Posts Tagged „polityka”<

Wniosek o TS dla Kaczyńskiego i Ziobry to objaw słabości, a nie siły

12 mar 2012

Co się takiego wydarzyło, że 12 marca 2012 r. szef klubu parlamentarnego PO zapowiada złożenie wniosków o Trybunał Stanu dla Jarosława Kaczyńskiego i Zbigniewa Ziobry?

Czy jest to wynik moralnego wzmożenia nie pozwalającego na dalsze tolerowanie obecności w polityce dwóch osób, które rzekomo łamały konstytucję? Czy jest to skutek zakończenia prac przez jakąś instytucję – np. komisję śledczą bądź prokuraturę – która badała „zbrodnie” obu potencjalnych podsądnych?

Nic nie wiemy o moralnym wzmożeniu. W ostatnich miesiącach temat pojawiał się sporadycznie na zasadzie zdania rzuconego w tej czy tamtej rozmowie. Działo się to raz na kilka miesięcy i bez związku z badaniem zaszłości z czasów rządów PiS – zakończonych, było nie było, pięć lat temu.

Nic też nie wiemy o pracach instytucji śledczych. Komisja „blidowa” zakończyła prace w zeszłej kadencji. De facto gros jej prac to rok 2008. Później było tylko kilka incydentalnych posiedzeń i przesłuchań.

Gdyby zresztą ktoś gromadził nadal potrzebne materiały – i jak nazwał to przewodniczący Rafał Grupiński – „szlifował” wnioski, to nie dowiedzielibyśmy się o tym z zaskoczenia. Posłowie lubią chwalić się tym, że ciężko pracują nad strasznie ważnymi rzeczami. A każdy wniosek przeciw Jarosławowi lub Zbigniewowi Ziobro ma ogromne znaczenie polityczne i newsowe. Nawet, gdyby pracujący nad wnioskiem posłowie mieli nakaz milczenia to i tak dla własnej mołojeckiej sławy zadbaliby o przecieki. A tu nic. Cisza. Wniosek jest taki, że nikt niczego nie „szlifował”. Może teraz będzie „szlifował” bo taki jest nakaz chwili.

Chwila bowiem pokazuje, że szef rządu i jego partia znalazła się w impasie. Wznowienie wojny z IV RP to wymyślona ad hoc próba zeń wyjścia. Próba rozegrania wojny na dobrze znanym terenie, według zasad, które Platformie przyniosło kilka zwycięstw. Jeszcze jesienią ubiegłego roku straszenie Kaczyńskim dało znaczący sukces wyborczy. Więc jeśli wtedy się to sprawdziło, to dlaczego nie teraz? Zwłaszcza, że stary, dobrze znany wróg jest lepszy od tego, co nie rozpoznane. Np. od Janusza Palikota, który od razu zadeklarował, że poprze wniosek. Czyli pojawia się szansa na odwrócenie trendu, w którym Palikot z potencjalnego koalicjanta zaczynał stawać się realną opozycją.

Pozostaje tylko pytanie – co z emeryturami, kryzysem, listą leków refundowanych, stanem transportu publicznego itd. itp.? Bo to właśnie te problemy są źródłem kłopotów Donalda Tuska, a nie brak rozliczeń z Kaczyńskim i Ziobrą.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

PiS-owska cenzura szaleje

1 sty 2012

Kilka dni temu komentując pewien czytelnik – o wdzięcznym nicku POVoter – zaszczycił mnie następującym komentarzem:

A ja mam tylko jedno pytanie do przemądrzałego redaktorka Gursztyna:

Czy to rząd i minister Kopacz osobiście miała rację w przypadku szczepionki przeciwko grypie? I ile POlska oszczędziła nie idąc na pasku koncernów farmaceutycznych do czego namawiała ta „światła” pisowska opozycja!?

PS.
Oczywiście proPiSowska cenzura w Rzepie nie puści tego wpisu – nigdy nie puszcza prawdy!

