Posts Tagged „kampania wyborcza”<

Nie grajmy prawem wyborczym

4 sie 2011

To prawda, że PiS gra na demobilizację potencjalnych wyborców PO.  Ale czy i Platforma nie dążyła do tego,  aby utrudnić konkurentom dotarcie  do sobie nieprzychylnej grupy wyborców? – pyta publicysta „Rzeczpospolitej”

Czesław Miłosz w „Zniewolonym umyśle” zacytował słowa swojego żydowskiego znajomego: „Jeżeli dwóch kłóci się, a jeden ma rzetelnych 55 procent racji, to bardzo dobrze i nie ma co się szarpać. A jak ma 60 procent racji? To ślicznie, to wielkie szczęście i niech Panu Bogu dziękuje! A co powiedzieć o 75 procent racji? Mądrzy ludzie powiadają, że to bardzo podejrzane. No, a co o 100 procent? Taki, co mówi, że ma 100 procent racji, to paskudny gwałtownik, straszny rabuśnik, największy łajdak”.

Te słowa to więcej niż tylko zabawna anegdota. Jest w nich głęboki sens odnoszący się do reguł demokratycznej polityki. Słowa cytowane przez Miłosza przypomniały mi się, gdy Trybunał Konstytucyjny ogłosił swoje orzeczenie w sprawie kodeksu wyborczego. To było bardzo dobre orzeczenie, i nie chodzi tu, że Trybunał zadowolił strony na zasadzie „dla każdego coś miłego” – jak czasem komentowano to w mediach.

Przeczytaj cały artykuł na rp.pl/opinie
  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Gesty prezydenta USA wrócą jesienią w kampanii

30 maj 2011
Analiza „Rz”

Wizyta amerykańskiego przywódcy stała się okazją do darmowej promocji największych graczy polskiej polityki

Barack Obama i jego gesty z wizyty w Polsce staną się elementami kampanii wyborczej. Już teraz, słuchając wypowiedzi lub otwierając strony internetowe partii politycznych czy Kancelarii Premiera, widać, jak bardzo polscy politycy chcą błyszczeć w świetle amerykańskiego przywódcy. Na dodatek dwaj główni gracze – PO i PiS – znajdują w gestach prezydenta USA potwierdzenie dla swoich racji.

– Polska gospodarka jest jedyną gospodarką w UE, która nie wpadła w recesję w okresie kryzysu. Ma ogromny potencjał rozwoju gospodarczego – te słowa Obamy wypowiedziane po spotkaniu z premierem Donaldem Tuskiem cytuje portal Platformy Obywatelskiej. Z pewnością ten komplement będzie powtarzany przez polityków PO. Podobnie jak stwierdzenie prezydenta USA, że Stany Zjednoczone „bardzo cenią pragmatyczne podejście Polski w stosunku do Rosji”.

PiS jednak też znalazło coś korzystnego dla siebie. Partia Jarosława Kaczyńskiego od razu zaczęła eksponować spotkanie Obamy z rodzinami ofiar katastrofy smoleńskiej. – Dobrze, że prezydent Stanów Zjednoczonych tu był, bo to oznacza, że także w skali międzynarodowej na tym najwyższym szczeblu sprawa smoleńska istnieje – mówił Kaczyński po spotkaniu w katedrze polowej WP.

Z pewnością ranking tych, których wizerunek najwięcej zyskał na wizycie Obamy, otwiera prezydent Bronisław Komorowski. Jako gospodarz zdominował przekaz. Na dodatek pokazywany był na tle, które polityk może sobie wymarzyć – podniosły ceremoniał, pałacowe wnętrza, grono dostojnych gości. Tu warto dodać, że i bez wizyty prezydenta Stanów Zjednoczonych sam szczyt przywódców środkoweuropejskich byłby wydarzeniem podnoszącym prestiż głowy państwa.

– Chciałbym pogratulować prezydentowi Komorowskiemu, to było coś niewiarygodnie trudnego. Rozwijał się w trakcie tej wizyty i zachował się z taką klasą, że właściwie ugrał więcej niż to, co było do ugrania. Zrobił dobrą robotę – mówił wczoraj w Radiu Zet Marek Siwiec z SLD. Komorowskiego chwalił też w TVN 24 Paweł Kowal z ugrupowania Polska Jest Najważniejsza.

Powody do zadowolenia ma też Donald Tusk, który usłyszał od Baracka Obamy sporo komplementów, a i mógł pokazać się jako twardy przywódca, napominając amerykańskiego prezydenta w sprawie wiz. Groźba, że Polacy przestaną robić zakupy na nowojorskiej Piątej Alei, brzmiała nieco groteskowo, ale mogła spodobać się wielu wyborcom.

Nie może też narzekać Jarosław Kaczyński. Kuriozalne okazały się rozważania części mediów o tym, czy prezes PiS przyjmie zaproszenie. Przyjął i powiedział, że w ogóle nie planował jego odrzucenia. Na dodatek w niezamierzony sposób pomógł mu były prezydent Lech Wałęsa, który w demonstracyjny sposób odrzucił zaproszenie. Lider PiS niewątpliwie zyskał na tym, że pupil „antykaczystowskiego” obozu „strzelił focha” (określenie Marka Siwca).

W ten sposób wizyta Obamy nie stała się „własnością” wyłącznie Platformy. Pewną irytację w tym obozie, a satysfakcję w przeciwnym, wzbudził fakt spotkania się Obamy z rodzinami ofiar. Niezadowolenia nie potrafił ukryć na przykład wicemarszałek Sejmu Stefan Niesiołowski. – W jakimś stopniu wpisał się tym samym w polski konflikt – narzekał wczoraj na antenie TVN 24.

Wizyta Baracka Obamy wyeksponowała największych graczy polskiej polityki. Mniej widoczny był lider SLD Grzegorz Napieralski, choć dużo pisał o spotkaniu z prezydentem USA w Internecie. Obecność pozostałych polityków, m.in. liderki PJN Joanny Kluzik-Rostkowskiej była tylko marginesem doniesień medialnych.

Podobny los spotkał prezesa PSL Waldemara Pawlaka.

Obrazy, słowa i gesty z wizyty będą powracały w przedwyborczej licytacji. Weźmy tylko jeden przykład: na jesień został zaplanowany polsko-amerykański szczyt gospodarczy.

Trudno znaleźć polityka, który oparłby się pokusie, aby nie wykorzystać tego w kampanii wyborczej.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Taktyka Platformy: atakować Kaczyńskiego

20 kwi 2011

Ostra emocjonalna retoryka wymierzona w PiS – to pomysł Platformy na kampanię wyborczą. Cel: mobilizacja wyborców

Najważniejsi politycy PO zaczęli mówić jednym językiem. Prawie identyczny był przekaz trzech wywiadów udzielonych jednego dnia: 20 kwietnia.

– 10 kwietnia, patrząc na prezesa PiS, nie widziałem osoby pogrążonej w bólu po stracie brata bliźniaka, widziałem rozpalonego, napalonego na władzę faceta na zebraniu partyjnym – stwierdził Sławomir Nowak, minister w Kancelarii Prezydenta, w RMF FM.

– Krzyk słychać bardziej, ale my powinniśmy pokazywać alternatywę, gwarantować przewidywalność. Polacy doceniają, że jest bezpiecznie. Nie chcą, żeby Polska była podpalana, nie chcą być świadkami konfliktów i wojen. Rok po katastrofie smoleńskiej trzeba to głośno powiedzieć: chcemy żyć w normalnym kraju – to marszałek Sejmu Grzegorz Schetyna w TOK FM.

– Naszym zadaniem jest tłumaczyć wyborcom, że głosując na którąś z tych dwóch partii (PiS i SLD – red.), Polacy mogą zgotować sobie niezły pasztet. (…) Naszą odpowiedzią na cyniczną strategię PiS będzie zachęcanie do udziału w wyborach – dodał Rafał Grupiński, wiceszef Klubu PO, dla „Gazety Wyborczej”.

Dzień wcześniej w Radiu Zet szef dyplomacji mówił o PiS: – My nie będziemy bierni, jest siła, która przeciwstawi się tej fali fanatyzmu: nazywa się Platforma Obywatelska – powiedział Radosław Sikorski, osoba odpowiedzialna w PO za pisanie programu partii.

Te wypowiedzi pokazują kierunek przedwyborczej propagandy Platformy: może nie jesteśmy najlepsi, ale jeśli nie my, to przyjdzie PiS. Kierunek wskazał sam premier. Donald Tusk podobnego argumentu użył w wywiadzie dla tygodnika „Polityka” i w czasie śniadania z celebrytami w TVN 24.

Motywacja jest prosta: PO boi się demobilizacji wyborców antypisowskich (zwłaszcza młodszych), gdyż po czterech latach jej rządów partia Kaczyńskiego nie jest już wystarczającym straszakiem. Stałe notowania PiS – na poziomie ok. 30 proc. – i spadające PO mogą doprowadzić do tego, że przy niskiej frekwencji wyborczej Jarosław Kaczyński przeskoczy Tuska.

Następny powód: histeryczne debaty nad kolejnymi wypowiedziami prezesa PiS odwracają uwagę od spraw bytowych. PiS i SLD kilkakrotnie próbowały przerzucić uwagę na wzrost cen. Na razie z ograniczoną skutecznością.

Kolejny powód podają politycy opozycji: PO nie ma czym się pochwalić po czterech latach władzy. Rzeczywiście, politycy PO w mediach bez większego przekonania prezentują te osiągnięcia. Mówią najczęściej o uratowaniu Polski przed kryzysem. To jednak argument zbyt abstrakcyjny i dla wielu – np. w związku z rosnącym bezrobociem – nie do przyjęcia.

Szykuje się więc brutalna kampania. Wiadomo, że i po drugiej stronie barykady są politycy, którym będzie to odpowiadało. Pytanie, czy metoda okaże się skuteczna.

W wyborach prezydenckich 2010 r. w Polsce południowo-wschodniej była niższa frekwencja niż w zachodniej, więc i Kaczyński ma rezerwy wśród niegłosujących. Brutalna kampania może i ich skłonić do aktywności.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

PO – jedyny przeciwnik partii Kaczyńskiego

1 kwi 2011

Ogłoszony przez PiS „Raport o stanie Rzeczypospolitej” to ostry atak na PO. Dlaczego niewiele miejsca poświęcono w nim katastrofie smoleńskiej?

„Miażdżące zwycięstwo PO w punktach wyborczych na terenie zakładów karnych nie może być uznawane za nieistotny incydent. Środowiska kryminalne, kryminogenne i patologiczne z pewnością czują się lepiej pod rządami PO niż PiS” – to zdanie z raportu. Napisał je – tak jak cały dokument – Jarosław Kaczyński. Ogłoszony w czwartek ponad 100-stronicowy raport jest totalną krytyką PO i Donalda Tuska.

Kaczyński materiał zbierał na przełomie zeszłego i tego roku, dokument pisał w styczniu, później go aktualizował. Jak mówią osoby z jego otoczenia, lider partii postanowił osobiście stworzyć podstawy bardziej aktualnego programu.

Według zapewnień płynących z PiS nie jest to materiał wyborczy. Ale język raportu i zawarte w nim tezy słychać w ustach innych polityków tej partii. – Platforma likwiduje państwo – mówił ostatnio w wywiadzie dla „Rz” Jacek Kurski.

To właśnie główna teza raportu. „Polityka rządu PO wyrasta ze specyficznych cech niewielkiej grupy przywódczej Platformy oraz ze skrajnej nieudolności całej formacji. Nie było po 1989 roku rządu, który miałby po upływie 80 proc. kadencji tak negatywną hipotekę, a trzeba dodać, że największe niebezpieczeństwa związane ze sprawowaniem przez ten rząd władzy są jeszcze przed nami”.

Jakie to cechy? Według Kaczyńskiego liderzy PO odwołują się do postawy części społeczeństwa: „chodzić tu musi o indywidualizm prymitywny, charakterystyczny dla najniżej kulturowo usytuowanych grup społecznych, gdzie nie ma tendencji nawet do dbałości o los własnych dzieci”.

Raport wskazuje na jeden cel: jest nim PO i Donald Tusk. To główny przeciwnik, z którym nie ma płaszczyzny do współpracy. Z PO pozytywnie opisani są tylko Jan Rokita i Marek Biernacki. Rokita został pochwalony za akceptację dla hasła IV RP, reszcie Platformy wytknięto, że koniunkturalnie podczepiła się pod popularne kiedyś hasło.

Inne siły polityczne nie są przeciwnikiem. Kaczyński np. pozytywnie ocenia politykę wschodnią Aleksandra Kwaśniewskiego. W rozdziale „Zaorywanie wsi” dostaje się nieco PSL, ale bardziej za współpracę z PO niż własne działania.

Tytuły rozdziałów – „Strategia nadciągającej katastrofy”, „Aferzyści z ograniczoną odpowiedzialnością”, „Rabunkowa polityka społeczna” – oddają charakter zarzutów. Zarzut fundamentalny dotyczy niechęci PO do pojęć patriotyzmu i narodu. Z tym ma się wiązać jej „samodegradująca” i „klientystyczna” polityka zagraniczna. Także niechęć do prowadzenia aktywnej polityki historycznej czy zapaść w edukacji.

Uderzające jest, że prezes PiS stosunkowo mało miejsca poświęcił katastrofie smoleńskiej. To może być kolejna wskazówka, że Kaczyński poważnie kalkuluje zwycięstwo partii w wyborach parlamentarnych i nie chce, by PiS utożsamiano z partią jednego tematu . Nie na darmo jego współpracownicy mówią o dokumencie jako o raporcie otwarcia.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop