Posts Tagged „katastrofa smoleńska”<

Uśmiechnięty premier i sypiące się państwo

31 lip 2011

Raport komisji Jerzego Millera pokazał druzgocący obraz tego, co się działo i co pewnie nadal dzieje się w 36. Specjalnym Pułku Lotnictwa Transportowego. Nie mamy żadnych podstaw do pocieszania się, że to jakaś wyjątkowo zła jednostka wojskowa, że gdzie indziej jest lepiej. Mówimy o specjalnym pułku, który zajmuje się transportowaniem najważniejszych osób w państwie, który odpowiadał za bezpieczeństwo przelotów premiera, prezydenta, ministrów, szefów parlamentu, dowódców wojskowych.

Jeśli więc w takiej jednostce panuje totalny bałagan, nieprzestrzegane są procedury, fałszowane są dokumenty, piloci są źle szkoleni i nikt tego przez lata nie wykrywa, to jak jest gdzie indziej? W mniej ważnych jednostkach? Przecież 36. Pułk był wcześniej kontrolowany. Nikt nie widział, co tam się dzieje. Albo raczej nikt tego nie chciał widzieć.

Czy wojskowi skrzętnie ukrywali prawdę przed sobą nawzajem, a zwłaszcza przed cywilnymi zwierzchnikami, których bardzo łatwo było omamić? Bogdan Klich mówi dziś, że nie wiedział, co się dzieje w pułku, a życzliwi mu eksperci mówią, że był oszukiwany przez wojskowych, którzy dostarczali mu mocno wygładzone informacje. Ale też politycy nie chcieli słuchać nieprzyjemnej prawdy. Kiedy generał Waldemar Skrzypczak, dowódca wojsk lądowych, powiedział publicznie, ile złego dzieje się w armii, musiał pożegnać się z karierą wojskową.

Czytaj cały tekst

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Cafe „Gazeta”, czyli wszystkie zbrodnie Marka Pasionka

13 cze 2011

„Wyborcza” podkreśla, że prokurator Pasionek wydzwaniał do biura PiS wieczorami. Ach, ta pora. Wieczorami. To znaczy, że zdradzał państwo polskie. Wieczorami nikt uczciwy nie dzwoni. A zwłaszcza prokurator.  Porządny prokurator kończy pracę o 16 – pisze publicysta „Rzeczpospolitej”

Z czołówki wczorajszej „Gazety Wyborczej” z tekstu „Cafe pod agentem” dowiedzieliśmy się, że polski prokurator podczas tajemnych spotkań zdradzał agentom USA kulisy śledztwa smoleńskiego. Mało tego. Rozmawiał też z dziennikarzami „Rzeczpospolitej” i „Naszego Dziennika”, a nawet – uwaga! – z posłanką Beatą Kempą.

Marcin Kącki, doświadczony dziennikarz śledczy, opisuje, jak to przeciwko prokuratorowi Markowi Pasionkowi wszczęto postępowanie dyscyplinarne. „Poszło, jak się dowiadujemy, o kontakty z dziennikarzami „Rzeczpospolitej” i „Naszego Dziennika”, agentami USA i byłymi szefami ABW” – czytamy. „Z analizy billingów telefonu Pasionka wynika, że od maja do listopada 2010 r. co najmniej kilkadziesiąt razy kontaktował się dziennikarzami „Naszego Dziennika” i „Rzeczpospolitej”. A po rozmowach z Pasionkiem obie gazety publikowały informacje o przebiegu śledztwa smoleńskiego”.

Rozumiem, że „Gazeta” przyjmuje, iż prokurator nie powinien kontaktować się z dziennikarzami i że tego typu przecieki szkodzą państwu. Taki pogląd jest dopuszczalny. Rozumiem więc, że kiedy dziennikarz „GW” dowiedział się o istnieniu takiego przecieku, natychmiast go ujawnił. I podał, kto jest jego źródłem. Mam w tej sprawie inny pogląd – ale rozumiem postępowanie dziennikarza i jego redakcji. Ujawnia nieprawość w imię publicznego dobra.

Przeczytaj cały artykuł na rp.pl/opinie
  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Dwa plemiona

22 kwi 2011

W odpowiedzi na teorie spiskowe pojawia się totalne lekceważenie, kpiny, okrzyki „spieprzaj, dziadu” do zmarłego prezydenta i „jeszcze jeden” pod adresem jego żyjącego brata – pisze publicysta „Rzeczpospolitej”

Z dnia na dzień coraz bardziej przestajemy być wspólnotą. Rok po smoleńskiej katastrofie podziały idą coraz głębiej. To już nie tylko ostry konflikt polityczny, ale bardzo mocno pogłębiający się konflikt społeczny czy nawet kulturowy. Emocje nie tylko w Sejmie są ogromne. Oskarżenia o zdradę i zaprzaństwo z jednej, o szaleństwo i sianie nienawiści, lżenie, wykluczanie z polskości z drugiej strony. Lista epitetów i oskarżeń, jakie padły z obu stron, robi się coraz dłuższa.

Niesamowite jest, w jak błyskawicznym tempie rośnie to napięcie, jak gwałtownie zrywają się łączące nas nitki. W wielu domach dochodzi do awantur podczas dyskusji o polityce, znajomi przestają ze sobą rozmawiać. Jedni malują transparenty stawiające Tuska i Komorowskiego obok Stalina, inni manifestacyjnie odmawiają wieszania flag w rocznicę katastrofy, w której zginęli przedstawiciele polskiej elity z prezydentem na czele.

Smutny był widok mojego osiedla, warszawskich ulic, na których 10 kwietnia 2011 r. z trudem odnajdywałem wiszące flagi. Było ich bardzo, bardzo mało. Na Krakowskim Przedmieściu było ich dużo, a ludzi przyszło na pewno więcej, niż opisywały to mainstreamowi media. Choć na pewno mniej niż rok temu. I nie ukrywajmy – nie było tam atmosfery refleksji i zadumy nad stratą, którą ponieśliśmy. Był gniew. Była manifestacja polityczna.

Czy obecni 10 kwietnia 2011 r. na Krakowskim Przedmieściu ludzie nie mieli prawa wyrażać gniewu? Oczywiście, że mieli. Co więcej – ten gniew łatwo jest zrozumieć. Trudno było powstrzymać emocje, oglądając filmik, na którym warszawskie służby porządkowe gasiły znicze przed pałacem. Trudno powstrzymać gniew, kiedy Rada Miasta, które jest stolicą Polski, nie zgadza się na jakiekolwiek uczczenie ofiar katastrofy.

Przeczytaj cały artykuł na rp.pl/opinie
  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

„Gazeta Polska” za bandą

14 paź 2010

Czy część ofiar tragedii smoleńskiej przeżyła wypadek? Czy jeden z oficerów BOR, który był na pokładzie samolotu, zatelefonował do żony z miejsca katastrofy, mówiąc: „Tu dzieją się rzeczy straszne”?

Reporterzy „Gazety Polskiej” opisali plotki na ten temat, dorzucili anonimowe relacje o tym, że wdowa po oficerze miała jakoby opowiadać znajomym o rozmowie z mężem, a teraz „nagle z nieznanych powodów zamknęła się w sobie i odmówiła rozmowy”. A potem zadzwonili do brata wyżej wspomnianego oficera BOR. Ten jednoznacznie stwierdził, że takiej rozmowy nie było. Jednak dziennikarze „GP”, niezrażeni tą odpowiedzią, postawili w swoim tekście bezkompromisowe pytanie: Jak to możliwe, że polska prokuratura nie podjęła dotychczas tego kluczowego wątku?

Przykro to pisać, ale koledzy z „Gazety Polskiej” złamali wiele standardów zawodowych i zdroworozsądkowych. Pomijam rozważania nad tym, czy ofiary po wypadku żyły i mogły dzwonić. Ale jak można publicznie bez śladu dowodu na to dawać do zrozumienia, że wdowa po oficerze coś ukrywa? To żywy, cierpiący człowiek. Jeśli nie wiecie, koledzy, jakie mogą być „nieznane powody”, dla których wdowa „zamknęła się w sobie”, to przypominam wam, że pół roku temu straciła męża w katastrofie.

To już nie jest jazda po bandzie. Wypadliście daleko za bandę.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Ostatnia wojna prezesa Kaczyńskiego

13 wrz 2010

Grupa osób, która wyjaśnienie katastrofy smoleńskiej i budowę pomnika ofiar przed pałacem uzna za najważniejszą sprawę w Polsce, siłą rzeczy nie może być zbyt duża – pisze publicysta „Rzeczpospolitej”.

Jarosław Kaczyński, brat zmarłego prezydenta: Ogromna moralna i polityczna odpowiedzialność (za smoleńską katastrofę) Donalda Tuska, Bronisława Komorowskiego, Stefana Niesiołowskiego, Radosława Sikorskiego, Bogdana Klicha, Tomasza Arabskiego, Sławomira Nowaka i innych wymienionych tu polityków PO nie ulega żadnej wątpliwości.

Paweł Deresz, wdowiec po Jolancie Szymanek-Deresz: Jarosław Kaczyński jako brat prezydenta, który był współorganizatorem tego lotu, powinien się czuć współwinny tej tragedii.

Każdy z autorów powyższych wypowiedzi jest głęboko przekonany, że jego wersja jest jedyną prawdziwą. I choć żadna z tych wersji nie jest oparta na twardych, jednoznacznych faktach, to dla każdej z nich można zbudować logiczne uzasadnienie.

Ta wojna już dawno jest czymś znacznie więcej niż zwykłym politycznym sporem. Weszła w fazę, w której jakiekolwiek porozumienie przestało być możliwe. Bardzo poważny konflikt, który obserwujemy od 2005 roku, po 10 kwietnia jeszcze bardziej się pogłębił. Mówili o tym w ubiegłym tygodniu badacze podczas zjazdu socjologów w Krakowie. Ich tezy są potwierdzane przez różne badania.

Emocje, jakie wywołała – a może jedynie ujawniła – awantura związana z krzyżem na Krakowskim Przedmieściu nie tylko wzmocniły konflikt między politykami, ale też powodują, że coraz ostrzejsze formy przybiera wojna kulturowa, o której mówił w Krakowie szef polskiego Towarzystwa Socjologicznego prof. Piotr Gliński.

Przeczytaj cały artykuł na rp.pl
  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Jeszcze słabsza Polska

28 lip 2010

Mamy polityczną wojnę o to, kto kogo bardziej upokorzy, a nie o to, kto zrealizuje swoją wizję państwa. Wojnę pustą i wyniszczającą

Po 10 kwietnia 2010 r. zapanował w Polsce specyficzny nastrój – najpierw był wstrząs, przerażenie i smutek, a potem przyszła także refleksja. Nad tym, jak traktowaliśmy człowieka pełniącego najwyższy urząd w państwie, ale także nad tym, jak traktowaliśmy samo państwo. Padło wiele słów o niesprawnej machinie państwowej, pustej polityce i marnych mediach unikających poważnej dyskusji, nastawionych wyłącznie na polityczno-cyrkową rozrywkę. I wydawało się, że przeszliśmy rodzaj jakiegoś katharsis. Zrozumieliśmy, iż zabrnęliśmy w ślepy zaułek, i zaczęliśmy odczuwać potrzebę zmiany. Nie zmiany jednej partii na drugą, ale zmiany jakości życia publicznego.

Czy rzeczywiście?

W moim najgłębszym przekonaniu to ta właśnie marna, pusta polityka, niekończące się wojny o nic, głupie media, niesprawne urzędy, otępiali urzędnicy, brak zasad i procedur – wszystko to razem wzięte doprowadziło prezydencki samolot do katastrofy. W rzeczywistości zapewne złożyło się na nią ileś mniej lub bardziej brzemiennych w skutki ludzkich pomyłek i zaniechań – zarówno po polskiej, jak i po rosyjskiej stronie. Ale te pomyłki i zaniechania były tylko efektem niesprawności państwa.

Katastrofa była ostatecznym efektem tego, że my wszyscy – od zwykłych wyborców poprzez dziennikarzy, urzędników po polityków – sami sobie zbudowaliśmy takie państwo i przez wiele lat pozwalaliśmy na to, by tak źle funkcjonowało.

przeczytaj cały tekst

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Moralne nadużycie Jarosława Kaczyńskiego

16 lip 2010

Jarosław Kaczyński ma pełne prawo mówić o katastrofie smoleńskiej i domagać się wyjaśnienia jej przyczyn. Naturalne jest też to, że wypowiada opinię na temat umiejscowienia krzyża postawionego dla uczczenia ofiar tragedii.

Bronisław Komorowski zachował się niezręcznie. Niepotrzebnie się spieszył z ogłoszeniem, że krzyż sprzed Pałacu Prezydenckiego należy przenieść. Mógł zaczekać, aż formalnie zostanie prezydentem, mógł najpierw porozmawiać z harcerzami, przedstawicielami Kościoła, a dopiero potem wypowiadać się publicznie.

Zwłaszcza że spokojna i rzeczowa dyskusja na ten temat jest potrzebna. Bo akurat ta sprawa wymaga szczególnej delikatności, także w doborze słów.

Obie strony sporu mają swoje racje. Ma je prezes PiS. Ma je Bronisław Komorowski. Mają je wreszcie ludzie, którzy szanowali zmarłego prezydenta i którym nie podoba się sposób prowadzenia smoleńskiego śledztwa, ale którzy w kwestii krzyża przed pałacem nie zgadzają się z Jarosławem Kaczyńskim. Przedstawialiśmy je już w „Rzeczpospolitej”.

Ból i rozgoryczenie Jarosława Kaczyńskiego są zrozumiałe. Jednak jego słowa z piątkowej konferencji wywołują sprzeciw. Sugerowanie, że jeśli ktoś ma na temat krzyża inne zdanie, to stoi po drugiej stronie „w różnego rodzaju sporach dotyczących polskiej historii i polskich powiązań”, a „każdy, kto twierdzi coś innego, dopuszcza się ciężkiego moralnego nadużycia”, jest po prostu oburzające. Czuję się osobiście urażony słowami prezesa PiS. A wykluczanie tych, którzy inaczej myślą o sprawie krzyża przed pałacem, jest właśnie moralnym nadużyciem.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Szkoda, że to nie nasze śledztwo

31 maj 2010

Zaraz po katastrofie pod Smoleńskiem usłyszeliśmy od prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta, że zawartość czarnych skrzynek poznamy szybko.

Dziś dowiadujemy się, że Rosjanie nie godzą się na ujawnienie treści zapisów. Mają do tego prawo. Jasno wynika to z konwencji chicagowskiej, zgodnie z którą Rosjanie prowadzą śledztwo w sprawie katastrofy polskiego samolotu Tu-154.

Trudno więc nie zadać pytania, czy w ogóle poznamy zawartość czarnych skrzynek. Zwłaszcza że wypowiedzi przedstawicieli polskich władz wcale nie są jednoznaczne. Minister spraw wewnętrznych Jerzy Miller mówi, że rosyjski zakaz nas nie obowiązuje. Bronisław Komorowski – że najpierw zajmie się tym Rada Bezpieczeństwa Narodowego i że będzie chciał wysłuchać opinii liderów politycznych. Rzecznik rządu Paweł Graś zaś ogłasza, że decyzję w tej sprawie podejmą wspólnie premierzy Donald Tusk i Władimir Putin. Która wersja jest obowiązująca?

A przypomnę, że chodzi o czarne skrzynki z polskiego samolotu, który rozbił się, wioząc najwyższych polskich urzędników państwowych.

Przedstawiciele rządu od początku prześcigają się w zapewnieniach, jak dużym zaufaniem darzą stronę rosyjską i jak solidnie prowadzone są badania przyczyn katastrofy. Niestety, trudno dzielić z nimi te odczucia. Dziś widać coraz wyraźniej, że polska strona popełniła błąd na samym początku, gdy nie spróbowała nawet przejąć śledztwa. Jakiś czas temu „Rz” ujawniła, że były podstawy prawne ku temu, by wspólnie z Rosjanami prowadzić to dochodzenie. Domaganie się tego wywołałoby pewnie napięcia pomiędzy Polską a Rosją. Oczywiście niepotrzebnych spięć należy unikać. Dobre relacje z sąsiadami są bowiem ważne. Ale dobre relacje muszą czemuś służyć – interesowi państwa polskiego i jego obywateli. Nie są wartością samą w sobie, o czym zdaje się być przekonany obecny rząd.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Putin nie jest wariatem

26 kwi 2010

Zabijając lecącego do Katynia prezydenta Polski tuż przed końcem jego kadencji, Rosja nie zyskałaby nic. A ryzykowałaby bardzo wiele

Wyjaśniając przyczyny katastrofy prezydenckiego samolotu, należy stawiać wszelkie możliwe pytania. Nie można wykluczyć, że błędy zostały popełnione po stronie rosyjskiej, nie można wykluczyć, że Rosjanie będą chcieli je ukryć. Trzeba domagać się od Moskwy pełnej przejrzystości w procesie badania przyczyn. Ale należy być ostrożnym w stawianiu hipotez. I zachowywać zdrowy rozsądek.

Emocje ponoszą nas wszystkich, każda najbardziej fantastyczna teoria może więc łatwo znaleźć posłuch.

I dziś w Polsce takie teorie zaczynają krążyć. Łukasz Warzecha w swoim blogu w Salonie24 w tekście „Zamach – słowo tabu” postawił zasadne pytania. Ale wielu blogerów, a coraz częściej także dziennikarzy, zaczyna z faktu stawiania pytań wyciągać wnioski, do których nie ma dziś podstaw.

Coraz częściej pojawia się pytanie, czy mógł to być zamach. Pada argument, że każdą możliwość trzeba brać pod uwagę. Ale kiedy jeden mówi: „zastanówmy się”, następny szuka argumentów za taką opcją, trzeci stawia właściwie już tezę – „tak, to mogli być Rosjanie”. Bo chętnie naszą złość i niezgodę na to, co się stało, skierowalibyśmy na jakiegoś ulubionego wroga.

Oczywiście dla zasady nie powinniśmy wykluczać żadnej wersji. Zastanówmy się więc na zimno, odrzucając wszelkie emocje, czysto teoretycznie, czy byłoby możliwe, by był to zamach, za którym stoją Rosjanie.

Przede wszystkim należy postawić pytanie: Po co mieliby to zrobić? Słyszałem argument – na pokładzie samolotu znajdowało się wielu ludzi, którzy blokowali rosyjskie interesy w Polsce. Likwidując ich fizycznie, Rosjanie likwidują problem. Morderstwa polityczne są w Rosji czymś, co się zdarza. Przytaczane są przykłady Litwinienki czy Politkowskiej.

Przeczytaj cały tekst

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Kiedy puszczają nerwy

14 kwi 2010

Wszyscy ciągle jesteśmy w szoku. Wszyscy próbujemy sobie radzić w rozmaity sposób z tym strasznym ciężarem. To, co się stało, wywołuje niezwykłe emocje. Z jednej strony płacz, żal, potrzeba bycia razem, potrzeba manifestacji smutku i jedności.

Płoną miliony zniczy, tysiące ludzi składa w kościołach i na ulicach hołd tym, którzy odeszli. Słyszę polityków, którzy mówią: tak, w naszych walkach szliśmy za daleko, musimy uważać, by mówić o innych tak, by nie wstydzić się tego, gdy osoba, o której mówimy, kiedyś umrze.

W Internecie czytam ogromną ilość pięknych, pełnych bólu tekstów. Na ulicach wspaniałe sceny. Ból znoszony w godności. Z drugiej strony jest też żądanie wyjaśnień, poszukiwanie przyczyn, odreagowywanie. Przyczyny trzeba wyjaśnić, to oczywiste. Każdą wersję należy brać pod uwagę. Tyle że trzeba mieć do tego jakieś podstawy.

Tymczasem pojawiają się już teorie głoszące, bez żadnych racjonalnych podstaw, że to był zamach. „Gazeta Polska” z pełną powagą prezentuje opinię, że ktoś za tym stał: „Jeśli ktoś myślał nad przygotowaniem tego lotu, a zapewne myśleli różni ludzie, to ktoś myślał, żeby stało się tak, jak się stało. Nie widzę innego wyjaśnienia. Komuś zależało, żeby tak się stało. Szef sztabu… dowódcy… niemożliwe. Ktoś nad tym myślał”.

Takie myśli podchwytują inni, którzy w różnych miejscach sieci publikują najbardziej kosmiczne teorie, jak to Tusk, Putin i ludzie z rządu… Niektórym trudno utrzymać emocje na wodzy. Na Facebooku powstaje ruch przeciwników pochówku na Wawelu. Ktoś organizuje w dniach żałoby demonstracje przed siedzibą kurii. Inni piszą o łajdakach i deklarują pogardę wobec tych, którzy zachowywali się niegodnie. Puszczają nam nerwy. Po jednej i drugiej stronie. Powstrzymajmy się.

Nie apeluję o zacieranie różnic, zamazywanie sporów ani o to, by zapominać, co jeszcze niedawno się działo i kto co mówił. Apeluję o szacunek. Dla tych, którzy odeszli, dla naszego państwa, dla siebie nawzajem, którzy zostaliśmy na ziemi. Ale też o szacunek dla faktów i rozumu. Trwa żałoba.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop