Donald Tusk mówi o oszczędnościach, o zabieraniu partiom pieniędzy, a jednocześnie w trakcie kampanii samorządowej okleił cały kraj swoim zretuszowanym ogromnym zdjęciem z napisem „Z dala od polityki”. Za darmo? Za swoje oszczędności? Nie, za nasze podatników pieniądze. Wydane na finansowanie partii politycznych.
Słuchając dyskusji polityków o finansowaniu partii, musimy mieć pełną świadomość, że wszyscy – bez wyjątku – wciskają nam, wyborcom, kit. Nikt nie myśli o tym, co jest lepsze dla Polski i dla systemu demokratycznego, każdy wyłącznie kalkuluje, co komu się bardziej opłaca. Na którym rozwiązaniu może dziś stracić, a na którym zyskać.
Co nie znaczy, że nie warto zmienić obowiązujących zasad. Warto, bardzo warto.
Obecny sposób finansowania partii to jedna z przyczyn utrzymujących obecny, patologiczny stan w polskiej polityce. Nie dlatego, że utrudnia wejście nowym ugrupowaniom na scenę, ale przede wszystkim dlatego, że powoduje gnuśnienie wielkich graczy zabezpieczonych przed atakiem z zewnątrz i ich koncentrację na działaniach propagandowych, na które mają ogromne środki – a nie wymusza pracy merytorycznej.
Media są najważniejsze
Obecny system został wprowadzony w czasie, kiedy się wydawało, że wielką wartością jest stworzenie stabilnego systemu kilku, a najlepiej dwóch silnych partii politycznych. Ludwik Dorn, autor projektu tego systemu, miał oczywiście wówczas w głowie interes swojej ówczesnej partii Prawa i Sprawiedliwości. Ale jego pomysł był na rękę także Platformie, więc wspólnie go uchwalono.
A o co dziś chodzi poszczególnym graczom?
Platforma chce (a w każdym razie mówi, że chce) zlikwidować finansowanie partii z budżetu, bo to piękny komunikat dla ludu, pokazujący, jak to oszczędna jest rządząca partia. Nie jestem przekonany, czy Donald Tusk naprawdę chce likwidacji dotacji (PO dostaje najwięcej pieniędzy), bo to jednak trochę skomplikuje ludziom Platformy życie. Ale nawet gdyby przez przypadek udało się ustawę w tej sprawie uchwalić, PO byłaby w sytuacji o wiele lepszej od konkurentów.
Po pierwsze – powszechnie uważa się, że ma bardzo wiele zgromadzonych środków. Po drugie – jako partia rządząca ma naturalną przewagę nad innymi, może korzystać z narzędzi, które mają rządzący: podejmować decyzje i skupiać na sobie uwagę opinii publicznej, finansować przez państwo takie projekty, które będą się kojarzyć z partią, jak np. Orliki. Po trzecie – ma ogromną i powiększającą się przewagę w mediach, które ciągle w swej większości szczerze nie cierpią Jarosława Kaczyńskiego i jego partii. Po czwarte – ma znacznie lepsze kontakty z biznesem niż konkurencyjne ugrupowanie, łatwiej jej będzie stworzyć sobie alternatywne źródła utrzymania.
Dlatego likwidacja finansowania partii, choć pewnie trochę utrudniłaby jej życie, de facto wzmocniłaby przewagę PO nad pozostałymi partiami.
Prawo i Sprawiedliwość wręcz przeciwnie. Nie ma życzliwych sobie mediów. Nie ma dobrych relacji z biznesem. Nie miało nigdy większego wpływu na ośrodki władzy, a po wyborach samorządowych straciło i go jeszcze bardziej. Jedyny sposób na przekonywanie do opinii publicznej to docieranie do niej bezpośrednio, poza mediami. A na to potrzebuje dużych pieniędzy.
SLD i PSL mają ogromne aparaty partyjne, a ich utrzymanie kosztuje, więc dla nich najważniejsze jest utrzymanie stanu obecnego.
Polska Jest Najważniejsza i tak pieniędzy dziś nie ma, więc sytuacja, w której inni mają mniej niż teraz, byłaby dla niej bardziej korzystna od stanu obecnego, kiedy inni mają bardzo dużo, a oni nic. Przy okazji, zgłaszając radykalny pomysł w tej kwestii, PJN mogła być obecna w mediach. A dla ugrupowania Joanny Kluzik-Rostkowskiej dziś – ze zrozumiałych powodów – to media są najważniejsze.
Przeczytaj cały tekst
***
Redakcja dziennika „Rzeczpospolita” zaprasza wszystkich czytelników do wzięcia udziału w konkursie Rafała Ziemkiewicza „GIERKIZMY„. Najlepsze opisy, skąpane w oparach absurdu III RP, zostaną wyróżnione intrygującymi nagrodami.
Idea konkursu: absurdalnie prosta! ZAPRASZAMY!