Posts Tagged „Andrzej Lepper”<

W sieci teorii spiskowych

9 sie 2011

To, w jaki sposób politycy, dziennikarze, blogerzy i inne kręgi opiniotwórcze komentują sprawę śmierci Andrzeja Leppera, pokazuje znakomicie, w jakim stanie emocjonalnym jest polskie społeczeństwo, a właściwie jego elita. Z jednej strony totalny brak zaufania w życiu publicznym, z drugiej chęć wykorzystania każdej okazji, nawet ludzkiej tragedii, do upokorzenia politycznego przeciwnika. Znikają kolejne bariery, nie ma zahamowań. I coraz mniej jest chłodnej refleksji.

Po ujawnieniu informacji o znalezieniu zwłok przywódcy Samoobrony niemal natychmiast politycy rzucili się do mikrofonów, komentatorzy do studiów telewizyjnych i radiowych, gazet, blogów. Wszyscy gadali jak najęci. Oczywiście media tę sytuację nakręcały, zapraszając wszystkich do komentowania. Wiem, bo sam otrzymywałem zaproszenia do studiów telewizyjnych. I o mało nie poszedłem. Coś mnie na szczęście powstrzymało.

Bez oczekiwania na wyniki śledztw, na jakiekolwiek informacje tłum znawców od wszystkiego snuł rozważania: jedni  – kto jest winny samobójstwa. Inni – kto i dlaczego zamordował Leppera. Brak wiedzy nie przeszkadzał w formułowaniu prostych sądów. Część robiła to z emocji, część z politycznego wyrachowania.

Zacznijmy od samego aparatu państwowego. Niemal natychmiast po pojawieniu się informacji o śmieci lidera Samoobrony prokuratura podała, że to prawdopodobnie samobójstwo. Dopiero potem zapowiedziała śledztwo w tej sprawie. Prokuratura wiedziała więc od razu.

Logika Żakowskiego

Od razu też wiedzieli różni komentatorzy. Od lewa do prawa. Na pytanie zadane przez białoruskie władze: „Kto zabił Andrzeja Leppera?”, pierwszy odpowiedział Jacek Żakowski. Od razu wiedział, że Lepper jest ofiarą nacisków i brutalnej prowokacji zmontowanej przez rządy PiS. Publicysta przyznał publicznie, że przyszło mu to do głowy w chwili, kiedy się dowiedział o tragedii.

Trzeba przyznać, że proces analizy faktów u redaktora trwał niezmiernie krótko. Andrzej Lepper do śmierci został doprowadzony przez okrutne rządy Jarosława Kaczyńskiego i jego zbrodniczej ekipy. „Jak się czuje teraz Andrzej Czuma, który twierdził, że nacisków nie było?” – pytał w telewizji Żakowski, dając do zrozumienia, że łańcuch przyczynowo-skutkowy jest prosty. Rządy PiS prowadziły nielegalne działania, używały nacisków na CBA. CBA zaś, łamiąc prawo, niszczyło karierę Leppera, co doprowadziło go do samobójstwa. Proste i logiczne.

W teorii Żakowskiego nie ma miejsca na fakty, jakby Lepper nie popadał w kłopoty finansowe, nie miał żadnych podejrzanych kontaktów, nie łamał prawa, nie pakował się sam w kłopoty. Zapewne też nie miał żadnych osobistych problemów. Wszystko jest dla czołowego publicysty „Polityki” jasne: było samobójstwo, do którego doprowadziły metody rządzenia Jarosława Kaczyńskiego. W podobnym tonie – łącząc raport Andrzeja Czumy ze śmiercią Leppera – wypowiadał się w TVN 24 Grzegorz Miecugow.

Czytaj cały tekst

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Lepper był jak Polska

7 sie 2011

Zwolennicy lidera Samoobrony kochali go za to, że rzucił wyzwanie państwu, które – jak sądzili – utrudniało im życie i chciało ich pognębić – pisze publicysta „Rzeczpospolitej”.

Niezwykła, dla wielu niezrozumiała kariera Andrzeja Leppera w III RP nie wzięła się z niczego. Lepper był taki, jaka była duża część Polski. Jego brutalny język i bandyckie metody działania były odpowiedzią na to, jakie było – i pewnie ciągle w dużej mierze jest – polskie państwo.

W dżungli Balcerowicza

Rewolucja, która dokonała się w Polsce w latach 90., wprowadziła dużą część Polaków do innego kręgu cywilizacyjnego. Ale miliony ludzi nie poradziły sobie z tą sytuacją. Polska lat 90. była państwem dla sprawnych, rzutkich, silnych, inteligentnych, sprytnych, ale też tych, którzy byli dobrze ustawieni. Tych, którzy mieli wyraźną przewagę na starcie do wyścigu, w którym nie obowiązują przejrzyste reguły.

Zarówno dla wielu przedsiębiorczych, dynamicznych i wykształconych ludzi, jak i dla wielu zwykłych kombinatorów był to kraj, w którym można szybko zdobyć fortunę. Ale – jak to bywa w czasach rewolucji – miliony ludzi nie potrafiły się dopasować do nowych czasów. Pozostali bezbronni, samotni, bezradni wobec urzędów. Czuli się coraz bardziej odrzuceni. Ich świat zmieniał się za szybko.

Przeczytaj cały tekst

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Groźny gniew ulicy

17 sie 2010

Granica tego, co publicznie dozwolone, przesunęła się bardzo daleko. Jaki może być następny krok po wykrzyczeniu do nieżyjącego człowieka „spieprzaj, dziadu”? – pyta publicysta „Rzeczpospolitej”

Ostatnie 20 lat naszej historii to okres nieustannych napięć politycznych. Wiele razy mówiono o podziale społecznym, o przepołowionej Polsce. Naiwne wezwania do jedności nie odnosiły skutku, bo odnieść go nie mogły. Odbudowujące się powoli społeczeństwo było zbyt zdezintegrowane po latach komunizmu.

Podział ten nigdy jednak nie przybierał niebezpiecznych form. Problemem raczej było to, że nasza demokracja, układ sił politycznych zwykle nie oddawały realnego układu sił społecznych. Stąd też coraz większe sfrustrowanie dużych grup, coraz większe poczucie, że państwo jest czymś obcym. Mieliśmy do czynienia z różnymi falami frustracji, czego objawem był kiedyś sukces Stana Tymińskiego, a całkiem niedawno Andrzeja Leppera. Tymiński jednak szybko przeminął, a Lepper po kilkuletniej fali popularności został najpierw trochę ucywilizowany, a potem zmieciony. Wydawało się, że kanty się ścierają, centrum polityczne staje się coraz bardziej stabilne i żadne groźne procesy nam już nie grożą.

Przeczytaj cały artykuł

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop