Najlepiej pochwalić się samemu. Dostałem Nagrodę Polskiej Agencji Prasowej imienia Ryszarda Kapuścińskiego za tekst „Jemeńska szkoła dżihadu”.
Po niemal dwóch latach od jego napisania parę rzeczy się w Jemenie zmieniło. Przede wszystkim zaś główny bohater, Nigeryjczyk Umar Faruk Abdulmuttalab, terrorysta z bombą w majtkach, lada moment usłyszy wyrok za próbę wysadzenia się w samolocie nad Detroit. Za próbę dokonania największego od 2001 zamachu na znienawidzoną przed fundamentalistów islamskich Amerykę. Za, jak powiedział, próbę „zemsty za zabijanie muzułmańskich braci i sióstr”. Wszystko wskazuje na to, że wyrok, który ma usłyszeć w styczniu, będzie wysoki. Resztę życia młody chłopak, syn multimilionera, spędzi w amerykańskim więzieniu.
Nie żyje już Anwar al Awlaki, urodzony w Ameryce jej wielki wróg i duchowy przywódca terrorystów islamskich, w tym i Umara. Zginął 30 września od rakiety wystrzelonej z amerykańskiego samolotu bezzałogowego. A rozkaz jego zabicia, jak pisała amerykańska prasa, wydał ponad rok wcześniej sam Barack Obama.
Wszystko wskazuje też na to, że tym razem naprawdę skończą się w Jemenie, po ponad trzech dekadach, rządy prezydenta Alego Abdullaha Saleha. Długo tańczył na głowach węży (tak nazywa władanie swoim krajem), ale już nie wytrzymuje tej gimnastyki. Nie te lata. Ale spryt pozostał. W przeciwieństwie do innych obalanych dyktatorów arabskich wywalczył sobie nietykalność. I dla rodziny też.
Nadal działa szkoła języka arabskiego w Sanie, w której uczył się (i potajemnie przygotowywał do zamachu) Umar.
Spełniło się też marzenie sympatycznej bohaterki reportażu Lubny Al Kibsi. Jest w Japonii i poznaje tajniki biochemii i genetyki. Jeżeli wróci do kraju, będzie pierwszym (niezależnie od płci) specjalistą od genetyki. A jej życie osobiste? Czy znalazła wreszcie odpowiedniego kandydata na męża? Tego nie wiem, wciąż czekam na mejl z odpowiedzią z Japonii.








