Mniejsze zło i mniejszość w Niemczech

W sprawach polsko-niemieckich znowu ważną rolę do odegrania mają prawnicy. Rozważają, czy likwidacja statusu mniejszości polskiej w czasach Trzeciej Rzeszy była legalna czy nie.

Ale najważniejszą rolę odegrają politycy. I wszystko wskazuje na to, że polskie władze są gotowe walczyć o to, by Polacy w Niemczech mieli podobne prawa i przywileje jak Niemcy w Polsce.

Należy temu przyklasnąć. To nie tylko dowód troski o Polaków za granicą, ale także potwierdzenie tego, że Polska czuje się równym partnerem Niemiec. Że nie jest już tak, iż nie chcemy drażnić RFN, bo a to nie uzna granicy na Odrze i Nysie, a to będzie wspierała separatystów z Opolszczyzny, a to nie poprze naszych starań do NATO czy do UE. Takich lęków już dawno nie ma. Ale bez pamiętania o nich nie sposób zrozumieć, dlaczego temat polskiej mniejszości w Niemczech tak długo był chowany pod dywan.

Przez wiele lat nikt z głównego nurtu polityków nie ośmielił się przyznać, że Warszawa zgodziła się na niekorzystny dla Polaków w Niemczech zapis w traktacie polsko-niemieckim z 1991 roku. Polscy Niemcy to w nim „mniejszość niemiecka”, a niemieccy Polacy to „osoby w Republice Federalnej Niemiec”. Te „osoby” miały być mniejszym złem niż niepodpisanie traktatu. Skutek jest taki, że Warszawa wydaje grube miliony na naukę niemieckiego języka i kultury w Polsce, czyli wielokrotnie więcej niż władze niemieckie różnych szczebli na naukę języka i kultury polskiej. Do tego dochodzi wymyślony dla mniejszości niemieckiej przywilej polityczny: nieobowiązywanie 5-procentowego progu wyborczego.

Teraz, co też pozytywne, Polonia niemiecka, kiedyś rozdrobniona i skłócona – przynajmniej w sprawie swojego statusu – sprawia wrażenie spójnej i jednomyślnej. I świadomej, że może stanowić dużą, polityczną siłę. Miejmy nadzieję, że władze Niemiec ją docenią, a nie potraktują jak zagrożenie czy kłopot.

Przeszliśmy długą drogę, skoro teraz szanowani eksperci z Poznania zalecają w ekspertyzie dla MSZ renegocjację traktatu. I uważają, że nie ma podstaw, by już teraz nie stosować określania „mniejszość polska”. Nie ma już mniejszego zła. Jest zły zapis w traktacie.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

(62) Komentarzy do “Mniejsze zło i mniejszość w Niemczech”

    -
  1. Znoszony Kamasz pisze:

    Po przeczytaniu felietonu wprowadzającego, odczekałem kilka godzin, ażeby powrócić do tematu.

    1. Polska ma interes bardzo ważny, nie do przecenienia, ażeby zbliżyć się kulturowo do Niemiec.

    2. Oba te państwa są w EU, co daje ich obywatelom prawo i możliwości uprzywilejowanego traktowania i rozwoju swoich kultur na terytoriach tych państw. Polacy, z uwagi na poziom swojej kultury, nie potrafią wykarzystać tych możliwości.

    3. Tzw. mniejszość niemiecka w Polsce nie jest mniejszością etniczną, tylko kulturową. Zadecydowały tym zaszłości historyczne. Ludność ta, o której etniczności najlepiej świadczą metryki ich dziadków, po wojnie optująca za narodowością polska albo słowiańską, po wojnie zmieniła zdanie, opowiadając się za niemiecką państwową kulturą polityczną i dobrobytem, jaki panował w RFN przed zjednoczeniem Niemiec. Jeśli to nie była opcja na rzecz kultury niemieckiej, to na pewno była to opcja zdecydowanie odrzucająca peerelowską kulturę państwową sowieckich szmaciaków. Ludność ta powinna korzystać z nieograniczonych możliwości swojej kultury, na czym społeczeństwo polskie może tylko skorzystać.

    4. Poznałem dużo osób skategoryzowanych w Niemczech, jako Spätaussiedler. Uznani zostali za Niemców, lecz wszelkie uprawnienia uzależnione były od przyjęcia statusu „wypędzonego”. To nie było uczciwe traktowanie, o czym wielu z nich pamięta. Wiele z tych osób wrosło w kulturę niemiecką, wiele jednak dopiero w Niemczech odkryło swoją polskość. Wielu z nich są zadowoleni, ale też wielu traktuje ich dobrowolny wyjazd z Polski jako stratę nie do powetowania.

    5. Dlaczego tzw. mniejszość niemiecka w Polsce korzysta z nadzwyczajnych uprawnień politycznych, trudno to zrozumieć. Być może jest to rezultat czystej polskiej głupoty rządzących. Zarówno Polacy w Niemczech, jak i Niemcy w Polsce, mają dostęp do funkcji politycznych w tych krajach i mogą z nich korzystać. Nasz, polski, ogólny poziom kulturalny znacznie nam te możliwości ogranicza. Niemcy wPolsce doskonale są wrośnięci w polskie realia kulturalne. My te reali znamy słabi, a najczęściej do tego mamy wielkie problemy z językiem niemieckim. O innych warunkach decydujących o sukcesie politycznym nie ma co wspominać. Przeszkody leżą po naszej stronie.

    6. Nie są mi znane jakiekolwiek przesłanki, które uzasadniałyby twierdzenie o zwartości, jakimś zorganizowaniu czy chociażby narastającym poczuciu wpólnoty Polaków w Niemczech. Doświadczyłem niejednokrotnie, że za sprawy jednoczenia Polonii zabierali się osobnicy dziwni, nieraz dziwaczni, na bardzo niskim poziomie kultury, bez niezbędnej charyzmy, nasłańcy albo konsulatu, albo Polskiej Misjii Katolickiej w Niemczech. Jeszcze za czasów peerelowskich, zarówno księża polscy, jak i pracownicy konsulatów aktywnie zajmowali się dezintegracją polskich środowisk emigranckich oraz szkodzeniu niektórym osobom, znanym z antakomunistycznego oporu.

    7. Niemiecka kultura społeczno-polityczna, (chociaż prywatnie jest to w bardzo dużym stopniu społeczeństwo singli), charaktryzuje się bardzo dużą tendencją do zintegrowanych działań pod kierunkiem urzędów państwowych lub autorytetów. Społeczeństwo niemieckie ma ogrome poczucie wspólnoty narodowej. Zdolność ta Polakom nie jest dana. Za czasów moskiewskiej republiki PRL, promoskiewskie władze polskie dokonały całkowitego zatomizowania narodu pod względem społeczno- politycznym. Ostatni raz obserwowałem społeczeństwo zintegrowane w 1980 roku. Niestety władze komunistyczne natychmiast dokonały dewersji, umieszczając swoich Bolków na czele zjednoczonych grup społecznych, podjęły próbę przywrócenia starego porządku społecznego (wojna wypowiedziana narodowi), a po niepowodzeniu, we współpracy z Kościłem Katolickim, zafundowały Polakom III Rzeczypospolitą. Jej twórcy i sługusy Moskwy nie ponieśli żadnej odpowiedzialności, a dziś jawnie i bezczelnie kreują się na zbawców Polski i honorowych ludzi. Bolek zaś, choć ćwok, decyzją polityczną został wykreowany na mędrca Europy. Dlatego bardzo prosiłbym, ażeby się odczepić od polskiej emigracji politycznej z lat osiemdziesiątych, dotychczas traktowanej tak, jak by byli bardziej zdrajcami lub innymi niegodziwcami.

    8. W Polsce nadal następuje gwałtowny proces dezintegracji społeczeństwa. Bezczelnie aktywizują się zwolennicy reżimu sowieckiej Polski. Oni też stali się profiterami nowego układu, gdyż rozgrabili to, czym jeszcze w 1989 roku dysponowali. Niech mi nikt nie próbuje wmówić, że polscy miliarderzy zarobili swoje majątki uczciwą pracą. Nawet na tym forum, forum dziennika Rp, trwa nieustanna eskalacja nienawiści pomiędzy zwolennikami Rp i GZ, PiS i PO, Kościła katolickiego i ludzi otwartych.

    9. Polacy są, owszem, mistrzami świata, ale w chciejstwie. Chciejstwem nie nadrobimy braków kulturowych. Nie staniemy się też równoprawnymi partnerami w świecie wiedzy, konkurencji gospodarczej czy wysokigo poziomu intelektualnego. Między nami, a Niemcami, w dziedzinie badań naukowych, czy techniki inżynieryjnej, leżą różnice już wieków chyba. Co gorsze, nic na to nie wskazuje, ażebyśmy zdawali sobie z tego sprawę. To wielki błąd.

    10. W Polsce dziwaczną pozycję zajmuje Kościół katolicki. To nie przynosi chwały mentalności polskiej, broniącej się przed wiedzą o tej religii i coraz głębiej zanurzającej się w oparach mitu. W Niemczech Kościół katolicki nie ma statusu podmiotu politycznego. Konstytucja szanuje Kościół jako centrum inspiracji moralnej, miłosierdzia i rozwoju życia duchowego, ale konskwentnie odmawia Kościołowi możliwości katechetycznej indkoktrynacji dzieci i sprawowania jakiejkolwiek roli politycznej. Przy takich różnicach dwóch kultur, polskiej i niemieckiej, zbliżenie jest – chociaż bardzo pożądane – to jednak mało prawdopodobne.

    Dobre 0

  2. Znoszony Kamasz pisze:

    W punkcie 8 powinno być: pomiędzy Rp i GW

    Dobre 0

  3. bodzio pisze:

    Istnieje jednak wielka różnica między okresem przedwojennym a dniem dzisiejszym. O ile w Polsce w dalszym ciągu mieszka autochtoniczna ludność pochodzenia niemieckiego, to w Niemczech analogiznej ludnosci polskiej nie ma! Przed wojną duzo Polaków mieszkało na tzw. pograniczu, na terenach Polski przedrozbiorowej, które pozostały w granicach Niemiec. Po wojnie z przyczyn oczywistych ten stan przestał istnieć. Nie mozna natomiast uznawać za mniejszość osób, nawet w znacznej liczbie, które osiedliły sie w danym kraju jako imigranci. To juz predzej taki status w Niemczech powinni uzyskać Turcy, a u nas chocby Wietnamczycy, których jest kilkanaście (co najmniej) tysięcy. Poza tym Polacy nie zamieszkują w Niemczech na jakimś określonym etnicznym terytorium. Nie róbmy zatem ludziom wody z mózgu i nie twórzmy nowch konfliktów tam, gdzie ich nie ma. No chyba, że jakaś sprytna grupka chce znowu obłowic się (skąd to znamy?) na zwrocie majątku organizacji polonijnych.

    Dobre 0

  4. Maciej R. z Gdańska pisze:

    Niemcy na Sląsku czy Pomorzy to nie, „jacyś obywatele”, to obywatele Rzeczpospolitej o niemieckim rofowodzie !!! Gdańsk był przez 800 lat niemieckojęzycznym miastem i przez około taki okres był Państwem w ramach Rzeczpospolitej. Czy kryterium narodowiści czy kryterium obywatelstwa jest ważne?. Bo mi sie wydaje, że w republice jaką jest Polska kryterium prawa a więc obywatelstwa jest podstawowe !!!
    Cynizm polskich „elit” i „narodowców jest powszechny. Jak Polaków niewolniczo traktowano w miejscach pracy, dwa lata temu, w Italii, Hiszpanii czy W. Brytanii to było wielkie larum (i słusznie !!!) Jak w Polskce niewolniczo pracują setki Północnych Koreańczyków, Ukraińców, Filipińczyków to jest to, co najwyżej „jakiś problem”.

    Dobre 0

  5. Toni pisze:

    Mieszkałem kiedys parę lat w RFN. Tzw. Polonia niemiecka to w dużej mierze ludzie którzy przyjechali do Niemiec na tzw. niemieckie papiery. Wielu z nich ma do Polski stosunek niechetny a czasem wrogi.

    Dobre 0

  6. Bończa pisze:

    A u was biją murzynów – cóż za trafna uwaga. Zbyt dużo tu niemieckich piesków które chyba naprawdę uwierzyły że mimo wszysko – Deutschland deutschland uber alles .

    Dobre 0

  7. Piotr pisze:

    Nie jest potrzebna mniejszość polska w Niemczech ! Ale tym bardziej mniejszość niemiecka w Polsce. Pamiętam jak po wojnie mieszkańcy Opolszczyzny mówili :
    ” my som Poloki ” ( prawie wszyscy !) a teraz po ponad pół wieku chcą nazw niemieckich ( np. Dobrodzień ) specjalnych progów wyborczych, dodatków finansowych do prasy itd itd. Na tej pseudo mniejszości niektóre miernoty robią tylko kariery. Jeżeli się tego nie wyeliminuje to może po jakimś czasie być tutaj jak w byłej Jugosławi.

    Dobre 0

  8. henio 7 pisze:

    1)Dlaczego Niemcy wspieraja niemieckosc wylacznie na „ziemiach odzyskanych” ?!
    2)Jak Niemcy wspieraja swoich rodakow za swoje i polskie pieniadze, to dlaczego Polska zostawia swoich rodakow „na pastwe losu” ?
    3)Mimo wiecznego nacisku germanizacji co najmniej kilkaset tysiecy ludzi czuje sie, i jest Polakami niezaleznie od opinii innych !
    4)Ustawa niemiecka chroni wylacznie obywateli niemieckich, a kilkaset tysiecy ma wylacznie obywatelstwo polskie.
    5)Polacy w Niemczech to wielowarstwowa,zroznicowana grupa,gdzie rodziny zyja nieraz 150 lat w Niemczech a i tak czuja sie Polakami, i nikt im tego nie odmowi !

    Dobre 0

  9. marian nowy jork pisze:

    To nie jedyny przypadek gdy głupcy uprawiają politykę ! Lata 1989- 1991 były najlepsze dla polskie racji stanu w stosunkach z Niemcami. Wielki bałagan i strach związany ze zmianami w europie wschodniej , połączenie Niemiec – to były atuty dla Polski ogromne ! Nie skorzystano z nadarzającej się sytuacji, pozostawiając pole dla Niemców. Znowu Polacy za granicami zostali sami a w kraju musimy utrzymywać mniejszość niemiecka . Takich głupot w polityce zagranicznej jest więcej ! Skrajny przykład to jednostronne zwolnienie z obowiązku posiadania wiz dla amerykanów – przy jednoczesnym ,restrykcyjnym utrzymaniu tych dla Polaków.W obu tych przypadkach przywrócenie zasady wzajemności potrwa dziesiątki lat a państwo polskie i jego obywatele będą ponosić koszty finansowe tych zaniedbań . Urzędnicy którzy doprowadzili do tak niekorzystnych rozwiązań zostali odznaczeni najwyższymi odznaczeniami państwowymi. Pewnie traktaty o wzajemnych stosunkach Z Niemcami USA miały tajne klauzule by ciemni Polacy się o ich treści nigdy się niedowidzieli.

    Dobre 0

  10. jj pisze:

    Tak zwana mniejszość niemiecka w Polsce to ludzie, których dziadkowie przed wojną walczyli o polskość śląska. Po wojnie ci którzy przeżyli represje hitlerowskie deklarowali swoją polskość! Nie chcieli wyjeżdżać z Polski chociaż mogli.
    W czasach Gierka kiedy pojawiła się możliwość wyjazdu do RFN nagle poczuli się Niemcami! Porzucali swój dobytek i wyjeżdżali do RFN. Zaczęło się opłacać być Niemcem!
    O ich „niemieckości” niech świadczą ich nazwiska jak chociażby – Heinrich Kroll, oczywiście wieloletni poseł w Polskim Sejmie, który jeszcze do niedawna był Henrykiem Królem!
    Albo tacy Niemcy jak Hupka czy Czaja! To „naprawdę niemieckie nazwiska”. Itd, itp
    Co do możliwości kultywowania przez Polaków i ich dzieci swojej kultury w Niemczech niech świadczą procesy polskich rodziców z rozwiedzionych małżeństw o możliwość rozmawiania ze swoimi dziećmi po polsku. Przecież jest o tym ostatnio bardzo głośno.
    Co na to rząd polski – nic!

    Dobre 0

  11. Kola pisze:

    No właśnie a prezydent Kaczyński dalej nie może zrozumieć że Rosja to nie CCCP . I zadaje się z tym antyrosyjskim durniem Szalikaszwilim ! Rządy Putina i jego ekipy to zwycięstwo BIAŁEJ ROSJI . A z taką powinniśmy mieć dobre stosunki .

    Dobre 0

  12. blablabla pisze:

    Bzdury, bzdury, bzdury

    Dobre 0

Dodaj komentarz

Dodanie komentarza oznacza akceptację REGULAMINU blog.rp.pl. Komentarze nie spełniające zasad zawartych w regulaminie - nie będą publikowane. Więcej informacji można znaleźć na modblogu modblogu.