Posts Tagged „Bengazi”<

Dyktator zrobi, co zechce

17 mar 2011

Jutro albo za tydzień Bengazi może spłynąć krwią. Zachód będzie miał temat do rozważań: dlaczego nie zapobiegliśmy nowej Rwandzie czy nowej Bośni? Powstaną wstrząsające filmy i książki o rewolucji zdławionej przez dyktatora.

To, niestety, prawdopodobny scenariusz dla Libii. Rewolucjoniści, którzy wyzwolili spod władzy Muammara Kaddafiego cały wschód kraju i wiele miejscowości na zachodzie, teraz przegrywają. Oddziały Kaddafiego mogą się lada chwila pojawić u bram rewolucyjnej stolicy, Bengazi.

Łatwo można sobie wyobrazić, co się tam stanie. Dziesiątki tysięcy ludzi przez miesiąc cieszyły się z obalenia dyktatora. W najczarniejszych snach nie przewidywali, że dyktator wróci. Nie dbali o to, że beneficjenci reżimu pozostali wśród nich, w przyczajeniu czekając na szansę zemsty.

Po raz pierwszy w swoim życiu nie ukrywali poglądów, z otwartą przyłbicą mówili o zbrodniach Kaddafiego, przeklinali go i rysowali jego karykatury. Ten wielki wybuch wolności wypali się w jednej chwili. Kaddafi nie uznaje partii, opozycji. Nie uznaje przeciwników. On ich zabija.

Pewnie zorganizuje pokazowe egzekucje „terrorystów” i „wichrzycieli”. Stadion w Bengazi, podobny do warszawskiego Narodowego, też jak koszyczek, był już miejscem zbiorowej rozprawy z przeciwnikami. W jego murawę wsiąkło sporo krwi.

Do mordów w Rwandzie i Bośni doszło kilkanaście lat temu, gdy Internet raczkował, telewizji nadających non stop informacje ze świata było niewiele. Teraz jest inaczej. Wszyscy widzieli radość w wyzwolonych libijskich  miastach. I wszyscy się dowiedzą, gdy Kaddafi utopi te miasta we krwi.

Świat długo ze spokojem debatował nad zakazem lotów. Nagle ostatniej nocy ONZ podjęła decyzję w tej sprawie. Do wymordowania ludzi, których radosne twarze widzieliśmy na zdjęciach w gazetach i w telewizji, wystarczą Kaddafiemu karabiny.

A nawet sznur. Miejmy nadzieję, że reakcja świata nie jest zbyt późna. Miejmy nadzieję, że uda się jeszcze zapobiec nowej Rwandzie.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Radość i lęk Libijczyków

3 mar 2011

Wygrana bitwa o Bregę poprawiła nastroje we wschodniej Libii, w strefie wolnej od Kaddafiego. Ale nadal ludzie w Bengazi przekazują sobie pogłoski o zbliżających się najemnikach z Czarnej Afryki czy o planach zbombardowania wolnych miast.

Najgroźniej brzmi przekazywana z ust do ust plotka o gazie musztardowym, którego miałby użyć niewątpliwie nie wahający się dokonać każdej zbrodni Kaddafi w obronie siebie i rodziny. — Sprawdziłam, co to jest ten gaz musztardowy — mówiła mi dziś miejscowa Polka. Zastanawia się, czy jednak nie wyjechać.

W środę do późnej nocy w centrum Bengazi świętowano zwycięstwo w bitwie o Bregę. 
W reportażu o bitwie cytowałem rzecznika władz rewolucyjnych Mustafa Geriani: — „Ludzie byli mocno zaniepokojeni, gdy usłyszeli rano o ataku. To, co się stało, to wspaniały sygnał dla rewolucji. Teraz wszyscy czują się tu bezpieczniej. Oczywiście chciałbym, by dyktator padł za kilka godzin. Ale przed nami jeszcze długa droga. Kaddafi i jego ludzie są zdolni do wszystkiego”. Tu można przeczytać reportaż „Kaddafi przegrał ważną bitwę”.

W Bengazi życie ma wiele oznak normalności. Nadal nie działają jednak banki i kantory, co dla obcokrajowców jest problemem. Jest poważny kłopot z internetem, mam do niego dostęp raz na jakiś czas, najłatwiej jest w nocy. Nie można kupić libijskiej karty SIM, czyli trudno się kontaktować z miejscowymi. Z polskiej komórki można wysyłać do Polski tylko esemesy, dodzwonić się nie ma szans. Z esemesami jest zresztą problem, z Bregi wysłałem ich wczoraj do redakcji całe mnóstwo i przez kilka godzin nie dochodziły.

Pracę ułatwia nam wspaniałe nastawienie miejscowych Libijczyków. Są niezwykle życzliwi i gościnni. Zapraszają na kawę, mocną słodką zieloną herbatę nalewaną z dużej wysokości z przypalonych czajniczków, tak by utworzyła się pianka. Byłem tu też na kilku ucztach obiadowych, na dywanach pojawiały się wielkie tace z baraniną, całymi kurczakami i ryżem z prażonymi migdałami. Nawet w sklepie wczoraj nikt nie chciał od fotoreportera Kuby Kamińskiego pieniędzy za bułki i czipsy. 

Jeżeli kiedyś Libia, po Kaddafim, stanie się krajem turystycznym — a ma po temu wielki potencjał, ze dwa tysiące kilometrów plaż, zazwyczaj piaszczystych i starożytne zabytki — to ta gościnność nie może się utrzymać. Daję jej świadectwo, póki nie zniszczą jej miliony plażowiczów z Europy (co jest swoją drogą dobrą wizją dla przyszłej wolnej Libii).

Pytanie, ile Kaddafi utrzyma się u władzy w Trypolisie, jest otwarte. Rewolucja jeszcze nie zwyciężyła w całym kraju. To może trwać godziny, dni, miesiące. 

Zryw Libijczyków jest imponujący. Gdy się słyszy jak tłum śpiewa hymn rewolucji „Zostaniemy tutaj” (tytułowany też „Nigdy się nie poddamy”), to ciarki chodzą po plecach. Oby Kaddafi nie miał już siły, by zdławić ten bunt. Oby nie polało się tu już więcej krwi.

Jerzy Haszczyński z Bengazi

Inne reportaże z Libii:

Tu jest już wolny kraj
Wykrzyczeć prawdę o Kaddafim
Polacy w epicentrum rewolucji

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop