Prognozowany przez Komisję Europejską dla Polski 6-procentowy wzrost PKB do końca przyszłego roku stawia nasz kraj niemal na czele unijnej stawki. Zanim jednak któraś z partii ogłosi, że to sukces jej polityki (a może to być i PiS, i Platforma), zanim znów przygotujemy mapy Europy z zielonymi wyspami, pamiętajmy, że aby przewidywania Komisji mogły się sprawdzić, trzeba szybko i skutecznie rozwiązać problemy Grecji.
Tymczasem Grecy wcale nie chcą umierać dla eurolandu. Chcą żyć po swojemu, unikać płacenia podatków i utrzymywać wysoki deficyt budżetowy. Dla pozostałych krajów strefy euro oznacza to, że ich wydatki na ratowanie Grecji mogą nie mieć końca. Trzeba będzie pożyczyć może nawet ponad 100 miliardów euro, co nie pozostanie bez wpływu na kurs europejskiej waluty i rentowność obligacji innych państw. Bo im bardziej protestują Grecy w Atenach, tym euro będzie słabsze i tym większy będzie nacisk na wzrost stóp procentowych w całej strefie. Co gorsza, w każdej chwili kryzys może się rozlać na kolejne kraje Unii, zwłaszcza te o najsłabszych finansach publicznych.
Polakom się wydaje, że skoro nie mamy euro, to nie zapłacimy za problemy Greków. Tymczasem nasza waluta już jest silnie związana z europejską i gdy ona ma kłopoty, złoty słabnie w oczach. Gdyby kurs euro utrzymał się na poziomie ponad 4,05 zł, oznaczałoby to wzrost naszego długu zagranicznego o kilkanaście miliardów złotych i odpowiednio wyższe koszty jego obsługi. To oznacza, że inwestorzy odwrócą się od polskich akcji i obligacji, więc nastąpi spadek ich cen.
Jednak dużo ważniejsze od chwilowych wahań kursu – i dla Polski niekorzystne – mogą być wnioski, jakie bogate państwa eurolandu wyciągną z tego zamieszania. Dziś wspólnota walutowa jest eleganckim klubem brydżowym – sprawdza się w nim bilety tylko przy wejściu, a potem już nikt nie ma możliwości wyproszenia gościa, który kantuje przy stole. Najbogatsi teraz zrobią więc wszystko, by nie płacić już za kraje zbyt pochopnie wpuszczone do tego ekskluzywnego klubu, które nie przestrzegały zasad dobrego wychowania, zaciągając długi.
Polska dziś ma, jak na euroland, zbyt wysoki deficyt finansów publicznych, nasz dług za chwilę przekroczy dopuszczaną przez unię wysokość. To oznacza, że możemy zrezygnować ze wszystkich naszych dotychczasowych planów szybkiego i cichego – bez reform – wślizgnięcia się do klubu walutowego. Albo zaczniemy oszczędzać, reformować finanse, albo zrezygnujmy z euro. W świetle tego, co się dzieje w Grecji, i naszej niewielkiej skłonności do wyrzeczeń, to drugie wyjście nie wydaje się najgorsze.









@redaktor
„…i naszej niewielkiej skłonności do wyrzeczeń,…”
Nie wiem na jakiej podstawie mowi pan cos podobnego. Czy aby na pewno mieszka pan w Polsce i chodzi po ulicach na pieszo? A moze to ja jestem niedopoinformowany i wbrew temu co wiem, Polacy oplywaja w luksusie i maja wszystkie uslugi za darmo?
O czym pan pisze panie redaktorze?
A niby po co mamy przyjmować euro, kiedy upadek wspólnej waluty jest tylko kwestią czasu. Za Grecją sypnie się Hiszpania, Portugalia, może Włochy. Wchodzić do klubu bankrutów. Dziękuję bardzo. Jak sypnie się euro to po całym eurolandzie nie pozostanie kamień na kamieniu,tzn. w sensie jednego zbiurokratyzowanego superpaństwa.
Dla tych, którzy chcieli szybko wepchnąć Polsce euro należy się gest Kozakiewicza.
Tak, drugie rozwiązanie wydaje się teraz bezpieczniejsze. W końcu do strefy euro ciągnęło nas poczucie stabilizacji i solidności. Czar prysł, w UE dzieją się rzeczy dziwne i nie budzące zaufania. Nasza gospodarka jeszcze sterowna pogrąża się w długach, które niewiele na przyszłość załatwiają. Sytuacja jak w małej firmie: kredyt demoralizuje….załoga bierze się do roboty, ale za późno. Zwłaszcza, że już jest za późno, żeby „wszystkim żyło się lepiej”.
Drugie wyjście nie jest najgorsze na dziś, w perspektywie krótkoterminowej. Ale na dłuższą metę nie da się żyć w kraju z walutą, której kurs w ciągu 2 dni leci na pysk o 8% !!! Jak w takich warunkach planować działalność gospodarczą, czy nawet zwykłe wakacje zagranicą? Euro daje stabilność gospodarce, dostęp do taniego kredytu i wiele innych korzyści. Słowacja mimo pierwszego szoku przyjęcia euro jednak idzie z PKB ostro do góry, więc naprawdę nie ma na co czekać. A reformy są i tak nieuniknione , no chyba, że uzyskamy w społeczeństwie konsensus, że 75% budżetu państwa przeznaczamy na emerytury i pozostały socjal.
Jakie €?? czy Pan już do reszty zwariował?? Jakim trzeba być ślepcem, aby jeszcze dążyć do tego bagna?
Zrezygnujmy z EURO !!! Yes, yes, yes !
Bogu dzięki nadchodzi koniec Unii Europejskiej, czyli postkomunizmu w Europie. Oczywiście, im wcześniej, tym lepiej. W przeciwnym przypadku Europa zamieni się na zbankrutowanego nieroba na świecie.
Trzeba wrócić do korzeni EWG, wyrzucic 90% nierobów biorących niebotyczne apanaże za destabilizację gospodarki europejskiej. Trzeba po prostu wziąść się do roboty, jak to robi Azja, Australia, czy Ameryka, a nie mierzyć krzywizny banana, czy może np. ludzkiej kupki.
Nie jestem ekonomistą, ale uważam że jeżeli Grecy tak mocno opierają się wciskaniu im nowych pożyczek, należy uznać ich wolę i pozwolić Grecji na bankructwo. Byłaby to świetna nauczka dla rządów, które na wyścigi sprzedają swoje społeczeństwa lichwiarzom, oraz dla samych lichwiarzy – nie zawsze znajdą się stada potulnych owieczek gotowe ponieść konsekwencje ich wyczynów.
Natomiast propozycje żeby Grecja spłacała długi wyprzedażą terytorium, uważam za nieodpowiedzialne i bardzo niebezpieczne. Taki precedens byłby szczególnie groźny dla Polski.
„Polska dziś ma, jak na euroland, zbyt wysoki deficyt finansów publicznych, nasz dług za chwilę przekroczy dopuszczaną przez unię wysokość. To oznacza, że możemy zrezygnować ze wszystkich naszych dotychczasowych planów szybkiego i cichego – bez reform – wślizgnięcia się do klubu walutowego. … W świetle tego, co się dzieje w Grecji, i naszej niewielkiej skłonności do wyrzeczeń, to drugie wyjście nie wydaje się najgorsze.”
No tak, mogliśmy się wślizgnąć i już teraz dołączyć do ekskluzywnego klubu składających się na pomoc dla Grecji – a wszyscy w eurolandzie w tej składce biorą udział. 100 miliardów euro to jak splunąć. Potem oczywiście ratowalibyśmy Portugalię (kwota pewnie byłaby zbliżona), następnie naszego przyjaciela Zapatero, tu kwota pewnie będzie znacznie wyższa – co za pole do popisu!
Ach nasi wspaniali ekonomiści nie mogą tego pewnie przeboleć. A genialny premier włosy rwie z głowy, bo nawet plan wejścia do eurolandu w 2014 zwiódł.
Pan, panie Jabłoński bierze swoje pobożne życzenia za rzeczywistość. Nie ma nawet co marzyć o polskim wejściu do strefy euro przed 2020 rokiem, jeśli takowa będzie jeszcze istnieć. Na to nie zgodzą się ci, w rękach których leżą decyzje. Czy Polacy coś zrobią, czy też nie zrobią jest zupełnie, w tym kontekście, bez znaczenia. Ale należy oczywiście oszczędzać i reformować finanse, bo takie działanie jest samo w sobie zdrowe.
Liberał. Muszą pana bardzo nie lubić w redakcji, bo przecież to bastion pisuaryzmu bez cienia znajomości realiów gospodarczych.
Dwa lata temu nieopatrznie spędziłem wakacje na Rodos. Oprócz przekonania o wrodzonym niechlujstwie tubylców i niesmaku do wszechobecnego brudu, syfu i poruty wywiozłem stamtąd konstatację, że, jak mawiał Dobry Wojak Szwejk, tak idiotyczny kraj w ogóle nie powinien istnieć. Główną aktywnością ogółu miejscowych osobników płci męskiej wydawało się picie ouzo w knajpie od rana do wieczora, palenie tytoniu, oglądanie sportu, przebieranie w rękach koralikami i pobrzękiwanie złotą biżuterią; osobniki płci żeńskiej zajmowały się przeważnie wrzeszczeniem na dzieci i siebie nawzajem. Brudną robotę (sprzątanie, gotowanie, pranie) wykonywały za głodowe pensje imigrantki z Rumunii. Transakcje (wynajęcie auta, pojazdów do sportów, kolacja w restauracji, zakupy w sklepie) odbywały się w 100 proc. z pominięciem systemu fiskalnego (paragonów prawdopodobnie jeszcze tam nie wynaleziono), co wybitnie świadczy o wydajności tamtejszego aparatu państwowego. Pragnę przy tym dodać, że piwo w hotelowym barze kosztowało zylion euro, a uprzejmy inaczej, zarabiający na nas wszak niemało właściciel hotelu za podwiezienie do miasta (nie sposób było dotrzeć doń komunikacją publiczną, bo… nie jeździła według rozkładu jazdy a prawdopodobnie według kalendarza Majów) zainkasował równowartość pięciu polskich biletów miesięcznych. Uprzejmie pominę trzygodzinne opóźnienie w odlocie z tych wymarzonych wakacji oraz dwukrotne podchodzenie samolotów do startu z powodu złych koordynatów podanych pilotowi przez wieżę. Z Unii i państwa, które z moich zarabianych w prawdziwym pocie czoła 1000 euro miesięcznie (co jak na polskie warunki uważam za sumę niebagatelną) chce ratować ten „alternatywny styl życia” proszę mnie łaskawie wypisać.
[...] http://blog.rp.pl/jablonski/2010/05/05/euroland-ekskluzywny-klub-bez-wykidajly/ “kraje zbyt pochopnie wpuszczone do tego ekskluzywnego klubu, które nie przestrzegały zasad dobrego wychowania, zaciągając długi.” Nie wierze w to ze banki nie mialy w tym swojego interesu, aby pozyczek udzielac. Ciekawe byloby sprawdzic ile odsetek zaplacil juz kazdy kraj. [...]
…zwlaszcza ze ekonomiczne „zielone strony” Rzepy sa dla profesjonalnych ekonomistow marka sama w sobie.
aloes zejdz na ziemie
Socjalizm nie moze istniec bez doplywu szmalu z zewnatrz. Szmal sie konczy – socjalizm kaput.
Socjalizm to system pasozytniczy. Pasozyt w koncu zabija swojego gospodarza. Jak rak.
Zwolennicy euro wszystkich krajow, laczcie sie!!! Byle na wlasny rachunek, nieuki.
I dobrze…
Z naszym deficytem spowodowanym nadmiernie rozdętymi wydatkami (m.in. na bardzo szeroko rozumiany socjał) tak czy inaczej musimy coś zrobić – dla siebie, nie dla Europy.
Jak dla mnie Grecja jest przykładem tego co w Polsce może być za lat 10, jeśli pozostaniemy bezczynni…
Przepraszam bardzo ,a ci wielcy dostojni pracownicy w UE zza biurka wydali decyzje o przyjeciu Grecji do strefy Euro. Nie wiedzieli rzeczywistosci,. Tak jak u nas podobnie z tworzeniem gospodarstw rolnych a obrotem ziemia ,bo gosp. rololnych bylo brak ( Ustawa z 1971 i przekrety gmin).Swoja droga podobno Grek oszuka i Zyda.
Wszystkie państwa EU są zadłużone , ale żadne z nich, może poza Wielką Brytanią – nie przeprowadza reform finansów publicznych. Istniejący system wyborczy nakręca narastanie długu publicznego. By wygrać wybory, to trzeba coś wyborcom dać, a nie zabrać by ratować państwową kasę.
Na dłuższą metę odwlekanie reform nie opłaca się, ale który z polityków myśli długookresowo. Najważniejsze by dorwać się do władzy i wyrwać coś dla siebie, póki jeszcze jest co.
Do tego dochodzi Kryzys Światowy o niespotykanej dotąd skali, spowodowany nie przestrzeganiem podstawowych zasad ekonomii.
Wszystko podporządkowane maksymalizacji zysku, nawet instytucje kontrolne. Wrócił dziki kapitalizm. Wielkie oszustwa, brak rzetelnych analiz, gdyż celowo zniszczono mechanizmy kontroli. Nie panuje się nad tradycyjną emisję dolara, a o kontroli elektronicznego pieniądza to nawet się nie wspomina. Nie wiadomo co jest realnym pieniądzem, a co śmieciem bez pokrycia.
Jeszcze bardziej pogłębiło kryzys pompowanie państwowych pieniędzy do banków, a przecież prowadzenie banku to taka sama działalność gospodarcza jak każda inna. Efekty takiej „pomocy” już znamy.
Wracając na nasze własne podwórko, to cieszymy się, że nasza gospodarka rozwija się, ale lawinowo rosnące potrzeby budżetu państwa wymuszają większą efektywność ściągania danin publicznych. Prawo podatkowe jest celowo skomplikowane do absurdu co ułatwia zarzynanie „owieczek”, zamiast ich strzyżenia.
Utrzymuje się podatek dochodowy, wprawdzie wprowadzono liniowy, ale on także umożliwia wyprowadzanie dochodu za granicę za pomocą wirtualnych kosztów. Płacą go tylko rodzimi przedsiębiorcy, bo zagraniczni pomagają sobie wirtualnymi kosztami.
1% podatek od przychodów nie ma tej wady, ale zagraniczne firmy nie dopuszczą by go wprowadzić.
Do tego niewydolne sądownictwo, korupcja itd. itp. Emisja obligacji na finansowanie potrzeb budżetu coraz bardziej kosztowna.
O świadomości naszej klasy politycznej świadczy licytowanie się pomysłami „pomocy” socjalnej dla wyborców w czasie ostatniej kampanii wyborczej, bez oglądania się na możliwości finansowania tego przez budżet.
Sami zbudowaliśmy takie państwo i nic robimy by je ratować, bo wymaga narażenia się wyborcom, ale innej drogi nie ma. W przeciwnym wypadku wierzyciele dokonają kolejnego rozbioru Polski, by odzyskać choć część pożyczonych pieniędzy.
Spełni się marzenie Hurapatriotów, będą mieli znowu o co walczyć.
To nie czarnowidztwo, to niestety jest real.
@ redaktor
„Albo zaczniemy oszczędzać, reformować finanse, albo zrezygnujmy z euro.”
Problem z tym, ze po co wlasciwie mamy wchodzic to tego „klubu” ? ?
I co maja reformy i oszczedzanie wspolnego z Euro? Jak na razie to EUROland to klub wydrwigroszy (np. tegoroczny deficyt Niemiecki to 80 mld. EUR) – po co nam to wszystko…
Kochani! Nie łudźmy się, prędzej czy później nas też czeka druga Grecja. Nasze zadłużenie jest zaj…….te. To się musi odbić. Czy Tusk i Rostowski są aż tak ślepi? Czy po prostu im „nielzja”?
Łączyć problem Grecji z euro ma sens i jednocześnie go nie ma. Ot powód banalny, nagle Grecja znalazła się w ekskluzywnym klubie, gdzie nie potrzebowała nic robić, by dostać pieniądze i korzystała z tego, kłamiąc partnerów unijnych ile wlezie… Nie do końca jest to problem samej waluty, a bardziej samej Grecji jak i kontroli sprawowanej przez Brukselę. Ale to insza inszość…
Ciekawsze jest to, co pisze redaktor, że Grecja nie zamierza rezygnować ze swojego „stylu życia”… problem w tym, że inni nie zamierzają dalej tego finansować. Po prostu nie da się już rolować greckiego długu, bo nie ma zapotrzebowania na greckie obligacje, nawet wysoki procent przestanie kusić, bo wszyscy zaczynają rozumieć, że Grecja kasy nie ma i mieć nie będzie, jeśli tak dalej będzie gospodarować. Grecy za chwilę sami zrozumieją, że wyboru nie ma, czas zacisnąć pasa i gospodarować się tym, co się ma, bo na pożyczanie są za biedni. Nawet stada anarchistów, populistów i innych oszołomów nie pomogą.
Problemy Portugalii i Hiszpanii są lekko mówiąc, inne niż greckie, jakkolwiek też ciekawie nie jest. Po prostu czas reformować gospodarki w odniesieniu do wydatków.
Polsce ten przykład się przyda, pokazuje, że księżycowe propozycje PiS z początku kryzysu światowego to byłby gwóźdź do trumny… Może wreszcie sam PiS i jego zwolennicy to zauważą ? Ponadto, Polska „solidarna” to prosta droga do dzisiejszego wariantu greckiego, też należy to zauważyć. Również należy zauważyć, że prezydent (tutaj wskazuję na zmarłego) nie miał racji, blokując wetem inicjatywy rządowe…
Polska klasa polityczna musi zrozumieć, ponad podziałem, że są rzeczy wspólne i oczywiste, a polityczne zacietrzewienie tylko Polsce szkodzi. Mam nadzieję, że szczególnie PiS to zrozumie…
@kpharck: to jaką inną możliwość Pan widzi?
Proszę pamiętać, że pieniądze Grecji pożyczały jako bezpieczną lokatę m.in. fundusze emerytalne. To ci emeryci mają opłacać greckie szaleństwa jak np. premie dla urzedników za punktualne przychodzenie do pracy, emerytury dla rozwiedzionych lub niezamężnych córek urzędników czy też armię na którę Grecja wydaje DWA razy więcej (procentowo) niż Niemcy?
Dołóżmy do tego 14 pensji urzędniczych i tysiące wysoko opłacanych komiscji jak ta do zarządzania wyschniętym od ponad 70-ciu lat jeziorem a będzie miał Pan obraz Grecji.
Ja też chcę na cudzy koszt żyć i się bawić.
Przepili i przejedli cudze pieniądze a jak trzeba oddawać to nie, dalej tak.
Sprzedawać Akropol i basta.
Do Grecji na urlop nigdy już nie pojadę – wolę z oczywistych powodów Marokko
@Q: zgodziłbym się z Panem gdyby Pan wskazał, kto za setki miliardów długu w ostatnich 3 latach personalnie odpowiada. Nie przypadkiem cudotwórca piłkarz-amator z szemraną ferajną?
Skoro sprzedaż państwowej własności nie wchodzi w grę (patrz post @kpharck), autostrady łączącej Szczecin z resztą Polski nigdy nie będzie to ile pokoleń Pana potomków ma ten dług obsługiwać?
Trafnie to Pan ujął, panie redaktorze. Do ekskluzywnego klubu europejskich państw pozaunijnych dołączy Grecja. A Euroland… ach ten ubogi Euroland, wykidajło własnej Strategii Lizbońskiej, zwisający u klamki Chin i Rosji, zabiegający o względy Brazylii… może kiedyś dołączy do reszty cywilizowanego świata.
„… naszej niewielkiej skłonności do wyrzeczeń …”
Czy to ma być diagnoza psychologiczna, socjologiczna, wynik jednostkowych obserwacji, uśrednienie jakichś wskaźników, czy też deklaracja prywatna?
Owszem – państwo nie jest skłonne do wyrzeczeń (i odkąd pamiętam nigdy nie było). Inaczej nie robilibyśmy tej kretyńskiej imprezy „Euro 2012″ (kto to wymyślił by robić mistrzostwa w kraju w którym nie uprawia się w ogóle tej dyscypliny sportu!?).
Natomiast Polacy są zdolni do wielkich wyrzeczeń. Jednak ważny jest cel. Jeśli mamy znów zaciskać pasa po to, by kolejna ekipa nawiedzonych ekonomistów zrealizowała swoje „genialne” (jak zwykle) pomysły, to obawiam się że frajerów biorących to za dobrą monetę jest coraz mniej.
Euro na dłuższą metę nie ma szans. Powrócą marki, franki, guldeny itd. a Unia rozpadnie się jak kiedyś rozsypał się Związek Hanzeatycki.
Euroscepy jak zwykle wieszcza koniec euro. Jest to kompletna bzdura.
W strefie euro nie chce sie po prostu (jeszcze) stosowac bomb atomowych dla podtrzymania euro. A te bomby atomowe to programy drukowania kasy, takie jakie jakie uzyto dla ratowania ekonomii USA i UK.
Trzeba pamietac ze zarowno EU jak i euro to rowniez eksperyment. Grecja jest lekcja w tym eksperymencie. Ale sama idea EU i euro jest o wiele lepsza niz dawnych systemow. Wystarczy sobie wyobrazic co by bylo obecnie w Europie bez euro. Bylaby nieogrniczona wojna na dewaluacje i rewaluacje co powodowaloby ogromne tarcia midzy krajami.
(…) jak może być bogaty kraj który jest w stanie tylko wyprodukować oliwę i wino a turystyka hymm… są miejsca ciekawsze dla ludzi z zasobnym portfelem żyd który dawał im pieniądze i pożyczał sam powinien ponieść tego konsekwencje. Widział ktoś samochód lub telewizor wyroby stalowe z napisem made in greece, widział ktoś greka lub żyda przy betoniarce?
Od 8 lat mój kolega który nie jest ekonomistą powtarza, że Grecja oszukuje unię na wszystkim. Wszyscy podobno o tym wiedzą i co ?? . Co robią Ci unijni komisarze urzędasy itp. Jedyne rozwiązania to pozwolić Grecji na bankructwo i wprowadzić im narodową walutę. 100 mld euro – nigdy nie wróci do właścicieli !
@kamilwronski:
Pomimo, że pewnie podpadam pod kategorię „euroscepy”, zgadzam sie że wieszczenie upadku euro jest przedwczesne. Równie dobrze (a pewnie szybciej) może upaść dolar. Zresztą wcale bym sie nie zdziwił, gdyby sie okazało że ten kryzys w Grecji został umyślnie zaogniony przez amerykańskie banki w porozumieniu z amerykańskimi władzami celem osłabienia euro zniechęcenia krajów, które konwertują swe rezerwy dewizowe z dolara na euro. Ale to penie już podpada pod teorie spiskowe
Moze sie za tym kryc cyniczna gra. Ktos napisal, ze Grecja to jest takie bankructwo, na jakie Unia sobie moze pozwolic (i ktos tam zarobic na nim).
Czyli – najtansze ostrzezenie, sygnal do niepopularnych zmian. Podniesie sie podatki,w emerytalny i juz mozna bedzie myslec o dziesiecioleciu starych grzechow.
Ma chyba racje Jacques Delors, mowiac ze doradca stal sie strach. W eurolandzie nie ma bowiem zadnych mechanizmow szybkiego reagowania, a to dla finansow zabojcze.
Prawda taka jest, że UE jest obszarem zbyt zróżnicowanym, żeby prowadzić na nim w miarę sensowną politykę monetarną czy gospodarczą. Tego zróżnicowania nikt po prostu nie ogarnia. Widać to choćby w legislacji państw UE tak zagubionej w szczegółach, że niezdatnej do stosowania. Rozwiązanie? Opresyjność. Stąd fascynacja Francuzów i Niemców rozwiązaniami radzieckimi. Już dziś dąży do zera prawdopodobieństwo, że losowo wybrany beneficjent najnieznaczniejszej pomocy unijnej spełnia warunki jej uzyskania. Czy pewien gatunek strachu, o którym ochoczo opowiadał niedawno minister Rostowski, miałby stać się spoiwem UE? A może ten strach już Unię spoił?
autochton napisał:
06 maja 2010 at 07:55
Jasne jasne, weź pod uwagę, że zdecydowania większość tych sum to rolowany dług z lat minionych. Nawet PiS, mając świetną koniunkturę, nie pomyślał, nawet w założeniach, by zacząć długi spłacać… A obecny rząd nie ma szczególnej koniunktury zewnętrznej, co widać choćby teraz, kiedy greckie kłopoty przekładają się na kurs złotego. Nie żyjemy na innej planecie, a gospodarka to naczynia połączone. kryzys, niezawiniony przez nas i od nas niezależny, daje nam się we znaki…
Tak więc wskazywanie rządzących dzisiaj jako winnych jest jaskrawym nadużyciem. Zresztą, recepty PiS były bliskie greckim rozwiązaniom… cieszmy się więc, że nie PiS rządzi… a swoją drogą, PiS w podskokach wycofał się z niedawnych recept…
W Polsce niestety urzędnicy zaczęli za dużo zarabiać, w połączeniu z rosnąca ich armią (porównajcie liczby urzedników w latach 1990, 1995, 2010, 2005 i dziś!) demoralizuje to gospodarkę.
Pisze Pan:
Albo zaczniemy oszczędzać, reformować finanse, albo zrezygnujmy z euro.
WYBIERAM PIERWSZĄ OPCJĘ.
Nieprzystąpienie do strefy EURO zepchnie nasz kraj na margines gospodarczy EURO.
Nalezy tylko obserwować SŁOWACJĘ I SŁOWENIE – kraje niegdyś socjalistyczne a mające obecnie walutę EURO.
Nie słyszę aby na SŁOWACJI wystepowały problemy z budżetem i deficytem budżetowym. SŁOWACJA przystapiła do EURO tuż przed kryzysem.
NAJWAŻNIEJSZE JEST to że teraz kraje Eurolandu zmieną/zaostrzą kryteria budżetowe przystepowania do EURO. To dobrze.
GRECJI NIKT NIE ZMUSZAŁ ABY PRZYSTAPIŁA DO EURO- zrobili to fałszując statystyki gospodarcze.
POZA tym państwo opiekuńcze w Grecji było nadmiernie rozwinięte. Czyli socjalizm zawsze ponosi klęskę.
JEŚLI MY PÓJDZIEMY W STRONE SOCJALIZMU (Kaczyński nazywa to PAŃSTWO SOLIDARNE) to skończymy jak Grecja i to nie będąc w sttrefie EURO.
„…to drugie wyjście nie wydaje się najgorsze…”
p. redaktorze. Niech pan wróci do swoich felietonów z jesieni 2008 gdy pan wył, że musimy przyjąc euro szybko, szybko, szybko – albo jeszcze szybciej. Bo to same korzyści …
(…)
@Q: mówi Panu coś nazwisko Bauc i dziura budżatowa?
Pamięta Pan może jeszcze wysokość tej dziury?
To o jakim rolowaniu Pan pisze?
Chyba chciał Pan napisać o wy-rolowaniu Pana Rodaków przez szemraną ferajnę.
A to, że PiS potrafił wycofać się świadczy o tym, że wbrew nagonce gadzinówki w PiS są myślący ludzie.
Pozdrawiam
Z17 napisał:
„nie da się żyć w kraju z walutą, której kurs w ciągu 2 dni leci na pysk o 8% !!! … Euro daje stabilność gospodarce”
Znaczy euro nie spadło w stusunku do dolara?
Nawiasem mówiąc, czy chciałby Pan wspólnej waluty dla Europy i Stanów?
a jak już grecy przeżrą te kolejne 100 miliardów to co będzie?
Grecja nie przystaje do UE. Grecy to ludzie o mentalności bliższej Bliskiemu Wschodowi niż Europie, podobnie jak mieszkańcy południowych Włoch. Zbyt się nie narobić, wyciągnąć z turystów co się da, a poza tym świętować, popijać wino i prowadzić życie towarzyskie. Od wielu lat Grecja importuje 4-5 razy więcej niż eksportuje, a deficyt budżetowy stale rośnie. Przy pomocy „kreatywnej księgowości” Grecja weszła do strefy Euro, wyciągnęła co się dało z pieniędzy unijnych w ramach przygotowań do Olimpiady (metro i lotnisko w Atenach, most przez Cieśninę Koryncką i inne), ale teraz wszystko pękło. Grekom nie uśmiecha się zaciskanie pasa i porządna praca, za to wieczne demonstrowanie leży w ich naturze. Co będzie dalej, trudno przewidzieć.
1,7 % wzrostu PKB, 6,0% wzrostu PKB wygląda na to że dane pochodzą od wróżki. Pan pewno jest b.młodym człowiekiem i nie wie ,że kiedyś wyśmiewano takie wróżenie z fusów-jako propagandę sukcesu.
Dla większości tabloidalnych mediów wskaźnik Produktu Krajowego Brutto (na twarz, czyli per capita) stał się najświętszym z najświętszych faktorów statystycznych. Jest uśredniona wartość produkcji materialnej dóbr oraz usług dzielona na ilość mieszkańców- gdzie 1 Kulczyk=1 Kowalski !!! ( nie mylić z dochodami !)
Czy aby na pewno ? Do polskiego PKB wlicza się oczywiście wartość produkcji wytwórców dóbr materialnych z siedzibą poza granicami RP i oczywiście zyski są transferowane do ich właścicieli. W żaden sposób to się nie przekłada na dochody zatrudnionych pracowników- nie po to przenoszono produkcję do kraju gdzie koszt robocizny jest 4 x mniejszy. Banki których w Polsce na 1 km2 jest więcej niż w Szwajcarii i Libanie ,których usługi finansowe są również wliczane do magicznego wskaźnika pomyślności ekonomicznej zyski również transferują do macierzystych jednostek. Jednym z filarów ich działalności są kredyty hipoteczne (na domy i mieszkania) gdyż, wyrobnicy pracujący nawet za medialny zarobek brutto są w stanie nabyć ~ 0,5 m2 powierzchni o skromnym standardzie. Pracujący za głodowe stawki MUSZĄ korzystać z kredytów na bandyckim oprocentowaniu. Zaklęty krąg niemożności z którego nie ma wyjścia.
Wygląda na to ,że dla aktualnych nomenklatur wyznających kult PKB stał się tym samym co kiedyś tzw. krzywa wzrostu (wszystkiego) dla działaczy PZPR lub dla tubylców z Nowej Gwinei wyznających kult „cargo”.
@Grzegorz
„@redaktor
“…i naszej niewielkiej skłonności do wyrzeczeń,…”
Nie wiem na jakiej podstawie mowi pan cos podobnego. Czy aby na pewno mieszka pan w Polsce i chodzi po ulicach na pieszo? A moze to ja jestem niedopoinformowany i wbrew temu co wiem, Polacy oplywaja w luksusie i maja wszystkie uslugi za darmo?
O czym pan pisze panie redaktorze?”
Pomyśl zanim coś napiszesz. A jeśli nie rozumiesz pewnych tekstów to ich po prostu nie czytaj. Redaktorowi chodziło zapewne o rozdętą kadrę urzędniczą i administracje rządową z która żaden rząd sobie nie poradził. O szereg nieskutecznych a bardzo kosztownych rozwiązań realizujących państwo socjalne tzw. państwo „dobrobytu” realizujące zasady „sprawiedliwości” społecznej.
Potrzebujemy takiego Orbana jakiego wybrali Węgrzy a nie Euro! Który sprawi, że będziemy mogli produkować własne auta, statki a nie kupować w Eurolandzie i wydawać kasę by ze stoczniowca który 30 lat wbijał nity zrobić managera.
@Q:
„…cieszmy się więc, że nie PiS rządzi… ”
Rząd J. Kaczyńskiego był jedynym od 1989 roku, który obniżył obciążenia podatkowe drobnego biznesu i rozpoczął porządkowanie państwa niezbędne dla jego „odchudzenia” (budżet zadaniowy i działania antykorupcyjne). Nie jest sztuka pleść bez sensu o reformach, tanim państwie, niskich podatkach. Sztuka zrobić to w sposób sensowny bez rewolucji (które zawsze kończą się inaczej niż oczekiwaliśmy). Kaczyńskiego można nie lubić. Ale fakt pozostaje faktem.
Ci, którzy opowiadają bajki o nie wykorzystanej koniunkturze są przeważnie tymi samymi, którzy pieli z zachwytu nad rządem Buzka. Przypominam, że Buzek rozpoczął rządy przy jeszcze lepszej koniunkturze. A jej „wykorzystanie” polegało na słynnym „schładzaniu gospodarki” przez Balcerowicza, co wiązało się m.in. z podniesieniem podatków!!!!
Ubocznym skutkiem absurdalnej kampanii nienawiści rozpętanej przez PO jest wyhodowanie stada bezmyślnych wyborców, którzy potrafią głosować wbrew własnym interesom. To się w głowie nie mieści!!!!
Tymczasem Grecy wcale nie chcą umierać dla eurolandu.
***Piekne.
Chcą żyć po swojemu, unikać płacenia podatków i utrzymywać wysoki deficyt budżetowy. Dla pozostałych krajów strefy euro oznacza to, że ich wydatki na ratowanie Grecji mogą nie mieć końca
*** W BBC Grecy mowili o czyms innym. Mowili, ze kraj jest przezarty korupcja do szpiku kosci, Sobiesiaki zzeraja Grecje. Mowia, ze normalni ludzie nie ponosza odpowiedzialnosci ale to oni musza za to placic.
Przeciwko temu buuntuja sie. Duzo renomowanych ekonomistow jest przekonanych, ze to czego sie od Grekow terza zada, jest zlym rozwiazaniem.
Cytat: Polakom się wydaje, że skoro nie mamy euro, to nie zapłacimy za problemy Greków. Tymczasem nasza waluta już jest silnie związana z europejską i gdy ona ma kłopoty, złoty słabnie w oczach. Gdyby kurs euro utrzymał się na poziomie ponad 4,05 zł, oznaczałoby to wzrost naszego długu zagranicznego o kilkanaście miliardów złotych i odpowiednio wyższe koszty jego obsługi.
*** Te zwiekszone koszta obslugi dlugu to jest doslownie nic w porownaniu z korzysciami wynikajacymi z tego faktu. Korzysciami wynikajacymi z tego, ze produkcja w Polsce na rynek wewnetrzny stanie sie bardziej konkurencyjna co spowoduje zwrost zatrudnienie.
Porownajmy:
Kazde 100 tys bezrobotnych kosztuje budzet 2 mld zl. jak Rzepa podliczyla.
Wzrost obslugi 10 mld euro dlugu, wynosi, powiedzmy 5.5% kosztuje 550 mln.
Jezeli kurs zlotowki oslabi sie o 20 groszy, a wiec o 5%, to koszta obslugi zmienia sie o cale 27 mln euro.
Innymi slowy, jezeli dzieki oslabieniu powstanie dodatkowo 1350 miejsc pracy do zwrost kosztow obslugi zostanie calkowicie wyrownany.
Do tego dochodzi wzrost eksportu i dalszy wzrost zatrudnienia.
Obnizenie kursu zlotowki jest prawdziwym blogoslawienstwem zarowno dla Polakow, maja prace, jak i dla budzetu w skali rocznej a nie w skali do nastepnych do nastepnych wyborow.
….To oznacza, że inwestorzy odwrócą się od polskich akcji i obligacji, więc nastąpi spadek ich cen.
*** Alez nie, powazni inwestorzy, nie spekulanci przyjma z wielkim zadowoleniem ten fakt. Ich inwestycje zostaja zabezpieczone przez fundamentlane parametry gospodarki Polski.
…Jednak dużo ważniejsze od chwilowych wahań kursu – i dla Polski niekorzystne – .
*** Nie beda chcieli Polski wpuscic do klubu, w ktorym mozna kantowac przy eleganckim stoliku.. Jak wszyscy wiemy, kantowac i bluffowac moze ten, kto odpowiedni zapas gotowki. Ci, co go nie maja, sa lupieni. Niemcy maja zapas, Polska nie ma. Dzieki Bogu, ze Polska nie jest w klubie.
…Polska dziś ma, jak na euroland, zbyt wysoki deficyt finansów publicznych, …
*** I to jest jedyna pozytywna strona utraty kontroli nad finansami publicznymi przez do ekonomicznie nieprawdopodobnie nieudolny nierzad Tusk, rujnujacy Polske fianansowe: wejsci do klubu zostalo na razie zablokowane. Przy tym dla takiej nieudolnej ofiary jaka jest Polska Niemcy zrobia wyjatek i wprowadza ja tylnymi drzwiami. O ile Tusk wygra wybory.
Dlatego kazdy odpowiedzialny Polak, ktory kocha swoj portfel i chce sie bogacic, musi zrobic wszystko, zeby JK i PiS wygraly zdecydowanie wybory, tak jak to odpowiedzialni Wegrzy zrobili, wybierajac wegierski PiS 68% glosow.
P.S. Nie jest wykluczone, ze Francja moze klub opuscic, juz zostala dosyc zlupiona.
Czy to oznacza, że pańskim zdaniem mamy oszczędzać tylko po to aby dostać się do strefy euro? Moim zdaniem musimy zacząć oszczędzać bez względu na euro.
Ja mam trzecie rozwiązanie – reformujmy się i oszczędzajmy, ale nie wchodźmy do strefy EURO. Spełnijmy wszystkie warunki z zapasem, uprośćmy prawo, podatki itp, powiększmy przez to przychody do budżetu i zracjonalizujmy wydatki – obniżmy deficyt – a później zobaczymy.
Umocnienie euro względem złotówki ma też swoje plusy.
Wzrost konkurencyjności polskiego eksportu i spadek konkurencyjności towarów z importu. Proszę zwrócić uwagę że Chiny sztucznie utrzymują niski kurs juana właśnie po to żeby zyskać przewagę konkurencyjną.
Efektywnie więcej dostaniemy pieniędzy z UE.
Polska pozostanie krajem o niskich kosztach pracy co sprzyja inwestycjom.
Kochajmy „euro” gdyż tak prędko odchodzi… napisał trafnie jeden z internautów.
Eurokołchoz to kolejny chory pomysł ulepszaczy świata.
Oczywiście zawsze istniała Europa „różnych prędkości ekonomicznych” ( nie mówiąc o innych odśrodkowych tendencjach) a kto tego nie widzi, to znaczy,że ma bardzo słaby wzrok.
Kolejny chory pomysł zdycha tak jak i wiele innych ekonomiczno -socjologiczno-politycznych konstrukcji wymyślonych przez uczonych idiotów.
Czy widział ktoś konny zaprzęg z koniem pociągowym rasy belgijskiej, arabem, mułem i osiołkiem ?
Niemcy którzy wrzucili sobie na grzbiet najwięcej długo tego nie zdzierżą gdyż ich bardzo „liberalny” program socjalny (masy tzw. ekonomicznych emigrantów, emeryci dożywający 90 lat, zasiłki dla samotnych matek etc.) jest ogromnym obciążeniem dla budżetu. Jeżeli najstabilniejsza i najsilniejsza gospodarka ma problemy (niektóre na własne życzenie- jak nabycie toksycznych aktywów made in USA przez Deutsche Bank), to co można mówić o słabszych gospodarkach Portugalii, Hiszpanii. Chyba też nikt poważnie nie bierze pod uwagę „tygrysa EU” ( wielkości kota) czyli RP. Takimi tygrysami EU jeszcze rok temu była Irlandia, 3 lata temu za wzór dla krajów środkowo-wschodnich stawiano Madziarów. Czy pamięta Szan.Pan co wówczas mówili eksperci światowej, globalnej ekonomii ???