Posts Tagged „media”<

Politycy i ustawianie mediów

4 paź 2011

Politycy uwielbiają ustawiać media. Dyktować im warunki, wskazywać dobrych i złych dziennikarzy, udzielać wywiadów tylko tym, których uważają za „swoich“. W ciągu czterech lat rządów Platformy Obywatelskiej mimo wielu próśb „Rzeczpospolita“ tylko raz dostąpiła zaszczytu rozmowy z premierem Tuskiem. Albo zbywano nas, przekładając wiele razy terminy wywiadu, albo dyskretnie sugerowano, że nie ma na niego szans. W tym samym czasie Donald Tusk wielokrotnie gościł na łamach innych gazet.

W mojej 20-letniej karierze zawodowej nie zdarzył się jeszcze rzecznik prasowy, który ani razu nie odpowiedziałby na mój telefon. Rzecznik rządu Paweł Graś nie odpowiedział, choć jednocześnie wypisywał złośliwe uwagi pod moim adresem na Twitterze. Specjalnie nad tym nie boleję – strata niewielka, ale warto, by opinia publiczna się dowiedziała, jak politycy traktują dziennikarzy, którzy bywają krytyczni wobec rządu.

Niestety, ta choroba dopadła nie tylko obóz obecnie rządzący w Polsce. Rozumiem, że po – na swój sposób zresztą fascynującym – seansie nienawiści, jaki Jarosławowi Kaczyńskiemu zafundował w poniedziałek Tomasz Lis, politycy PiS mogą być na dziennikarzy wściekli. Choć tak na marginesie – trudno to, co uprawia Lis, nazywać jeszcze dziennikarstwem.

Nic jednak nie usprawiedliwia wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego, który zapytał dziennikarza TVN, czy pracuje dla redakcji polskiej czy niemieckiej. Tym tropem szybko podążył rzecznik PiS Adam Hofman, zalecając szefom stacji, by tenże dziennikarz więcej ich partią się nie zajmował.

Tyle że wciąż jeszcze w prywatnych mediach to nie politycy decydują, który dziennikarz czym się zajmuje i jaki pisze artykuł. Na szczęście.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

W sieci teorii spiskowych

9 sie 2011

To, w jaki sposób politycy, dziennikarze, blogerzy i inne kręgi opiniotwórcze komentują sprawę śmierci Andrzeja Leppera, pokazuje znakomicie, w jakim stanie emocjonalnym jest polskie społeczeństwo, a właściwie jego elita. Z jednej strony totalny brak zaufania w życiu publicznym, z drugiej chęć wykorzystania każdej okazji, nawet ludzkiej tragedii, do upokorzenia politycznego przeciwnika. Znikają kolejne bariery, nie ma zahamowań. I coraz mniej jest chłodnej refleksji.

Po ujawnieniu informacji o znalezieniu zwłok przywódcy Samoobrony niemal natychmiast politycy rzucili się do mikrofonów, komentatorzy do studiów telewizyjnych i radiowych, gazet, blogów. Wszyscy gadali jak najęci. Oczywiście media tę sytuację nakręcały, zapraszając wszystkich do komentowania. Wiem, bo sam otrzymywałem zaproszenia do studiów telewizyjnych. I o mało nie poszedłem. Coś mnie na szczęście powstrzymało.

Bez oczekiwania na wyniki śledztw, na jakiekolwiek informacje tłum znawców od wszystkiego snuł rozważania: jedni  – kto jest winny samobójstwa. Inni – kto i dlaczego zamordował Leppera. Brak wiedzy nie przeszkadzał w formułowaniu prostych sądów. Część robiła to z emocji, część z politycznego wyrachowania.

Zacznijmy od samego aparatu państwowego. Niemal natychmiast po pojawieniu się informacji o śmieci lidera Samoobrony prokuratura podała, że to prawdopodobnie samobójstwo. Dopiero potem zapowiedziała śledztwo w tej sprawie. Prokuratura wiedziała więc od razu.

Logika Żakowskiego

Od razu też wiedzieli różni komentatorzy. Od lewa do prawa. Na pytanie zadane przez białoruskie władze: „Kto zabił Andrzeja Leppera?”, pierwszy odpowiedział Jacek Żakowski. Od razu wiedział, że Lepper jest ofiarą nacisków i brutalnej prowokacji zmontowanej przez rządy PiS. Publicysta przyznał publicznie, że przyszło mu to do głowy w chwili, kiedy się dowiedział o tragedii.

Trzeba przyznać, że proces analizy faktów u redaktora trwał niezmiernie krótko. Andrzej Lepper do śmierci został doprowadzony przez okrutne rządy Jarosława Kaczyńskiego i jego zbrodniczej ekipy. „Jak się czuje teraz Andrzej Czuma, który twierdził, że nacisków nie było?” – pytał w telewizji Żakowski, dając do zrozumienia, że łańcuch przyczynowo-skutkowy jest prosty. Rządy PiS prowadziły nielegalne działania, używały nacisków na CBA. CBA zaś, łamiąc prawo, niszczyło karierę Leppera, co doprowadziło go do samobójstwa. Proste i logiczne.

W teorii Żakowskiego nie ma miejsca na fakty, jakby Lepper nie popadał w kłopoty finansowe, nie miał żadnych podejrzanych kontaktów, nie łamał prawa, nie pakował się sam w kłopoty. Zapewne też nie miał żadnych osobistych problemów. Wszystko jest dla czołowego publicysty „Polityki” jasne: było samobójstwo, do którego doprowadziły metody rządzenia Jarosława Kaczyńskiego. W podobnym tonie – łącząc raport Andrzeja Czumy ze śmiercią Leppera – wypowiadał się w TVN 24 Grzegorz Miecugow.

Czytaj cały tekst

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Jeden człowiek na czele TVP

7 kwi 2011

W przyszłym tygodniu rada nadzorcza ma wybrać kolejny raz władze TVP. Rada oczywiście jest z nadania partyjnego i nie jest łatwo uwierzyć, że się z partyjnych okowów wyrwie.

Nastąpił jednak pewien, minimalny, postęp. Nagrania przesłuchań kandydatów będą dostępne w Internecie. Jeśli więc rada wybierze kandydata ewidentnie słabszego, ale słusznego, wszyscy to będą mogli zobaczyć, opisać i wyśmiać.

Niezależnie od tego, kto zostanie wybrany, kluczowe jest to, czy przyszły zarząd będzie jak do tej pory wieloosobowy, czy władze będzie dzierżyć w ręku jeden człowiek. W obecnej sytuacji, kiedy zawsze władze telewizji są rozrywane przez koalicje, porozumienia i polityczno-biznesowe układy, wieloosobowy zarząd daje jak największe możliwości uprawiania kombinacji i prowadzenia partyjnych gier. Znakomicie utrudnia też przeprowadzenie jakichkolwiek reform, bo zawsze znajdzie się w zarządzie grupa blokująca, która będzie bronić jakichś interesów.

Rządzący samodzielnie prezes TVP, ktokolwiek nim zostanie, nie będzie mógł się poskarżyć, że chciał coś zrobić, ale reszta członków mu nie pozwoliła. Jednoosobowy zarząd to 100-procentowa odpowiedzialność człowieka, który weźmie to zadanie na siebie. Nawet jeśli zostanie to ktoś związany z którąś partią, przynajmniej będzie musiał bardziej dbać o pozory. Będzie musiał liczyć się z tym, że jeśli narobi obciachu i zrobi partyjną telewizję platformerską czy eseldowską (bo na pisowską w tym układzie nie ma szans), będzie się to za nim ciągnąć do końca jego kariery.

Ale przede wszystkim jednoosobowy zarząd usprawni podejmowanie decyzji. TVP – poza odpartyjnieniem – wymaga wielkiej reformy. Jak uczy doświadczenie, kilkuosobowe władze, w których każdy członek związany jest z jakimś układem, uniemożliwiają jakiekolwiek poważne, racjonalne działania.

Sprawdźmy zatem, czy panowie Rowicki, Jakiełek, Borowiec, Cichecki i Roszkowski (członkowie rady nadzorczej, którzy będą wybierać zarząd) są samodzielni, czy spełniają tylko rolę partyjnych kukiełek. Zobaczmy, czy walczą o dobro TVP, czy partii, które ich delegowały.

…………………………………………………………………………………………………………………………………………

Zaproszenie od redakcji rp.pl: Złóż swój wpis w refleksyjnej księdze wspomnień

Jak wyglądał Twój dzień 10 kwietnia 2010? Czy pamiętasz swoją reakcję po ogłoszeniu komunikatów prasowych? Podziel się z nami swoimi wspomnieniami w rocznicę tragedii smoleńskiej. Zjednoczmy się, celebrując w ten sposób pamięć o zmarłych.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Kto się boi Viktora Orbana

27 sty 2011

Nie ma znaczenia to, że Orban obniża węgierskim obywatelom podatki do 16 procent, a małym firmom do 10 procent. Według liberalnych dziennikarzy to nie jest oznaka liberalizmu – pisze publicysta „Rzeczpospolitej”.

Histeria wokół działań Viktora Orbana narasta. Zarówno w Polsce, jak i w Europie. W równie ekstatyczne drgawki wpadają niemiecki polityk SPD Martin Schulz, europarlamentarzysta Zielonych Daniel Cohn-Bendit, jak i publicyści wielu zachodnich pism. W Polsce dotknęło to publicystów „Gazety Wyborczej”. Emocje udzieliły się nawet cenionemu przeze mnie liberalnemu intelektualiście bułgarskiemu Ivanowi Krastevowi.

Na łamach „GW” stwierdził on niedawno, iż premier Węgier narusza główne filary liberalnej demokracji. Jakie? Zacytuję: „Przeprowadził zmianę w konstytucji, która ograniczyła kontrolę Trybunału Konstytucyjnego nad działaniami rządu, ograniczył prawa różnych niezależnych organów i instytucji kontrolnych pilnujących rządu. Uderzył w prywatną własność przez nacjonalizację funduszów emerytalnych. Odrzucił pakiet antykryzysowy uzgodniony przez UE oraz MFW, złamał zasadę, że pewne reformy strukturalne podejmuje się w zamian za wsparcie unijne i MFW na czas kryzysu. Złamał też zasadę szczególnego traktowania zagranicznych inwestycji, na których przyciągnięciu do tej pory zależało krajom postkomunistycznym. Nałożył na zagraniczny kapitał – skoncentrowany głównie w bankowości i telekomunikacji – specjalne, przejściowe podatki. A dopiero po piąte: zamachnął się na media, wprowadzając restrykcyjne prawo medialne” – mówi Krastev.

Przeczytaj cały artykuł

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Gaz i finanse równie ważne jak media

6 sty 2011

Ostatnio europejska prasa, pisząc o Węgrzech, skupia się niemal wyłącznie na węgierskiej ustawie medialnej.

Pierwsze dni bardzo ważnej – także dla Polski – węgierskiej prezydencji w Unii Europejskiej zostały całkowicie zdominowane przez jeden temat, na dodatek kompletnie niezwiązany z planem działania Budapesztu na najbliższe sześć miesięcy.

Ustawa medialna rzeczywiście jest – delikatnie rzecz ujmując – kontrowersyjna. Viktor Orban popełnił poważny polityczny błąd, przygotowując tak dyskusyjne rozwiązania i nie licząc się zupełnie z reakcją opinii publicznej. Teraz to się na nim mści, szkodząc zarówno jego rządowi, jak i ambitnym planom w polityce krajowej oraz europejskiej. Węgierscy urzędnicy rwą sobie włosy z głowy, gdy patrzą, jak ich wielomiesięczna praca jest kwitowana ironicznymi komentarzami.

Wielka szkoda, bo Węgrzy naprawdę solidnie przygotowywali się do przewodzenia Unii. W Budapeszcie przyznają to nawet analitycy bardzo krytyczni wobec rządzącego Fideszu. Z polskiego punktu widzenia plan węgierskiej prezydencji jest ciekawy i istotny. Problem koordynacji polityki gospodarczej, energetycznej czy rolnej jest równie ważny w Budapeszcie jak w Warszawie. Wszak łączy nas wiele wspólnych interesów. Polska powinna więc mocno wspierać tę prezydencję, zwłaszcza że Budapeszt nieustannie daje sygnały woli bliskiej współpracy z Polską.

Nie ignorując obaw węgierskich dziennikarzy, warto skoncentrować się na tym, czemu prezydencja Węgier ma być poświęcona. Powinniśmy bowiem pamiętać, że sprawy, których Orbanowi przez najbliższych sześć miesięcy nie uda się rozwiązać, utrudnią życie nam – przez kolejne pół roku polskiego przewodnictwa.

Niedobrze by się stało, gdyby jedynym problemem, o którym dziś w Europie się rozmawia, była węgierska ustawa medialna. Bo czy deficyty budżetowe państw unijnych lub brakujące interkonektory między systemami gazowymi państw Europy Środkowej, których budowę powinna częściowo sfinansować Unia Europejska, są mniej ważne od upartyjnienia węgierskich mediów? Zwłaszcza że nie zaczęło się ono za rządów Viktora Orbana, co zdają się sugerować europejskie gazety.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

„Gazeta Polska” za bandą

14 paź 2010

Czy część ofiar tragedii smoleńskiej przeżyła wypadek? Czy jeden z oficerów BOR, który był na pokładzie samolotu, zatelefonował do żony z miejsca katastrofy, mówiąc: „Tu dzieją się rzeczy straszne”?

Reporterzy „Gazety Polskiej” opisali plotki na ten temat, dorzucili anonimowe relacje o tym, że wdowa po oficerze miała jakoby opowiadać znajomym o rozmowie z mężem, a teraz „nagle z nieznanych powodów zamknęła się w sobie i odmówiła rozmowy”. A potem zadzwonili do brata wyżej wspomnianego oficera BOR. Ten jednoznacznie stwierdził, że takiej rozmowy nie było. Jednak dziennikarze „GP”, niezrażeni tą odpowiedzią, postawili w swoim tekście bezkompromisowe pytanie: Jak to możliwe, że polska prokuratura nie podjęła dotychczas tego kluczowego wątku?

Przykro to pisać, ale koledzy z „Gazety Polskiej” złamali wiele standardów zawodowych i zdroworozsądkowych. Pomijam rozważania nad tym, czy ofiary po wypadku żyły i mogły dzwonić. Ale jak można publicznie bez śladu dowodu na to dawać do zrozumienia, że wdowa po oficerze coś ukrywa? To żywy, cierpiący człowiek. Jeśli nie wiecie, koledzy, jakie mogą być „nieznane powody”, dla których wdowa „zamknęła się w sobie”, to przypominam wam, że pół roku temu straciła męża w katastrofie.

To już nie jest jazda po bandzie. Wypadliście daleko za bandę.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop