Czy można rozmawiać o islamie

Bitwa o islam, która rozegrała się w Kolonii, pokazuje, że zachodnioeuropejskie społeczeństwa nie radzą sobie ze zjawiskiem rosnącej roli muzułmanów. Nie chcą debaty na ten temat.

Lęki widać w sondażach, ale gdy wyrażają je – nieliczni – politycy czy intelektualiści, to większość mediów krzyczy o ksenofobii, obskurantyzmie czy neonazizmie.

To zrozumiałe, że wielu Niemców jest szczególnie wyczulonych na działania nacjonalistycznych radykałów. Nie da się zaprzeczyć, że część przeciwników budowy wielkich meczetów to znani z innych demonstracji zwolennicy porządków w stylu Trzeciej Rzeszy, gdy prawdziwy Niemiec miał pracę i poczucie dumy z tego, że jest Niemcem. Oni wykorzystują każdą okazję, by protestować przeciwko obcym.

Ale wznoszenie w Kolonii minaretów o wysokości 55 metrów nie podoba się znacznej części mieszkańców. Podobnie jest w wielu innych europejskich miastach, gdzie muzułmanie są coraz liczniejsi. Nie jest to – a w każdym razie nie tylko – wynik niechęci do innego wyznania. To lęk przed, na razie symboliczną, dominacją religii, która nie tylko jest nowa na tym terenie, ale i wiąże się z obyczajami oraz normami, które są sprzeczne z wartościami wyznawanymi przez zachodnich Europejczyków.

O tym trzeba dyskutować. Nie ma też powodu, by przeciwnicy rosnącej roli islamu nie mogli protestować na ulicach miast czy organizować kongresy. Chyba że będą na nich nawoływali do przemocy wobec muzułmanów, ale o tym w Kolonii nie było słychać.

W Niemczech i w wielu krajach zachodnich bez problemu można organizować protesty przeciw papieżowi. Co więcej marsze i wiece w centrach niemieckich miast mogą organizować prawdziwi neonaziści z NPD, byle nie pod hasłami antyislamskimi. Potępienie pod adresem organizatorów niedoszłego kongresu antyislamistów wygłaszali także politycy chadeccy. A to ich, najsilniejsza w Niemczech, partia nie chce w UE muzułmańskiej Turcji i to w ich partii dyskutuje się o wiodącej kulturze (niemieckiej), której podporządkować powinni się imigranci wyznający islam.

Ta mieszanka dławionych obaw i dławionej krytyki do niczego dobrego nie doprowadzi.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

(102) Komentarzy do “Czy można rozmawiać o islamie”

    -
  1. Lesław B. pisze:

    Jednen z przywódców muzułmańskich do abpa Izmiru Giuseppe Bernardiniego:
    (cytat za Rzeczpospolitą z 30.01.2003)

    „Dzięki waszym demokratycznym przepisom podbijemy was. Dzięki waszemu prawu do wolności religijnej zdominujemy was. Można wierzyć lub nie, ale dominacja już się rozpoczęła”.

    Dobre 0

  2. MacMac pisze:

    @Wlod Pisze:
    22/09/2008 o 19:18

    „Kościól Katolicki przekształcil się w ostatnich dziesięcioleciach nie tyle w “aparat administracyjno-urzędniczy”, co w podmiot szeroko rozumianego życia politycznego, dążący do zastąpienia systemu uniwersalnych ogólnoludzkich wartości, wartościami chrześcijańskimi. W tej sytuacji trudno dziwić się, że wyznawcy islamu postanowili pójść tą samą drogą.”

    Muszę przyznać, że zupełnie nie rozumiem tego toku myślenia. Według mnie, w tym czasie KK właśnie konsekwentnie odchodzi od polityki (rozumianej jako dążęnie do utrzymania władzy). I dobrze. W polityce, to Kościół był „na całego” – kilkaset lat temu. Jak można to w porównaniu z sytuacją dzisiejszą nazwać „wzrostem”? Nie pojmuję.

    Oczywiście są politycy, którzy chętnie odetną kupony od przymiotnika „katolicki” i księża, którzy chętnie na to przystaną. Ale jak słyszę o „groźbie katolickiego państwa wyznaniowego” np. w Polsce, to śmiech pusty bierze…

    Rzekoma „ta sama droga” islamu była jego drogą od zarania. Z tą różnicą, że w Europie można już odłożyć miecz i użyć demokracji. Widząc co się dzieje na świecie, obawiam się niestety, że do czasu.

    Dobre 0

Dodaj komentarz

Dodanie komentarza oznacza akceptację REGULAMINU blog.rp.pl. Komentarze nie spełniające zasad zawartych w regulaminie - nie będą publikowane. Więcej informacji można znaleźć na modblogu modblogu.