Posts Tagged „PSL”<

Wycinanki na ludowo

7 cze 2011

Zaraza się rozprzestrzenia. To co jest stałym, patologicznym obyczajem w PiS i PO, szaleje też w SLD. A teraz wirus dotarł i do PSL.

Niby nic wielkiego. Janusz Piechociński może nie mieć „jedynki” na liście wyborczej w swoim okręgu podwarszawskim. Będzie drugi, więc o co tak wielkie halo?

A no o to, że to jeden z najbardziej kompetentnych posłów obecnego Sejmu. Przy okazji jest pracowity, nie wdaje się w medialne pyskówki, szuka – o zgrozo – kompromisu. Koncentruje się na swojej działce, czyli przede wszystkim infrastrukturze i gospodarce. Wystarczy zajrzeć do jego bloga, aby poczytać o drogach, kolejach i nie znaleźć ani kawałka bluzgu. Straszne!

Przy okazji Piechociński jest odważny. Nie wali w koalicjanta, tak jak jego kolega Eugeniusz Kłopotek, ale potrafi powiedzieć otwartym tekstem, że Platforma zawaliła budowę infrastruktury na Euro 2012. Potrafi też skrytykować własnego prezesa, twierdząc, że Waldemar Pawlak zawalił kampanię prezydencką. I to jest właśnie prawdziwa odwaga, taki polski sejmowy true grit (bo za szczypanie PO Piechociński wbrew pozorom w PSL raczej byłby głaskany).

Stronnictwo szczyci się ponad stuletnią tradycją. Co bardziej zorientowani komentatorzy chwalą je, że jest najbardziej demokratyczną – jeśli chodzi o stosunki wewnętrzne – partią w Polsce. To prawda, tylko jak długo jeszcze?

Kierownictwo PSL chce samo odmrozić sobie uszy, aby pognębić krnąbrnego Piechocińskiego. Okręg podwarszawski jest trudnym miejscem dla „chłopków”, więc jeśli Piechociński nie weźmie tu mandatu, to zdobędzie go ktoś inny, ale nie z listy PSL. On sam da sobie radę, bo kilka razy nie był posłem i dobrze mu się wiodło jako ekspertowi zatrudnianemu przez wielkie firmy. Ale Sejm nie będzie przez to lepszy. Ot, takie ludowe wycinanki. A może lepiej nazwać to lobotomią. To chyba bardziej precyzyjne określenie.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Pawlak walczy o to, by wynik PSL przekroczył 8,5 proc

1 cze 2011

Ludowcy boją się wyborczej katastrofy. Szefostwo Stronnictwa zaczyna dramatyczną walkę o poprawę notowań

Spotkanie Waldemara Pawlaka ze Stowarzyszeniem „Ordynacka”, jego wypowiedź – wbrew oficjalnej linii rządu – o konieczności obniżki akcyzy na paliwa, słowa Eugeniusza Kłopotka o koalicji PSL z PiS – po miesiącach letargu ludowcy zaczynają pokazywać zęby.

To coś więcej, niż włączenie się do kampanii wyborczej. To też próba uniknięcia katastrofy w tegorocznych wyborach parlamentarnych.

Katastrofa w wydaniu PSL nie oznacza spadku poniżej progu wyborczego. To nie powinno się zdarzyć. Ludowcom grozi co innego. Muszą zdobyć minimum 8,5 proc. głosów, by utrzymać się w grze. – Stawiamy sprawę jasno, kontynuacja koalicji z mocną pozycją PSL – mówił wczoraj w Radiu Zet Pawlak o celu jego partii.

Politycy PSL oficjalnie deklarują, że ich partia może zdobyć nawet dwucyfrowy wynik, bo świadczy o tym ich sukces w wyborach do sejmików wojewódzkich (16 proc.). Po cichu przyznają, że będzie dużo gorzej – ok. 7 proc. Uwzględniwszy wyniki większych partii i podział miejsc w Sejmie według obowiązującej ordynacji, może to oznaczać, że zamiast obecnych 31 posłów PSL będzie miało mniej niż 20. Czyli za mało do zbudowania koalicji. Platforma ewentualny brak będzie musiała uzupełnić porozumieniem z SLD.

– Waldek jest czołgany w Stronnictwie za dotychczasową bierność – mówi prominentny polityk PSL.

Dlatego Pawlak zaczął ostrzej mówić (choć jako minister gospodarki wie, że obniżka akcyzy na paliwa i marż koncernów paliwowych jest praktycznie niemożliwa). Stąd gesty pod adresem partii opozycyjnych, i to mimo że to właśnie PiS i SLD, a nie PO, odciągają wyborców od PSL. Tu nie wiadomo, jaka będzie reakcja. Być może w PiS lub SLD wygra kalkulacja, że warto nie pomniejszać partii, która kiedyś przyda się jako koalicjant. Ale nie zniknie całkowicie chęć przejęcia części elektoratu PSL. PiS i SLD zaktywizowały swą działalność na wsi. – Musimy cisnąć „chłopów”. Wtedy wieś znów zacznie na nas głosować – zwykł mawiać w zaufanym gronie SLD-owski wicemarszałek Jerzy Wenderlich.

Na dodatek w ostatniej dekadzie PSL dostawało w wyborach parlamentarnych wynik powyżej 8 proc. tylko wtedy, gdy było w opozycji (2001 i 2007). Gdy wyborcy postrzegali ludowców jako współrządzących, wyniki spadały do 6 – 7 proc. (wybory 2005 oraz eurowybory 2004 i 2009).

Strach przed katastrofą może spowodować rewolucję na listach wyborczych PSL. Do tej pory dominowali na nich słabo znani opinii publicznej lokalni bonzowie. Każdy z nich tak układał listę w okręgu, by nie znalazł się tam ktoś popularniejszy. Efektem było umieszczanie poza pierwszym miejscem bardzo słabych kandydatów.

Pawlak wykonał już jeden ruch, by to zmienić. Minister pracy Jolanta Fedak zajęła miejsce nieco już zapomnianego weterana Józefa Zycha.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Hipokryzja polityków w wojnie na immunitety

29 mar 2011

Spór o immunitet Jarosława Kaczyńskiego ukazał, jak obniżają się sejmowe standardy. W głosowaniach liczy się tylko partyjna przynależność.

Prezes PiS sam zrzekł się poselskiego immunitetu w trakcie sporu z byłym wicepremierem Romanem Giertychem. Historia zaczęła się, gdy w ubiegłym roku Giertych w wywiadzie dla „Rz” zarzucił Kaczyńskiemu, że w czasach rządów PiS zbierał haki na polityków PO. Prezes PiS odpowiedział, że to kłamstwo, i wytoczył sprawę Giertychowi. Ten poczuł się urażony zarzutem kłamstwa i wytoczył Kaczyńskiemu sprawę o zniesławienie.

Sytuacja się odwróciła  – teraz to Kaczyński będzie musiał udowadniać, że nie zbierał żadnych haków.

– Chodzi o zastosowanie pewnego chwytu prawniczego, który prowadzi do zmiany sytuacji, jeśli chodzi o dowód, bowiem w tym ewentualnym procesie, o którym mówimy, osobą, która będzie musiała udowadniać, że czegoś nie robiła, będę ja – mówił Kaczyński na posiedzeniu Sejmowej Komisji Regulaminowej. W innych wypowiedziach tłumaczył, że będzie musiał udowadniać, iż „nie jest wielbłądem”.

Jarosław Kaczyński od początku wiedział, że przegra ewentualne głosowanie w sprawie immunitetu.

Za odebraniem wypowiadali się najważniejsi politycy Platformy, m.in. marszałek Sejmu Grzegorz Schetyna. W PO zwyciężyła „antykaczystowska” emocja, którą widać było w czasie posiedzenia komisji. – Wysłuchując argumentacji mecenasa Giertycha, stwierdzam, iż jest ona przejrzysta – mówił tam poseł PO Jarosław Stolarczyk.

Przeciw odebraniu immunitetu deklarowało się PSL (którego posłowie zresztą nie są członkami Komisji Regulaminowej). Ludowcy – jak argumentowali – nie chcieli stwarzać precedensu.

Podobne argumenty słychać było w SLD. Reprezentant Sojuszu w komisji Wacław Martyniuk wstrzymał się od głosu. Wątpliwości miał Grzegorz Napieralski. Lider SLD też uznał tę sytuację za potencjalnie groźną. Jednak w klubie przeważył anty-PiS-owski resentyment i SLD zapowiedziało głosowanie za odebraniem.

Kolejny spór o immunitet znów ujawnił hipokryzję partii politycznych. Każda z nich w najbardziej spektakularnych głosowaniach kierowała się zasadą obrony swoich i atakowania nielubianych polityków konkurencji, ze szczególnym uwzględnieniem partyjnych liderów. Sejm bywał solidarny zazwyczaj w drobnych sprawach dotyczących mało znanych posłów.

PO od kilku lat głosi postulat znacznego ograniczenia immunitetu. Ten pomysł jest bardzo krytykowany przez inne partie jako antyparlamentarny.

W rzeczywistości PO niewiele zrobiła poza głoszeniem sprzeciwu wobec immunitetu. Na dodatek konto tej partii obciążają głosowania w obronie jej polityków – np. w sprawie Waldy Dzikowskiego (wbrew wnioskowi prokuratury), a niedawno w przypadku Lidii Staroń.

Wniosek przeciw liderowi PiS może być początkiem wojny na immunitety. Według nieoficjalnych informacji „Rz” politycy PiS przeglądają wypowiedzi premiera Donalda Tuska, aby i jemu wytoczyć analogiczny proces.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

W PSL uderzą półtuszą, w PO odebraniem strachu

3 lut 2011

SLD mierzy w taki wynik wyborczy, by jesienią żadna koalicyjna układanka nie była możliwa bez udziału lewicy. I ma plan, jak tego dokonać.

Partia Grzegorza Napieralskiego precyzyjnie określiła sobie cel: osiągnąć taki wynik w najbliższych wyborach parlamentarnych, aby nie dało się stworzyć żadnego rządu koalicyjnego z pominięciem SLD. Ciśnienie w Sojuszu jest wielkie nie tylko dlatego, że działacze są wygłodzeni pięcioletnią opozycyjną mizerią. Przede wszystkim dlatego, że jesienią 2011 r. wyłoni się układ polityczny rządzący Polską aż do 2015 roku. Dopiero wtedy odbędą się wszystkie wybory (oprócz samorządowych).

„Spłaszczenie wyników” – tak brzmi określenie kluczowe w strategii Sojuszu. Chodzi o to, aby wyniki wyborcze między partiami były mniej zróżnicowane niż teraz. 33 proc. dla PO, 25 dla PiS, 20 dla SLD, tylko 5 dla PSL i ewentualnie 5 dla PJN – tak wygląda najlepszy z osiągalnych dla Sojuszu wynik. W jego efekcie PO miałaby dużo mniejszy klub. A na dodatek nie byłaby w stanie stworzyć stabilnej koalicji tylko z PSL.

Oczywiście SLD będzie podgryzało PO. To z jednej strony rutynowe działanie partii opozycyjnej, z drugiej – chęć odzyskania części wyborców. Wystarczy bowiem spojrzeć na mapę poparcia dla partii politycznych: PO dominuje w województwach zachodnich, tam, gdzie jeszcze dziesięć lat temu wygrywał Sojusz.

Liderzy SLD mają duże nadzieje. Według ich kalkulacji przestaje być skuteczne straszenie PiS-em. Coraz mniej wyborców wierzy w to, że partia Jarosława Kaczyńskiego ma szanse na powrót do władzy. Zatem partia Donalda Tuska przestaje być postrzegana jako jedyny przed tym ratunek.

„Spłaszczaniu wyniku” towarzyszy drugi element – eliminacja PSL. Kierownictwo SLD nie zakłada, że da się całkiem wyrzucić ludowców z parlamentu. Ale wierzy, że można doprowadzić do tego, iż PSL ledwo przekroczy 5-procentowy próg wyborczy.

– Przyjdzie czas odwetu za wybory do sejmików – grożą politycy SLD. Rzeczywiście, Sojusz przeżył jesienią bolesne upokorzenie, gdy został wyprzedzony przez ludowców. Porażka została wytłumaczona tym, że SLD „odpuściło sobie” wieś. Uznano to za błąd tym większy, że w poprzednich wyborach, zwłaszcza w złotych latach Sojuszu, postkomuniści mieli spore poparcie na wsi.

Zapowiedzi SLD-owskiej rekonkwisty brzmią dość buńczucznie. Na przykład program rolny SLD ma być zaprezentowany w miejscu symbolicznym dla PSL – w Wierzchosławicach koło Tarnowa, rodzinnej miejscowości Wincentego Witosa.

To wyraźne prowokowanie ludowców. I nie koniec ataku. SLD ostrzy zęby na ministra rolnictwa. Już w przyszłym tygodniu chce zaatakować Marka Sawickiego świńskimi półtuszami. A dokładniej rozliczyć ministra za rzekome wpuszczenie na polski rynek mięsa, którego niska cena zagroziła opłacalności krajowej produkcji.

Na dodatek wojna o wieś stworzyła szansę na pojednanie między Napieralskim a Wojciechem Olejniczakiem. Obecny szef Sojuszu zaproponował swojemu rywalowi, aby ten zainteresował się programem dla wsi. Ten był nieufny, podejrzewając, że jest spychany na marginalny kierunek. Gdy jednak się okazało, że SLD może sporo tam zyskać, Olejniczak (sześć lat temu był dobrze ocenianym ministrem rolnictwa) dał Napieralskiemu pozytywną odpowiedź.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Precz z finansowaniem partii

20 gru 2010
Gdy w 1935 roku Włochy napadły Abisynię, w odpowiedzi Liga Narodów wprowadziła embargo na dostawy broni dla obu stron. Była w tym logika: gdy militarystom włoskim i abisyńskim zabraknie oręża, to w końcu będą musieli przestać walczyć. I zwycięży pokój.

Było to też sprawiedliwe, przecież Mussolini i Hajle Selasje zostali potraktowani tak samo. Bo zresztą – ci politycy, oni wszyscy tacy sami! A co do szczegółów, to były mało ważne. Wprawdzie Włochy miały lepiej rozwiniętą produkcję samolotów i czołgów, za to Abisynia była potentatem w produkcji dzirytów i mieczy. Poza tym nie wiadomo było zbyt dokładnie, kto był tu agresorem. Włosi twierdzili, że to Abisyńczycy ostrzelali ich żołnierzy w oazie Uel Uel. Zarzut przygotowywania inwazji na Sycylię nigdy zaś nie został wiarygodnie zdementowany.

Cała ta historia jest najlepszym komentarzem do sprawy finansowania partii. Dokładniej – obcięcia subwencji budżetowych. Wiadomo jedno: PO ma z 70 mln złotych na koncie. PiS gdzieś koło zera. SLD też się wyzerowało, ale sprzedało siedzibę, więc dostało jakieś 50 mln. PSL jest pod kreską, bo prawdopodobnie będzie musiało zwrócić Skarbowi Państwa 18 milionów.

Więc o co chodzi? Przecież dotacje ucięto po równo. A równe szanse to podstawa. Czy to będzie miało wpływ na wynik wyborów? Ależ skąd, Polacy podejmują decyzje wyborcze po wnikliwym przeczytaniu programów, sprawdzeniu, kto jak wypełnił swoje obietnice, i po gruntownym rozważeniu wszystkich za i przeciw. Plakaty, billboardy, ulotki i spoty – cały ten blichtr – nie mają tu nic do rzeczy.

***

Redakcja dziennika „Rzeczpospolita” zaprasza wszystkich czytelników do wzięcia udziału w konkursie Rafała Ziemkiewicza „GIERKIZMY„. Najlepsze opisy, skąpane w oparach absurdu III RP, zostaną wyróżnione intrygującymi nagrodami.


Idea konkursu: absurdalnie prosta! ZAPRASZAMY!

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop