Posts Tagged „PO”<

PiS-owska cenzura szaleje

1 sty 2012

Kilka dni temu komentując pewien czytelnik – o wdzięcznym nicku POVoter – zaszczycił mnie następującym komentarzem:

A ja mam tylko jedno pytanie do przemądrzałego redaktorka Gursztyna:

Czy to rząd i minister Kopacz osobiście miała rację w przypadku szczepionki przeciwko grypie? I ile POlska oszczędziła nie idąc na pasku koncernów farmaceutycznych do czego namawiała ta „światła” pisowska opozycja!?

PS.
Oczywiście proPiSowska cenzura w Rzepie nie puści tego wpisu – nigdy nie puszcza prawdy!

PiS-owska cenzura w „Rz” przegapiła ten dramatyczny krzyk o prawdę. A skoro już tak się stało pochylmy się nad legendą o geniuszu Ewy Kopacz, która w 2009 r. przewidziała wbrew całemu światu, że świńska grypa to jedynie spisek koncernów farmaceutycznych. Zatem z tego powodu nie kupiła owych szczepionek.

- Szczepionek nie będzie, biorę odpowiedzialność – mówiła dumnie w grudniu 2009 r. minister Kopacz. I twardo zapowiedziała, że nie ulegnie w tej mierze żadnym naciskom.

Wtedy narodziła się legenda o nieugiętej i znającej przyszłość minister zdrowia. Do dziś powtarzają ją PO-voterzy i PO-politycy. W legendzie – jak każdej zresztą – są pewne niejasności.

Oto we wrześniu 2009 r. państwowe szwedzkie radio podało informację, że polskie ministerstwo zdrowia zwróciło się w największym sekrecie do szwedzkiego resortu o odstąpienie nadwyżkowych szczepionek. Szwecja bowiem kupiła tego kilka razy więcej niż liczba jej obywateli. Warszawa jednak usłyszała – według szwedzkiego radia – odmowę.

Gdy doniesienia ze Sztokholmu dotarły do Warszawy Ewa Kopacz i jej podwładni zaprzeczyli, że była taka prośba. Ale rzecznik ministerstwa Piotr Olechno powiedział wówczas w TVN24, że w sprawie zakupu szczepionek są prowadzone rozmowy z kim innym: – Nie prowadzimy żadnych rozmów ze Szwedami jeśli chodzi o zakup szczepionek. Nadal negocjujemy z trzema koncernami – odpowiedział na pytanie. I chwilę później to rozwinął: – Cały czas prowadzimy negocjacje z tymi koncernami, z którymi negocjowaliśmy. Nic w tej kwestii się nie zmieniło.

Czyli był jednak moment, w którym ministerstwo chciało kupić szczepionki. Dla porządku, czcigodny POVoterze, można dodać, że w owym czasie radio RMF poinformowało, że ówczesna szwedzka minister zdrowia potwierdziła iż był fakt takiej prośby. Można jednak przypuszczać, że Szwedka jest zwykła kłamczuchą, albo co gorsza PiSówą.

A na koniec małe zadanko dla ciekawskich. Mam tu cytat z tamtych dni. Proszę go sobie wgooglać, aby sprawdzić, kto jest autorem następujących słów: „Z okazji urodzin p. minister Kopacz kupiłbym jej bilet lotniczy do któregoś kraju UE, by się zaszczepiła na świńską grypę, a dodatkowo zaśpiewałbym jej „Nie płacz Ewka”". Miłej zabawy!

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Ogon macha psem

19 gru 2011

Bolesne rozczarowanie przeżyło niedawno kilku regionalnych liderów Platformy. Po wygranych wyborach zgodnie z dotychczasowym zwyczajem przedstawili szefowi rządu i własnej partii propozycje kandydatów na wojewodów w swoich województwach. W pakiecie po kilka nazwisk. Propozycje jednak nie zostały uwzględnione. Warszawa, czyli Donald Tusk, mianowała osoby, których nazwiska były kompletnym zaskoczeniem. Rzecz nawet nie w tym, że nie przeforsowali swoich kandydatów. Rzecz w upokorzeniu, które przeżyli, zażądano bowiem od nich list nazwisk po to tylko, aby je z hukiem odrzucić.

Najlepszym przykładem szoku, który przeżyła PO, jest sytuacja z Lublina. Tam wojewodą – ku zachwytowi lokalnego PiS – została prof. Jolanta Szołno-Koguc, bliska współpracownica Zyty Gilowskiej. Co mógł zrobić w tej sytuacji szef lubelskiej PO? Poburczał trochę do lokalnych mediów, że „decyzja premiera jest niezrozumiała”.

I tyle. W żadnym innym momencie historii PO jej działacze nie mieli poczucia, że ich wola nic nie znaczy wobec decyzji przewodniczącego partii.

Czytaj cały tekst

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Lewicy koalicja potrzebna jak kroplówka

20 paź 2011

SLD i Ruch Palikota mogą nie przetrwać czterech lat w opozycji. Dlatego bardzo chcą podczepić się pod porozumienie PO – PSL

Jedną z pierwszych deklaracji Leszka Millera po wygranych przez niego wyborach na szefa Klubu SLD były słowa, że partia jest gotowa zawrzeć koalicję z Platformą Obywatelską. Miller argumentował, że jego Sojusz jest ugrupowaniem nowocześniejszym niż PSL, więc Donald Tusk znajdzie w nim lepszego partnera do modernizacji Polski.

Słowa Millera – jednego z najbardziej doświadczonych polskich polityków – nie były propagandowym frazesem, ale przemyślanym komunikatem.

Na dodatek Miller nie miał uprawnień – będąc szefem klubu, lecz nie partii – aby składać deklaracje w imieniu całego ugrupowania.

Ale dla obserwatorów ze świata polityki jego słowa są całkowicie jasne.

– On dramatycznie potrzebuje sukcesu – mówi jeden z polityków lewicy. Miller potrzebuje czegoś, co spoi stojącą na granicy rozpadu partię.

Gdyby SLD miał większy klub parlamentarny, dobrą metodą byłaby zdecydowana opozycja wobec rządu i zabieganie o poparcie niezadowolonych. Na to jednak Sojusz dziś jest za słaby.  – Potrzebujemy kroplówki  – mówi nasz rozmówca.

Koalicja mogłaby być idealną kroplówką. Kilka stanowisk wiceministerialnych i szereg posad w administracji państwowej rozwiązałoby problem zatrudnienia dla kogoś z ponad 20 posłów Sojuszu zeszłej kadencji, którzy teraz nie dostali się do Sejmu.

A szeregowi działacze dostaliby sygnał, że w partyjnej spiżarni są jeszcze jakieś konfitury.

Czy oferta Millera zostanie przyjęta? Wszystko wskazuje na to, że nie. Przynajmniej nie w formie oficjalnej koalicji.

Może się jednak zdarzyć, że za poparcie SLD w kluczowych głosowaniach niektórzy byli posłowie Sojuszu znajdą zatrudnienie w instytucjach podległych administracji państwowej. – Koalicji z SLD nie będzie, ale ten drugi wariant może być realny – mówi „Rz” ważny polityk PO.

Perspektywa czterech lat w opozycji skłania do podobnych zabiegów także Janusza Palikota. Tuż po wyborach stwierdził, że jest gotów poprzeć rząd. Dodał, że może wskazać kandydatów na ministrów spośród bezpartyjnych fachowców. Oraz że żaden z jego posłów nie będzie pchał się do rządu.

Te słowa zostały odebrane jako demagogiczne podkreślanie, że Ruch Palikota nie jest zwykłą partią polityczną, lecz bardziej organizacją społeczną. Sęk jednak w tym, że Palikot zdradził swój polityczny plan.

Lider Ruchu znalazł się w położeniu Andrzeja Leppera. Spośród 41 jego posłów nie ma ani jednego, który mógłby pełnić funkcje ministerialne. Na dodatek duża część klubu to osoby przypominające posłów Samoobrony: bez doświadczenia w działalności politycznej bądź społecznej, mało wyrobione intelektualnie, czasami o podejrzanej przeszłości.

Palikot, który otwarcie przyznaje, że jego ambicje sięgają najwyższych godności, wie, że z tymi ludźmi nie ma szans na większy sukces. Chce wymienić większość z nich przed następnymi wyborami. Udział w rządzie pozwoliłby przyciągnąć do Ruchu osoby bardziej kompetentne.

Wtedy oni byliby jedynkami na listach Palikota, a nie budzący kontrowersje biznesmeni.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Kto nie chce być oszołomem

12 lip 2011

Kolejni politycy uważani za radykalnych szukają w PO szansy na „ucywilizowanie”

– Dzień dobry, panie premierze. Dzisiaj zaprezentował pan taką twarz Polski, jaką chcemy my, Polacy, w Parlamencie Europejskim widzieć – tak tydzień temu przemówił w Strasburgu Michał Kamiński. Były europoseł PiS, dziś formalnie PJN, przemówił po inaugurującym polską prezydencję wystąpieniu Donalda Tuska.

Zaskoczył wszystkich, zwłaszcza gdy potępił „eksport obciachu”, czyli ostry atak na Tuska ze strony europosła PiS Zbigniewa Ziobry.

Zaskoczenie jest wielkie, bo Kamiński niedawno uchodził za jednego z pisowskich jastrzębi. Gołębiem nie był nigdy  w swej karierze – ani w ZChN, ani w AWS. Tym bardziej gdy stawiał pierwsze polityczne kroki w Narodowym Odrodzeniu Polski.

Przeczytaj cały artykuł.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Mucha odchodzi z Platformy?

30 cze 2011

Joanna Mucha chce zrezygnować ze startu w wyborach parlamentarnych – dowiedziała się „Rz”. Powód? Jedynkę na lubelskiej liście PO dostała Magdalena Gąsior-Marek

Mucha, zgodnie z czwartkową decyzją Zarządu Krajowego Platformy, ma dostać drugie miejsce. Członkowie zarządu przegłosowali w tej sprawie samego Donalda Tuska, który widział Muchę na pierwszym miejscu.

Konflikt o miejsce dla Muchy trwa od wielu tygodni. Początkowo regionalne władze PO chciały dać Musze dopiero szóste miejsce. Mało znana Gąsior-Marek była przewidziana na pierwsze.

Przeczytaj cały artykuł.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

PJN, czyli Partia Jest Niestabilna

6 cze 2011

Nowy szef partii Paweł Kowal rozważa start do Sejmu, Poncyliusz jest kuszony przez PO, a Libicki chce odejść.

Dwa dni po pierwszym kongresie PJN jej liderzy muszą walczyć o jedność swojej partii.

– Mówiono, że to się nie uda. A my stworzyliśmy struktury, klub parlamentarny, przygotowaliśmy program. Dziś mówimy, że idziemy do wyborów, i to się uda. Mimo oporów – zapewniał nowy prezes Paweł Kowal.

– To będzie decydujący tydzień – stwierdził w TOK FM Paweł Poncyljusz, o którym pojawiły się informacje, że ma być jedynką na liście PO w okręgu lubelskim. – Nie wiem, skąd biorą się te doniesienia. Jestem posłem z Warszawy i nigdzie się nie wybieram – powiedział „Rz”.

Według naszych informatorów kilku posłów Platformy kusiło Poncyljusza. Jak twierdzi jeden z nich, poseł PJN nie powiedział twardo nie, ale sprawę na razie zablokowało kierownictwo PO. – Szukamy na lubelską jedynkę kogoś o bardziej prawicowych poglądach, kto zrównoważyłby przewagę PiS w regionie. Myśleliśmy też o Andrzeju Czumie – mówi „Rz” poseł partii Donalda Tuska. Oficjalnie Poncyljusza oraz Joannę Kluzik–Rostkowską na listy PO zaprosił wczoraj szef Klubu Parlamentarnego tego ugrupowania Tomasz Tomczykiewicz.

To niejedyny kłopot nowych władz PJN. Niezadowolony z wyniku sobotniego kongresu jest Jan Filip Libicki. Poseł napisał w blogu, że obecna PJN cierpi na „syndrom ofiar Fritzla”, czyli tęskni za powrotem do PiS. „Nie ma już piwnicy, krat i strasznego oprawcy, my jednak wciąż do owej sytuacji i owej osoby tęsknimy” – ocenił. Twierdzi, że z 18-osobowego Klubu PJN może z nim odejść cztery – pięć osób.

– To, co dzieje się po kongresie, pokazuje, że PO i PiS boją się, że się podniesiemy – uważa Tomasz Dudziński z PJN.

– Wcześniej wszyscy mówili, że bardzo nas lubią, ale czekali, aż umrzemy. A Kowal obiecał podmiotowość PJN i za to dostał największe brawa od delegatów – dodaje Jan Ołdakowski.

Partia stoi też przed dylematem, czy jej lider, a także popularny europoseł Marek Migalski nie powinni wystartować do Sejmu, ryzykując utratę miejsc w Parlamencie Europejskim. – Nie wykluczam startu. Decyzja zapadnie, gdy będziemy układać listy – powiedział „Rz” prezes PJN.

Kierownictwo partii szacuje, że potrzebuje 800 tys. głosów w wyborach, aby przekroczyć próg 5 proc. Start Kowala i Migalskiego może okazać się niezbędny, gdy sondaże wskażą, że do tego wyniku brakuje kilkudziesięciu tysięcy głosów. – Decyzja należy do Pawła, ale on może kierować partią też z Brukseli – mówi Migalski.

Argumentem przeciw startowi do Sejmu są pieniądze. Europosłowie dostają miesięcznie po blisko 100 tys. zł na biura i asystentów. Dla PJN, która nie korzysta z dotacji budżetowych, to jedno z najpoważniejszych źródeł finansowania.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Na ideowym rozstaju

5 cze 2011

Wsparcie Tuska dla ustawy o związkach partnerskich  stawia w trudnej sytuacji tych parlamentarzystów PO, którzy nie ukrywają swoich związków z Kościołem  – pisze publicysta „Rzeczpospolitej”

Nie mam za grosz tolerancji wobec homofobów, również we własnej partii – stwierdził niedawno Donald Tusk pytany o SLD-owski projekt o związkach partnerskich. Na dodatek szef rządu powiedział, że następny Sejm powinien zająć się ustawą o związkach od razu po swoim ukonstytuowaniu się.

Dla partii sygnał jest jasny – nie pyskować przeciw ustawie. Nawet, gdy w prywatnym gronie rzuca się dowcipy w stylu Roberta Węgrzyna (który zresztą miał tego pecha, że dał się przyłapać, bo podobne dowcipy można usłyszeć od bardzo wielu polityków PO).

To też kolejny dowód na to, że Tusk przekierowuje swoją partię w lewo. Co bardziej konserwatywni członkowie Platformy pocieszają siebie i innych, że to tylko zwrot wyborczy. Podyktowany chęcią utrzymania wyborców o bardziej lewicowych poglądach. Pewne słowa jednak padły i ich skutki będą trwałe.

Przeczytaj cały artykuł na rp.pl/opinie
  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Gesty prezydenta USA wrócą jesienią w kampanii

30 maj 2011
Analiza „Rz”

Wizyta amerykańskiego przywódcy stała się okazją do darmowej promocji największych graczy polskiej polityki

Barack Obama i jego gesty z wizyty w Polsce staną się elementami kampanii wyborczej. Już teraz, słuchając wypowiedzi lub otwierając strony internetowe partii politycznych czy Kancelarii Premiera, widać, jak bardzo polscy politycy chcą błyszczeć w świetle amerykańskiego przywódcy. Na dodatek dwaj główni gracze – PO i PiS – znajdują w gestach prezydenta USA potwierdzenie dla swoich racji.

– Polska gospodarka jest jedyną gospodarką w UE, która nie wpadła w recesję w okresie kryzysu. Ma ogromny potencjał rozwoju gospodarczego – te słowa Obamy wypowiedziane po spotkaniu z premierem Donaldem Tuskiem cytuje portal Platformy Obywatelskiej. Z pewnością ten komplement będzie powtarzany przez polityków PO. Podobnie jak stwierdzenie prezydenta USA, że Stany Zjednoczone „bardzo cenią pragmatyczne podejście Polski w stosunku do Rosji”.

PiS jednak też znalazło coś korzystnego dla siebie. Partia Jarosława Kaczyńskiego od razu zaczęła eksponować spotkanie Obamy z rodzinami ofiar katastrofy smoleńskiej. – Dobrze, że prezydent Stanów Zjednoczonych tu był, bo to oznacza, że także w skali międzynarodowej na tym najwyższym szczeblu sprawa smoleńska istnieje – mówił Kaczyński po spotkaniu w katedrze polowej WP.

Z pewnością ranking tych, których wizerunek najwięcej zyskał na wizycie Obamy, otwiera prezydent Bronisław Komorowski. Jako gospodarz zdominował przekaz. Na dodatek pokazywany był na tle, które polityk może sobie wymarzyć – podniosły ceremoniał, pałacowe wnętrza, grono dostojnych gości. Tu warto dodać, że i bez wizyty prezydenta Stanów Zjednoczonych sam szczyt przywódców środkoweuropejskich byłby wydarzeniem podnoszącym prestiż głowy państwa.

– Chciałbym pogratulować prezydentowi Komorowskiemu, to było coś niewiarygodnie trudnego. Rozwijał się w trakcie tej wizyty i zachował się z taką klasą, że właściwie ugrał więcej niż to, co było do ugrania. Zrobił dobrą robotę – mówił wczoraj w Radiu Zet Marek Siwiec z SLD. Komorowskiego chwalił też w TVN 24 Paweł Kowal z ugrupowania Polska Jest Najważniejsza.

Powody do zadowolenia ma też Donald Tusk, który usłyszał od Baracka Obamy sporo komplementów, a i mógł pokazać się jako twardy przywódca, napominając amerykańskiego prezydenta w sprawie wiz. Groźba, że Polacy przestaną robić zakupy na nowojorskiej Piątej Alei, brzmiała nieco groteskowo, ale mogła spodobać się wielu wyborcom.

Nie może też narzekać Jarosław Kaczyński. Kuriozalne okazały się rozważania części mediów o tym, czy prezes PiS przyjmie zaproszenie. Przyjął i powiedział, że w ogóle nie planował jego odrzucenia. Na dodatek w niezamierzony sposób pomógł mu były prezydent Lech Wałęsa, który w demonstracyjny sposób odrzucił zaproszenie. Lider PiS niewątpliwie zyskał na tym, że pupil „antykaczystowskiego” obozu „strzelił focha” (określenie Marka Siwca).

W ten sposób wizyta Obamy nie stała się „własnością” wyłącznie Platformy. Pewną irytację w tym obozie, a satysfakcję w przeciwnym, wzbudził fakt spotkania się Obamy z rodzinami ofiar. Niezadowolenia nie potrafił ukryć na przykład wicemarszałek Sejmu Stefan Niesiołowski. – W jakimś stopniu wpisał się tym samym w polski konflikt – narzekał wczoraj na antenie TVN 24.

Wizyta Baracka Obamy wyeksponowała największych graczy polskiej polityki. Mniej widoczny był lider SLD Grzegorz Napieralski, choć dużo pisał o spotkaniu z prezydentem USA w Internecie. Obecność pozostałych polityków, m.in. liderki PJN Joanny Kluzik-Rostkowskiej była tylko marginesem doniesień medialnych.

Podobny los spotkał prezesa PSL Waldemara Pawlaka.

Obrazy, słowa i gesty z wizyty będą powracały w przedwyborczej licytacji. Weźmy tylko jeden przykład: na jesień został zaplanowany polsko-amerykański szczyt gospodarczy.

Trudno znaleźć polityka, który oparłby się pokusie, aby nie wykorzystać tego w kampanii wyborczej.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Salonu tęsknota za dyktaturą

25 kwi 2011

Delegalizacja PiS, pałki na demonstrantów z Krakowskiego Przedmieścia i zapędzenie PiS-owców do robót publicznych – taki jest najnowszy postulat dużej grupy publicystów i celebrytów. Ludzi, którzy przy każdej okazji mówią bardzo dużo o standardach demokratycznych, wolności i prawach człowieka. Proponują jednak, aby władza zastosowała wobec opozycji bicie i zakaz działalności.

Można byłoby się z tego śmiać, bo czyjaś histeria zawsze jest komiczna. Można to wyśmiać także z tego powodu, że przed 2007 rokiem ci sami ludzie z zapałem przestrzegali przed rzekomo grożącą dyktaturą i głosili hasła obywatelskiego nieposłuszeństwa. Jednak nic do śmiechu – ci ludzie z powagą namawiają rządzących do stosowania rozwiązań z Białorusi lub Turcji (gdzie co jakiś czas delegalizuje się partie polityczne. Nawiasem mówiąc, z niewielką dla nich szkodą).

I nie ma sensu przypominać głosicielom tych haseł, że cztery lata temu mówili co innego – gdy chodziło o jakieś ewentualne opresje ze strony rządu PiS. Oni to doskonale pamiętają, ale na tym polega mądrość etapu. Nie chodzi o przestrzeganie zasad demokratycznej debaty, lecz o skuteczność. Jeśli dziś – jak im się wydaje – można przeprowadzić zwycięsko antyprawicowy Armagedon, to trzeba to zrobić. Furda z głoszonymi hasłami i zasadami! One nie są dla wrogów.

Przeczytaj cały artykuł

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Ukryte totemy liberałów

11 kwi 2011

Dlaczego PO ma być dalej partią liberalną? Polacy nie potrzebują takiego ugrupowania. Najwyżej kilkanaście procent wyborców ma poglądy jednoznacznie wolnorynkowe – pisze publicysta „Rzeczpospolitej”

Tusk zdradził idee liberalizmu – takie zdanie, kalka czy też sztampa, krąży od pewnego czasu. Na początku odnosiło się bardziej do zaniechań rządu Donalda Tuska niż do konkretnych działań. Łatwo było je więc sprowadzać do kategorii niekonkretnego epitetu.

Gdy jednak szef rządu wziął się do drugiego filaru OFE i popadł w ostry konflikt z Leszkiem Balcerowiczem, z całą ostrością stanęło pytanie o liberalną tożsamość Platformy. Problem jednak nie dotyczy tylko ideowych rozterek działaczy jednej partii. Sprawa jest poważniejsza – wśród polskich elit trwa antyliberalna rekonkwista.

Kilka tekstów w ostatnich dniach dotknęło tej kwestii. W „Rz” (z 30 marca) Robert Krasowski pisze, że Tusk wyrzucił dawne poglądy na śmietnik: „Jak wiadomo, Tusk był kiedyś głęboko ideowym liberałem. Ale po serii porażek w latach 90. zwątpił i w liberalizm, i w społeczeństwo, które wszystkich reformatorów wysyłało na zieloną trawkę”. Ten oportunizm i niechęć do podejmowania decyzji – zdaniem Krasowskiego – redukuje obecnego premiera do symbolu „słabości i strachu”.

O oportunizmie, lecz innego rodzaju, pisze też Witold Gadomski w „Gazecie Wyborczej” (z 28 marca). Dużo mówi tytuł jego tekstu

– „Liberalizm przestał być sexy?”. On też jest zgorszony zaniechaniami i woltą Tuska, choć stara się je zrozumieć: „Platforma rywalizuje z PiS, który aktywną rolę państwa wypisał na swych sztandarach. Dlatego dawni liberałowie udają, że też chcą aktywnie zza biurka zmieniać Polskę: tworzyć «narodowe czempiony», podnosić stopę urodzeń, zwalczać hazard i dopalacze, budować kapitał społeczny. Mam zbyt dobre zdanie o inteligencji premiera i jego czołowych doradców ekonomicznych, by traktować te zapowiedzi poważnie”.

Z tekstu Krasowskiego czuć przekonanie, że kara za oportunistyczną zdradę ideałów będzie nieuchronna. Gadomski ciągle ma zaś nadzieję, że to tylko godny ubolewania epizod.

Przeczytaj cały tekst

 

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop