Skończył się jeden z ciągnących się latami sporów polsko-litewskich. Niestety, skończył się niedobrze.
Okazało się, że państwo litewskie z natury jest niechętne odmiennościom narodowym. Niechętne do tego stopnia, że nie akceptuje w nazwiskach liter nieobecnych w alfabecie litewskim, takich jak „ń”, „ü”, czy „w”.
Wynika to z piątkowej decyzji Trybunału Konstytucyjnego na Litwie. Decyzji ostatecznej. Niby nazwisko w wersji polskiej będzie można sobie wpisać do paszportu, ale nie na głównej stronie, nie tam, gdzie się go szuka, nie tam, gdzie przedstawia się światu swoją tożsamość. Tam będzie wyłącznie po litewsku. Prawdziwe nazwisko, zgodnie z litewską konstytucją, jest tylko po litewsku.
To jest smutna wiadomość nie tylko dla mniejszości polskiej na Litwie, choć pisownia nazwisk mniej ją niepokoi niż sprawy polskiego szkolnictwa czy zwrotu ziemi.
Także dla Polaków z Polski, polityków i publicystów, którzy wierzyli w partnerstwo polsko-litewskie. Przez kilkanaście lat mimo wszystko wierzyliśmy w obietnice składane przez polityków litewskich – od prezydentów przez premierów po posłów litewskiego Sejmu – że polskie nazwiska lada moment będą pisane po polsku, że to żaden problem, że to jakiś urzędnik coś tam blokuje albo są trudności techniczne.
Takie zapewnienia składała też nowa prezydent Dalia Grybauskaitė, która po kilku latach pobytu w Brukseli na stanowisku komisarza wydawała się znawczynią i zwolenniczką tolerancji wobec mniejszości.
Kilkanaście lat trwało, zanim uzyskaliśmy ostateczną odpowiedź z Litwy w sprawach dla nas ważnych. I jest ona negatywna. Pewnie zmieni to podejście Polski do Litwy. Bo kto zechce czekać kolejne lata, by znowu usłyszeć podobny wyrok Trybunału. Nawet jeżeli po drodze padłoby z ust litewskich polityków sto zapewnień o partnerstwie strategicznym i tysiąc obietnic w sprawie Polaków na Wileńszczyźnie.
Ježi Chaščinski









Sprawa pisowni polskich nazwisk na Litwie,to kolejny dowód na to,że jagiellońską politykę wschodnią,której apologetami są niewątpliwie bracia Kaczyńscy ,należy we wspólczesnych czasach włożyć między bajki.
To jest analogiczna sytuacja,jak domaganie się od Ukrainy by odcięła się od historycznych konotacji z UPA i OUN.
Paradoksalnie,najbardziej gotowe byłyby zrealizować nasze postulaty,siły polityczne w tych krajach,związane z opcją promoskiewską. Dlatego też Polacy na Litwie czy na Ukrainie raczej sympatyzują właśnie z tymi ugrupowaniami,a nie z partiami podkreślającymi swoją rdzenność litewską czy ukrainską.
Te narodowe partie właśnie w obu tych krajach rządzą i pogłębienie partnerstwa z nimi musiałoby się odbyć kosztem naszych mniejszości czy rezygnacją z powracania do bolesnych ran z przeszłości.Czy warto ?
W przypadku przegrania tych sił, ich następcy zacieśnią stosunki z wschodnim Wielkim Bratem.
Dlatego jedyna rozsądna opcja dla naszego kraju,to mądra ,skuteczna w obronie naszych interesów narodowych integracji z Zachodnią Europą.Przy czym skuteczna polityka zagraniczna to nie ” godnościowe pokrzykiwanie i potupywanie „,
jak bardzo celnie nazwał to w jednym z artykułów RAZ.
To umiejętność pozyskiwania sojuszników i racjonalne budowanie lobbingu wokół naszego interesu w danej konkretnej sprawie.
dziękuje normalnie i zdrowo myslących komentatorow.
Myslam ze te ludzi, ktorze krzyczą „Marszalek, do Kowna”, są z przeslosci.
Tez myslam, ze Litwiny i Polacy mieli by liepsze porozumienie, zeby Polska v statusie Sejma czy Prezydenta przeprosila by Litwy za okupacje Wschodniej Litwy w latach 1920-1939.
Pamientajcie o precedentach przeprosyn, zrobionych Janem Pawelem II za przesledowanie eretykow, Niemieckiego rządu przed Izraelem za genocyd zydov, Rządu USA przed Hawayami za morderstwo krola, i t.d.
cuchullain Pisze:
„zauroczenia, fascynacji kulturą rosyjską … Polacy na Wileńszyźnie w znaczącej większości nie interesują się życiem kulturalnym ani politycznym w Polsce, natomiast są w temacie wszystkich wydarzeń z Moskwy.”
Problem „zauroczenia, fascynacją kulturą rosyjską” występuje w wielu krajach, po całym świecie. Tylko jak temu przeciwdziałac?
there is imperialist ambition in Poland….. Litwa sie boi Polski, moze i dobrze…..co drugi Polak uwaza Wilno za polskie miasto…..We don’t need here Kosovo or Osetia. Poland attaked Lithuania….there was a war. We still remember that.
@fred
„Mądrzy ludzie już dawno doszli do wniosku, że najlepszy rząd to taki, który kieruje się wyłącznie interesem ekonomicznym swojego kraju.”
Problem w tym, ze emigracja zarobkowa i polityczna jest zawsze wywolywana zla polityka rzadu, ktora zmusza ludzi do szukania lepszego miejsca do zycia. Stad owe 22 mln Polakow (mniejsza zreszta o dokladna liczbe) zyjacych na emigracji. Stad tez moje zastrzezenia w stosunku do rzadu polskiego. Prosze mi wierzyc, nie chodzi mi ani o PO ani o PIS, to jest w istocie nie wazne. Chodzi mi o to, aby rzad polski prowadzil spojna polityke zagraniczna, ktora przynajmniej nie szkodzi Polonusom rozsianym po swiecie. Rzad powinien ulatwiac kontakt z krajem a nie utrudniac. W interesie kraju jest troska o Polonusow niezaleznie od tego gdzie mieszkaja.
Ostatnie zmiany paszportowe (wymagania co do tzw. „umiejscowienia zagranicznego aktu urodzenia czy aktu malzenstwa w polskim stanie urzedu cywilnego” przed przyjeciem wniosku o paszport w sytuacji posiadania jeszcze waznego paszportu polskiego) ilustruja bezgraniczne absurdy funkcjonujace w polskiej administracji. Zmiany paszportowe ostatnich lat (czy wie pan np. ile jest roznych waznych wersji polskich paszportow w obiegu?) sa przykladem braku kompetencji i braku zainteresowania Polonia. Komu potrzebne jest zapisywanie odciskow palcow w paszporcie?
Odpowiedź Ambasady Litwy w tej sprawie
W odpowiedzi na mój protest w sprawie orzeczenia litewskiego Sądu Konstytucyjnego uniemożliwiającego zapisywanie w litewskich paszportach polskiego nazwiska w oryginale, otrzymałem taką oto przewrotną odpowiedź z Ambasady, która jakże różni się od komentarza zamieszczonego w dzienniku litewskim „Lietuvos rytas” Rimvydasa Valatki, o którym poinformował nas red. Jerzy Haszczyński:
„Szanowny Panie,
w odpowiedzi na Pana list, uprzejmie informujemy, że jeżeli chodzi o pisownię nazwisk na Litwie, został Pan niewątpliwie wprowadzony w błąd.
Otóż w roku 1991, tuż po odzyskaniu przez Litwę niepodległości, Sejm Republiki Litewskiej powziął uchwałę, umożliwiającą obywatelom, których nazwiska w okresie sowieckim zostały zniekształcone, przywrócenie właściwej formy nazwiska zgodnie z brzmieniem w języku ojczystym. Na przykład, jeżeli obywatel Litwy polskiej narodowości „Jan Kozlowski” miał w paszporcie dopisaną rosyjską końcówkę (Kozlowskij) lub litewską końcówkę (Kozlovskis), mógł na własne życzenie uzyskać w paszporcie zapis nazwiska „Jan Kozlovski”.
W swoim liście podaje Pan bardzo charakterystyczny przykład z Australii, ilustrujący sytuację, gdy, jak Pan pisze, z powodu braku w jęz. angielskim litery „L – z kreską”, w paszporcie ma Pan wpisane nazwisko „Kaluski”, a nie „Kałuski”.
Taka sama zasada obowiązuje na Litwie. Ponieważ w alfabecie litewskim brak litery „W”, a jest „V”, nazwisko Kozlowski jest zapisane jako „Kozlovski”. Natomiast nazwisko jest wymawiane tak, jak w języku polskim. Zatem, gdyby Pan był obywatelem Litwy, Pana nazwisko byłoby w dokumencie zapisane jako „Marian Kaluski”, czyli dokładnie tak samo, jak w Australii.
W ubiegły piątek powzięte przez Sąd Konstytucyjny Litwy orzeczenie stwarza obywatelom dodatkową możliwość: w tym samym paszporcie jednocześnie można będzie zapisać również nazwisko z użyciem WSZYSTKICH znaków diaktrycznych polskiego alfabetu.
W danym wypadku – gdyby Pan był obywatelem Litwy, w swoim paszporcie mógłby Pan mieć zapisane obok nazwiska „Kaluski” również „Kałuski”.
Ubolewamy, że informacje prasowe wprowadziły Pana w błąd.
Łączymy życzenia wszelkiej pomyślności,
Ambasada Litwy w Warszawie”.
Dodam tu, że mógłbym w Australii podpisywać się Marian Kałuski – i próbowałem tego. Problem w tym, że Australijczycy odczytywali to jako Katuski. – Ale takie prawo mam.
Polacy na Litwie mają pełne prawo starać się o zapisywanie swoich nazwisk w polskim oryginale. I dziwię się odpowiedzi Ambasady Litewskiej, skoro sami prezydenci Litwy – włącznie z obecnym – obiecywali to stronie polskiej.
Marian Kałuski, Australia
Cuchullain napisał: „Co do Wilna, to zacytuje za Miłoszem: “Wilno… było dziwaczne, miasto pomieszanych, zachodzących na siebie stref, tak jak Triest albo Czerniowce” . Chęć niedostrzegania tych stref nie oznacza automatycznie ich niebytu. Świat się nie dzieli na polski i “niepolski”, Szanowny Panie.”
Właśnie o to chodzi Szanowny Panie, aby Litwini mieli ową chęć dostrzegania i uznali, że Litwa to kraj nie tylko Litwinów ale i Polaków, chyba że się z tym Pan nie zgadza.
Do Marian Kałuski:
Kolejny przykład wodzenia za nos Polaków. Liwini robią tak już od dwudziestu lat.
Do cuchullain:
Cytując Pan – proszę nie mydlić ludziom oczu. Prowadzenie ostatniej kampanii wyborczej AWPL po rosyjsku nie wynika z sugerowanej przez Pana powszechnej nieznajomości języka polskiego, ale z sojuszu AWPL zawartego z przedstawicielami mniejszości rosyjskiej. Nic w tym dziwnego, że kampania była prowadzona także w języku rosyjskim. Rosyjska mniejszość, tak jak i białoruska, także jest dyskryminowana. Współpraca pomiędzy nimi jest więc naturalna. Dzięki tej współpracy wprowadzono polskiego eurodeputowanego do PE przez AWPL. Na Litwie budzi to zrozumiałe zaniepokojenie. W końcu w razie powtórzenia tego wyniku w wyborach parlamentarnych AWPL stałaby się 4 – 5 partią w Senasie. Z list AWPL w wyborach samorządowych uzyskują mandaty także radni z mniejszości rosyjskiej. Na wiecach zorganizowanych w Wilnie w październiku w obronie praw polskiej mniejszości brał udział np. przedstawiciel mniejszości białoruskiej. Ze stroną litewską na razie niestety brak jest woli dialogu. Myślę, że Pana zarzuty co do braku skuteczności AWPL są bezzasadne. Pominę Pana wypowiedzi, które są zwyczajnie obraźliwe i są próbą dezawuowania ludzi, którzy w nieprzyjaznym dla siebie otoczeniu i tak dużo osiągnęli. Pana ogólnikowe wypowiedzi o politycznym i językowym analfabetyzmie nie mają nic wspólnego z konstruktywną krytyką.
@Marian KaTuski: i do pana tak w końcu i nie dotarło, że inne narody nie wiedzą, co począć z polskimi literamy na kształt Ł czy Ż i odczytują ję błędnie? Więc wymagać od wszystkich krajów świata żeby ich mieszkańcy uczyli się polskich dziwołągów na kształt „szcz” czy „chrz” jest po prostu absurdalne?
Jerzy Haszczyński:
Przytoczona przez Pana wypowiedź litewskiego komentatora Rimvydasa Valatkaesta jest odważna i celna. Odważna, bo tego rodzaju samokrytyka (podobnie jak wypowiedź Tomasa Venclowa z dzisiejszego Kuriera Wileńskiego) jest pójściem pod prąd i nie spotka się z uznaniem. Celna, bo oddaje sposób myślenia większości wspólczesnych Litwinów. Innymi słowy nawet Ci, którzy udają na zewnątrz poprawnych politycznie w duchu uważają, że Polaków należy zlituanizować (o ile można ich nazwać Polakami). Szkoda, że Rimvydas Valatkaest nie pokusił się o odpowiedź na pytanie, co stoi na przeszkodzie zaprzestania traktowania Polaków jak obywateli drugiej kategorii i czego boją się Litwini?
Do Litwin:
Korzystajacv z okazji co Pan myśli o wypowiedzi Rimvydasa Valatkaesta?
Litwin z Litwy pisze:
„Tez myslam, ze Litwiny i Polacy mieli by liepsze porozumienie, zeby Polska v statusie Sejma czy Prezydenta przeprosila by Litwy za okupacje Wschodniej Litwy w latach 1920-1939.”
Polacy nie mają powodu przepraszać za zajęcie regionu w którym większość stanowili autochtoni – Polacy.
„Polacy nie mają powodu przepraszać za zajęcie regionu w którym większość stanowili autochtoni – Polacy.”
Tacy z nich autochtoni jak z Niemcy we Wrocławiu.
Zresztą to szczególny rodzaj Polaków-kresowy. Historia uczy, ze ci przesiąknięci kresowatością często mają specyficzny pogląd na Polskę, ktory każe ją podporządkować ekspansji na wschód, zamiast walki o rdzenną Polske, o walkę o zacofane i ubogie tereny, zamiast o polskie miasta na zachodzie.
Ale rozumiem kolega też ładnie zadeklaruje że słuszne były próby zajęcia terenów etnicznie Ukraińskich przez Ukraińców po IWŚ jak rozumiem ?
„Chodzi mi o to, aby rzad polski prowadzil spojna polityke zagraniczna, ktora przynajmniej nie szkodzi Polonusom rozsianym po swiecie. Rzad powinien ulatwiac kontakt z krajem a nie utrudniac. W interesie kraju jest troska o Polonusow niezaleznie od tego gdzie mieszkaja.”
Rząd Polski ma dbać o interesy kraju i jego obywateli, kwestia interesów organizacji polskich poza granicami kraju nie jest i nie może być sprawą nadrzędną wobec tych dwóch pierwszych.
To wocławianin:
może Pan darować sobie trud tłumaczenia własnej interpretacji zawiłości polityki AWPL. Żadne poważne ugrupowania polityczne o etnicznym podłożu rosyjskim – zarówno jak białoruskim – na Litwie nie istnieją. Dlatego zwyczajnie nie ma z kim „naturalnie współpracować”. Jeśli o chodzi o dyskryminację Rosjan (nawiasem mówiąc, ciekawa może wydać się w tym kontekście wypowiedź pewnego estońskiego polityka, że krajem w którym najbardziej są dyskryminowani Rosjanie jest ich własny – Federacja Rosyjska), już o nich jest się komu zatroszczyć – dowodów na to może znaleźć na pęczki w rosyjskiej TV, z lubującej się w codziennych rewelacjach na temat „faszystowskich reżimów krajów baltyckich”. Czyżby Pan szczerze uważał, że tego typu aliansy dla Polaków są rzeczą naturalną, zarówno jak prowadzoną po części cyrylicą kampania wyborcza (nota bene, wcale nie twierdzę, że w tym przypadku jest to skutek nieudolności językowej), skoro Polacy na Litwie uważają się za autochtonów to dlaczego sami stawiają siebie w sytuacji tożsamej z mniejszością rosyjską – którą w ogromnej części stanowią przybysze z czasów ZSRR? Lecz AWPL rozumuje inaczej, uważając sieroty po ZSRR za swój naturalny elektorat, co jest kolejnym dowodem na to, że największym przejawem „polskości” AWPL jest antylitewskość. Pan Wojciech ma rację – w interesach polskiej racji stanu nie powinno leżeć wspieranie oszołomów z AWPL.
Jeśli chodzi o inną Pańską wypowiedź – jestem daleki od idealizowania Litwy, a zwłaszcza polityki wewnętrznej, ale uważam, że jej notoryczne demonizowanie (tak naprawdę nie mając zielonego pojęcia o realnym stanu rzeczy), przy jednocześnie udzielaniu nieograniczonego kredytu zaufania organizacjom typu AWPL tylko pogłębia stan braku zaufania, wrogości i ignorancji i jest drogą donikąd.
do Wojciech: zgoda , nie chodzi o interesy organizacji polskich poza granicami. chodzi natomiast o zadbanie o rodaków, którzy byli wierniejsi od tych porzucających ziemie ojców. Na Litwie mieszkają Polacy, tacy sami jak w W-wie,we Wrocławiu, Poznaniu, Gdańsku i Krakowie. I przez wiele lat Polska i Europa przymykała oczy na bezwgledną depolonizacje Wileńszczyzny. Teraz walka przeniosła się do instytucji europejskich i oczekujemy mocnego poparcia przez wszystkich rodaków z RP , emigracji z wysp brytyjskich i USA. Jest to związane z polską racją stanu ( jak nie Polacy to kto?). Sprawa ogólnonarodowa, ponadpartyjna,ogólnoeuropejska. Wszyscy, którzy czują po Polsku powinni przemawiac jednym głosem. Chodzi o zwykłe przestrzeganie prawa przez kraj Unii Europejskiej.
Panie Kmicic, to co pan proponuje, można określić mianem krucjaty, zdarzało się to w Europie, owszem, ale przeważnie w wieku X-XII. Dziś z kolei mamy wiek XXI. Przykro mi, ale w czasach obecnych nie uważam, że bycie Polakiem sprowadza się do zasad funkcjonowania wspólnoty plemiennej.
„Sprawa ogólnonarodowa, ponadpartyjna,ogólnoeuropejska. Wszyscy, którzy czują po Polsku powinni przemawiac jednym głosem.”
Sprawa kresowców to nie jest sprawa Polska. Jak zwykle kresowcy chcą by ich interes był interesem wszystkich Polaków i całej Polski.
I jak zwykle kosztem całego kraju i jego przyszłości.
Do Cuchullain :
Być może polityka jest zawiła, ale nie chodziło mi o jej tłumaczenie Panu. Pan tę zawiłość już zna, a pozostali – cytuję – dyskutują „naprawdę nie mając zielonego pojęcia o realnym stanu rzeczy”. Chciałem tylko pokazać, że prowadzenie kampanii wyborczej cyrylicą nie wynika jedynie z – jak to Pan określił – fascynacji kulturą rosyjską. To się nazywa pragmatyzm. Jaki będzie końcowy tego efekt nie wiem. Niektórzy uważają, że może to zniechęcić polskich wyborców. Faktem jest, że w ostatnich wyborach do PE AWPL odniosła znaczący sukces. To najbardziej niepokoi Litwinów.
Natomiast Pana wypowiedzi o „oszołamach z AWPL” nie mają nic wspólnego z „wyważoną i opartą na faktach – nie emocjach – oceną” o którą tak Pan apelował. Wpisuję się dobrze w kampanię oczerniania Polaków rozpoczętą na Litwie po zakończeniu wyborów do PE, w którą Litewska Główna Komisja Wyborcza zaangażował nawet prokuraturę (nota bene nie wiedząc nawet, czy popełnione zostało przestępstwo).
Tak, uważam, że Rosjanie, Białorusini to naturalni sojusznicy Polaków na Litwie. Dyskryminacja dotyczy także ich. Jeśli Litwa zostanie zmuszona do przestrzegania umów i konwencji międzynarodowych wobec Polaków, to obejmie to także pozostałe mniejszości narodowe (nie wdając się w szczegóły i różnice wynikające z faktu, że Polacy to autochtoni, a Rosjanie to ludność napływowa). Czy to jest zawiłe? Dla mnie nie. Mnie dziwi coś innego. Pana zaciekłość z jaką atakuje Pan Polaków z Wileńszczyzny.
Do Wojciecha:
Gratuluję. W końcu Pan zrozumiał, że Polacy na Litwie to tacy sami autochtoni jak Ci Niemcy , którzy po II WŚ pozostali we Wrocławiu, albo na Opolszczyźnie.
„W końcu Pan zrozumiał, że Polacy na Litwie to tacy sami autochtoni jak Ci Niemcy , którzy po II WŚ pozostali we Wrocławiu, albo na Opolszczyźnie.”
No różnice są. Polski nacjonalizm wobec przejętych ziem nie miał tak rasistowskiego wymiaru jak niemiecki. Natomiast Wilno jest tak samo Polskie jak Wrocław Niemiecki-czyli w ogóle.
Pozostałości polonizacji Litwy i germanizacji Polski nadal są jednak pewnymi punktami zapalnymi i można tylko sobie wyobrazić jak bardzo utrudnione byłyby relacje gdyby te świadectwa przejmowania obcych ziem i wykorzeniania rodzimej kultury pozostały w większej skali.
Co do Wrocławia-ładne ciekawe miasto, szkoda tylko że o historię Polonii Wrocławskiej tak słabo dba, no i ta wpadka z pomnikiem Niemców walczących w IWŚ(Niemcy mieli wówczas dość paskudne plany wobec Polaków).
„nie wdając się w szczegóły i różnice wynikające z faktu, że Polacy to autochtoni, a Rosjanie to ludność napływowa”
Przecież Polacy to również ludność napływowa a nie rodzima.
Do Wojciecha:
Polacy na Litwie to autochtoni jak Niemcy na Opolszczyźnie lub Litwini w Puńsku. I tyle. W jednoczącej się Europie wielokulturowość jest rzeczą zupełnie zwykłą i promowaną. Nie rozumiem więc o jakich to punktach zapalnych mówi Pan. Głupotą jest niszczenie i wykorzenianie świadectw kultury innych narodów. A to właśnie na naszych oczach, kpiąc sobie z podpisanych umów i konwencji, robi od dwudziestu lat robią Litwini.
Kiedy mówi Pan o pozostałościach polonizacji Litwy proszę mieć na uwadze proporcje. W Wilnie 20 % to Polacy. W gminach na Wileńszczyźnie do 90 % to Polacy. Polacy to ok. 7 % populacji Litwy – ok. 235- 300 tysięcy. W 3,4 mln kraju to dużo, a nie „pozostałości”. Po białoruskiej stronie granicy mieszka kolejne kilkaset tysięcy Polaków. Litwa jest ich ojczyzną.
Do Wojciecha:
Napisał Pan „Przecież Polacy to również ludność napływowa a nie rodzima.”
Tak tak Panie Wojciechu. Mickiewicz to był Mickievicius, a Kopernik była kobietą. A tak serio to proszę sobie poczytać nieco książek na temat wielokulturowości WKL.
„Tak tak Panie Wojciechu. Mickiewicz to był Mickievicius, a Kopernik była kobietą. A tak serio to proszę sobie poczytać nieco książek na temat wielokulturowości WKL.”
A co ma wielokulturowość z faktem, iż Polacy nie byli niczym innym jak ludnością napływową na Litwie czy Ukrainie ?
Wrocław też był wielokulturowy ale to nie znaczy, że Niemcy byli jego pierwotnymi mieszkańcami.
„Głupotą jest niszczenie i wykorzenianie świadectw kultury innych narodów. ”
Jeśli w historii tych narodów jest świadectwo zagrożenie wyginięciem narodu będącego rodzimym mieszkańcem zajętych terytoriów to nie widzę w tym nic dobrego by je promować i chwalić.
No chyba, że jest się samobójcą.
„W 3,4 mln kraju to dużo, a nie “pozostałości”. Po białoruskiej stronie granicy mieszka kolejne kilkaset tysięcy Polaków. Litwa jest ich ojczyzną”
Litwa jest ojczyzną Polaków z Białorusi ? Przykro mi, ale tu już wywody są absurdalne.
Co do Polonii na Litwie-nie dziwię się Litwinom. Ich naród i kultura o mało nie zostały zniszczone przez polonizację.
do redaktora : w informacji
Rzeczpospolitej o wypowiedzi Waldemara Tomaszewskiego, użyto określenia „Litwini polskiego pochodzenia” . Jest to określenie wysoce obrażliwe dla Polaków na Litwie. Nie jesteśmy żadnymi „Litwinami”, co najwyżej jesteśmy obywatelami Republiki Litewskiej polskiej narodowości. Wielkopolan, Mazowszan, Małopolan nie określa się przecież, że są pochodzenia polskiego. Może takie uwrażliwienie na poczucie tożsamości narodowej , w dzisiejszej Polsce,nie przez wszystkich Rodaków jest rozumiane, ale należy to docenić i taka postawa zasługuje na szacunek. Nie jesteśmy Polonią , emigracją, pozostalismy po prostu na swojej ziemi, to Polsce przesunięto granice. Podobnie działo się z „polskimi obozami zagłady”. Proszę o przekazanie tej z pozoru drobnej, ale dla nas istotnej sprawy , swoim kolegom po piórze. Polacy na Litwie zasługują na szacunek. Dziękujemy Panu
Do Wojciecha:
Tak Panie Wojciechu. Nie słucha Pan dobrych rad i dalej plecie Pan trzy po trzy. Jest Pan najpewniej jedynym z tych skostaniałych narodowo Litwinów, o których wstydliwie piszą sami Litwini – Rimvydas Valatka lub Tomas Venclowa, albo Polakiem, który od najwcześnieszego dzieciństwa poddany został intensywnej indoktrynacji litewskich narodowców. Bo jakie jest inne wytłumaczenie upartego powtarzania przez Pana w kolejnych postach, litewskich mitów, które nawet niektórzy Litwinii wyśmiewają. Szkoda dla Pana czasu.
To wrocławianin :
„To się nazywa pragmatyzm. Jaki będzie końcowy tego efekt nie wiem. Niektórzy uważają, że może to zniechęcić polskich wyborców. Faktem jest, że w ostatnich wyborach do PE AWPL odniosła znaczący sukces. To najbardziej niepokoi Litwinów.”
Pan daruje, ale tego typu „pragmatyzm” nie uważam za uzasadniony, a wręcz chybiony. Jeśli mam być szczery, w odróżnieniu od Pana, nie obchodzą mnie ani „znaczące sukcesy” ani porażki AWPL. Zarówno jak fakt, czy to niepokoi Litwinów czy też nie.
AWPL jest na zupełnym marginesie litewskiej sceny politycznej, nie mają żadnego wpływu na żadne aspekty życia tego kraju (za wyjątkiem samorządów wileńskiego i solecznnickiego – z czego, nota bene, osobiście wcale nie jestem zadowolony – z przyczyn jak najbardziej pragmatycznych, jak np. zupełna nieudolność administracyjna).
W żadnych „kampaniach oczerniania Polaków” udziału nie biorę i brać nie mam zamiaru, z tego zwykłego powodu, że w nie nie wierzę, podobnie jak np. w polowania na czarownic.
Osobiście nie mam krzty szacunku do działaczy AWPL, wiedzę o nich bowiem czerpię nie z łam Rzepy, lecz z własnych obserwacji. Tak samo jak Pan, czy każdy inny, mam prawo do własnej opinii na określony temat, moja opinia na wspomniany temat jest właśnie taka. Mam ku temu swoje argumenty – do Pana one nie przemawiają – trudno, pozostańmy zatem każdy przy swoim zdaniu.
Osobiście nie chcę mieć z ludźmi tego gatunku nic wspólnego, Pan widoczie uważa ich za bohaterów walki o polskość. W tej sytuacji raczej trudno o wspólny mianownik.
„Tak, uważam, że Rosjanie, Białorusini to naturalni sojusznicy Polaków na Litwie.”
Tu się kardynalnie różnimy – ja tak nie uważam. Z Rosjanami nie mam i nie chcę mieć nic wspólnego. Sprzymierzenie się z Rosjanami w kraju, który należy do UE uważam za niezgodne z europeską racją stanu i Polakom chluby przynosić nie może. Ale na Wileńszczyźnie europejskość to dla wielu (uprzedzając Pańską uwagę – nie mówię tu wyłącznie o Polakach) wciąż całkowita abstrakcja, zresztą – jak juz wspomniałem – polskość też tu jest rozumowana w dość swoisty sposób, czego jednak Pan nie chce dostregać.
„Dyskryminacja dotyczy także ich”.
Jestem obywatelem RP (nie mam obywatelstwa RL), od wielu lat mieszkam i pracuję na Litwie, poznałem język i kulturę tego kraju. Dostrzegam zarówno plusy i minusy (minusów może nawet więcej), w bardzo wielu kwestiach jestem krytyczny, ale nie czuję się dyskryminowany w najmniejszym nawet stopniu. Wiele kwestii administracyjnych na Litwie są nawet prostsze niż w Polsce. Owszem, jak ktoś w kółko powtarza jak mantrę, że „Litwini to durnie”, „złodzieje”, „z czarnym podniebieniem”, tacy i owacy, i nie zadaje sobie nawet trudu porządnej nauki języka kraju w którym mieszka, to sam się skazuje na status obywatela drugiej kategorii. Pana dziwi mój rzekomy zapał, z jakim „atakuję” Polaków wileńskich – a mnie z kolei dziwne ciągoty do ciągłego oskarżania wszystkich dookoła o własne niepowodzenia i wyjątkowa zaściankowość co niektórych wyżej wspomnianych.
Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia – być może z perspektywy Wrocławia widzi pan bojowników o polskość, z kolei ja ze swojej – jedynie mówiących okropnym dialektem kołchoźników.
Do cuchullain:
Mój wrocławski punkt widzenia nie ma tu żadnego znaczenia. W dzisiejszych czasach wcale nie muszę wychodzić z domu, aby dowiedzieć się co się dzieje na Litwie, choć z przyjemnością odwiedzę Wilno.
Jestem też daleki od idealizowania polityków i polityki. Ma Pan rację, że AWPL jest obecnie na zupełnym marginesie litewskiej sceny politycznej AWPL jeśli chodzi o Senas. Nie z własnego wyboru, ale z powodu – eufemistycznie mówiąc – niechętnego stosunku Litwinów do Polaków – zaznaczam do Polaków obywateli Litwy. O tym, że tak jest i co jest jego przyczyną pisali w tym tygodniu dwaj mądrzy Litwini – Rimvydas Valatka i Tomas Venclowa. W odróżnieniu od Pana kibicuję AWPL. Interesuje mnie o ile i jak może wpłynąć na obecną dyskryminacyjną politykę wobec Polaków (i oczywiście innych mniejszości narodowych). Gdyby więc AWPL przekroczyła próg wyborczy (5 %) powtarzając np. ostatni wynik z wyborów do PE, gdzie uzyskała ponad 8 % miałaby taką realną możliwość. Nie mam nic przeciwko temu, aby tak właśnie się stało, bez względu, czy w wyborach będzie się posługiwać polskim, rosyjskim (który sam zauważył, z oczywistych powodów, jest bardzo rozpowszechniony – dodam także wśród Litwinów), białoruskim, litewskim czy tatarskim. Oczywiście to jest tylko jedna z możliwych płaszczyzn oddziaływania na poprawę sytuacji Polaków na Litwie. Jednak już obecnie jej lider, polski eurodeputowany z Litwy Pan Tomaszewski podejmuje działania na forum PE. Nagłaśnia sprawę dyskryminacji. Inny konkretny przykład. Dzięki temu, że w rejonie solecznickim, gdzie 80 % to Polacy, władzę sprawuje AWPL, samorządowcy zdecydowali o nie zdejmowaniu tablic z nazwami ulic w języku polskim, co nakazał im Litewski Sąd Administracyjny. Przypomnę tylko, że Europejska Karta Samorządowa, którą Litwa ratyfikowała, gwarantuje na terenach zwarcie zamieszkanych przez mniejszość narodową prawo do napisów informacyjnych w swoim języku. Z kolei samorząd rejonu wileńskiego odmówił likwidacji szeregu polskich placówek oświatowych w wykonaniu nakazu Sądu i restrykcyjnych wymogów Rządu Litewskiego w zakresie kompletowania klas. Mając instytucjonalne wsparcie w lokalnym samorządzie Polacy mogą więc skutecznie bronić polskości i opierać się lituanizacji. Pisanie o nieudolnym samorządzie wynika jak rozumiem z Pana pragmatycznego podejścia. Nie będę się wymądrzał i pisał o tej stronie, która Pana bardziej interesuje – codziennym administrowaniu. Jednak powiem ogólnie, że pisanie o nieudolnym samorządzie jest komunałem powtarzanym o wszystkich samorządowcach – także o tych z Polski. Pomimo różnicy zdań, czy Pan rzeczywiście uważa, że pisanie o Polakach z Litwy jak o „oszołomach” jest wyważoną i pozbawioną emocji opinią?
Poprawiam:
Nie mam nic przeciwko temu, aby tak właśnie się stało, bez względu, czy w wyborach będzie się posługiwać językiem polskim, rosyjskim (który jak Pan sam zauważył, z oczywistych powodów, jest bardzo rozpowszechniony – dodam także wśród Litwinów), białoruskim, litewskim czy tatarskim.
Drogi Wrocławianinie, nie jestem zaskoczony, za każdym razem gdy Polak nie popiera kresowskiej walki o Ukraińskie czy Litewskie, to oskarżony zostaje o bycie Ukraińcem czy Litwinem. A ja się zastanawiam powoli czy kresowiak to nie jest odrębna jednak nacja od Polskiej. Bo jak zrozumieć ludzi, którzy bardziej się interesują ukraińskimi wioskami niż śladami Polskości we Wrocławiu-miasta prawdziwie należącego do Polski i Polaków ?
Wojciechu (jeśli rzeczywiście jesteś z Polski):
Doprawdy rozbawiłeś mnie pisząc o Polakach z Litwy jako o ludności napływowej lub jako poloni na Litwie. Pewnie opuściłeś te lekcje w szkole, na której przerabiano historię Polski oraz „Pana Tadeusza”. Przecież nasz wieszcz narodowy Mickiewicz, marszałek Piłsudski, noblista Miłosz przewróciliby się w grobie gdybyś ich nazwał napływową ludnością lub polonią na Litwie. W Panu Tadeuszu na początku jest wyraźnie napisane – Litwo ojczyzno moja! Nie pamiętasz? Człowieku opuszczenie kilku lekcji w szkole nie usprawiedliwia Cię w wieku dorosłym. Jeśli nie masz nic mądrego do dodania to po co zabierasz głos.
O jakich to śladach polskiej poloni we Wrocławiu tak maniakalnie piszesz. Polonia wrocławska nie ma nic wspólnego z Polakami zamieszkującymi od stuleci na Litwie. We Wrocławiu przed II WŚ praktycznie nie było polskich autochtonów. Jeśli tak bardzo interesuje Cię ten temat to znajdź sobie odpowiednie forum (jak rozumiem czytanie książek nie wchodzi w rachubę). Ten blog jest poświęcony sprawie Polaków na Litwie.
Do cuchullain:
Jeśli chodzi o europejską rację stanu nie ma ona dla mnie żadnego znaczenia, bez względu na to co Pan pod nią rozumie. Mam wątpliwośc czy takowa w ogóle istnieje (proszę wziąć przykład choćby Nord Stream). Kiedy rozmawiamy o walce o polskość jaka toczy się na Litwie (ale także na Białorusi i na Ukrainie) interesuje mnie tylko polska racja stanu. Polską racją stanu jest troska o zachowanie polskość, jest więc to także troska o naszych rodaków, którzy pozostali za naszą obecną wschodnią granicą. Jeśli nie Polska, to czy wstawi się za nimi inne państwo (np. Niemcy) powołując się na ową europejską rację stanu? Cóż AWPL po polityce, uwzględniającej europejską rację, najbardziej chlubnej, jeśli za lat X nie będzie miał kto ją prowadzić, bo nie będzie tam Polaków. Litwa jak sam Pan napisał jest wielokulturowa i różnorakie skutki tej wielokulturowości trudno jest zrozumieć z perspektywy praktycznie jednolitej narodowo RP, jak i naszych złych doświadczeń z Rosjanami.
Jest Pan obywatelem RP. Nie napisał Pan jednak, czy jest Pan Polakiem, a Pana nick jest mylący. Zakładam, że jest Pan Polakiem z Polski. Dla Litwinów Polak z Polski jest czymś naturalnym. Natomiast Polak z Litwy jest wynaturzeniem nie do zaakceptowania. Jest właściwe nie wiadomo czym: białoruskim przesiedleńcem z lat 60 – tych, spolonizowanym Litwinem, Polonią osiadłą po włączeniu Litwy Wschodniej do II RP. Problem nie polega więc na dyskryminowaniu Polaków z Korony, ale Polaków z Litwy.
Zdaje sobie też sprawę ze skutków jakie dokonało bycie republiką ZSRR. Wiem, że masowa kultura rosyjska jest popularna na Litwie (nie tylko wśród Polaków ale i Litwinów, Białorusinów i innych mniejszości). Dotyczy to także języka rosyjskiego. Tym bardziej zasługują na uznanie Ci co przetrwali okres ZSRR i dalej czują się Polakami. Nawet jeśli spotkał się Pan z przypadkami ludzi mówiących „okropnym dialektem ” co to ma za znaczenie. W Polsce mógłbym Panu wskazać wiele przykładów gwar, które pewnie raziłyby Pana nie mniej. Nie oznacza to jednak, że ludzie nimi posługujący się nie czują się Polakami.
To wrocławianin:
doświadczenie wynikające z zamieszkania w róznych krajach europejskich nauczyło mnie pragmatyzmu oraz rzeczowej oceny sytuacji, nie opartej na założeniach etnicznych, lecz bardziej – powiedzmy – na społecznych. To, czy ktoś jest Polakiem czy też nie jest – ma dla mnie znaczenie drugorzędne. Dla Pana jak widzę – jest to kwestia podstawowa. Jeśli chodzi o polskość na Litwie – owszem, przetrwała i to w znacznie lepszej kondycji, niż np. na Białorusi czy na Ukrainie. Ale ktoś kiedyś zadał sobie trudu zbadać jak wygląda ta polskość od podszewki? Już sobie wyjaśniliśmy, że Panu nie przeszkadza ani posługiwanie się rosyjskim ani gwarą polsko-rosyjsko-białoruską ani nawet cyrylicą. Ale tego typu pobłażliwość byłaby bardziej na miejscu w stosunku do Polaków w Kazachstanie, czy np. na sąsiedniej Białorusi, gdzie jest prawie zupełny brak szkolnictwa polskiego. Na Litwie sytuacja jest zupełnie inna. Każdy kto tylko rzeczywiście tego chce, może mieć dostęp do kultury polskiej, w normalnej, nie uproszczonej, „wileńskiej” postaci. Trzeba tylko chcieć. Takie osoby są, ale niestety są w zdecydowanej mniejszości. Czy Litwini zmuszają Polaków do posługiwania się zniekształconym językiem polskim? Czy „polakożercze” władze litewskie naciskają na Polaków żeby czytali rosyjskojęzyczne gazety i oglądali rosyjskie kanały TV? Czy władze litewskie zabraniają obywatelowi, który w dowodzie ma wpisane „Genrik Malickij” dokonania korekty na „Henryk Malicki” (w tym przypadku już by nie musiał walczyć o poprawną pisownię nazwiska!) Czy Seimas lub rząd zabrania władzom samorządu solecznickiego dbać o rozwój gospodarczy własnego regionu lub należyte jego administrowanie (region solecznicki jest na ostanim miejscu wśród regionów Litwy pod względem inwestycji)? Nie, sami Polacy to robią, z powodu własnego zaniedbania. Zapraszam na wycieczkę na Litwę, będzie Pan miał okazję porównać sytuację w regionach Litwy Zach. i np. wspomnianym solecznickim. Tylko proszę nie wmawiać sobie i innym, że jest kolejny przejaw dyskryminacji Polaków. Mówi Pan, że Polacy wileńscy są pewnym wynaturzeniem w oczach Litwinów – a czy ww zrobili cokolwiek żeby zaprzeczyć temu, nie słowem, lecz czynem? Udowodnić, że są lepsi? Też bym chciał, żeby posługiwali się poprawną polszczyzną oraz kilkoma innymi językami europejskimi, byli wykształceni i obeznani, ale niestety tak nie jest. I osobiście nie uważam, że jest to wina Litwinów. Każdy musi o własnych siłach dbać o swój dobrobyt, rozwój i pozycję w społeczeństwie. Moim zdaniem, sytuacja na Litwie na to pozwala, ale – jak i wszędzie – nie każdy potrafi z tego skorzystać. Wspomniana społeczność sama skazuje się na status pariasów, z tego też powodu nie potrafi wyłonić liderów z prawdziwego zdarzenia, którzy spotykaliby się z uznaniem i szacunkiem. Wspomina Pan wypowiedzi Venclovy i Valatki, ale czy wśród Polaków wileńskich znajdzie się ktoś, kogo stać na równie samokrytyczne oceny dotyczące własnego środowiska? Czy można je spotkać na łamach Kuriera Wileńskiego? Od wielu lat działacze AWPL nie zrobili nic, jedynym ich osiągnięciem jest kultywowanie roli ofiary. Wspomniany przez Pana p.Tomaszewski pasuję do zdobytego przez niego mandatu w EP w stopniu nawet mniejszym niż w przeszłości ew. Andrzej Lepper czy Roman Giertych, gdyż w odróżnieniu od ww, brak mu nawet cienia charyzmy.
Chyba że uważa Pan za „osiągnięcie” kwestię tablic w języku polskim (pominę styl i formę polszczyzny, która została w tym przypadku użyta), czyli odmowę ich zdejmowania.
„Przecież nasz wieszcz narodowy Mickiewicz, marszałek Piłsudski, noblista Miłosz przewróciliby się w grobie gdybyś ich nazwał napływową ludnością lub polonią na Litwie..”
Ani Piłsudski ani Miłosz nie są moimi bohaterami, obu oceniam negatywnie a szczególnie Piłsudskiego, poza tym reprezentuj właśnie kresowian a nie całą Polskę. Piłsudski bardziej był zajęty realizowaniem kresowych marzeń o kontroli Ukrainy i Litwy niż pomocą dla Polaków w Poznaniu i na Śląsku
„Człowieku opuszczenie kilku lekcji w szkole nie usprawiedliwia Cię w wieku dorosłym. Jeśli nie masz nic mądrego do dodania to po co zabierasz głos”.
Agresja i obrażanie innych zamiast dyskusji. To niestety jak zauważyłem typowem, gdy ogłasza się oczywistą prawdę że Polacy na Litwie i Ukrainie nie są rodzimą ludnością lecz napływową.
„O jakich to śladach polskiej poloni we Wrocławiu tak maniakalnie piszesz. Polonia wrocławska nie ma nic wspólnego z Polakami zamieszkującymi od stuleci na Litwie. We Wrocławiu przed II WŚ praktycznie nie było polskich autochtonów. ”
Tiaa, Olimp został stworzony przez duchy w czasie IIWŚ, a Dom Polski nigdy nie istniał. Jakże typowe i smutne. Coś jakby Francuz bardziej był przywiązany do Algerii niż do Lyonu…A Polacy na Litwie-czy naprawdę to Polacy ? Bo ja jako Polak związku z tymi ludżmi, o dziwnym akcencie, o absurdalnych poglądach na historię, o próbach uzależnienia Polski od ich interesu, z nimi nie czuję.
To Wojciech:
„Bo ja jako Polak związku z tymi ludżmi, o dziwnym akcencie, o absurdalnych poglądach na historię, o próbach uzależnienia Polski od ich interesu, z nimi nie czuję.”
- też co raz częściej dochodzę do tego wniosku. Co do Algieru – trafne porównanie. Pozdrawiam.
Do Wojciech i cuchullain:
Dobraliście się Panowie udanie.
Pan Wojciech ośmiesza się głosząc dalej „oczywistą prawdę, że Polacy na Litwie i Ukrainie nie są rodzimą ludnością lecz napływową.” Proszę nie odwracać kota ogonem. Nie rozmawiamy o tym czy Mickiewicz, Piłsudski i Miłosz to dla Pana bohaterzy (dla mnie mogą być Pana bohaterami nawet postacie z kreskówek), ale czy podtrzymuje Pan to, że Polacy na Litwie (w tym w/w) byli ludnością napływową, Polonią litewską. Jeśli tak to jaka była geneza tej emigracji – zarobkowa jak do współczesnej Ameryki lub Anglii?
Czemu służy porównanie garstki Polaków – bezsprzecznie odważnych, złożonych częściowo z pracowników przymusowych sprowadzonych przez nazistów do Wrocławia, z milionami Polaków zamieszkujących od stuleci polskie kresy? Przestaje rozumieć. Czy Pan Wojciech chce przez to wykazać, że kresy były bardzie polskie niż Wrocław, czy też że było odwrotnie? Jeśli to ma być dowód na nieistnienie polskości na kresach to niestety zapętlił się Pan bo wyszło odwrotnie. To po prostu matematyka. Krótko mówiąc – Znaj proporcje Mocium Panie!
Dalej już obaj Panowie brniecie tak, że aż miło. Porównaniem do Algieru przeszliście Panowie samych siebie. Polacy mieszkający na kresach to w waszej opinii Maghrebczycy? Mickiewicz, Piłsudski, Miłosz, Fredro, Słowacki i inni. Dawno się tak nie uśmiałem. Piszecie nową historię więc wam podrzucę lepszą myśl. Po co wam Panowie sięgać do afrykańskiej, kolonialnej tradycji Francji skoro mamy własną. Może nie tak sławną, ale skoro Pan Wojciech działalność organizacji Olimp, podnosi do rangi etosu dowodzącego polskości Wrocławia, to może działalność Polskiej Ligii Kolonialnej powinniście rozsławiać jako dowód polskiego kolonializmu w Afryce. Zatem jeśli stosuje takie absurdalne porównania, to porównajcie przedwojenne wschodnie województwa II RP do Madagaskaru, a Wilno, Lwów, Grodno do jego stolicy – Antananarywy.
Co retorycznych pytań na temat dyskryminacji Polaków na Litwie proszę przeczytać Raport Wspólnoty Polskiej z 2009 r. Tam znajdziecie Panowie wyczerpujące odpowiedzi na czym ona polega.
Ostatnie słowo co do popularności kultury rosyjskiej. Proszę kolejny raz nie mydlić oczu Panie cuchullain. Na łamach Kuriera Wileńskiego wielokrotnie wileńscy publicyści wypowiadali się z troską o tej popularności. Np wileński publicysta Romuald Mieczkowski przyznawał, że Polacy na Litwie, w tym też młodzież, która dziś nie ma styczności w szkole z rosyjskim językiem i kulturą, jest lepiej obeznana na temat rosyjskiej kultury i często nie wiele wie o polskiej jej nurtach, wybitnych przedstawicielach. Obaj Panowie robiąc zafrasowaną i zdumioną minę nad tym faktem przypominacie mi młodych amerykańskich Żydów, którzy dziwili się dlaczego Polacy nie zapobiegli mordowaniu Żydów przez faszystów. Nie rozumieli, że w tamtej sytuacji Polacy mogli ocalić niektórych, ale nie masy. Było to bowiem niezależne od Polaków. Tak i wy Panowie dziś, w podobnym tonie, macie pretensje do Polaków z Wileńszczyzny o coś na co nie mieli oni wpływu. Że byli poddani rusyfikacji i lituanizacji. Dziś jednak dalej czują się Polakami i proszę o pomoc Polskę, a Panowie każecie im iść w diabły z tego powodu, że mają ów „akcent”, że w ogóle próbują zwrócić na siebie uwagę RP, że związani są ze swoją wileńską ojczyzną. Pogardliwie wypowiadacie się o ludziach „o dziwnym akcencie”. Czy to nowe kryterium kwalifikowania kogoś jako prawdziwego Polaka? Drżyjcie zatem Kaszubi, Ślązacy, Górale, mieszkańcy Podlasia. Wasz akcent was zdrada. Z powodu akcentu nie jesteście Polakami w opinii w/w dwóch sprawiedliwych.
Dodam, że rolą Polski nie jest spoglądanie na Litwę przez pryzmat Europy (jak Pan sugeruje cuchullain), ale przez pryzmat polskiej racji stanu. Polską racją stanu jest więc np. to, aby na Litwie polska kultura masowa była tak samo łatwo dostępna jak rosyjska, aby np. ogólnie dostępna była nie tylko TV Polonia, ale wszystkie programy TVP.
Niestety, ale jako Polak nie czuję związku z obu Panami, o dziwnym „proeuropejskim i prolitewskim akcencie”, o „absurdalnych poglądach na historię”.
Wielokrotnie słuchałem w telewizji i w radiu (Znad Wilii) przedstawicieli AWPL, w tym Tomaszewskiego. Wczoraj o 21 była nawet debata o pisowni polskich nazwisk w TV Polonia. Pan Tomaszewski wypowiadał się merytorycznie, rzeczowi i po polsku. Na koniec podziękował uczestniczącemu w dyskusji ministrowi sprawiedliwości Litwy m. in. za jego otwarte podejście do tego tematu.
„Pan Wojciech ośmiesza się głosząc dalej “oczywistą prawdę, że Polacy na Litwie i Ukrainie nie są rodzimą ludnością lecz napływową.””
Jeśli kogoś śmieszy oczywista prawda, że Polacy na Litwie nie mieszkali od tysiącleci i są wynikiem polonizacji tego kraju to mogę tylko zgadywać jak bardzo interesujące są jego poglądy. Litwa w granicach państwa Mieszka I ?
„Czemu służy porównanie garstki Polaków – bezsprzecznie odważnych, złożonych częściowo z pracowników przymusowych sprowadzonych przez nazistów do Wrocławia”
Drogi Kolega nawet nie ma pojecią o historii Polonii wrocławskiej, inaczej by wiedział iż istniała na długo przed powstaniem nazizmu. Ale jak ktoś woli zajmować się Litwą, niż Polską….
„Zatem jeśli stosuje takie absurdalne porównania, to porównajcie przedwojenne wschodnie województwa II RP do Madagaskaru, a Wilno, Lwów, Grodno do jego stolicy – Antananarywy.”
Pod względem rozwoju cywilizacyjnego porównania gospodarcze kresów a terytoriów kolonialnych innych państw, byłoby całkowicie słuszne i trafne. Podobnie zresztą jak traktowanie ludności rodzimej tych ziem przez sprawującą władzę mniejszość.
„Dodam, że rolą Polski nie jest spoglądanie na Litwę przez pryzmat Europy (jak Pan sugeruje cuchullain), ale przez pryzmat polskiej racji stanu.”
Polską racją stanu jest dbanie o bezpieczeństwo i rozwój kraju oraz jego obywateli. Interes kresowiaków często stoi na przeszkodzie tym celom.
Do Anonim:
Zacznijmy od początku.
Czy drogi Kolega kwestionuje to, że Litwę zamieszkują Polacy jako autochtoniczna mniejszość narodowa?
Czy gdziekolwiek napisałem, że we Wrocławiu nie było przez II WŚ Polonii?
Czy Polska powinna w ogóle zajmować się Polakami mieszkającymi za granicą?
Drodzy Wojciechu, anonimie i cuchullain coś Wam zacytuję:
Bezsilna wściekłość dusiła mnie nieraz, że w niczym zaszkodzić wrogom nie mogę, że muszę w milczeniu znosić deptanie mej godności i słuchać kłamliwych i pogardliwych słów o Polsce, Polakach i naszej historii – J.Piłsudski.
Anonimie (chyba Galu) oświeć mnie i powiedz ile to tysięcy lat muszą zasiedlać jakieś terytorium Polacy, abyś mógł powiedzieć, bez odrobiny wahania, że stanowią oni tam rodzimą, a nie napływową ludność?
To: Wrocławianin.
Dziękuję za kontynuację dyskusji, o ile można nazwać to można dyskusją.
Pan w dalszym ciągu nie rozumie, albo nie chce rozumieć. A więc:
- nie chodzi mi w najmniejszym stopniu o akcent. Wiadomo, że mieszkańców tych terenów cechuje charakterystyczny akcent, zawsze istniał też swoisty dialekt wileński, który wyróżniał mieszkańców tych ziem, nie polegał on jednak na niewiarygodnym upraszczaniu języka, jego zubażaniu, jak to ma miejsce w chiwli obecnej. Z kolei mam tu na myśli nie akcent, tylko właśnie taką nibymowę, którą jest w codziennym użytku wśród wielu mieszkańców Wileńszczyzny. Jestem w stanie zrozumieć, że Pan, jako człowiek, który prawdopodobnie nie miał z tym bezpośredniej styczności, nie wie o co mi chodzi. Przytoczę więc przykład: „Wyź pszawież karteczka, może cosik zarpłata pszyprowadzili, miała być na drugie sutki”. Ale nawet nie o to chodzi. Chodzi o to, że Pan uparcie nie dostrzega tych różnic, w rozumowaniu i kultywowaniu polskości. Dla Pana, każdy Polak jest jednaki, i wystarczy, że oznajmia wszem i wobec, że jest Polakiem, żeby otaczać go uwielbieniem i ochroną. Trochę to według patriarchalnej rodzinnej zasady – co z tego, że łajdak, pijak, ale w końcu swój, brat, swat etc. Padło tu twierdzenie, że Polacy na Litwie to są tacy sami Polacy, jak we Wrocławiu, Gdańsku ect. Otóż właśnie o to chodzi, że nie są. A przynajmniej zdecydowana większość. Wybaczy Pan, ale nie zgadzam się z Pańskim rozumieniem polskiej racji stanu, gdyż nie żyjemy w dobie mesjanizmu, a Polską nie jest „Chrystusem Narodów” (no chyba że uważa Pan inaczej), i racją stanu każdego normalnego europejskiego kraju powinno być dbanie o jego interesy oraz bezpieczeństwo jego obywateli. Dlaczego nie opcjuje Pan za nadaniem obywatelstwa RP wszystkim Polakom na Litwie, którzy tego by ewentualnie chcieli? W ten sposób większość problemów przecież została by rozwiązana. Zwłaszcza, że wielu ma do tego całkowite prawo. Byłoby to o niebo lepszym rozwiązaniem, niż tzw. „Karta Polaka”, która moim zdaniem jest pomysłem całkowicie chybionym, a jej promocja na Litwie i w krajach bałtyckich (w krajach należących do EU) jest całkowitym nieporozumieniem, ubliżajaće godności tych państw, sprowadzające je (zupełnie bezzasadnie zresztą) do wspólnego mianownika z Rosją, Białorusią czy np. Tadżykistanem – czego w Polsce zresztą nawet nie zauważono.
Można prowadzić długie spory na temat zjawiska autochtonizmu,
np. polska Wikipedia określa autochtona w ten sposób:
Autochton (gr. αὐτόχθων autochthon – „z tej ziemi”, „tuziemiec”, „tubylec”) – człowiek należący do rdzennej ludności danego obszaru, np. Indianie amerykańscy czy australijscy aborygeni.
Czyli, wg tej definicji, autochtoni są ludem zamieszkującym entniczne ziemie swojej populacji, są rdzenną ludnością tego kraju. Polskie osadnictwo na Litwie sięga późnego średniowiecza, 1sze wzmianki pisane o Polakach na Litwie (jako jeńcach wojennych) pochodzą bodajże z dokumentów Unii w Krewie. Na podstawie tego trudno jednak określić Polaków na Litwie jako „ludność rdzenną”. Proszę sobie przeczytać uważnie wspomniany przez Pana wywiad z prof. Tomasem Venclovą w Kurierze Wileńskim. Porównuje on stosunki litewsko-polskie do irlandzko-angielskich. Trudno odmówić mu racji. Chyba nie twierzi Pan, że Anglicy są „rdzenną ludnością” Irlandii? Z kolei zarówno jak w przypadku Irlandii czy Szkocji w jej stosunkach z Anglią, jak i Litwy w jej stosunkach z Polską z biegiem wiekiem zaszły pewne symbiozy kulturowe, których podłożem były procesy asymilacyjne, w wyniku których powstał nowy typ społeczny w ww krajach. Np w Irlandii byli to Angloirlandczycy, a na Litwie – „Litwini” w rozumieniu Mickiewiczowskim. Podobnie np. szwedzkojęzyczni Finowie w południowej i zachodniej Finlandii. Czy Pana zdaniem np. przedstawiciele litewskich rodów Radziwiłłów czy Paców w XVII w. to byli Polacy? Czy jednak Litwini? Czy też np. do XV wieku to Litwini, a później już to Polacy? Owszem, na Litwie dominowała wówczas kultura wzorująca się na polskiej, tworzona w języku polskim, ale to nie znaczy, że była tworzona przez Polaków – była WSPÓŁTWORZONA wówczas przez Litwinów, a przynajmniej przez ich elity, posługujące się wówczas językiem polskim. Tej symbiozie m.in. zawdzięczmy właśnie Mickiewicza, czy – jako ostatni już odblask – Miłosza. W historii Europy możemy znaleźć analogie w postaci dominacji języka i kultury węgierskiej na Słowacji, niemieckiej w Czechach, angielskiej w Irlandii, szwedzkiej w Finlandii. Moim zdaniem kres rozwojowi kultury i języka polskiego na Litwie położyła sytuacja zaistniała w międzywojniu. Nie będę się tu wdawał w dyskusję kto miał więcej czy mniej racji w kwestii Wilna (chociaż podejrzewam, że dla Pana to kwestia nie podlegająca dyskusji), stwierdzam jedynie fakt. Sytuacja Polaków (czy może „polskojęzyczynych Litwinów”, jak kto woli) na Litwie być może mogłaby wyglądać jak Szwedów w Finlandii, ale… Brak stosunków dyplomatycznych, jakichkolwiek kontaktów kulturalnych oraz podsycna z obydwu stron atmosfera wrogości w tamtej epoce, kiedy nie istniały jeszcze media masowe, skutecznie położyła kres rozwojowi kultury polskiej na Litwie, bowiem w ciągu tych dwudziestu lat wyrosło pokolenie, które nie znało już języka polskiego – co więcej, nie miało żadnej zachęty, żeby go poznać. Zakładam, że Pan całkowitą winą za to obarcza stronę litewską, ja natomiast uważam, że wina jest conajmniej podzielona. Faktem jest, że wskutek tych procesów obecnie Litwini stanowią inny naród, mają też prawo do własnego spojrzenia na własną historię i do własnego rozliczenia się ze swoich błędów. Wybrali rozwód z Polską, można do nich mieć o to żal, można oskarżać ich o formę, ale nie o treść trego procesu. Tak czy inaczej, brak zrozumienia genezy najnowszej historii Litwy, brak jakiegolwiek pojęcia o współczesnej kulturze, literaturze, nie mówiąc już o języku litewskim, przy głebokim przekonaniu o mesjanistycznie rozumianej polskiej racji stanu prowadzi do hołdowania widmom międzywojnia nawet w dobie obecnej. Nie proszę, żeby przyznał mi Pan rację, proszę się chociażby zastanowić nad tym.
@ Wroclawianin, Wojciech, Anonim i Cuchullain
Zbyt waskie definicje prowadza do albo stalych nieporozumien lub do pozostawienia dosyc duzych czesci polskiego „etnosu” poza wymiarem subiektywnej polskosci, ktorz sama w sobie nie jest ani jednorodna etnicznie obecnie ani nigdy takowa nie byla. Jak z reszta prawie wszystkie inne grupy etniczne.
Proby wyeliminowania jednostek na podstawie czesciowo „obcego” pochodzenia, innego sposobu interpretacji dziejow czy tez eliminacji ludzi „nieprzynaleznych” ze wzgledu na inny swiatopoglad ideologiczny czy religijny powoduje/spowoduje przyjecie sztywnej ramy myslowej, malo przydatnej w obecnym szybko zmieniajacym sie i konkurencyjnym swiecie.
Moim zdaniem jest malo istotne czy litewscy Polacy sa spolonizowanymi Litwinami czy Bialorusinami czy potomkami osadnikow z bardziej „etnicznie” czystej Polski. Mieszkaja obecnie tam na Litwie i powinni stac sie przynajmniej dwu-jezyczni, jesli nimi juz nie sa. Oczywiscie nalezy im pomoc jesli ich prawa obywatelskie lub wlasnosciowe sa lub beda zagrozone, lub jezeli ich spotka dyskryminacja ze wzgledu na ich nie litewska narodowosc. Lecz jezeli ludzie ci woleliby zyc w czysto polskim srodowisku, to powinni sie przemiescic do obecnej Polski.
Co do debat na temat Wroclawia i Dolnego Slaska. Stara ludnosc, ktora albo uciekla lub tez zostala przymusowo wysiedlona po II WS byla etnicznie glownie niemiecka, a pochodzenia czesciowo zachodnio-slowianskiego, zgermanizowanego jezykowo i kulturalnie w wymiarze XIII do XX wiekow, z wyjatkiem czesci Opolszczyzny, obecnego wojewodstwa slaskiego (katowickiego) i kilku wsi dolnoslackich przyleglych do wielkopolskiego Leszna. Duza czesc tych ludzi, jesli nawet w latach dwudziestych identyfikowala sie lub czesciowo sie identyfikowala sie z pochodzeniem polskim, wyjechala po Niemiec w wyniku brutalnego stosunku do niej wladz Polski Ludowej i czesto polskich oportunistycznych szabrownikow.
Co sie stalo to sie nie odstanie. Wroclaw jest zasiedlony polskim etnosem a zostal kompletnie odbudowany wysilkiem Polakow, tych glownie wysiedlonych z obecnej zachodniej Ukrainy. Materialne pozostalosci dawnego niemieckiego Wroclawia (a politycznie przez dlugo czeskiego) pozostaja, lecz powrot do przeszlosci jest obecnie wysoce nieprawdopodobny i dla potomkow dolnoslaskich Niemcow i dla potomkow Polakow z bylej Galicji Wschodniej.
Czas patrzyc przed siebie i przestac spierac sie o szczegoly historyczne, ktore rozni ludzie i nacje beda mieli/mialy tendencje aby interpretowac subiektywnie, wybiorczo i uzywac specyficznych i roznych przedzialow wspolnych dziejow aby udowodnic swe wlasne/odrebne punkty widzenia.
Lestek
@wrocławianin: według niektórych przedmówców wcale nie muszą.
No może 30 lat wystarcza
Pozdrawiam Panów.
Wielu Polaków i Litwinów piszą: „Polacy na Litwie nie są Polakami” (Litwini będą języka polskiego), nonsensem pochodzącymi z Polska.
Potomkowie Polaków na Wschodzie (Litwa, Łotwa, Ukraina i Białoruś), w większości wywodzących się z osadników w XVI, XVII, XVIII i XIX w., a być może niewielką większością głosów, są ludzie, spolszczona (mam nadzieję być w formie pisemnej poprawnie, bo jestem wnukiem Polaków, a nie mówić i nie pisać codziennie w języku polskim).
Wielu Polaków germanizacji w XVII, XVIII i XIX wieku ze Śląska, Pomorza i Mazur (może tysiące), wiele z jego potomków był nazizm i służyć Niemcy (były złe, za doprowadzenie germanizacji? Wyczyść nie było prostych ludzi, że aby przetrwać zmiana języka i narodowości).
Istnieje kilka sposobów na określenie narodowości osoby, miejsce urodzenia, ich pochodzenia (krwi), ich język i ich świadomości narodowej.
Jeśli litewski Język polski polski rozważa on jest, i to nie ma sensu, aby powiedzieć inaczej i jeżeli uzna, litewski, ale chcą mówić i pisać w języku polskim jest jego prawo.
Cały ten problem, który występuje na Litwie ma odpowiedzi, obawiają się, że jeden dzień tysiące Polaków zdecydował się kupić nieruchomość, i mieszkać w kraju i Wilno (nie jest logiczne, ale może się zdarzyć) i / lub „nienawidzę historii, bo to jest Litwa wspieranie narodu na świecie.
Odnosząc się do kilku uwag na temat akcentu „slang” i pożyczek słownictwa języka rosyjskiego, uważam, normalny (Wilno jest „daleko” z Polska i po okresie II wojny światowej, był pierwszym politykę rusyfikacji i po lituanizacji ).
Potomkowie Polaków w Brazylii (żyją około 1 milion Polaków, wielu polskich imigrantów, którzy przybyli do kraju wynosi około 160 000 osób powyżej 1868-1939 oraz 20 000 w 1945-1970), także po akcentowanych i udzielić słowa Portugalii, a nawet słowa byłych najeźdźców Polska (niemiecki i rosyjski) i wielu (jak ja) uważają się za Polaków (choć brazylijski prawa i innych polskich roszczenia), moja rodzina wyemigrowała z Lublina (1912-1914 ) i przyniósł wiele „slang (gwara i żargon)” w tym regionie (kiedy jechałem do Polska w latach 1996 i 2000, nikt się nie nudzi, tylko kilka osób starszych w Lublinie).
Trochę historii Polaków (potomków) w Brazylii, w 1938 roku polskiej szkoły zostały zamknięte (zakazane przez nacjonalistyczne prezydent Getúlio Vargas), a także organizacje młodzieżowe (junaks i Sokół). Mój ojciec, jego bracia i kuzyni wyjechał na studia w języku polskim (dalej rozmawiać w domu, ale bez mówienia standardowego klasycznego języka). Wszystkie moje kuzynki i mój brat (tylko mnie) z rodziny więcej niż 30 dzieci rozumieją i są zainteresowani spraw Polski i tak jest innych rodzin, potomków polskich, bo jestem nauczycielem i wielu moich uczniów są dzieci i nie zna (teraz mam tylko 2 uczniów, którzy mówią i rozumieją polskiego, a łącznie 200) i nie może wymówić ich nazwisk i tak brazylijski rząd dostał co chciał nacjonalizacji ich dzieci i wnuki imigrantów (mimo wysiłków polskiego rządu po komunizmu i władz konsularnych w Kurytyba i Sao Paulo).
Co pytam Polacy nadal wspierać ich bracia polsko-litewskiej Rzeczypospolitej, jeżeli są one przyciągnęły do kultury rosyjskiej, pomóż nam, jak w polskiej kulturze jest to, co robię z moją córką i moim bratem, moich przyjaciół i moich uczniów, jeśli każdy ma pracę mrówek nie ma zimy).
Przepraszam za moje błędy literowe (umowy, napięci lub deklinacji), ponieważ język polski jest bardzo trudne.
Do cuchullain
Drogi Panie. Miałem wątpliwości, co do szczerych chęci prowadzenia przez Pana konstruktywnej dyskusji, a kolejna Pana wypowiedź tylko je pogłębiła. Oto przytakuje Pan wypowiedziom innych internatów, świadczących o braku ich elementarnej historycznej wiedzy albo trolowaniu. Cieszy mnie jednak pewien postęp w Pana wypowiedziach. W kilku powyższych postach drwił Pan przecież sobie z „oszołomów” z AWPL, z ludzi o „dziwnym akcencie”. Teraz wyjaśnił Pan, że „nie chodzi (Panu) w najmniejszym stopniu o akcent.” Jak się okazuje nie chodzi Panu nawet o nibymowę „na drugie sutki”.
Wbrew temu co Pan pisze tu nie chodzi o różnice, w rozumowaniu i kultywowaniu polskości, które pomiędzy nami – nie ukrywam – istnieją, ani też o historyczne korzenie Polaków na Litwie. Tu chodzi o prostą rzecz. O to, aby Litwa respektowała międzynarodowe zobowiązania, które dobrowolnie przyjęła. Zobowiązała się ona respektować podstawowe prawa i wolności człowieka. Prawa, które w UE są standardem. Zobowiązała się w szczególności nie dyskryminować swoich obywateli ze względu na ich przynależność narodową. Respektowanie przez Litwę podstawowych praw i wolności człowieka, daje Polakom, a jednocześnie obywatelom Litwy, możliwość kultywowania swojej polskości (oczywiście tym którzy chcą). To ilu obywateli Litwy z tego skorzysta jest ich wyborem jednostkowym. Tego nie da się odgórnie zadekretować ani cenzorować. Tym zaś, którzy kultywują polskość należy się pomoc z naszej strony, ze strony Polski. To nie jest żaden mesjanizm, bo nie „zbawiamy” w ten sposób żadnego innego narodu, ale pomagamy własnym rodakom. To jest SOLIDARNOŚĆ pomiędzy Polakami, a nie pomiędzy narodami. Nie widzę więc żadnego związku pomiędzy mesjanizmem, a pomocą udzielaną Polakom za granicą, w tym Polakom na Wschodzie. Notabene krytycznie jestem nastawiony do jego wersji niesienia „kaganka demokracji” naszym „współbraciom” Litwinom, Białorusinom i Ukraińcom. Jak się okazuje nie zapobiega to wcale nacjonalistycznym i narodowym fobiom (jak na Litwie), albo prowadzi do atakowania i rozbicia środowisk polskich (jak na Białorusi). Korzyści jakie Polska z tego odnosi mają głównie charakter propagandowy (np. rzekome strategiczne partnerstwa).
Nie rozumiem w jaki sposób nadanie obywatelstwa RP wszystkim Polakom na Litwie miałoby rozwiązać problem dyskryminacji mniejszości narodowej? Efektem byłaby utrata obywatelstwa litewskiego, bo na Litwie nie można mieć podwójnego obywatelstwa (podobnie jest w Rosji i Tadżykistanie). Skutkiem byłoby pozbawienie praw obywatelskich i odsunięcie Polaków od wpływu na losy ich „ojczyzny”, o której sam Pan pisał w jednym z postów. Co potem? Kolejna, trzecia, repatriacja do Polski? I to ma być niby dobra rada? Spóźnił się Pan z tymi „dobrymi radami” o 60 lat. Teraz niestety jest na to za późno.
Jak widzę nadal używa Pan sobie na Polakach. Piękne porównanie do „łajdaków i alkoholików”. Mam w rodzinie alkoholika i łajdaka. Czy dlatego nie jest on Polakiem? Czyżby wierzył Pan w bajki o dobrych Polakach i złych Niemcach?
Proszę zauważyć, że polskość współczesnego Wrocławia i Dolnego Śląska nie jest związana ze średniowiecznymi rządami Piastów Śląskich. Po Piastach Dolny Śląsk był czeski, a potem został zdominowany przez kulturę niemiecką. To, że teraz jest inaczej wynika z powojennego zasiedlenia tych terenów przez Polaków. Przedwojenni jego mieszkańcy (z niewielkimi wyjątkami) uważali się za Niemców. Podobnie jest w przypadku Litwy, Wilna i Wileńszczyzny. To, że w wiekach średnich zamieszkiwały ją plemienia Bałtów: Żmudzini, Litwini i inni, nie oznacza, że pozostała ona taka, aż do czasów nam współczesnych, co sam Pan przyznaje. Dla XVII – to wiecznych Radziwiłów (którzy notabene posługiwali się językiem polskim) stwierdzenie do jakiej etnicznej grupy należą nie miałoby kompletnie żadnego znaczenia. Wszyscy ówcześni mieszkańcy historycznego WKL uważali się za Litwinów. Nie w sensie etnicznym, narodowym, ale w sensie politycznym, mickiewiczowskim. Współcześnie określenie Litwin ma zupełnie inne, wąskie etniczne znaczenie i jest synonimem określonej narodowości. W tym wąskim znaczeniu jest wytworem litewskiego „przebudzenia narodowego” z XIX wieku. Przebudzenia zbudowanego niestety w opozycji do polskości i na długo przed tym jak mieszkańcy Wilna i Wileńszczyzny opowiedzieli się za przynależnością do II RP.
Nie trzeba sięgać do Wikipedii oraz szukać przykładów po całej Europie, aby odpowiedzieć na pytanie, czy Polacy na Litwie to autochtoni. Współczesnym przykładem takiej ludności w Polsce są Niemcy na Opolszczyźnie i Litwini w Puńsku. Jedni i drudzy deklarują swoją odmienną od polskiej narodowość. Czyżby twierdził Pan, że nie są oni ludnością rdzenną, autochtoniczną? Czyżby chciał Pan wmówić Niemcom z Opolszczyzny, że ze względu na piastowsko – słowiańską przeszłość tych terenów oni sami są ludnością napływową albo, że są Polakami? Ja wyczuwam absurdalność i śmieszność takiego dowodzenia. Podobnie jak Niemcy na Opolszczyźnie tak Polacy na Litwie są jej autochtoniczną ludnością. Poczucie przynależności mieszkańców WKL do kultury polskiej nastąpiło tak dawno, że nazywanie ich „osadnikami”, „ludnością napływową” lub „polonią” jest głupie. To jakie są ich średniowieczne korzenie, nie zmienia ich obecnego poczucia przynależności narodowej. Pan, Ja, ani ktokolwiek inny nie może ich tego poczucia pozbawić.
Pisze Pan też o tak oczywistych prawdach, że sam nie wiem z kim się Pan spiera. To jak rozmowa dziada z obrazem. Pewnie, że współcześnie Litwini stanowią inny naród. Wybrali rozwód z Koroną. Bezspornie Wilno i Wileńszczyzna należy dziś do Litwy i nikt trzeźwo myślący w Polsce nie chce rewizji granic. Proszę wybaczyć, ale rzekome straszenie Litwinów „widmami międzywojnia” jest Pana absurdalnym wymysłem. Nie rozumiem też w jaki sposób znajomość współczesnej historii, kultury, literatury i języka litewskiego ma usprawiedliwiać tolerowanie w UE dyskryminacji polskiej mniejszości narodowej na Litwie? Współcześnie to oni są stroną pokrzywdzoną, wykorzystywaną, marginalizowaną, pozbawianą swych praw. Nie proszę, żeby przyznał mi Pan rację, proszę się chociażby zastanowić nad tym.
Do autochton:
Nie popadajmy w skrajności, kiedy niektórzy mówią o „tysiącleciu”. Ciekawostka. Obowiązująca w Polsce ustawa o mniejszościach narodowych i etnicznych oraz o języku regionalnym, inkorporująca przepisy UE, uzależnia uznanie za mniejszość narodową takich obywateli polskich, których przodkowie zamieszkiwali obecne terytorium Rzeczypospolitej Polskiej od co najmniej 100 lat. Jest to jeden z kilku warunków.
Ma być „plemiona Bałtów”
Mieszkam na Zaolziu w Republice Czeskiej. Ojciec był tutejszy Polak „z dziada pradziada”, mama z Nowej Wilejki. Od roku 1986 odwiedzam Wilno i okolice,jestem bardzo przywiązany do tego kraju. Żal mi tego co się dzieje. Za długo Polska wierzyła Litwinom, nie jestem antylitewski, ale wreszcie trzeba powiedzieć dość. Tu w Czechach my Polacy mamy o wiele lepsze warunki,nikt tak nie manipuluje ze naszym szkolnictwem jak na Litwie, nie ma problemów z pisownią nazwisk,są napisy dwujęzyczne, mam skalę porównania,życzyłbym Polakom na Litwie takich warunków jakie mamy na Zaolziu. Oczywiście jakieś wyskoki szowinistyczne są, ale ogólnie jest na plus. Dla mnie żyjącego także w narodowościowo odmiennym kraju niektóre wyskoki litewskie są żenujące. Brak im ducha i szczerości