PiS-owska cenzura w „Rz” przegapiła ten dramatyczny krzyk o prawdę. A skoro już tak się stało pochylmy się nad legendą o geniuszu Ewy Kopacz, która w 2009 r. przewidziała wbrew całemu światu, że świńska grypa to jedynie spisek koncernów farmaceutycznych. Zatem z tego powodu nie kupiła owych szczepionek.

- Szczepionek nie będzie, biorę odpowiedzialność – mówiła dumnie w grudniu 2009 r. minister Kopacz. I twardo zapowiedziała, że nie ulegnie w tej mierze żadnym naciskom.

Wtedy narodziła się legenda o nieugiętej i znającej przyszłość minister zdrowia. Do dziś powtarzają ją PO-voterzy i PO-politycy. W legendzie – jak każdej zresztą – są pewne niejasności.

Oto we wrześniu 2009 r. państwowe szwedzkie radio podało informację, że polskie ministerstwo zdrowia zwróciło się w największym sekrecie do szwedzkiego resortu o odstąpienie nadwyżkowych szczepionek. Szwecja bowiem kupiła tego kilka razy więcej niż liczba jej obywateli. Warszawa jednak usłyszała – według szwedzkiego radia – odmowę.

Gdy doniesienia ze Sztokholmu dotarły do Warszawy Ewa Kopacz i jej podwładni zaprzeczyli, że była taka prośba. Ale rzecznik ministerstwa Piotr Olechno powiedział wówczas w TVN24, że w sprawie zakupu szczepionek są prowadzone rozmowy z kim innym: – Nie prowadzimy żadnych rozmów ze Szwedami jeśli chodzi o zakup szczepionek. Nadal negocjujemy z trzema koncernami – odpowiedział na pytanie. I chwilę później to rozwinął: – Cały czas prowadzimy negocjacje z tymi koncernami, z którymi negocjowaliśmy. Nic w tej kwestii się nie zmieniło.

Czyli był jednak moment, w którym ministerstwo chciało kupić szczepionki. Dla porządku, czcigodny POVoterze, można dodać, że w owym czasie radio RMF poinformowało, że ówczesna szwedzka minister zdrowia potwierdziła iż był fakt takiej prośby. Można jednak przypuszczać, że Szwedka jest zwykła kłamczuchą, albo co gorsza PiSówą.

A na koniec małe zadanko dla ciekawskich. Mam tu cytat z tamtych dni. Proszę go sobie wgooglać, aby sprawdzić, kto jest autorem następujących słów: „Z okazji urodzin p. minister Kopacz kupiłbym jej bilet lotniczy do któregoś kraju UE, by się zaszczepiła na świńską grypę, a dodatkowo zaśpiewałbym jej „Nie płacz Ewka”". Miłej zabawy!

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Krajowa awantura przed szczytem Unii wybuchła przypadkiem

5 gru 2011

Gdyby nie berlińska mowa ministra Radosława Sikorskiego, polskie partieGdyby nie berlińska mowa ministra Radosława Sikorskiego, polskie partie i opinia publiczna mogłyby nie zauważyć szczytu Unii i opinia publiczna mogłyby nie zauważyć szczytu Unii.

Kilka dni przed wygłoszeniem mowy w berlińskim think tanku Radosław Sikorski jadł kolację z eurodeputowanymi PO. Wspomniał o swych pomysłach reformy UE, nie ujawnił jednak, że ogłosi je w taki sposób, iż staną się oficjalną linią Platformy.

To, a także niepoinformowanie prezydenta, własnej partii i koalicjanta, wskazuje, że krajowa awantura przed  szczytem UE wybuchła przypadkiem. I zmusiła siły polityczne do zabrania głosu.

