński powtarza, że przeciwko jego partii stoją media. „Będziemy w związku z tym odwoływać się do mediów niezależnych. Mam tu na myśli również „Nasz Dziennik”. Jestem świadomy, że jeśli chodzi o pozostałe media, będziemy się spotykali albo z jawną niechęcią wobec nas, albo z czymś, co jest może jeszcze bardziej niebezpieczne, czyli zupełnie oderwana od faktów krytyka ze strony tzw. prawicowych dziennikarzy, którzy wyrażają swoje zmienne nastroje”. Inne wyjście? „Trzeba dotrzeć do każdej parafii, i mam tu na myśli pewne terytorium, które jest zazwyczaj mniejsze niż gmina, a nie parafię w sensie robienia polityki w Kościele”.

Idzie ciekawy czas.


***

Redakcja dziennika „Rzeczpospolita” zaprasza wszystkich czytelników do wzięcia udziału w konkursie Rafała Ziemkiewicza „GIERKIZMY„. Najlepsze opisy, skąpane w oparach absurdu III RP, zostaną wyróżnione intrygującymi nagrodami.


Idea konkursu: absurdalnie prosta! ZAPRASZAMY!

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Śledzą nas na potęgę

9 lis 2010

Autorski przegląd prasy

„Polskie służby są europejskimi liderami w inwigilacji obywateli. W zeszłym roku ponad milion razy sięgnęły po nasze billingi!” – alarmuje „Gazeta Wyborcza”.

„Polska w ilości danych pobieranych od teleoperatorów zdecydowanie wyprzedza wszystkie kraje UE. W 2009 r. operatorzy w Polsce odnotowali 1,06 mln zapytań od służb, prokuratury i sądów dotyczących danych z billingów i Internetu. Większość kierują służby (w tym policja). To 27,5 zapytania na tysiąc dorosłych mieszkańców! Dla porównania, drugi kraj w tej klasyfikacji – Czechy – odnotował 10 zapytań na tysiąc mieszkańców. Wielka Brytania i Francja – ok. 8,5. W Niemczech takich zapytań było tylko 0,2 na tysiąc mieszkańców, czyli 35 razy mniej niż w Polsce” – czytamy.

To rzeczywiście dość zatrważające dane. Rozumiem względy bezpieczeństwa i rozumiem to, że i służby specjalne i aparat państwowy muszą w sytuacjach specjalnych korzystać z narzędzi, z których jako zwykli obywatele wolelibyśmy, by nie korzystało. Ale skoro państwo ma nam zapewniać bezpieczeństwo, to takie działania są czasem uprawnione. Czasem – to znaczy w sytuacjach naprawdę wyjątkowych i pod specjalnymi rygorami.

Jak to wygląda w gdzie indziej? „W innych krajach są ograniczenia – mówi Katarzyna Szymielewicz, szefowa fundacji Panoptykon. – Np. we Włoszech służby muszą prosić o dane od teleoperatorów za pośrednictwem sądu. W Czechach policja musi prosić o zgodę sąd i wykazać, że podejrzewa „poważne przestępstwo”. Tylko w sprawach o terroryzm może sama pytać operatorów. W Wielkiej Brytanii służby muszą płacić operatorom za każde zapytanie. Jeśli chodzi o dostęp do danych internetowych, to np. wywiad MI5 potrzebuje zgody ministerstwa spraw wewnętrznych. A policja musi mieć każdorazowo zgodę specjalnego komisarza ds. nadzoru”.

U nas panuje niemal samowolka. Jeśli któraś z ważnych instytucji chce sprawdzić, do kogo dzwonimy – może to zrobić. Trudno się dziwić, że co jakiś czas dowiadujemy się o tym, że kolejne rządy te granice czasem przekraczały i w efekcie wybuchają kolejne afery podsłuchowo-billingowe. Gdybym jeszcze miał przekonanie, ze nasze służby i nasz aparat sprawiedliwości jest 35 razy bardziej skuteczny od niemieckiego… Ale jest raczej odwrotnie. Ta sprawa wymaga bardzo stanowczych działań. Bo służby na całym świecie mają tendencję do rozszerzania swoich uprawnień i budowania państw państwie. To bywa groźne.


***

Redakcja dziennika „Rzeczpospolita” zaprasza wszystkich czytelników do wzięcia udziału w konkursie Rafała Ziemkiewicza „GIERKIZMY„. Najlepsze opisy, skąpane w oparach absurdu III RP, zostaną wyróżnione intrygującymi nagrodami.


Idea konkursu: absurdalnie prosta! ZAPRASZAMY!

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop