Posts Tagged „Zbigniew Ziobro”<

Wniosek o TS dla Kaczyńskiego i Ziobry to objaw słabości, a nie siły

12 mar 2012

Co się takiego wydarzyło, że 12 marca 2012 r. szef klubu parlamentarnego PO zapowiada złożenie wniosków o Trybunał Stanu dla Jarosława Kaczyńskiego i Zbigniewa Ziobry?

Czy jest to wynik moralnego wzmożenia nie pozwalającego na dalsze tolerowanie obecności w polityce dwóch osób, które rzekomo łamały konstytucję? Czy jest to skutek zakończenia prac przez jakąś instytucję – np. komisję śledczą bądź prokuraturę – która badała „zbrodnie” obu potencjalnych podsądnych?

Nic nie wiemy o moralnym wzmożeniu. W ostatnich miesiącach temat pojawiał się sporadycznie na zasadzie zdania rzuconego w tej czy tamtej rozmowie. Działo się to raz na kilka miesięcy i bez związku z badaniem zaszłości z czasów rządów PiS – zakończonych, było nie było, pięć lat temu.

Nic też nie wiemy o pracach instytucji śledczych. Komisja „blidowa” zakończyła prace w zeszłej kadencji. De facto gros jej prac to rok 2008. Później było tylko kilka incydentalnych posiedzeń i przesłuchań.

Gdyby zresztą ktoś gromadził nadal potrzebne materiały – i jak nazwał to przewodniczący Rafał Grupiński – „szlifował” wnioski, to nie dowiedzielibyśmy się o tym z zaskoczenia. Posłowie lubią chwalić się tym, że ciężko pracują nad strasznie ważnymi rzeczami. A każdy wniosek przeciw Jarosławowi lub Zbigniewowi Ziobro ma ogromne znaczenie polityczne i newsowe. Nawet, gdyby pracujący nad wnioskiem posłowie mieli nakaz milczenia to i tak dla własnej mołojeckiej sławy zadbaliby o przecieki. A tu nic. Cisza. Wniosek jest taki, że nikt niczego nie „szlifował”. Może teraz będzie „szlifował” bo taki jest nakaz chwili.

Chwila bowiem pokazuje, że szef rządu i jego partia znalazła się w impasie. Wznowienie wojny z IV RP to wymyślona ad hoc próba zeń wyjścia. Próba rozegrania wojny na dobrze znanym terenie, według zasad, które Platformie przyniosło kilka zwycięstw. Jeszcze jesienią ubiegłego roku straszenie Kaczyńskim dało znaczący sukces wyborczy. Więc jeśli wtedy się to sprawdziło, to dlaczego nie teraz? Zwłaszcza, że stary, dobrze znany wróg jest lepszy od tego, co nie rozpoznane. Np. od Janusza Palikota, który od razu zadeklarował, że poprze wniosek. Czyli pojawia się szansa na odwrócenie trendu, w którym Palikot z potencjalnego koalicjanta zaczynał stawać się realną opozycją.

Pozostaje tylko pytanie – co z emeryturami, kryzysem, listą leków refundowanych, stanem transportu publicznego itd. itp.? Bo to właśnie te problemy są źródłem kłopotów Donalda Tuska, a nie brak rozliczeń z Kaczyńskim i Ziobrą.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Upuszczanie krwi Prawu i Sprawiedliwości

27 lis 2011

Ziobryści pozbawiają Jarosława Kaczyńskiego szansy na powrót do władzy – twierdzi publicysta „Rzeczpospolitej”

W swoim czasie w PiS co mądrzejsi politycy powoływali się na długi, ale wiele mówiący o taktyce ich ugrupowania cytat z Józefa Piłsudskiego: „Wy, Królewiacy, macie śmieszną naturę. Kiedy jadących drogą napada pies natarczywym i hałaśliwym ujadaniem, bierze was zaraz ochota, żeby wyskoczyć z pojazdu, stanąć na czworakach i zacząć mu się odszczekiwać. My, w Wileńszczyźnie, pozwalamy psu szczekać, bo taka już jego psia natura, ale nie przerywamy przez jego psie szczekanie podróży i bez wojny z psem spokojnie jedziemy do naszego celu. Wam, zdaje się, na przeszczekiwaniu psa, wygraniu wojny z byle parszywym szczeniakiem bardziej zależy niż na szybkim dojechaniu do celu podróży”.

Powoływali się na to z ubolewaniem, uważając, że lider PiS tracił zbyt wiele energii na głośne medialnie, ale bez istotnego znaczenia, utarczki. Jarosław Kaczyński – zdaniem wielu – wdawał się w te spory, bo lubił. Było to zgodne z jego upodobaniem do polemik, charakterem publicysty – jak ujmowali to niektórzy.

Przeczytaj cały artykuł

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Mówiąc o Niemcach, Kaczyński walczy z Ziobrą

14 lis 2011

Szef PiS nie chce oddać Solidarnej Polsce wyborców o zdecydowanie prawicowych poglądach. Stąd ostre słowa po 11 listopada i spór o miejsca w sali sejmowej

Z czasów rządów Donalda Tuska będą zapamiętane trzy główne wydarzenia: katastrofa smoleńska, zatuszowanie afery hazardowej oraz to, że w dniu Święta Niepodległości Niemcy bili Polaków – taki komunikat na temat zajść 11 listopada ogłosił w sobotę Jarosław Kaczyński. Zwołana w nietypowym dlań terminie konferencja prasowa zmieniła debatę na temat piątkowych awantur.

Do jej czasu PiS nie łączono z awanturami wywołanymi przez chuliganów, którzy dołączyli do Marszu Niepodległości. I słusznie, bo jego członkowie ani nie organizowali marszu, ani nie byli widocznymi uczestnikami.

Sytuacja zmieniła się po konferencji. W niedzielnych programach publicystycznych i komentarzach w roli winnych zamieszek zaczęli być obsadzani politycy PiS, którzy bardzo chętnie weszli w konwencję obrony Polaków „bitych przez Niemców”, choć wiąże się to z wizerunkowym grillowaniem całej partii.

Ale to, co się wydarzyło, nie jest przejawem medialnej nieudolności czy odruchowym wyrazem fobii antyniemieckiej lidera PiS. Między PiS a Solidarną Polską – klubem sejmowym ziobrystów – zaczął się bowiem ostry bój o  prawicowość. Ziobro widzi PiS zepchnięte w stronę centrum. Kaczyński wie, że jego najbardziej zmotywowani wyborcy to ludzie o zdecydowanie prawicowych poglądach. Stąd nie chce ich oddać Ziobrze.

Spór momentami wygląda groteskowo – np. w opisanej przez „Rz” kłótni, kto na sali plenarnej Sejmu ma siedzieć z prawej strony. W istocie jest to walka o przywództwo na prawicy, a może nawet o obecność w polityce.

Sobotnia konferencja Kaczyńskiego to też spóźniona reakcja na dobry pomysł Solidarnej Polski, która zakwestionowała wybór Wandy Nowickiej na wicemarszałka Sejmu. Przez kilka dni to ziobryści byli głosem prawicowej części wyborców. Ich bojowość, przy jednoczesnej bierności PiS, podsyciła nastroje zniechęcenia wśród tych działaczy, którzy nadal są w partii. – Dlaczego Jarosław wyrzucił Ziobrę? – to częste pytanie, które ostatnio słyszeli szefowie regionów. Za nim szły coraz śmielsze wnioski: np. by Kaczyński oddał władzę komuś młodszemu, a sam został honorowym prezesem. Lub by zwołał kongres partii i poddał się głosowaniu nad wotum zaufania. Narracja z „Niemcami bijącymi Polaków” to próba odzyskania zaufania najwierniejszej części wyborców. – Chyba chwyciło. Ludzie  pozytywnie komentują słowa prezesa – mówi „Rz” jeden z najbardziej znanych  posłów PiS.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Pyrrusowe zwycięstwo Kaczyńskiego?

28 paź 2011

Ta czaszka już się nie uśmiechnie – przepowiadał dwa lata temu przyszłość Jarosława Kaczyńskiego Ludwik Dorn. Miało to oznaczać ostateczną klęskę lidera PiS. Dorn na razie chyba się pomylił, bo czaszka wprawdzie się nie uśmiecha, ale całkiem mocno gryzie. I dziś Dorn jest w Sejmie tylko dlatego, że znów startował z list PiS.

Tego ugryzienia doświadczył Zbigniew Ziobro, który postanowił wykorzystać klęskę wyborczą swojej partii do mocnej zmiany kursu. Atak przygotował starannie – w serii wywiadów on i jego zwolennicy precyzyjnie wypunktowali przyczyny porażki. Mimo to w czasie decydującego starcia – na środowym posiedzeniu Klubu Parlamentarnego PiS – rozbili się o ścianę.

Prezes PiS mógłby powiedzieć, że sprawa Ziobry jest już załatwiona. Ale nie może, choć wygrał. Ziobro przegrał ze status quo, z klubową większością, która może narzekać na Kaczyńskiego, ale woli nie ryzykować. Która nie chce eksperymentu zaproponowanego przez popularnego eurodeputowanego, uważanego także w PiS za polityka niedojrzałego.

Na pierwszy rzut oka wyglądało to na sromotną porażkę Ziobry i jego zwolenników. Po czymś takim powinni w pokorze lizać rany. Jednak tego nie robią. Już następnego dnia zwolennicy Ziobry przeprowadzili w mediach swoisty coming out: tak, jestem ziobrystą.

Kaczyńskiemu trudno będzie ich wyrzucić, bo jest prawdopodobne, że nawet w oczach własnych wyborców wyczerpał już pulę partyjnych czystek. Ziobro to nie PJN. Jego nie można oskarżyć o konszachty z PO i establishmentem. Ale po pozostawieniu w partii można go zamrażać i rozmrażać, aż do całkowitego rozkładu jego grupy. Dla byłego ministra sprawiedliwości ten wariant jest bardziej niebezpieczny niż męczeńskie usunięcie z PiS. On to wie, stąd głośne deklaracje jego zwolenników.

Nie jest to jednak prosty spór despoty z bojownikiem o wolność. Racje są bardziej podzielone, bo grupa Ziobry nie ma aż tak czystych intencji. Ale broniąc partyjnego status quo, Jarosław Kaczyński prowadzi PiS do uwiądu. Nawet ci, którzy w środę poparli rozwiązania przedstawione przez prezesa, coraz słabiej wierzą, że Kaczyński jeszcze kiedyś wygra wybory. I to jest główny problem PiS.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Dlaczego prezes wykradł Ziobrze Beatę Kempę

10 lut 2011

Jarosław Kaczyński ogranicza partyjne wpływy Zbigniewa Ziobry. Były minister sprawiedliwości broni swoich pozycji

Kogo wybrać: Kaczyńskiego czy Ziobrę? To pytanie, które zadają sobie działacze PiS. Muszą wybrać między prezesem a przyczajonym w Brukseli eurodeputowanym. Wybór nie jest prosty, bo prezes decyduje dziś o wszystkim, ale Ziobro – z racji swoich 40 lat – wydaje się bardziej przyszłościowy.

– Kaczyński stale widzi w Ziobrze potencjalnego pretendenta, za którym na dodatek stoi Jacek Kurski. A to w optyce prezesa wzmaga tylko niebezpieczeństwo – twierdzi ważny polityk PiS.

Na razie wygrywa potęga prezesa. Ważnym dla partii sygnałem były słowa Kaczyńskiego w wywiadzie dla Onet.pl. Szef PiS stwierdził tam, że człowiekiem numer dwa w partii jest Adam Lipiński. Czyli nie Ziobro.

Partia zrozumiała. I nie dała się oszukać awansem Beaty Kempy. Posłanka została komisaryczną szefową organizacji partyjnej w Świętokrzyskiem. Kempa jest blisko związana z Ziobrą, ale nie znaczy to, że były minister sprawiedliwości cieszy się z awansu koleżanki. – Kaczor ukradł nam Kempę. Tak jak wcześniej Beatę Szydło – wzdycha jeden z przyjaciół Ziobry.

Szydło była ziobrystką do czasu, gdy Kaczyński zaproponował jej funkcję wiceprezesa partii. Wdzięczność za awans przeważyła nad dawną lojalnością.

Kempa jest w podobnej sytuacji. Wchodzi na słabo rozpoznany teren. „Kłębowisko żmij” – jak określił to jeden z posłów PiS. Musi zrobić porządki, a nie uda się jej bez wsparcia centrali.

Ziobro unika otwartej konfrontacji, ale też się nie poddaje. Zareagował negatywnie, gdy tylko padły sugestie, że on i Kurski powinni wrócić jesienią do kraju i wystartować w wyborach do Sejmu. – Takie rzeczy trzeba od razu ucinać – mówi jeden z ziobrystów. Z kolei Kurski dość skutecznie broni swoich wpływów w rodzinnym Gdańsku i okręgu pomorskim. Dla ich obrony pojednał się nawet z Jolantą Szczypińską.

Walka o wpływy toczy się też w Parlamencie Europejskim. Ziobro forsował na ważne stanowisko urzędnicze we frakcji Europejskich Konserwatystów i Reformatorów byłego wiceministra z PiS Krzysztofa Szczerskiego. Ten jest związany z konkurentem Ziobry prof. Ryszardem Legutką. Legutko przestraszył się, że jego protegowany zmienił front i zablokował nominację. Było o co się bić, bo Szczerski miał zostać sekretarzem generalnym grupy, czyli szefem wszystkich urzędników frakcji i dysponentem klubowych pieniędzy. Ziobro przegrał, mimo że to za nim stała większość eurodeputowanych PiS. Wygrał Legutko, bo ma bezpośredni dostęp do prezesa. A to ciągle instancja rozstrzygająca.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Młodzi w górę, Ziobro w dół

29 gru 2010

Zbigniew Ziobro i jego sojusznicy tracą wpływy w PiS. Jarosław Kaczyński wzmacnia swoją władzę rozgrywaniem rywalizujących frakcji

– Wyniki wyborów samorządowych w Małopolsce były słabe – mówił kilkakrotnie w ostatnim czasie prezes PiS Jarosław Kaczyński. Szefem partii w tym regionie jest Zbigniew Ziobro, więc reszta partii tę krytykę uznała za ważny sygnał. Czego?

– Ziobro niepotrzebnie wyciął ludzi Zbigniewa Wassermanna. Poza tym nie postarał się, bo pewnie uczy się języków – mówił Kaczyński do kilku przedstawicieli tzw. młodego PiS. Ci zaś nie odebrali tego jako żartu, ale sygnał ograniczenia pozycji byłego ministra sprawiedliwości. I szansę dla siebie.

Po wyjściu polityków obecnego PJN PiS wygląda zupełnie inaczej. W szarej poselskiej masie wyróżniają się w nim trzy środowiska. Pierwsze to najwierniejsi i przez to najbardziej wpływowi towarzysze prezesa partii, tzw. zakon PC. Druga grupa to tzw. ziobryści. Trzecia, najbardziej ostatnio ekspansywna, to grono 30-latków, których nieformalnym liderem jest Adam Hofman. I to właśnie on, a nie człowiek Ziobry, został rzecznikiem PiS.

Awans młodego PiS jest spektakularny, bo przed powstaniem PJN ta grupa była mniej widoczna. Wcześniej Hofman i koledzy – Mariusz Kamiński, Dawid Jackiewicz, Maks Kraczkowski – pozostawali w cieniu Adama Bielana, Pawła Poncyljusza, Elżbiety Jakubiak. Zresztą młody PiS też był namawiany do odejścia, ale zwyciężyło przekonanie, że więcej miejsca będzie dla niego w starej partii. Decydująca okazała się rozmowa, w której Kaczyński obiecał młodym awans. Chodzi nie tylko o stanowisko dla Hofmana, lecz też wejście kogoś z tej grupy do najważniejszego gremium partii, Komitetu Politycznego (dziś młody PiS nie ma żadnej reprezentacji we władzach ugrupowania). W tym kontekście pada nazwisko Dawida Jackiewicza.

Tego typu korzyści nie uzyskała grupa Ziobry. Nikt z jego stronników nie pełni funkcji w klubie parlamentarnym. A np. zakon PC ma szefa i trzech z czterech wiceprzewodniczących.  – Ubieganie się o fikcyjne stanowiska jest bez sensu. I tak o wszystkim decyduje Kaczyński – mówi osoba z otoczenia Ziobry.

Ale młody PiS, wspierany przez prezesa i zakon PC, awansuje nie tylko ze względu na pozostanie w partii.

Dla Kaczyńskiego ważne jest też równoważenie wpływów grupy Ziobry. – Podejrzewanie Ziobry i Jacka Kurskiego o to, że chcą przejąć partię, staje się obsesją Kaczyńskiego, którą na dodatek podsycają ich przeciwnicy – mówi ważny polityk PiS. Choć zapewnia jednocześnie, że obawy prezesa są całkiem nieuzasadnione, bo Ziobro z Kurskim liczą na „czynnik biologiczny”. Jako ludzie młodsi od Kaczyńskiego o 20 lat uznali, że mogą jeszcze poczekać.

Tymczasem do powstrzymywania rzekomych zakusów ziobrystów przyłączył się mąż Marty Kaczyńskiej. Marcin Dubieniecki w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” stwierdził, że „żaden Kurski w duecie z Ziobrą nie są w stanie zastąpić Kaczyńskiego”. Duża część partii uznała, że mówił to w porozumieniu ze stryjem żony.

– Bzdura. Marcin jest osobą o mentalności 16-latka. Dlatego Jarosław nie rozmawia z nim na tematy personalne – ripostuje osoba z bliskiego otoczenia prezesa PiS.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop