Posts Tagged „Janusz Palikot”<

Czy się odważą?

9 lis 2010

Kandydaci do tworzenia nowej formacji muszą wiedzieć, dlaczego chcą nam zawracać głowę. Jeżeli jedynym ich celem jest chęć oderwania się od przywódcy, który przestał im się podobać, to mogą dać sobie spokój – pisze publicysta „Rzeczpospolitej”.

Wśród elit i komentatorów politycznych panuje przekonanie, że na wieki wieków jesteśmy skazani na Platformę i PiS, każda zaś próba powołania nowego ugrupowania jest skazana na porażkę. Dlaczego? Bo ordynacja wyborcza promuje wielkich. Bo ustawa o finansowaniu partii to wielkim daje pieniądze. Bo napięcie tak wielkie, że cała uwaga opinii publicznej skupiona jest na dwóch antagonistach, którzy celowo podgrzewają atmosferę. Bo nie ma kandydata na wyrazistego lidera, który mógłby się zmierzyć z charyzmą Donalda Tuska i Jarosława Kaczyńskiego. Bo dotychczasowe próby okazywały się porażką – za koronny dowód podaje się tu zwykle klęskę projektu Polska XXI oraz losy takich polityków jak Ludwik Dorn czy Marek Jurek, a ostatnio słabe loty głośnego projektu Janusza Palikota.

Czy nowa centroprawicowa inicjatywa polityczna, gdyby się taka pojawiła, byłaby więc z góry skazana na klęskę? Moim zdaniem wszystkie podane wyżej argumenty są do obalenia.

Kiedyś się udało

W dość powszechnej ocenie oba ugrupowania nie spełniają oczekiwań, nie odpowiadają na prawdziwe wyzwania, nie prowadzą polityki, która rozwiązuje rzeczywiste problemy Polaków. Dlaczego mamy więc zakładać, że Platformy Obywatelskiej i PiS nic zastąpić nie może? Czy nad Polską wisi fatum? Jesteśmy skazani na marną i pustą politykę?

Przeczytaj cały tekst

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Czas Palikota

30 wrz 2010

Czy za rok Janusz Palikot ze wszystkimi swoimi pretorianami zmieści się w jednej windzie hotelu Bristol, gdzie lubi rezydować, czy też zbuduje nowy, silny obóz polityczny? Wśród komentatorów i polityków dość powszechne jest przekonanie, czy może bardziej wiara, że polityczna inicjatywa Janusza Palikota okaże się burzą w szklance wody.

Wszyscy powtarzają jak mantrę argumenty o zabetonowaniu polskiej sceny politycznej. O tym, że było już wiele prób i po prawej stronie, które skończyły się zbudowaniem mniej lub bardziej przyjemnych kanap dla garstki działaczy. SdPl, Unia Pracy z jednej strony, a Prawica Rzeczypospolitej czy Polska XXI z drugiej. Niby tak. Ale może jest tak, że wszyscy oni albo popełniali jakieś błędy, albo nie trafiali w swój czas?

Wydaje się, że Palikot robi dziś wszystko, co robić powinien ktoś, kto chce zbudować nowy byt na scenie politycznej. Ma cechy i umiejętności, które mu to mogą ułatwić. I nie jest wykluczone, że właśnie trafił w swój czas. Doskonale odpowiada na nowe trendy: na zmiany zachodzące w społeczeństwie, na czas pustej medialnej postpolityki i na zmiany w sposobie komunikowania się.

Przede wszystkim umie znakomicie grać z mediami. Od dwóch – trzech lat, a więc od czasu, kiedy jeszcze nikt nie myślał o partii Palikota, poseł z Lublina wynalazł sposób, by każdy słowo było spijane z jego ust przez dziennikarzy. Jego obecność w telewizyjnym studiu zawsze przyciąga ogromną publiczność. Albo ma taki dar, albo się tego nauczył. Albo jedno i drugie.

Wiedzą o tym na pewno szefowie stacji telewizyjnych – z niektórych Palikot niemal nie wychodzi. Kiedyś musiał się starać, a to przynosząc świński ryj, a to wymachując penisem i pistoletem, a to pijąc wódkę na ulicy, by skupić na sobie uwagę. Potem wystarczyła już sama obecność. Najpoważniejsi dziennikarze stacji przeprowadzają z nim długie rozmowy i widać, że nawet wtedy, gdy już wyczerpuje się temat, ciągną rozmowę, bo wiedzą, że Palikot powoduje, że słupki oglądalności rosną.

Dlatego pozwalano mu na wszystko. Mógł zrobić i powiedzieć, co chciał. Im bardziej było to kontrowersyjne, tym lepiej. Im bardziej obrzydliwe, tym lepiej. Potem można było odpytać oponentów, co sądzą o tym obrzydlistwie, a oni wypowiadali się równie emocjonalnie i słupki nadal rosły. Palikot im się po prostu opłacał. Opłacał się właścicielom stron internetowych, którzy każde zdanie z jego blogu eksponowali w najbardziej widocznym miejscu wraz ze zdjęciem posła PO. Bo zapewniał wysokie słupki także w zestawieniach wizyt na portalach. Umiał też sprawić, że sejmowi reporterzy biegali za nim jak owce za przewodnikiem, bezmyślnie wsłuchując się w każde wypowiedziane przez niego słowo.

Przeczytaj cały tekst

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Skandal z Marcinem Wolskim

27 lip 2010

Czekałem. Czekałem. Przedwczoraj pojawiał się informacja, że Marcin Wolski ma mieć nową audycję w „Trójce”. Przejrzałem wczoraj nerwowo „Wyborczą” – a tam nic. Agnieszka Kublik na urlopie? Lenistwo upalne? Takiego skandalu nie dostrzec? Wolski? To beztalencie, na którego radiowej satyrze wychowały się co prawda miliony słuchaczy, ale dramatyczne skutki tego widać dzisiaj? Przecież Wolski nawet nie zadeklarował chęci zapisania się do Komitetu Poparcia Bronisława Komorowskiego, ani nie napisał listu w obronie Janusza Palikota?! Co więcej, on chyba ma inne poglądy niż Kora i mógł głosować na… Aż boje się wyminie tego nazwiska… To przecież kolejny przykład zawłaszczania przez PiS wszystkiego, co można zawłaszczyć. A „Gazeta” milczy?

Ale na szczęście to było tylko jednodniowe opóźnienie. Dziś już jest. Uff… Znana nam tropicielka wszystkiego, co prawe jest na miejscu.  Pewnie przerwała urlop.

Dziś możemy dowiedzieć się całej prawdy. Tej strasznej prawdy, że „Wolski to satyryk sympatyzujący z PiS”. Dziękujemy Pani Agnieszko. Na Panią zawsze można liczyć.

Bo o tym trzeba mówić i przypominać. Satyryk sympatyzujący z PiS śmie mówić coś w radiu! Przecież w publicznym radiu powinni być tylko satyrycy sympatyzujący z Platformą Obywatelską! Tak stanowi nie tylko dobry obyczaj i tradycja ale i europejskie standardy. Proszę więc „Gazetę”, aby przy okazji czym prędzej zrobiła pełną listę innych satyryków i dziennikarzy, którzy nie sympatyzują z PiS i tych którzy sympatyzują z Platformą, by władza, która za chwilę wkroczy do mediów publicznych wiedziała co z kim zrobić. Pomóżmy zatroskanej przywódcom, którzy muszą w końcu zrobić porządek z mediami.

Ale niestety, problem z sympatiami Wolskiego, to problem niejedyny.

„Wyborcza” wytropiła, że Wolski chce zrobić program satyryczny na temat, na który ktoś robił kiedyś program niesatyryczny. „Tematem audycji Wolskiego są alternatywne rozwiązania historycznych wydarzeń. Pierwszy odcinek poświęcony był bitwie pod Grunwaldem i rozważaniom o ewentualnym zwycięstwie Krzyżaków. Program będzie emitowany raz w miesiącu w niedzielne wieczory.

Problem w tym, że audycja Wolskiego to żadna nowość. Kilka lat temu cykl audycji historycznych pod identycznym tytułem „Co by było, gdyby” prowadził w „Trójce” Arkadiusz Ekiert z historykami dr. Markiem Urbańskim i nieżyjącym dziś prof. Pawłem Wieczorkiewiczem. W 2004 r. wydali książkę z tymi alternatywnymi historiami.” – czytamy.

Groza. Prawdziwa groza. To tak jakby chciał Wolski satyrycznie komentować wydarzenia polityczne, a przecież już były audycje, w których komentowano na poważnie audycje polityczne. Normalny złodziej. Ale co się dziwić, on sympatyzuje z PiS.

Pani Agnieszko, dziękuję. Dziękuję, ze pokazała to Pani. Musimy pomagać władzy, to jest właściwa obywatelska postawa. Trzeba wskazywać i piętnować. Dziwię się tylko, ze pani Kora jeszcze milczy, ale rozumiem, ze to kwestia czasu. Czas list pisać i zbierać podpisy. Rząd czeka i na pewno takie słuszne inicjatywy zauważy.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Nowy etap wojny

14 lip 2010

Prawo i Sprawiedliwość skręca w złą stronę. Wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego i Joachima Brudzińskiego są być może odpowiedzią na obrzydlistwa Janusza Palikota, ale co z tego?

Platforma Obywatelska ustami posła z Lublina kontynuuje – zawieszony na krótko — proces masakrowania wizerunku Lecha Kaczyńskiego, który odbywał się przed jego śmiercią. Palikot jest w Platformie, nic mu się nie dzieje, co jest znakiem, że ten ton polityki jest akceptowany przez szefa partii Donalda Tuska. To jest polityka haniebna, która przynosi wstyd wszystkim – bez wyjątku — członkom Platformy.

Ale odpowiedź na to polityków Prawa i Sprawiedliwości jest najgorsza, jaką można sobie wyobrazić. Mogę zrozumieć, kiedy po odebraniu tragicznej wiadomości wstrząśnięty Jarosław Kaczyński mówi w emocjach szefowi MSZ najbardziej nawet brutalne słowa. Po ludzku mnie to nie dziwi. Jednak ogłaszanie tego trzy miesiące później, trudno już odebrać jako emocjonalny odruch. To działanie polityczne.

„To wynik waszej zbrodniczej polityki” – tak wspomina dziś publicznie własne słowa Jarosław Kaczyński. Dodaje: „bo nie kupiliście samolotów”. Otóż muszę być uczciwy i opowiedzieć o mojej rozmowie z Jarosławem Kaczyńskim, kiedy był premierem. Po jednym z wywiadów zapytałem go, czemu nie kupią samolotów dla rządu. Odpowiedział: „Przecież pan wie, że tabloidy by nas zniszczyły”. Wtedy, podobnie jak potem Platforma, bał się tego zakupu. To prawda – kilka miesięcy później rząd PiS rozpoczął w końcu procedury przetargowe na samoloty. Ale początkowo nie chciał. Dlatego takich słów dzisiaj – po trzech miesiącach – nie powinien wypowiadać, bo to bardzo cienki argument.

O polityczną odpowiedzialność za katastrofę spór będzie się toczył pewnie latami. Stawianie dzisiaj jednoznacznych diagnoz jest bardzo wątpliwe, bo sytuacja nie jest jednoznaczna. Ale jeśli o sensie słów prezesa PiS można dyskutować, to wypowiedź Joachima Brudzińskiego o Donaldzie Tusku, który zostawił na błocie w „ruskiej trumnie” ciało prezydenta jest po prostu głupia.

Można mówić o emocjach, które muszą znaleźć gdzieś swoje ujście. Ale w polityce chodzi o skuteczność i osiąganie celów. Te wypowiedzi ani nie pomogą – niezbędnemu – wyjaśnieniu przyczyn katastrofy smoleńskiej, ani dyskusji o stanie państwa ani – pozycji Prawa i Sprawiedliwości. To zabójcza dla tej partii nowa taktyka.

Platforma z Palikotem zaczęła nowy etap wojny „polsko-polskiej”. Sprowokowany PiS właśnie do niej przystępuje. Ale to niestety nie jest ten polityczny spór, który jest Polsce potrzebny.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop