Dziś nietypowo. Nie o Rosji, NATO, rewolucjach arabskich czy Polakach na Litwie.
Zamiast tego o młodzieńczej przyszłości z początków lat osiemdziesiątych, z okolic stanu wojennego. Przypomnieli mi o niej przyjaciele, koledzy, druhowie z „Czarnej Jedynki”, 1 Warszawskiej Drużyny Harcerzy.
„Czarna Jedynka” obchodzi stulecie. Obchody odbędą się w dniu wyborów, 9 października, co pewnie zaostrzy apetyt na dyskusje. Zachęcam wszystkich, którzy przeżyli część swojej młodości nosząc z dumą czarnojedynkowy mundur harcerski, do przybycia samemu lub z rodziną. (szczegóły są tu i tu).
Nie wiem, czy będą najbardziej znani weterani „Czarnej Jedynki”, w tym politycy kandydujący w tym dniu do Sejmu.
Ja osobiście żadnego ze znanych dzisiaj polityków nie poznałem. Macierewicz, Celiński, Naimski, Dorn to były legendy już w czasie, gdy ja jako uczeń liceum Reytana wstępowałem w szeregi 1 WDH.
O Dorna się otarłem. Nawet spał na mojej pryczy, gdy ja leżałem w izolatce z podejrzeniem żółtaczki. Przyjechał jako znany opozycjonista, były harcerz i były Reytaniak na obóz nad Jeziorem Śpierewnik koło Chojnic. Był rok 1983, jedzenie na kartki, w sklepach pustki. Harcerze wygłodzeni, znudzeni pajdami chleba z peerelowskim ledwie dającym się rozsmarować dżemem, z radością przyjęli dar, który przywiózł sławny starszy kolega. Były to puszki ze smakowicie wyglądającymi na etykiecie kiełbaskami. Dornowi przysłał te puszki z Francji jakiś wielbiciel Polski i „Solidarności”, jeden z tych miłych ludzi na Zachodzie, którzy przysyłali paczki wycieńczanym przez generała Jaruzelskiego Polakom.
Puszki przechodziły z rąk do rąk, rozbudzając kulinarne nadzieje i apetyt harcerzy. Takich kiełbasek nikt w PRL-u nie widział. Coś było jednak z tymi puszkami nie tak. Potrząśnięte nie wydawały chlupiących dźwięków. Potem wydarzenia potoczyły się szybko. Z pierwszej otwartej puszki nie wydobył się niebiański zapach. Nie było w niej kiełbasek. Była zwinięta w rulon broszura, którą Dorn szybko przechwycił. A my, nastoletni harcerze, obeszliśmy się smakiem.
I tu zaczyna się problem, ja nie wiem, co to była za broszura, co Francuz przeszmuglował w puszce dla Dorna. Jeden kolega upiera się jednak, że było to jakieś trockistowskie pisemko.