Przypadkowy charakter sporu wynika też z elementu, który, choć drobny, uruchomił lawinę. Radosław Sikorski co jakiś czas rzuca stwierdzenie drażniące Jarosława Kaczyńskiego (kiedyś  i Lecha), by wywołać gwałtowny atak. Reakcja PiS zmusza PO i jej stronników do obrony „zaatakowanego” Sikorskiego i  głoszenia słuszności jego twierdzeń. W tym przypadku elementem drażniącym były zdania o Stanach Zjednoczonych Europy i postulaty zwiększenia roli Niemiec. Skutek był taki, że każdy polityk PO – choć wcześniej nic nie wiedział o tezach Sikorskiego – automatycznie zaczynał go bronić przed atakami PiS.

Tak więc, gdy PiS straszy utratą niepodległości, PO głosi równie katastroficzną wizję upadku Unii i negatywnych skutków dla Polski. Pisowskiej narracji o polityce wasalnej PO przeciwstawia opowieść o tym, że „liczą się z nami w Europie”.  Donald Tusk jest prezentowany jako trzeci – po Angeli Merkel i Nicolasie Sarkozym – lider Europy. Automatyzm działa i po  drugiej stronie. Ton konferencji prasowej Jarosława Kaczyńskiego sprzed tygodnia był spokojny. Szybko jednak zabrali głos licytujący się między sobą działacze – stąd słowa o IV Rzeszy (Joachim Brudziński) lub rezerwacie dla Polaków (Adam Hofman). Radykalizm PiS wiąże się z działalnością Solidarnej Polski.

Ugrupowanie Zbigniewa Ziobry woli pozostać jednak nieokreślone w tej kwestii. Żąda dymisji Sikorskiego, ale politycy SP apelowali w debatach telewizyjnych i  radiowych, by rozmawiać o  cenach paliw i kursie złotego. To wynik kalkulacji, że można zdobyć sympatię wyborców centrowych i  zdecydowanie prawicowych.

Retoryka PiS jest komentowana jako anachroniczna. Jednak wielu polityków ocenia ją jako potencjalnie skuteczną. „Połączyć niezadowolenie z kryzysu z eurosceptycyzmem. Tak kombinuje Kaczyński. PO będzie łączyć eurooptymizm z propagandą sukcesu Tuska” – pisze w blogu Janusz Palikot. Próbuje przelicytować Platformę, twierdząc, że Sikorski powinien pójść dalej w postulatach federalizacji Unii. Całkiem pogubił się SLD.

Najciekawszą grę prowadzą prezydent i  PSL. Bronisław Komorowski brak informacji od Sikorskiego uznał za objaw lekceważenia. Zganił go publicznie. Przekaz był jasny: bez prezydenta nie ma debaty na temat zmiany pozycji Polski w UE. Lider PSL dezawuuje propozycje Sikorskiego. Waldemar Pawlak jest przeciw centralizacji UE, głosi, że kryzys wymaga nie integracji, ale rozszczelnienia Unii. Politycy PSL przekonują, że nie ustąpią, bo oni sami i ich wyborcy są przeciwni zamianie UE w federację.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Pyrrusowe zwycięstwo Kaczyńskiego?

28 paź 2011

Ta czaszka już się nie uśmiechnie – przepowiadał dwa lata temu przyszłość Jarosława Kaczyńskiego Ludwik Dorn. Miało to oznaczać ostateczną klęskę lidera PiS. Dorn na razie chyba się pomylił, bo czaszka wprawdzie się nie uśmiecha, ale całkiem mocno gryzie. I dziś Dorn jest w Sejmie tylko dlatego, że znów startował z list PiS.

Tego ugryzienia doświadczył Zbigniew Ziobro, który postanowił wykorzystać klęskę wyborczą swojej partii do mocnej zmiany kursu. Atak przygotował starannie – w serii wywiadów on i jego zwolennicy precyzyjnie wypunktowali przyczyny porażki. Mimo to w czasie decydującego starcia – na środowym posiedzeniu Klubu Parlamentarnego PiS – rozbili się o ścianę.

Prezes PiS mógłby powiedzieć, że sprawa Ziobry jest już załatwiona. Ale nie może, choć wygrał. Ziobro przegrał ze status quo, z klubową większością, która może narzekać na Kaczyńskiego, ale woli nie ryzykować. Która nie chce eksperymentu zaproponowanego przez popularnego eurodeputowanego, uważanego także w PiS za polityka niedojrzałego.

Na pierwszy rzut oka wyglądało to na sromotną porażkę Ziobry i jego zwolenników. Po czymś takim powinni w pokorze lizać rany. Jednak tego nie robią. Już następnego dnia zwolennicy Ziobry przeprowadzili w mediach swoisty coming out: tak, jestem ziobrystą.

Kaczyńskiemu trudno będzie ich wyrzucić, bo jest prawdopodobne, że nawet w oczach własnych wyborców wyczerpał już pulę partyjnych czystek. Ziobro to nie PJN. Jego nie można oskarżyć o konszachty z PO i establishmentem. Ale po pozostawieniu w partii można go zamrażać i rozmrażać, aż do całkowitego rozkładu jego grupy. Dla byłego ministra sprawiedliwości ten wariant jest bardziej niebezpieczny niż męczeńskie usunięcie z PiS. On to wie, stąd głośne deklaracje jego zwolenników.

Nie jest to jednak prosty spór despoty z bojownikiem o wolność. Racje są bardziej podzielone, bo grupa Ziobry nie ma aż tak czystych intencji. Ale broniąc partyjnego status quo, Jarosław Kaczyński prowadzi PiS do uwiądu. Nawet ci, którzy w środę poparli rozwiązania przedstawione przez prezesa, coraz słabiej wierzą, że Kaczyński jeszcze kiedyś wygra wybory. I to jest główny problem PiS.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Mucha odchodzi z Platformy?

30 cze 2011

Joanna Mucha chce zrezygnować ze startu w wyborach parlamentarnych – dowiedziała się „Rz”. Powód? Jedynkę na lubelskiej liście PO dostała Magdalena Gąsior-Marek

Mucha, zgodnie z czwartkową decyzją Zarządu Krajowego Platformy, ma dostać drugie miejsce. Członkowie zarządu przegłosowali w tej sprawie samego Donalda Tuska, który widział Muchę na pierwszym miejscu.

Konflikt o miejsce dla Muchy trwa od wielu tygodni. Początkowo regionalne władze PO chciały dać Musze dopiero szóste miejsce. Mało znana Gąsior-Marek była przewidziana na pierwsze.

Przeczytaj cały artykuł.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

PiS jest brzydki, PiS jest zły

27 cze 2011

Na polityce w Polsce zna się każdy. Podobnie jak na ekonomii, czy np. historii. Ale polityka jest dziedziną szczególną — tu wiemy wszystko i moralnie każdy z nas jest o niebo wyżej od przeciętnego polityka. Bo to, jak powszechnie wiadomo, skrajni idioci. Chyba, że któryś z nich jest złodziejem. To wtedy nie jest idiotą.

Stopień głupoty jest oczywiście znacznie wyższy u partii, której nie lubimy. A jej przywódca (właściwie nazwijmy go fuehrerem) jest wyjątkowym bydlakiem. Nie to, co ten nasz…

Gdy więc wypowiadamy się w rozmaitych sondażach na temat polityki mówimy zazwyczaj rzeczy złe. Na przykład pytani, czy chcemy, aby nasze dziecko zostało politykiem, posłem, czy kimś takim, odpowiadamy z obrzydzeniem: absolutnie nie! Polacy wymieniają na pierwszym miejscu zawód prawnika, lekarza czy naukowca. A na końcu posła czy śmieciarza.

Zaś prawda jest zupełnie inna. Ci sami uczestnicy ankiety skaczą z szerokim uśmiechem wokół pierwszego lepszego posła, którego osobiście zdarzyło im się poznać. Taki poseł czyta o sobie sondaże, że jego zawód oceniany jest tylko ciut wyżej niż praca prostytutki. A potem ma dysonans poznawczy, bo wszyscy dokoła są dla niego bardzo milutcy. I wszędzie chcą go zapraszać, sadzać na honorowych miejscach, karmić, poić i robić sobie z nim zdjęcia.

To a propos naszej powszechnej prawdomówności. I prawidłowego czytania sondaży. Bo diabli wiedzą, jak to się dzieje, że Jarosław Kaczyński – polityk, do którego w sondażach prawie nikt nie ma zaufania – prawie, że wygrał wybory prezydenckie? Czym to wytłumaczyć? Chyba tylko tym, że zmienił twarz, wygłosił orędzie do braci Rosjan i naród dał się nabrać.

Ta reguła zresztą działa w drugą stronę. Śp. Jacek Kuroń był zawsze u szczytu zaufania, a potem paskudnie przegrywał wybory. A też coś zmieniał – mianowicie dżinsy na garnitury. Tyle, że to jakoś nie działało na naród.

Dziś zaś sondaże (zamówione przez „Rz”) mówią, że PO jest nowoczesna i europejska, a PiS nie. Aż 70 proc. badanych uważa, że to PiS jest bardziej kłótliwe, a tylko 32 proc., że to PO wywołuje awantury. PiS jest klerykalne, nie myśli o reformach, ani o gospodarce. W ogóle jest do bani.

A potem w dzień wyborów wszyscy z napięciem będą czekać, gdzieś tak do godziny szesnastej, czy aby znów Kaczyński nie wygra. O tej porze mniej więcej, wiadomo, czy już posprzątane, czy jeszcze nie. Przynajmniej politycy i media mają przecieki z tzw. exit-polli. Tyle, że PKW nie pozwala ich publikować.

Pewnie zresztą nie wygra, ale nikt nie zliczy pogryzionych z nerwów paznokci. Bo sprawę sondaży dla PiS trzeba chyba czytać inaczej. Jak oni w PiS to robią? Mocno się starają, aby stracić kolejną grupę wyborców (Warszawa kiedyś była PiS-owskim miastem – vide wybory 2002 i 2004). Albo pokażą się z o. Rydzykiem, choć wiedzą, że to tak jakby samemu wejść na rozgrzany grill.

Potem straszy PiS-em Donald Tusk z całą Platformą, oraz „Gazeta Wyborcza” wraz z „Polityką”. Ma o czym pisać Tomasz Jastrun i Waldemar Kuczyński. Dzięki PiS-owi sens życia i nadzieję na zmartwychwstanie odnaleźli też Tomasz Wołek i Stefan Bratkowski.

I jak to możliwe, skoro według sondaży PiS nie powinien już istnieć? Nawet nie będę się silił na znalezienie odpowiedzi. Zrobią to internauci. Pro i anty. PiS-owscy i platformerscy. Oni zawsze wiedzą najlepiej.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Ukryte totemy liberałów

11 kwi 2011

Dlaczego PO ma być dalej partią liberalną? Polacy nie potrzebują takiego ugrupowania. Najwyżej kilkanaście procent wyborców ma poglądy jednoznacznie wolnorynkowe – pisze publicysta „Rzeczpospolitej”

Tusk zdradził idee liberalizmu – takie zdanie, kalka czy też sztampa, krąży od pewnego czasu. Na początku odnosiło się bardziej do zaniechań rządu Donalda Tuska niż do konkretnych działań. Łatwo było je więc sprowadzać do kategorii niekonkretnego epitetu.

Gdy jednak szef rządu wziął się do drugiego filaru OFE i popadł w ostry konflikt z Leszkiem Balcerowiczem, z całą ostrością stanęło pytanie o liberalną tożsamość Platformy. Problem jednak nie dotyczy tylko ideowych rozterek działaczy jednej partii. Sprawa jest poważniejsza – wśród polskich elit trwa antyliberalna rekonkwista.

Kilka tekstów w ostatnich dniach dotknęło tej kwestii. W „Rz” (z 30 marca) Robert Krasowski pisze, że Tusk wyrzucił dawne poglądy na śmietnik: „Jak wiadomo, Tusk był kiedyś głęboko ideowym liberałem. Ale po serii porażek w latach 90. zwątpił i w liberalizm, i w społeczeństwo, które wszystkich reformatorów wysyłało na zieloną trawkę”. Ten oportunizm i niechęć do podejmowania decyzji – zdaniem Krasowskiego – redukuje obecnego premiera do symbolu „słabości i strachu”.

O oportunizmie, lecz innego rodzaju, pisze też Witold Gadomski w „Gazecie Wyborczej” (z 28 marca). Dużo mówi tytuł jego tekstu

– „Liberalizm przestał być sexy?”. On też jest zgorszony zaniechaniami i woltą Tuska, choć stara się je zrozumieć: „Platforma rywalizuje z PiS, który aktywną rolę państwa wypisał na swych sztandarach. Dlatego dawni liberałowie udają, że też chcą aktywnie zza biurka zmieniać Polskę: tworzyć «narodowe czempiony», podnosić stopę urodzeń, zwalczać hazard i dopalacze, budować kapitał społeczny. Mam zbyt dobre zdanie o inteligencji premiera i jego czołowych doradców ekonomicznych, by traktować te zapowiedzi poważnie”.

Z tekstu Krasowskiego czuć przekonanie, że kara za oportunistyczną zdradę ideałów będzie nieuchronna. Gadomski ciągle ma zaś nadzieję, że to tylko godny ubolewania epizod.

Przeczytaj cały tekst

 

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Dutkiewicz pilnie potrzebny PO

2 gru 2010

Kłopoty Platformy na Dolnym Śląsku podkopują pozycję Schetyny. Stąd pomysł oferty dla prezydenta Wrocławia.

Afera, której bohaterem jest mało znany do tej pory opinii publicznej senator PO, nie jest zdarzeniem o lokalnych jedynie konsekwencjach. Tak jak np. prawie całkiem zapomniana historia senatora Tadeusza Skorupy z PiS. Roman Ludwiczuk, który w jednej tylko rozmowie używa kilkuset wulgaryzmów, to dużo więcej niż polityczny folklor.

Jego nagrania są wstrząsem dla Platformy. Nawet nie w sensie wizerunkowym, bo partia od razu zmusiła go do rezygnacji z członkostwa. Chociaż należy dodać, że kilku kandydatów PO uczestniczących w II turze wyborów samorządowych, np. Stanisław Kracik z Krakowa, przestraszyło się wpływu przekleństw Ludwiczuka na swoje szanse na elekcję.

Kompromitacja Ludwiczuka będzie miała za to wielkie konsekwencje dla stosunków wewnętrznych. Każdy w PO wie, że dolnośląski senator jest bliskim współpracownikiem Grzegorza Schetyny. W Platformie rośnie grono ludzi, którzy chętnie policzyliby się z ciągle wpływowym politykiem. Grono, które tylko czeka na sygnał od Donalda Tuska do ostatecznej rozprawy.

Przeciwnikom Schetyny argumentów dostarczyły wybory samorządowe. Dolny Śląsk, gdzie PO miała świetne wyniki w wyborach parlamentarnych i prezydenckich, w listopadzie tego roku był miejscem upokarzającego dla partii rozczarowania. Wprawdzie była pierwsza, ale wynik 30,4 proc. głosów do sejmiku wojewódzkiego był wyraźnie niższy niż w pozostałych województwach zachodnich.

I choć zdobyła najwięcej mandatów, to tylko 15 na 36. Pojawiła się więc realna groźba wypchnięcia Platformy do opozycji. Trzy mniejsze kluby: regionalny komitet prezydenta Wrocławia Rafała Dutkiewicza, PiS i SLD, zaczęły rozmowy o koalicji. Schetyna musiał osobiście przeciwdziałać. Udało mu się to w Warszawie. Przekonał Grzegorza Napieralskiego do zawarcia sejmikowej koalicji PO – SLD. Cena za cztery eseldowskie głosy jest wysoka: stanowisko wicemarszałka, miejsca w zarządzie województwa, urzędach, a także spółce miedziowej KGHM.

Żaden platformerski baron nie musiał zawierać tak niekorzystnego układu. Schetyna od razu zaczął być krytykowany za to, że niski wynik był skutkiem jego konfrontacyjnej polityki wobec miejscowych samorządowców, szczególnie prezydenta Wrocławia. Na dwóch powyborczych zarządach partii jej szef Donald Tusk, omawiając wyniki, pominął „osiągnięcia” z Dolnego Śląska. Zdaniem konkurentów Schetyny zrobił to zbyt ostentacyjnie, by można to było uznać za gest wobec niegdysiejszego przyjaciela. Zresztą kilku konkurentów marszałka Sejmu pozwoliło sobie wówczas na ironiczne komentarze, co jeszcze niedawno było nie do pomyślenia.

Zarzuty konfrontacyjnej polityki postawiono też współpracownikom Schetyny z innych regionów. Między innymi szef wielkopolskiej PO Rafał Grupiński jest atakowany za wystawienie kontrkandydata przeciw popularnemu prezydentowi Poznania Ryszardowi Grobelnemu.

Grupiński na jednym z posiedzeń zarządu partii był pytany przez Tuska, czy jest pewny, że to dobra decyzja. W odpowiedzi usłyszał, że zwycięstwo jest pewne. W rzeczywistości Grobelnemu zabrakło tylko pół procent głosów do wygranej w pierwszej turze. Grupiński musiał zaś na kolejnym posiedzeniu zarządu zapewniać Tuska, że zrobi wszystko, aby wygrać drugą turę.

Stąd wśród oponentów Schetyny narodził się pomysł, aby na stronę Platformy przeciągnąć Rafała Dutkiewicza. Skoro nie można pokonać popularnego samorządowca, to lepiej go mieć po swojej stronie. I niech lubiany Dutkiewicz, a nie Schetyna, będzie twarzą PO na Dolnym Śląsku. Tym bardziej że prezydent Wrocławia wykazuje co jakiś czas aspiracje wpływania na politykę ogólnopolską. – Jeśli my go nie weźmiemy, zrobi to ugrupowanie Joanny Kluzik-Rostkowskiej lub jakaś inna nowa partia – kalkulują niektórzy politycy PO.


***

Redakcja dziennika „Rzeczpospolita” zaprasza wszystkich czytelników do wzięcia udziału w konkursie Rafała Ziemkiewicza „GIERKIZMY„. Najlepsze opisy, skąpane w oparach absurdu III RP, zostaną wyróżnione intrygującymi nagrodami.


Idea konkursu: absurdalnie prosta! ZAPRASZAMY!

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

PO i SLD już nie boją się Palikota

1 lis 2010

Jego ostatnie wiece przekonały je, że poseł z Lublina stał się politycznym folklorem i nie odbierze im wyborców.

– Palikot jest już passé. A będzie całkowicie skończony, gdy 6 grudnia spełni swoją zapowiedź i odda mandat poselski – twierdzi poseł SLD Marek Wikiński.

Tak jednoznaczne oceny pojawiły się, kiedy media zaczęły relacjonować przebieg ostatnich spotkań i wieców Janusza Palikota.

Lider nowego ruchu – Ruchu Poparcia Janusza Palikota – odbył ich już kilkanaście w największych miastach Polski. Na każde przychodziło po kilkaset osób, czyli mało w porównaniu z wiecami, w których występują liderzy partii.

Na dodatek Palikot wynajmuje stosunkowo małe sale w hotelach. – Kiedyś nam mówił, że lepsza mała sala, ale wypełniona, niż wielka, ale pusta – komentuje polityk Platformy, który niegdyś współpracował z Palikotem.

Jednoznacznie jako klapa zostało ocenione spotkanie Palikota 24 października w Lublinie – jego mateczniku. Na wiec pod hasłem „naprawy polityki” przyszło mniej niż 200 osób. W tym – co odnotowały lokalne media – zwykli ciekawscy.

Politycy Platformy Obywatelskiej i Sojuszu Lewicy Demokratycznej jeszcze do niedawna nie lekceważyli działań Janusza Palikota. Obawiali się, że jego Ruch Poparcia może przejąć sporą część elektoratu o poglądach lewicowo-liberalnych. Jednak słaby oddźwięk ostatnich posunięć posła z Lublina prawie całkowicie rozwiał te obawy.

Choć jeszcze w ostatnią środę lider SLD wystosował ostry w tonie list do biskupów. „Nie możemy pogodzić się z atakowaniem, krzywdzeniem i poniżaniem ludzi, którzy w dążeniu do posiadania dzieci sięgają po metodę in vitro” – napisał Grzegorz Napieralski.

Przeczytaj cały artykuł



***

Serwis rp.pl zaprasza wszystkich czytelników do wzięcia udziału w akcji: TRON. Wymień jedną rzecz, za którą najbardziej cenisz serwis rp.pl oraz jedną rzecz, którą byś zmienił/-a, by cenić go jeszcze bardziej. Pole widzenia powiększamy o wasz punkt widzenia.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Tacy sami

27 paź 2010

Źle by było, gdybyśmy uwierzyli w to, że PiS i PO to dwie całkowicie różne i nieprzystawalne partie. Są one aż tak brutalne względem siebie właśnie dlatego, że są aż tak podobne – pisze publicysta „Rzeczpospolitej”.

Nasze partie mają radykalnie odmienny pogląd na Polskę i trzeba się z tym zgodzić. PiS i PO to są partie o radykalnie odmiennych programach. Zdefiniowanie tego jako podziału na Polskę solidarną i liberalną naprawdę nie ma nic wspólnego z początkiem wojny. To jest po prostu określenie podziału politycznego w Polsce, nazwanie podziału politycznego w Polsce. Taki podział w Polsce istnieje” – powiedział w czasie sejmowej debaty Jarosław Kaczyński. Była to debata dotycząca morderstwa w łódzkim biurze PiS i ten passus tylko w pewnym stopniu odnosił się do meritum sprawy. I zapewne z tego powodu nie był zbytnio komentowany.

Jednak zasadniczą przyczyną braku komentarzy jest uznanie tych słów za oczywiste. Za konstatację jednoznacznego faktu. Tak potraktował tę wypowiedź choćby polityczny komentator „Faktu” Łukasz Warzecha, występując w audycji warszawskiego Radia dla Ciebie. Ale też zwolennicy obu partii – Platformy Obywatelskiej oraz Prawa i Sprawiedliwości – żyją w przeświadczeniu, iż uczestniczą w manichejskim boju dobra ze złem. To kwestia poza dyskusją. Bo nawet na najbardziej prostackim poziomie debaty – czyli w przekomarzankach radiowych didżejów i równie „wyrafinowanych” grepsach z telewizyjnych programów satyrycznych – to przecież dwa różne światy.

Przeczytaj cały artykuł



***

Serwis rp.pl zaprasza wszystkich czytelników do wzięcia udziału w akcji: TRON. Wymień jedną rzecz, za którą najbardziej cenisz serwis rp.pl oraz jedną rzecz, którą byś zmienił/-a, by cenić go jeszcze bardziej. Pole widzenia powiększamy o wasz punkt widzenia.

>

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop