Wpisy w kategorii „Białoruś”

Schengen nie dla każdego

21 gru 2007

Fajerwerki na granicy z Niemcami, Czechami, Słowacją i Litwą nie rozgrzały Ukraińców, Białorusinów i Rosjan. W związku z wejściem Polski do strefy Schengen, miłego niewątpliwie dla nas wydarzenia, chciałbym zadać kilka pytań.

Zacznę od zacytowania niedawnej wypowiedzi profesora Bohdana Osadczuka, Ukraińca mieszkającego w Berlinie, nestora pojednania polsko-ukraińskiego: „To będzie wielka bolączka. Wejście Polski do strefy Schengen znacznie utrudni kontakty między naszymi narodami. W Brukseli to nikogo nie obchodzi, oni tam nic nie wiedzą o naszych sprawach. I to do Brukseli trzeba będzie kołatać, a czasami bić pięściami, by zmniejszyć negatywne skutki Schengen.”

Zastanawiam się, czy da się coś w tej Brukseli wywalczyć. Na przykład zniesienie wiz dla Ukraińców, co według polskiego ambasadora w Kijowie może być omawiane w 2009 czy 2010 roku, po roku, dwóch praktyki z wizami schengeńskimi (już płatnymi).

A pytania? Czy Polacy nie nabiorą jeszcze większego przekonania, że są kimś lepszym niż odcięci szczelniejszą granicą sąsiedzi ze Wschodu? Czy przekraczający granicę Ukraińcy, Białorusini, Rosjanie, a także Polacy z Ukrainy, Białorusi, Rosji będą traktowani z nieufnością czy wręcz niechęcią? Ilu z nich usłyszy gniewne określenie „Rusku”? Do ilu Polacy (posługując się łamanym rosyjskim) będą się zwracali pogardliwie per ty, choć do Niemca czy Czecha się tak nie zwrócą?

Premier Tusk mówił dziś, po całkowitym otwarciu granicy w Porajowie-Hradku, o dawnych czasach, gdy „naszym doświadczeniem było wieloletnie czekanie na paszport”, a „wyjazd za granicę graniczył z cudem”. Wspominał o Europie „przez którą biegła granica wydawało się przez lata nieprzekraczalna. Musiało minąć dużo czasu, żeby nasze pokolenie pokonało wpierw granicę być może najtrudniejszą – granicę strachu”. To sympatyczna opowieść, jak wiele wspomnień z czasów, gdy byliśmy młodzi i ładni. Jednak obawiam się, że dla Ukraińców i Białorusinów nie jest to miła historia z zapomnianej epoki. Że brzmi dla nich bardzo współcześnie.

Obywatele Polski nie pamiętają już tego strachu, poczucia poniżenia, prawie nie pamiętają wiz do krajów Europy Zachodniej. Do Niemiec jeździli bez nich już kilkanaście lat temu, 10 lat przed wstąpieniem naszego kraju do Unii. Trudno nam zrozumieć, z jakimi problemami borykają się nasi sąsiedzi ze Wschodu. O to zrozumienie teraz będzie jeszcze trudniej. Jedne drzwi się otworzyły na oścież, drugie się zatrzasnęły. Przed nosem Ukraińców, Rosjan, Białorusinów. Oby było to dla nich jak najmniej bolesne.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Polska nadaje dla Białorusinów

10 gru 2007

Życzę jak najlepiej zaczynającej dzisiaj za polskie pieniądze działalność telewizji po białorusku dla Białorusinów. Biełsat ma jednak przed sobą trudną drogę (nie dlatego że via satelita). Trudną politycznie i pod względem zdobywania widza.

Dostarczanie Białorusinom informacji innych niż oficjalne nie może sprawiać wrażenia, że ktoś z zewnątrz (Polska wspierana przez Litwę) zamierza mącić na Białorusi, siać zachodnią, antyłukaszenkowską propagandę. Szefowa nowej telewizji Agnieszka Romaszewska-Guzy świetnie zna tamtejsze realia i zapewne zrobi wszystko, by aparat Łukaszenki nie miał powodów, by uznać Biełsat za telewizyjne ramię CIA i jeszcze jakiś służb.

Ale władze w Mińsku i bez powodów będą próbowały zniszczyć tę inicjatywę, oczywiście jeżeli okaże się ona sukcesem. Jeżeli będzie miała widzów. A i to będzie bardzo skomplikowane, nie tylko dlatego, że Biełsat nie może się reklamować w mediach obecnie masowo oglądanych czy czytanych na Białorusi.

Obywatele Białorusi są dotychczas skazani albo na tamtejszą telewizję państwową, która propagandą i atrakcyjnością przypomina TVP z czasów stanu wojennego, albo na kanały rosyjskojęzyczne. Te drugie zrozumiałe dla wszystkich, Białorusią nadmiernie się nie interesują (i wcale nie wspierają Łukaszenki; jednak krytyczne wobec niego programy po prostu nie trafiają do białoruskiego odbiorcy, są wycinane). Ale rosyjskie telewizje nadają to, czego przeciętny widz szuka najbardziej: seriale, teleturnieje, talk shows, transmisje najważniejszych wydarzeń sportowych. Są tam często programy robione z wielkim rozmachem, atrakcyjne wizualnie.

Pobić rosyjskie giganty telewizyjne, a nawet odebrać im część widzów — nie wierzę, że to się uda (chcę się mylić). Taką porażkę zanotowała już i na Białorusi, i na Litwie TVP Polonia. Brakowało jej rozmachu. Kilka lat z bliska obserwowałem walkę litewskich Polaków o to, by zamiast TVP Polonia Warszawa zafundowała im transmisję najbardziej atrakcyjnej polskiej telewizji (wówczas — pierwszego programu).

Oczywiście tym razem nie chodzi o Polaków, lecz o Białorusinów. I nie ma mowy o milionach widzów. Może moje wątpliwości są nie na miejscu. Jeszcze raz życzę Biełsatowi wszystkiego najlepszego.

Znajomy obywatel Białorusi zwrócił mi uwagę na jeszcze jeden aspekt. Dzięki Biełsatowi szlifów telewizyjnych mogą nabrać niezależni dziennikarze, którzy dotychczas nie mieli na to szansy.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop