Wpisy w kategorii „Rosja”

Rosyjskie prawo do demokracji

11 gru 2011

Dziesiątki tysięcy protestujących w dziesiątkach miast w wielu strefach czasowych. Trudno to nazwać inaczej niż rosyjskim przebudzeniem.

Zniknął strach przed represjami, zniknęła moda na Putina, zniknęło przekonanie, że jak będziemy siedzieć cicho, to on nam pozwoli się bogacić. I pojawił się strach na Kremlu. Bo przeciw fałszowaniu wyników wyborczych i przeciw bezwstydnej bezkarności partii władzy wypowiadają się już nie tylko odwieczni opozycjoniści, których można zamknąć w jednym areszcie, ale i celebryci, syci przedstawiciele klasy średniej.

To wszystko przypomina przebudzenie Arabów, choć zapewne nie skończy się tak jak w Libii (likwidacją  znienawidzonego przywódcy) czy nawet Tunezji (ucieczką dyktatora za granicę).  Rosja to nie Afryka Północna. Ale w obronie reżimów  pojawiają się na Zachodzie podobne argumenty.  Z tym najważniejszym: po obecnej władzy może przyjść gorsza. Tak było z podtrzymywaniem w Egipcie Mubaraka, który miał nas chronić  przed terrorystami islamskimi.

Tak jest i z Putinem, który jest ponoć lepszy od tych, którzy przyszliby na jego miejsce. Bo nogami już przebierają rosyjscy komuniści i nacjonaliści. To oni ramię w ramię  protestują w Moskwie z prozachodnimi liberałami, z arcymistrzem Kasparowem, pisarzem Akuninem i młodzieżą tworzącą podziemną społeczność internetową. To oni  nagłaśniają przykłady fałszerstw.

Skąd to pyszałkowate przekonanie, że Rosjanie nie są sami w stanie dobrać sobie odpowiedzialnych rządzących? Że nie dorośli do demokracji? To prawda, że część komunistów kultywuje Stalina, co nie tylko w Polsce nie może się podobać. Prawdą jest jednak również i to, że przez kilkanaście lat władzy Putina nie poznaliśmy wszystkich dokumentów o zbrodniach stalinowskich. Nie usłyszeliśmy, że są ludobójstwem.

Ważne nie jest to, czy politycy rządzący w Rosji będą się wywodzili z partii, która ma w nazwie „komunistyczna”, ale to, czy wolne wybory, w których wyniku dojdą do władzy, nie będą ostatnimi demokratycznymi wyborami w Rosji. Nie ma powodu, by tylko ze względu na pamięć o zbrodniach Stalina zakładać, że to niemożliwe. W Indiach czy na Cyprze komuniści uczestniczą w demokratycznej grze wyborczej.

Nikt zresztą nie wie, jaka byłaby ta Rosja bez z góry przewidzianych wyników, bez uznawania za prezydenta kogoś, kto ma wystartować w wyborach dopiero za pół roku. Jej twarz poznamy, gdy Rosjanie wreszcie będą mieli pełne prawo do demokracji. Patrząc na ostatnie wydarzenia w Moskwie, można mieć nadzieję, że je sobie wywalczą.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Nowy rozdział w historii nagród

17 lip 2011

Wielkie zaskoczenie. Premier Rosji nie otrzyma jednak prestiżowej nagrody z Niemiec. Władimir Putin nie dostanie w Berlinie w rocznicę zjednoczenia Niemiec statuetki Kwadrygi i nie usłyszy, że jego imię już dało początek nowemu rozdziałowi w księdze historii, co można porównać do rozdziału rozpoczętego przez Piotra Wielkiego. A takie słowa, zdaniem mediów niemieckich i rosyjskich, padłyby w trakcie uroczystości.

Zaskoczenie odwołaniem przyznania nagrody Putinowi i przy okazji trzem innym niedoszłym laureatom jest proporcjonalne do skali pochwał, które miał usłyszeć rosyjski przywódca. Miał, jak każdy laureat tej nagrody, służyć za wzór, bo jego działania są oparte na wartościach.  I podkreślać swoją osobą  demokratyczny charakter obchodów zjednoczenia  Niemiec.

Zmiana decyzji kuratorium o nagrodzie dla Putina pokazuje, że w Niemczech coraz mniej popularny jest pogląd, iż Rosję należy wychwalać pod niebiosa za wspaniałą współpracę gospodarczą,  nie bacząc na stan demokracji i praw człowieka w tym kraju. I nie bacząc na przekaz, jaki wraz z hołdami składanymi Kremlowi otrzymują nieliczni i prześladowani opozycjoniści rosyjscy.

Przeciw nagrodzie protestowali ważni politycy niemieccy, zwłaszcza z Zielonych, ale także chadecy. Oni,  i chwała im za to, nie baczyli na to, jaką cenę może zapłacić niemiecki przemysł za  zrobienie afrontu najważniejszemu człowiekowi w Rosji.

Wszystko wskazuje na to,  że najważniejszą rolę odegrał w tej sprawie ciężko chory Vaclav Havel. To prawdopodobnie lęk przed tym,  że sumienie Europy  Środkowo-Wschodniej odda swoją Kwadrygę, wywołał zmianę decyzji kuratorium nagrody.

Historia z Kwadrygą da  zatem prawdopodobnie  początek nowemu rozdziałowi w księdze historii nagród przyznawanych politykom, nie tylko w Niemczech.  Każde jury, każde kuratorium zastanowi się teraz dwa razy, zanim uzna czyjeś zasługi  dla wartości, pokoju,  praw człowieka czy demokracji.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

W Rosji bez zmian

27 gru 2010

W Rosji bez zmian, przynajmniej w dziedzinie praw człowieka. Dowodzi tego kolejny wyrok na Michaiła Chodorkowskiego i Płatona Lebiediewa. Już zostali uznani za winnych oszustw na tak wielką skalę, liczoną w setkach miliardów rubli, że aż strach pomyśleć, na ile jeszcze lat pozbawienia wolności się to przełoży.

Chodorkowski zapewne wróci do kolonii karnej JaG 14/10 za Bajkałem, przy granicy z Mongolią i Chinami. Niegdyś jeden z 30 najbogatszych ludzi na ziemi będzie tam szył rękawice robocze. Nowy wyrok na Chodorkowskiego to koniec złudzeń w sprawie rosyjskich przemian. Koniec złudzeń co do odpolitycznienia wymiaru sprawiedliwości przez liberała Dmitrija Miedwiediewa. Żeby podkreślić, że złudzeń być nie może, zatrzymano demonstrujących przed sądem. To symboliczne zerwanie z oczekiwaniami Zachodu.

Bo nie chodzi o to, że Chodorkowski jest czysty jak łza. Jego droga od garści rubli do miliardów dolarów nie różniła się zapewne od drogi innych rosyjskich oligarchów. Ale on od siedmiu lat jest za kratami, a oni zamawiają najdroższe jachty świata i kupują najdroższych piłkarzy do swoich klubów. Mogą to czynić, i to ku radości Kremla, bo w przeciwieństwie do Chodorkowskiego nie zajęli się prawdziwą polityką. Nie ośmielili się rzucić rękawicy Władimirowi Putinowi.

Jak wydawanie wyroków o podłożu politycznym ma się do szumnie głoszonej modernizacji Rosji? Odpowiedź właśnie poznajemy: modernizacja ma polegać na przyciągnięciu z Zachodu nowoczesnej technologii. A nie ideologii. Nie praw człowieka, nie zasad państwa prawa.

Najważniejsze pytanie brzmi: Czy taka modernizacja Rosji powinna uzyskać wsparcie Zachodu? A właściwie, czy Zachód będzie miał siłę, by powiedzieć, że nie.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Uchwała ważna dla Rosjan

26 lis 2010

Uchwała Dumy Państwowej potępiająca zbrodnię katyńską najważniejsza jest dla samych Rosjan.

To część z nich – czasem wydaje się, że spora – potrzebowała zdecydowanego stanowiska władz dotyczącego sprawców. I w tej sprawie nie ma wątpliwości. Duma powiedziała: winny jest Stalin i inni przywódcy sowieccy, a nie niemieccy naziści, którzy sprytnie przerzucili odpowiedzialność na byłych sojuszników.

Tego nie można nie docenić i w tym sensie uchwała izby niższej rosyjskiego parlamentu jest ważna. Można ją postawić obok decyzji Kremla o pokazaniu w telewizji rosyjskiej zaraz po katastrofie smoleńskiej filmu „Katyń” Andrzeja Wajdy. Jak się szacuje, co piąty Rosjanin obejrzał film, który nie pozostawia wątpliwości, kto i jak postanowił bestialsko wymordować polskie elity. Teraz oficjalnie przyznaje to zdecydowana większość posłów – najmocniej ci związani z Kremlem. Nie da się cofnąć tej – spóźnionej, ale jednak – masowej edukacji o mordzie. Kłamcom katyńskim powinno być coraz trudniej się przebić do rosyjskiej opinii publicznej.

Uchwała nie ma natomiast specjalnego znaczenia dla Polaków, a co za tym idzie i dla stosunków polsko-rosyjskich. Słowa o sprawcach zbrodni katyńskiej nie wystarczą. Trzeba powtórzyć: od słów ważniejsze są czyny. A w kwestii Katynia postępowanie władz rosyjskich dalece odbiega od tonu uchwały i wielu wypowiedzi polityków. Główna Prokuratura Wojskowa wyczynia prawnicze cuda, by utajnić najważniejsze dokumenty, a Ministerstwo Sprawiedliwości w oficjalnym dokumencie złożonym w Trybunale w Strasburgu wymordowanie tysięcy polskich oficerów nazywa „wydarzeniami katyńskimi”.

Należy mieć nadzieję, że na uchwale, na słowach, się nie skończy.


***

Redakcja dziennika „Rzeczpospolita” zaprasza wszystkich czytelników do wzięcia udziału w konkursie Rafała Ziemkiewicza „GIERKIZMY„. Najlepsze opisy, skąpane w oparach absurdu III RP, zostaną wyróżnione intrygującymi nagrodami.


Idea konkursu: absurdalnie prosta! ZAPRASZAMY!

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Tak czy owak Władywostok

25 lis 2010

Najpierw był pomysł strefy bezpieczeństwa od Vancouver do Władywostoku, teraz – wspólnoty gospodarczej od Lizbony po Władywostok. Oba pomysły wyszły z Kremla, choć pierwszy został zgłoszony przez Dmitrija Miedwiediewa, a drugi ponad dwa lata później przez Władimira Putina. Łączy je jeszcze jedno – Niemcy. Tam właśnie, zapewne nie przez przypadek, są przedstawiane dalekosiężne projekty rosyjskich przywódców.

Pomysł budowania przez Rosję i Unię Europejską wspólnej i prosperującej Europy na pierwszy rzut oka wygląda dobrze. Zawsze lepiej współpracować i się lubić niż odwrotnie. Diabeł jednak tkwi w szczegółach. Współpraca i lubienie się ma polegać na bezwarunkowym przyjęciu Rosji do Światowej Organizacji Handlu (WTO), znoszeniu wiz dla Rosjan czy umacnianiu Gazpromu. W zamian, oprócz realizowania szlachetnego hasła współpracy, Unia Europejska dostaje niewiele, może nie licząc wielkich koncernów.

Rosja nie spełnia warunków tak bliskiej współpracy z Zachodem. I nawet nie zamierza ich spełniać. Mówi o tym wyraźnie Putin, przywołując kanclerza Helmuta Kohla, który nie czekał, aż NRD będzie gotowa do natychmiastowego zjednoczenia z RFN. Ale Rosja to nie upadająca NRD. Nie jest gotowa do dostosowywania się do zachodnich standardów. I najwyraźniej wcale tego nie chce.

Jak można przyznać wszelkie unijne prawa, choćby tylko gospodarcze i handlowe, państwu, które dyktuje ceny gazu zgodnie z sympatiami politycznymi i według podobnych zasad dopuszcza zagraniczne firmy na swój rynek. Państwu, które wrogo traktuje projekty unijne (Partnerstwo Wschodnie) i coraz agresywniej kreśli strefy wpływów. Przecież ledwie dziesięć miesięcy temu Kreml ogłosił doktrynę militarną, w której jako główne zagrożenie wymienione zostało NATO (a jego wielu członków należy też do UE).

Chciałoby się wierzyć w inną Rosję. Choćby taką, w której przed wyborami nie będzie wiadomo, kto je wygra. Jednak słowa Kremla na razie nie przystają do rzeczywistości. I można podejrzewać, że chodzi tylko o to, by Rosja dzięki Zachodowi się wzmocniła i unowocześniła, a poza tym, by wszystko zostało tam po staremu.


***

Redakcja dziennika „Rzeczpospolita” zaprasza wszystkich czytelników do wzięcia udziału w konkursie Rafała Ziemkiewicza „GIERKIZMY„. Najlepsze opisy, skąpane w oparach absurdu III RP, zostaną wyróżnione intrygującymi nagrodami.


Idea konkursu: absurdalnie prosta! ZAPRASZAMY!

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Sukces Rosjan na Łotwie

3 paź 2010

Zdominowana przez Rosjan partia odniosła wielki sukces w wyborach parlamentarnych na Łotwie. Centrum Zgody nie wygrało co prawda, jak wskazywały sondaże, ale zdobyło jedną czwartą głosów. I jest gotowe do współrządzenia. Gdyby weszło do rządu, byłoby to wyjątkowe wydarzenie w historii niepodległej Łotwy.

Zresztą już sam wynik wyborczy łotewskich Rosjan jest wyjątkowy. Bo przez niemal 20 lat od rozpadu ZSRR partie rosyjskojęzyczne były na marginesie życia politycznego Łotwy. Podobnie jak i partie lewicowe (Centrum Zgody też jest takie), bo lewicowość kojarzyła się małemu łotewskiemu narodowi z wielką niebezpieczną Rosją.

Wszystko to zmienił kryzys gospodarczy, który Łotwy dotknął najbardziej ze wszystkich nowych krajów UE. Łotewscy Rosjanie nie wydają się już tak straszni. Zresztą Centrum Zgody zrezygnowało z najskrajniejszych postulatów, w tym uczynienia z rosyjskiego drugiego języka urzędowego.

Wciąż jednak aktualne jest pytanie, czy nawet bez takich postulatów stanowiąca jedną trzecią ludności mniejszość rosyjska nie jest podatna na wpływy Moskwy. Wielu Rosjan osiadło na Łotwie w czasach radzieckich i nadal żyje w postsowieckim otoczeniu, nasłuchując rosyjskich mediów i domagając się nacisków Moskwy, gdy czują się prześladowani.

Sąsiednia Estonia, gdzie Rosjan jest podobny odsetek, przekonała się trzy lata temu, co może znaczyć gniew rosyjskiej mniejszości połączony z działaniami Moskwy. W czasie usuwania z centrum Tallina pomnika żołnierza sowieckiego estońscy Rosjanie wywołali największe w historii kraju zamieszki, a rosyjscy hakerzy zaatakowali estońskie portale rządowe.

Brytyjski dziennik „Daily Telegraph” pisał niedawno, że za kilkanaście lat Moskwa może zażądać od państw bałtyckich wystąpienia z NATO i wstąpienia do jakiejś nowej wersji ZSRR. A żądanie poprzeć cyberatakiem i wielkimi manewrami wojskowymi. Co wtedy byłoby z lojalnością mniejszości rosyjskich?

W Polsce takie scenariusze brzmią egzotycznie. Ale łotewscy politycy pewnie stawiają sobie pytania o przyszłość, zastanawiając się nad tym, czy dopuścić Rosjan do współrządzenia. Co ciekawe, wybory na Łotwie wygrało centroprawicowe ugrupowanie Jedność premiera Valdisa Dombrovskisa. To partia łotewska z krwi i kości, ale w wersji rosyjskiej nazywa się Jedinstwo. Tak samo, jak nazywały się dwie dekady temu znienawidzone przez zwolenników niepodległości państw postradzieckich ugrupowania promoskiewskie.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Nie żegnajmy się z Giedroyciem

20 wrz 2010

Dziesięć lat po śmierci Jerzego Giedroycia powoływanie się na niego w polityce wschodniej staje się niezbyt trendy. Bo niepraktyczne, bo nie w rytm melodii o wielkim otwarciu na Rosję i w niezgodzie z tym, czego dziś najwyraźniej chcą nasi mniejsi niż Rosja sąsiedzi na Wschodzie.

Niepraktyczne i nie w rytm jest przypominanie, że otwarcie na Rosję nie może się odbywać kosztem tych mniejszych, słabszych, tych bez gigantycznych złóż surowców i bez wielkiej wagi w polityce międzynarodowej. Dla Moskwy najważniejsze jest, by ona była pierwsza, choćby w takiej sprawie, jak zniesienie wiz unijnych. Najpierw dla nas, dla Rosjan, a potem możecie pomyśleć i o Ukraińcach, Białorusinach czy nawet Azerach i Gruzinach. Myślę, że nie dopuszczę się nadużycia, jeżeli napiszę, że Giedroyc uważałby, iż Ukraińcy i Białorusini powinni być jeżeli nie pierwsi, to przynajmniej na równi z Rosjanami. Polska jest jednak bardziej zaangażowana w znoszenie wiz dla Rosjan, na razie tych z obwodu kaliningradzkiego, co na dodatek jest źle odbierane przez kolejnego sąsiada – Litwę, kraj, którego honorowym obywatelem był Giedroyc.
Czy to znaczy, że polski MSZ pod wodzą Radosława Sikorskiego jest z ducha całkowicie antygiedroyciowski? Mimo wszystko nie, nawet jeżeli głosi, że żegna się z polityką jagiellońską. Bo jednocześnie MSZ chwali się swoim największym projektem unijnym – Partnerstwem Wschodnim, które jest ubogą wersją idei Giedroycia. Ubogą i pod względem oferty dla sześciu państw nim objętych (Ukraina, Białoruś, Mołdawia, Gruzja, Armenia i Azerbejdżan) – czyli mglistej obietnicy właśnie w sprawie zniesienia wiz i wolnego handlu, i pod względem finansowym, bo trudno uznać kilka miliardów euro na kilka lat dla krajów z kilkudziesięcioma milionami mieszkańców za sumę dużą. Partnerstwo to jednak tylko dobry punkt wyjścia, pod warunkiem że na nim się nie skończy i nie pozostanie na zawsze Unią-bis i NATO-bis, których los będzie uzgadniany z Moskwą. Kapryśną w tej sprawie, bo raz jej Partnerstwo Wschodnie nie przeszkadza, a raz ją niepokoi.

Co ciekawe, niezależnie od tego, jak oficjalnie Radosław Sikorski przedstawia znaczenie polityki wobec mniejszych sąsiadów na Wschodzie w polskiej polityce zagranicznej (a nie jest to znaczenie priorytetowe), to w jego wystąpieniach zagranicznych odgrywa rolę pierwszoplanową. Były jej poświęcone w znacznej części wystawione na stronie www.msz.gov.pl przemówienia szefa polskiej dyplomacji wygłoszone pod koniec ubiegłego roku w prestiżowych think tankach Center for International and Strategic Studies w Waszyngtonie i w European Policy Centre w Brukseli.

Polityka uprawiana w duchu Giedroycia wymaga idealizmu i cierpliwości. Jednego i drugiego do tej pory w polityce wschodniej przez wiele lat w Polsce nie brakowało. Zaowocowało to w czasie rewolucji pomarańczowej na Ukrainie. Aleksander Kwaśniewski odegrał tam rolę negocjatora reprezentującego Zachód.

Dziś naszej dyplomacji cierpliwości brakuje. Wzorem Niemiec, Włoch czy Francji łatwiej dogadywać się od razu z Rosją, nie zauważając Ukrainy, Białorusi czy Litwy. Ale polityka pod hasłem pragmatyzmu, gry z wielkimi i realizowania interesów gospodarczych to w najlepszym wypadku polityczne minimum, a w odniesieniu do naszych sąsiadów ze Wschodu – niebezpieczna strategia. Rosja w przeciwieństwie do Polski prowadzi na tym obszarze politykę długofalową. Umowę w sprawie stacjonawania Floty Czarnomorskiej na Krymie podpisuje na kilkadziesiąt lat, na kilkadziesiąt lat chce też podpisać umowę gazową z Polską. Przy okazji, o czym jakoś zapomniano, na początku roku ogłosiła nową doktrynę militarną, również na wiele lat, w której NATO występuje w roli głównego wroga. Z kolei imperialny charakter Kremla pokazuje próba zmiany władcy w Mińsku, który przez wiele lat nie przeszkadzał, a teraz jest przedstawiany jak szef mafii.

To wszystko dowodzi, że to, na czym zależało Giedroyciowi: suwerenność i stabilność krajów na wschód od Polski (także tych, co są już w UE i NATO), nie są dane raz na zawsze. Kilka dni temu brytyjski dziennik „Daily Telegraph” przedstawił scenariusze kryzysów, w które może być wciągnięte NATO. Wśród nich atak Rosji na państwa bałtyckie, Ukrainę, Białoruś i Gruzję (w 2022 roku) przedstawiony jako „wysoce prawdopodobny”. Z Giedroyciem nie wolno się żegnać, lepiej go odczytać na nowo.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Suwerenność Ukrainy oddana za 90 dolarów

27 kwi 2010

W galopującym tempie Ukraina uzależnia się od Rosji. O nowym prezydencie Wiktorze Janukowyczu wprawdzie od dawna mówiono, że jest prorosyjski, ale mimo to trudno pojąć, dlaczego tak się z ograniczaniem suwerenności swego kraju śpieszy

Dlaczego kilka miesięcy po dojściu do władzy godzi się na porozumienie, które za tańszy gaz z Rosji pozwala rosyjskiej Flocie Czarnomorskiej pozostać na ukraińskim Krymie prawie do połowy tego wieku?Jeżeli to porozumienie uznać za przyklepanie utraty suwerenności Ukrainy, to ta suwerenność była bardzo tania – ledwie około 90 dolarów rocznie na mieszkańca. Ale tak być nie musi; Ukraina uzależniła się od Rosji, ale niekoniecznie na kilka pokoleń, niekoniecznie do 2047 roku, do którego rosyjskie okręty teoretycznie mogą stacjonować w Sewastopolu.

Tak się stanie, jeżeli Zachód uzna, że Ukraina na dobre wróciła pod skrzydła Moskwy. I nie zrobi nic, by dać Ukraińcom realną perspektywę znalezienia się w strukturach zachodnich. Czyli skorzysta z okazji – uzna, że dyskusja o rozszerzeniu Unii Europejskiej na Wschód jest skończona, i na dobre uszczelni granicę między Ukrainą a światem kojarzącym się jej mieszkańcom z dobrobytem i wolnością, gdzie nie ma podziału na grupkę miliarderów i masę biednych.

Niestety, wiele wskazuje na to, że niektórym krajom zachodnim taka perspektywa się spodoba. Polsce to się podobać nie może. Czeka nas jeszcze cięższe zadanie przekonywania Europy, by nie rezygnowała z Ukrainy.

Ukraina nie ma szczęścia ani do elit, ani do geopolityki. Może wczorajsze wydarzenia w Kijowie doprowadzą przynajmniej do przebudzenia elit pomarańczowej rewolucji. One także z powodu personalnych konfliktów i zmarnowania entuzjazmu społeczeństwa przyłożyły się do tryumfu Janukowycza. Do zwycięstwa poglądu, że najważniejsze jest to, by rosyjski gaz był trochę tańszy. Ten pogląd nie musi być wieczny. Jeszcze Ukraina nie zginęła, choć zawiązała sobie pętlę na szyi.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Inaczej o Katyniu – także w sądzie

21 kwi 2010

Zbliżenie polsko-rosyjskie w sprawie Katynia objęło także wymiar sprawiedliwości w Rosji. Sąd Najwyższy skierował do ponownego rozpatrzenia skargę złożoną przez badające i nagłaśniające zbrodnie stalinowskie stowarzyszenie Memoriał (wielce zasłużone dla sprawy i zasługujące na największe nagrody i podziękowania od Polski).

Istotą tej skargi jest chęć odtajnienia, ożywienia i doprowadzenia do końca śledztwa katyńskiego w Rosji. Czyli ujawnienia prawdy, oceny prawnej zbrodni i rehabilitacji ofiar.

Środowa decyzja sądu to krok na tej drodze. Ważny także dlatego, że jeszcze przed katastrofą w Smoleńsku sygnały z Rosji na temat Katynia były niespójne i niepokojące – deklaracje nie współgrały z czynami władz i wymiaru sprawiedliwości. Szczególnie widoczne to było w niedawnej odpowiedzi Rosji dla Trybunału w Strasburgu, w której Katyń nie jest nazwany zbrodnią, lecz „sprawą”, i to niejasną, zwłaszcza co do sprawców.

Od smoleńskiej tragedii, w ciągu kilkunastu dni ledwie, w sprawie Katynia zdarzyło się w Rosji tak wiele pozytywnego, że i sądy, dotychczas specjalizujące się w wyszukiwaniu kruczków prawnych, nie mogą pozostać obojętne. Co piąty Rosjanin zobaczył w tym czasie na filmie Wajdy, jak enkawudziści strzelali polskim oficerom w tył głowy, a każdy, kto chciał, usłyszał od najważniejszych w kraju polityków, że za zbrodnią stał Stalin. Tego już nikt nie odkręci. Nikt ważny i poważny w Rosji nie powie: Putin i Miedwiediew tak się przejęli żałobą po tragedii smoleńskiej, że opowiadali o Katyniu to, co Polacy chcą usłyszeć. Bo Polacy nie mają swojej wersji. Jest jedna wersja. Prawda o zbrodni katyńskiej.

Ale jak daleko, i jak szybko, pójdą w jej poznawaniu rosyjskie sądy – to trudno powiedzieć. Miejmy nadzieję, że nie grają na czas i ich intencje są szczere.

W interesie i Rosji, i Polski jest, by stało się to szybko, i by było doprowadzone do końca, z odtajnieniem wszystkich dokumentów włącznie.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Terroryści zmieniają Rosję

31 mar 2010

W poniedziałek uderzenie w serce Moskwy, w środę zamach na peryferiach Rosji – w dagestańskim Kizlarze. To ogniwa jednego łańcucha – skomentował prezydent Miedwiediew.

I na pewno ma rację, jeżeli chodzi o skutek społeczny: o sianie strachu wśród Rosjan, wzbudzanie niepewności, czy państwo jest silne, czy jest w stanie ich obronić.

Rosja jest krajem, w którym zamachy terrorystyczne nie są rzadkością. Ale atak na stacje moskiewskiego metra wydaje się przełomowy. Zaczął zmieniać Rosję. Wprawił w ruch proces, którego przyszłości nie jesteśmy w stanie przewidzieć.

Pierwsza zmiana – po zamachu na Moskwę pojawiła się masowa krytyka władz. I to nawet w mediach rządowych. Na słabość Rosji, a więc i władzy, skarżyli się politycy z kremlowskiej partii.

Zmiany zapowiadają się też w prawodawstwie. Rosja prawdopodobnie wróci do wykonywania kary śmierci. Przynajmniej na terrorystach.

Jest szansa, że zmieni się też sposób zwalczania terroryzmu. Tak, by wyciąganie terrorystów choćby ze ścieków – co zapowiada premier Putin – nie skończyło się zniszczeniem całego systemu kanalizacji. A tak dotychczas bywało.

Największej zmiany wymaga jednak polityka wobec Kaukazu Północnego i – co też jest zmianą – mówi o tym Kreml. Moskwa musi oswoić mieszkańców tamtejszych republik, głównie muzułmanów, nie siłą, lecz inwestycjami, i przekonać ich, że nigdzie nie będzie im lepiej niż w granicach Federacji Rosyjskiej.

To będzie trudne. Także dlatego, że Moskwa sama wpędziła się w pułapkę wspierania prawa do samostanowienia narodów kaukaskich, uznając niepodległość Osetii Południowej i Abchazji. Trudno jej więc używać argumentu nienaruszalności granic, skoro naruszyła granice swojego sąsiada, Gruzji.

Ale separatyści nie mają na co liczyć. Ci, którzy nie poparli niepodległości Osetii Południowej i Abchazji (czyli prawie cały świat), nie poprą niepodległości żadnej republiki, żadnego emiratu w granicach Federacji Rosyjskiej. Geopolitycznie ich walka jest skazana na niepowodzenie. Tu zmian nie będzie.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop