Posts Tagged „premier”<

Donald Tusk jak Ludwik XIV

20 cze 2011

Wszystko trzeba zmienić, aby wszystko pozostało po staremu – to prawda przyświecająca w szczególności tym politykom, którzy najmocniej cenią skuteczność. Donald Tusk – przynajmniej w ciągu ostatnich kilku lat – jest najskuteczniejszym graczem polskiej sceny politycznej. Szczególnie gdy chodzi o zdolność utrzymywania się u władzy. Skuteczność Tuska w rządzeniu jest bowiem przedmiotem wielu kontrowersji.

Dziś nikt w Platformie Obywatelskiej nie jest w stanie zakwestionować władzy PDT – jak w skrócie nazywany jest obecny premier i przewodniczący PO. Osobista popularność Tuska jest głównym motorem Platformy. Gdyby nie było Tuska, można przypuszczać, że dziś PO przypominałaby SLD z lat 2003 – 2005.

Nic jednak nie trwa wiecznie. Nie wiadomo, co będzie po wyborach. Zwłaszcza gdy Tuskowi zabraknie tego bata na partię, jakim dziś jest układanie list wyborczych. W listopadzie mogą podnieść głowę ci wszyscy, którzy teraz siedzą cicho. Wtedy urzędujący w swojej kancelarii Tusk może mieć problem z tłumieniem rebelii swojego sejmowego zaplecza. Tym bardziej że już w tej kadencji wykazał się dużą skłonnością do izolowania się od własnej partii. Wiadomo, że od dłuższego czasu otacza się gronem tych samych kilku osób.

Parlamentarzyści – w konstytucyjnej teorii będący przecież suwerenem wobec rządu – nie mają prawie żadnego kontaktu ze swoim premierem. Mówią zaś posłowie PO, że Tusk i jego otoczenie prezentują dziś syndrom oblężonej twierdzy. A to może tylko wzmocnić poczucie wyizolowania się premiera i jego środowiska w stosunku do parlamentarnej części Platformy.

Tusk musi mieć świadomość zagrożeń tego typu. Przynajmniej trzy razy w najnowszej historii PO groził mu bunt części partii. Stąd jego metoda ciągłej rotacji partyjnych kadr.

Tuż przed wyrzuceniem Pawła Piskorskiego zawiązywał się pucz przeciw niemu z udziałem Bronisława Komorowskiego w roli potencjalnego następcy. Pucz nie udał się m.in. dlatego, że Komorowski się cofnął, bo uznał, że nie ma co stawiać na słabnącego Piskorskiego.

W zeszłej kadencji miał miejsce bunt mniejszego formatu, który jednak mocno zirytował Tuska. Nie udało mu się, wraz z Grzegorzem Schetyną, przeforsować Zbigniewa Chlebowskiego na szefa klubu. Posłowie mieli poczucie, że są traktowani tylko jako maszynka do głosowania, więc posłuchali apeli inicjatora buntu, czyli Cezarego Grabarczyka, i wybrali na szefa Bogdana Zdrojewskiego.

Wreszcie, już w tej kadencji, Tusk uznał, że zbytnio urósł Schetyna. Trudno przypuszczać, aby obecny marszałek Sejmu miał plan obalenia Tuska, ale z pewnością chciał się wybić na większą niepodległość. Nadal zresztą ma swoje małe, lecz niezawisłe władztwo, więc nie jest zakończona historia sporu Tusk – Schetyna.

Czytaj cały tekst

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Ile warstw teflonu pokrywa Tuska?

9 sty 2011

To kluczowe pytanie dla polskiej polityki. Kluczowe dla tych wszystkich, którzy rozmyślają nad przyszłością naszej żytnio-ziemniaczanej Zielonej Wyspy.

Mowa oczywiście nie o wróżbitach – ci bowiem wiedzą doskonale, co nas spotka za jakiś czas.

Teflon – ta cudowna substancja – cały czas pokrywa oblicze premiera, który z dala od polityki buduje i nie buduje drogi. To rzecz zauważona już w końcu listopada 2007, gdy Donald Tusk ulokował się w Kancelarii Premiera. I niemal od razu zaczęły się rozmyślania i spekulacje, kiedy ta powłoka zacznie kruszeć. Najczęstszą odpowiedzią było stwierdzenie, że lada chwila, lub że już niedługo.

To „niedługo” trwa już czwarty rok. A teflon ma się świetnie. Przetrwał wszystko – wspomnijmy aferę hazardową, tragedię smoleńską, chaos na kolei i wściekłość prof. Balcerowicza (tym skrótem pozwolimy sobie zsumować awantury o dług publiczny i OFE). Sam niżej podpisany popełnił tekst o kruszejącym teflonie Tuska. I to kiedy? W lutym 2009. Wstyd się przyznać, ale tamten tekst świadczy, że z takimi zdolnościami profetycznymi w starożytnym Izraelu znalazłbym się wśród fałszywych proroków. A tych trzeba się strzec.

Jednak i prawdziwi prorocy byliby bezradni w zderzeniu z teflonem Tuska. Dzisiaj Jeremiasz nie miałby na co narzekać. Wszak w kraju jest dobrze. A nawet jeśli jest źle, to przecież – stosując ulubioną ripostę rzecznika rządu – w czasach, gdy rządziła dzisiejsza opozycja było jeszcze gorzej.

- Wy naprawdę przyzwyczailiście się w Platformie, że jesteście teflonowi i niezależnie, co zrobicie wygracie kolejne wybory, ale lud może się wkurzyć – przestrzegał w TVN 24 Ryszard Kalisz. Ale, czy naprawdę zmarznięty lud z niestniejących peronów powstanie i zedrze teflon?

Wodzów antyteflonowej rewolty ostatnio jakby przybyło. Nie ma tu co wymieniać tych etatowych – czyli przywódców opozycji. Nie będziemy ich wymieniać, bo przez cztery lata swymi działaniami raczej polerowali niż zdzierali Tuskowy teflon.

Głośny stał się Leszek Balcerowicz, który zapowiedział, że będzie walczył z przerabianiem Polaków na barany. Deklaracja profesora ma związek ze zmianami w OFE. To w ogóle ciekawa sprawa, bo media do tej pory pucujące teflon – ze szczególnym uwzględnieniem GW – teraz zaczęły jechać po Platformie i jej wodzu. A to, że korupcja we Wałbrzychu, a to, że puste wagony na bocznicach, albo, że OFE cacy a ZUS be. I co? I nic. Teflon błyszczy, a sondaże rosną.

- Tusk mnie zrobił w konia. Żegnaj Platformo – deklaruje dziennikarz „GW” Zbigniew Pendel. Właśnie z powodu OFE. Pewnie takich rozczarowanych jest więcej. Tylko ilu? I czy dadzą sobie radę z teflonem?

Chyba nie, choć publicysta Witold Gadowski na portalu wpolityce.pl zapowiada co innego. Mniej więcej to samo co Ryszard Kalisz. Twierdzi, że już wkrótce będzie w Polsce tak strasznie, że teflon straci swoich dotychczasowych medialnych obrońców: „Nie poznacie kabareciarzy i mistrzów ciętego dowcipu: Wojewódzkich, Figurskich, „Neonówki” i podobnie oświeconych luminarzy. Będziecie przecierać oczy jak po linii i na nowej bazie zaczną przywalać premierowi i jego ministrom”.

Jeden tylko Janusz Palikot jakby pogodził się z tym, że nie ma i nie będzie mocnych na Tuskowy teflon: „Lepper miał rację – Balcerowicz musi odejść. Jego opinia, że nie jesteśmy baranami, kompromituje jego samego, tj. Balcerowicza”. Według Palikota, my naród, jednak jesteśmy baranami, bo Tuskowi wzrosło w styczniu poparcie.

A może Tusk nie jest pokryty wcale teflonem? Bo cały jest z tego tworzywa. Albo może pod jedną warstwą cudownego polimeru jest kolejny ciut mniejszy teflonowy Tusk. Może nasz premier jest nieskończonym kompletem teflonowych matrioszek?

Puentę do tego zagadnienia dopiszą jak zwykle internauci rozważając, jakim tworzywem pokryty jest Jarosław Kaczyński. Tak to już bowiem jest: pisząc o Tusku, wywołujemy Kaczyńskiego. A pisząc o prezesie PiS, wywołujemy przewodniczącego PO.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Jak premier (nie) zwalnia ministrów

21 gru 2010

Opozycja chce głowy Grabarczyka. Fatalnie oceniani są m.in. Klich i Kopacz. Ale dymisje u Tuska mają inną logikę.

- Podejmę walkę z zarzutami, kiedy będę przedstawiał swoje dokonania w Sejmie – mówi „Rz” minister infrastruktury Cezary Grabarczyk. Po zamieszaniu na kolei SLD złożył żądanie jego dymisji.

Wiadomo, że ważni politycy PO, szczególnie marszałek Sejmu Grzegorz Schetyna, też chcieliby odwołania tego ministra. – Ale nawet nie wszyscy posłowie opozycji podzielają wniosek SLD, skoro zająłem trzecie miejsce w rankingu „Newsweeka” – broni się Grabarczyk.

Tygodnik zapytał ponad 200 posłów, kogo uważają za najlepszego i najgorszego ministra. Grabarczyk mimo kłopotów PKP został oceniony dobrze nie tylko przez partyjnych kolegów.

Za to wśród najgorszych ministrów w tym zestawieniu znaleźli się szefowie resortów zdrowia i obrony – Ewa Kopacz i Bogdan Klich.

Oni, podobnie jak Grabarczyk, od początku utworzenia gabinetu Donalda Tuska wymieniani są jako stali kandydaci do usunięcia. Jednak trwają. Dlaczego?

– Tusk odwołał Zbigniewa Ćwiąkalskiego, potem miał wpadkę z Andrzejem Czumą, a i obecny minister sprawiedliwości nie jest orłem. Po co mu więc powtórka z rozrywki? – mówi ważny polityk PSL. – Potulniejszych nie znajdzie. W czasie szukania oszczędności ścigali się, który więcej zaoszczędził. To niesłychane, bo normalnie ministrowie wykłócają się o każdy grosz.

W lutym 2008 r. członek władz PO zapowiadał w „Dzienniku”, że nastąpi wiele dymisji. Wymienił m.in. Grabarczyka i Klicha. A także ministra środowiska Macieja Nowickiego. Odszedł z rządu tylko ten ostatni. Oficjalnie na emeryturę. Nieoficjalnie z powodu konfliktu z wiceministrem Stanisławem Gawłowskim. – Był ekspertem z zewnątrz, nie miał partyjnych pleców – mówi były współpracownik Nowickiego.

Jego przykład pokazuje, że partyjne plecy to najlepsze zabezpieczenie przed dymisją. – Jeśli Grabarczyk zostanie zdymisjonowany, to wróci do Sejmu i tam zacznie wzmacniać swoje środowisko – mówi informator „Rz”. Stronnicy Grabarczyka to tzw. spółdzielnia – pierwsza od lat grupa w PO, która rzuciła wyzwanie Schetynie.

Ale plecy Grabarczyka są niczym w porównaniu z poparciem, na jakie może liczyć Ewa Kopacz. Jej głowy żądały różne grupy zawodowe służby zdrowia. Także opozycja. – Trzy lata zostały zmarnowane. Pani minister nie panuje nad systemem. Ale dziś, kilka miesięcy przed wyborami, zmiana nie ma już sensu – uważa Marek Balicki (SLD), były szef tego resortu.

Posłowie PO bronią Kopacz, przypominając, że została oceniona jako jedna z najlepszych ministrów zdrowia UE, bo nie uległa naciskowi koncernów farmaceutycznych w sprawie zakupu szczepionki na świńską grypę. Choć po cichu dodają, że nie była to jej niezależna decyzja, ale samego Tuska.

Premier ulgowo traktuje minister zdrowia. Pamięta, jak pomogła mu wiele lat temu, gdy ciężko zachorowała jego siostra. Dziś Kopacz jest jego jednym z najwierniejszych współpracowników w partyjnych rozgrywkach.

A szef MON? – Przez Klicha w armii nie będzie szeregowców. Zawalił system zakupów i modernizacji. A także szkolenia. Tylko dlatego, że czołgi i samochody nie latają, nie mamy codziennie katastrof takich jak Smoleńsk i CASA – uzasadnia potrzebę jego odwołania poseł Ludwik Dorn.

Politycy PO bezradnie rozkładają ręce w odpowiedzi na to, dlaczego premier nie odwołuje Klicha. – A kto dziś chciałby przyjść na jego stanowisko? – pytają.

***

Redakcja dziennika „Rzeczpospolita” zaprasza wszystkich czytelników do wzięcia udziału w konkursie Rafała Ziemkiewicza „GIERKIZMY„. Najlepsze opisy, skąpane w oparach absurdu III RP, zostaną wyróżnione intrygującymi nagrodami.


Idea konkursu: absurdalnie prosta! ZAPRASZAMY!

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Premier nie ucieknie od Smoleńska

20 gru 2010

W normalnym kraju po katastrofie takiej jak smoleńska, Donald Tusk powinien odejść z życia publicznego – takie zdanie co jakiś czas głosi Jarosław Kaczyński. Jego skuteczność w tej materii jest zerowa i dziś nic nie wskazuje na to, że to pragnienie prezesa PiS się spełni. Jest zupełnie przeciwnie. Słowa Kaczyńskiego wielka część opinii publicznej odbiera jako przejaw agresji chorego z nienawiści obsesjonata. Akceptuje je tylko propisowska mniejszość. Awantura w czasie ostatniego spotkania Tuska z rodzinami ofiar skłoniła Janusza Palikota do przedstawienia wizji niemal diabolicznej: „Im częściej będą miały miejsce kontrowersje związane ze Smoleńskiem, tym większe poparcie dla PiS i w konsekwencji dla PO. Tusk więc zwołuje spotkania z wdowami, porusza drażliwe kwestie, a one nie wytrzymują i atakują”.

Palikot ma rację: posmoleńska krytyka pod adresem Tuska nic a nic go nie osłabiła. Bo jej nadawcą jest PiS ze swym prezesem.

Ten mechanizm – niezależnie od tego, czy Tusk rozmyślnie prowokuje takie sytuacje, czy nie – będzie działał tylko do pewnego momentu. To znaczy dopóki spór o odpowiedzialność (polityczną i moralną, a nie karną) za katastrofę będzie częścią wojny między PO a PiS. Dopóki głównym „dysponentem” zarzutów będzie Kaczyński i jego partia. W odpowiedzi Tuskowi i jego stronnikom łatwo się bronić przed zarzutami, które bez trudu można przewekslować jako polityczne.

Dwa tygodnie temu doszło do awantury między premierem a przedstawicielkami trzech rodzin ofiar katastrofy. Ponieważ były to rodziny „pisowskie”, a przedstawiciel rodzin „prorządowych” wziął w obronę Tuska, opinia publiczna uzyskała sygnał, że awantura miała tło polityczne.

Zresztą to kolejny już tego typu sygnał, więc strony zachowały się automatycznie – w tym sensie, że każda z nich od razu wiedziała, komu ma wierzyć, kogo bronić, a kogo atakować. A publicystka „Gazety Wyborczej” zaapelowała nawet, że czas już zdjąć parasol ochronny znad części rodzin. Napisała wprawdzie, że „relacje z sobotniego spotkania premiera z rodzinami ofiar bardzo się różnią”, ale jednocześnie przesądziła, że oskarżenia pod adresem Tuska były obłędne.

Teraz dochodzi reakcja premiera na raport MAK. Dokładnie nie wiemy, co w nim było „bezdyskusyjnie nie do przyjęcia” dla strony polskiej. Ale można założyć, że są tam rzeczy niewygodne dla szefa rządu i jego otoczenia, choć rosyjskie media zinterpretowały to jako haracz Tuska „na rzecz wewnątrzpolitycznej koniunktury w Polsce”, czyli mówiąc prościej – premier chciał się pokazać jako twardy obrońca narodowych interesów. W każdym razie polska opinia publiczna, podobnie jak rosyjskie media, była tą zmianą zaskoczona.

Przeczytaj cały tekst


***

Redakcja dziennika „Rzeczpospolita” zaprasza wszystkich czytelników do wzięcia udziału w konkursie Rafała Ziemkiewicza „GIERKIZMY„. Najlepsze opisy, skąpane w oparach absurdu III RP, zostaną wyróżnione intrygującymi nagrodami.


Idea konkursu: absurdalnie prosta! ZAPRASZAMY!

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop