Posts Tagged „Katyń”<

Putin nie jest wariatem

26 kwi 2010

Zabijając lecącego do Katynia prezydenta Polski tuż przed końcem jego kadencji, Rosja nie zyskałaby nic. A ryzykowałaby bardzo wiele

Wyjaśniając przyczyny katastrofy prezydenckiego samolotu, należy stawiać wszelkie możliwe pytania. Nie można wykluczyć, że błędy zostały popełnione po stronie rosyjskiej, nie można wykluczyć, że Rosjanie będą chcieli je ukryć. Trzeba domagać się od Moskwy pełnej przejrzystości w procesie badania przyczyn. Ale należy być ostrożnym w stawianiu hipotez. I zachowywać zdrowy rozsądek.

Emocje ponoszą nas wszystkich, każda najbardziej fantastyczna teoria może więc łatwo znaleźć posłuch.

I dziś w Polsce takie teorie zaczynają krążyć. Łukasz Warzecha w swoim blogu w Salonie24 w tekście „Zamach – słowo tabu” postawił zasadne pytania. Ale wielu blogerów, a coraz częściej także dziennikarzy, zaczyna z faktu stawiania pytań wyciągać wnioski, do których nie ma dziś podstaw.

Coraz częściej pojawia się pytanie, czy mógł to być zamach. Pada argument, że każdą możliwość trzeba brać pod uwagę. Ale kiedy jeden mówi: „zastanówmy się”, następny szuka argumentów za taką opcją, trzeci stawia właściwie już tezę – „tak, to mogli być Rosjanie”. Bo chętnie naszą złość i niezgodę na to, co się stało, skierowalibyśmy na jakiegoś ulubionego wroga.

Oczywiście dla zasady nie powinniśmy wykluczać żadnej wersji. Zastanówmy się więc na zimno, odrzucając wszelkie emocje, czysto teoretycznie, czy byłoby możliwe, by był to zamach, za którym stoją Rosjanie.

Przede wszystkim należy postawić pytanie: Po co mieliby to zrobić? Słyszałem argument – na pokładzie samolotu znajdowało się wielu ludzi, którzy blokowali rosyjskie interesy w Polsce. Likwidując ich fizycznie, Rosjanie likwidują problem. Morderstwa polityczne są w Rosji czymś, co się zdarza. Przytaczane są przykłady Litwinienki czy Politkowskiej.

Przeczytaj cały tekst

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Między Katyniem a Nord Streamem

9 kwi 2010

Dwa dni po tym, gdy rosyjski premier Władimir Putin wykonał symboliczny gest wobec Polski w Katyniu, rosyjski prezydent Dmitrij Miedwiediew otworzył budowę gazociągu północnego.

Tych dwóch wydarzeń, niestety, nie można oddzielić, tym bardziej że wiadomo, iż w rosyjskiej polityce nic nie dzieje się przypadkiem.

Nie wolno nam zapominać, że Nord Stream nie jest tylko przedsięwzięciem gospodarczym, ale także narzędziem politycznym Rosji umożliwiającym poszerzanie jej wpływów. A przecież już teraz Rosjanie zmuszają nas do podpisania niekorzystnego dla Polski kontraktu gazowego, wywierają nacisk na Litwę, zwiększają swoje wpływy na Ukrainie i Białorusi. Nic w tym nowego – przyzwyczailiśmy się, że Moskwa wokół swoich granic zawsze budowała jak najszerszą strefę wpływów. Ale przyzwyczaić się, to nie znaczy nie dostrzegać związanych z tym zagrożeń.

Dla Polaków nie bez znaczenia jest fakt, że najważniejszym rosyjskim partnerem przy budowie Nord Streamu są Niemcy. Tym bardziej że rosyjsko-niemiecka inwestycja prowadzona jest wbrew interesom Polski.

Wiem, że wszelkie historyczne analogie są ryzykowne i należy używać ich ostrożnie. Ale jeśli tak często wracamy do przeszłości, to także po to, aby wyciągać z niej wnioski, by lepiej rozumieć mechanizmy współczesnej polityki. A również po to, by nasi zachodni partnerzy rozumieli, skąd biorą się nasze obawy.

Cieszmy się więc, że przywódca rosyjskiego państwa w końcu gotów jest przyznać, iż za mord na elicie polskiego narodu odpowiada dawny przywódca sowieckiego imperium. Ale jednocześnie nie zamykajmy oczu na to, że Moskwa dalej prowadzi politykę imperialną. A zachodnia Europa łatwo poddaje się grze prowadzonej przez Kreml.

Obowiązkiem Polski w Unii – nie tylko ze względu na nasz własny interes – jest pokazywanie Europie, jak niebezpieczna potrafi być Rosja. Przypominanie, że przywódca tego państwa dziś ciepłymi gestami czarujący Zachód nie tak dawno był oficerem KGB. Domaganie się, aby europejska solidarność energetyczna nie była tylko ładnie brzmiącym zapisem w traktatach.




Od moderatorów do uczestników dyskusji:

Ze względu na trwającą żałobę narodową prosimy, o większą niż zwykle, uwagę i delikatność publicystyczną. W ten sposób wyrazimy szacunek dla tragicznie zmarłych, ich rodzin oraz pogrążonych w bólu i smutku Polaków.

Dziękujemy za nadesłane komentarze i serdecznie zapraszamy do portalu rp.pl

moderatorzy@rp.pl

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

W Katyniu nie będzie limitu krzeseł

10 lut 2010

Niezależnie od tego, jakie były intencje premiera Władimira Putina w sprawie Katynia, polscy politycy zachowali się dokładnie tak, jakby chcieli sprawić przyjemność rosyjskiemu przywódcy.

Premier Donald Tusk, nie uzgadniając odpowiedzi z prezydentem, natychmiast przyjął zaproszenie od Putina. Lech Kaczyński zaś publicznie oświadczył, że też chce pojechać do Katynia, choć nie wie, czy dostanie wizę. A minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski – również publicznie – poradził prezydentowi, żeby na tę rocznicę nie jechał, bo się może narazić na despekt.

Wszyscy trzej zachowali się inaczej, niż powinni. I zaczął się tradycyjny spór rządowo-prezydencki, który jak zawsze cieszy tych, którym nie jest na rękę sprawna, zgodna i silna władza w Warszawie.

Obchody 70. rocznicy kaźni katyńskiej są niezwykle ważnym dla wszystkich Polaków wydarzeniem. Naturalne jest, że chcą tam być najważniejsi polscy politycy. Ma pełne prawo być w Katyniu i premier, i prezydent. Co więcej – powinni tam być. To miejsce symboliczne i chwila symboliczna dla państwa. Najważniejsi reprezentanci narodu swoją obecnością w takich miejscach w takim czasie zaświadczają, że pamiętamy o dramatycznych dla Polaków historycznych wydarzeniach.

Czy tę sprawę można było załatwić inaczej? Oczywiście. Po zaproszeniu od premiera Putina premier Tusk powinien był się skontaktować z prezydentem Kaczyńskim, uzgodnić, jakiej odpowiedzi udzielić, czy jadą obaj, czy tylko jeden z nich. Trudno sobie wyobrazić, by premier Rosji takiej odpowiedzi nie zaakceptował. Nie byłoby nieporozumień, nie byłoby komentarzy, że Rosjanom znów udało się nas podzielić i że polscy politycy i tę tragiczną rocznicę wykorzystują do wzajemnych uszczypliwości i pokazywania sobie nawzajem, kto jest ważniejszy.

Ale nie wszystko jeszcze stracone. Polski premier z prezydentem wciąż mogą się porozumieć bez pośrednictwa mediów. Ustalić wspólne stanowisko i spokojnie przekazać je stronie rosyjskiej. Na cmentarzu w Katyniu raczej nie będzie limitu krzeseł dla politycznych przywódców.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop