Posts Tagged „Grzegorz Schetyna”<

Grillowanie Grzegorza Schetyny

1 lis 2011

Maleją szanse ustępującego marszałka Sejmu na przetrwanie konfrontacji z Donaldem Tuskiem

Jeszcze niedawno politycy związani z ustępującym marszałkiem Sejmu zadawali sobie pytanie: czy Donald Tusk chce tylko osłabić pozycję Grzegorza Schetyny, czy też całkowicie wyeliminować go z polityki (tak jak kiedyś Pawła Piskorskiego czy Jana Rokitę).

Dziś coraz więcej osób się skłania do drugiej odpowiedzi. Nie ma bowiem żadnych dowodów, że premier dąży do jakiegokolwiek pojednania z byłych przyjacielem. Przeciwnie, wszystkie najnowsze sygnały to złe wiadomości dla Schetyny i jego środowiska.

Aktualna wprawdzie pozostaje propozycja udziału Schetyny w rządzie. W oficjalnym przekazie PO ma być to dowód, że wszystko pozostaje w najlepszym porządku, skoro premier ma dla Schetyny tak „odpowiedzialną” propozycję. Jednak ciągle nie wiemy, który resort ma objąć polityk piastujący jeszcze w tym momencie drugie stanowisko w państwie.

Nie wiadomo też, czy odzyska tekę wicepremiera. Nieoficjalnie zaś wiadomo, że zwolennikiem ściągnięcia Schetyny do rządu jest Jan Krzysztof Bielecki, główny mentor Tuska. Dla Schetyny to zła wiadomość, bowiem to Bielecki namawiał do wyrzucenia go z rządu po aferze hazardowej. Skoro dziś chce ściągnąć Schetynę z powrotem, to nie dlatego, aby sprawić mu prezent, lecz by mieć go pod kontrolą.

Jednocześnie CBA zatrzymało kilku urzędników z MSWiA pod korupcyjnymi zarzutami. Sprawa dotyczy programu informatyzacji wdrażanego w czasach, gdy szefem resortu był Schetyna. Wszystko zostało nagłośnione medialnie, co w częstej interpretacji odbierane jest jako element „grillowania” polityka, którego Donald Tusk publicznie nazwał „konkurentem i liderem opozycji wewnątrzpartyjnej”.

Dodatkowo w ostatnim czasie ukazało się kilka wywiadów, których bohaterowie przepowiadają całkowity upadek Schetyny. Paweł Śpiewak w „Polsce The Times” mówił, że jest to związane z prezydenckimi aspiracjami Tuska, który może nie pozwolić Bronisławowi Komorowskiemu ubiegać się o reelekcję. Wtedy Schetyna w rządzie – według Śpiewaka – byłby kimś, kto ograniczałby uprawnienia Tuska jako głowy państwa. To samo w tej samej gazecie przepowiadał Paweł Piskorski.

Znaczący jest też wywiad Romana Giertycha dla tygodnika „Uważam Rze”. Giertych opisuje tam niezrealizowany scenariusz odsunięcia Tuska od władzy. „Spiskowcami” mieli być Schetyna, prezydent i lider SLD Grzegorz Napieralski. – Całe miasto o tym mówi – przekonuje Giertych, twierdząc, że gdyby PO miała nieco słabszy wynik, to premierem zostałby Schetyna.

Politycy nie lekceważą wiedzy tych trzech osób. Piskorski ma ciągle przyjaciół wśród ważnych polityków PO, Śpiewak zaczął z powrotem bywać jako doradca w Kancelarii Premiera. A Giertycha można potraktować jako usta Radka Sikorskiego. Obaj panowie przyjaźnią się i wspólnie snują projekty polityczne. Szef MSZ zaczyna powoli kreować się na następcę Tuska w partii, stąd gorąco kibicuje wyeliminowaniu Schetyny jako niebezpiecznego rywala.

Słowa Giertycha są częściowo zbieżne z informacjami „Rz”. Jak twierdzi jeden z prezydenckich ministrów, Komorowski był przekonany, że Platforma osiągnie słabszy wynik, co pozwoliłoby odegrać głowie państwa kluczową rolę. – Prezydent myślał, że to on będzie tym sklejającym – mówi nasz informator.

Twierdzi, że teraz głowa państwa nie będzie wchodziła w żadne zwarcie z szefem rządu. I to też jest zła wiadomość dla Grzegorza Schetyny. Bo mimo całej sympatii do niego i niechęci do Ewy Kopacz jako nowej marszałek Sejmu prezydent – jak twierdzi nasz rozmówca – nie zaryzykuje wojny w obronie swojego dotychczasowego sojusznika.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Schetyna wybrał unik

18 paź 2011

Marszałek Sejmu Grzegorz Schetyna nie kapituluje w starciu w łonie PO. Postanowił czekać na ruch premiera i poinformował, że jedzie na urlop

– Spokojnie czekam na koncepcję, na program, a także na propozycje personalne – oznajmił wczoraj dziennikarzom marszałek Sejmu pytany o to, jak teraz wyglądają jego relacje z Donaldem Tuskiem. Następnie Grzegorz Schetyna poinformował, że znika na kilka dni, bo wyjeżdża na urlop w „bardzo odległe miejsce”.

To zaskakująca deklaracja, bo od kilku dni powszechnym oczekiwaniem w Platformie Obywatelskiej było to, że wreszcie dojdzie do spotkania Tusk – Schetyna, po którym będzie wiadomo, jaką propozycję dla obecnego marszałka Sejmu ma szef rządu.

Politycy PO nie mają wątpliwości, że poniedziałkowe spotkanie Schetyny z dziennikarzami to demonstracja niezależności. – Schetyna chciał pokazać, że nie będzie wisiał u klamki Donalda – oceniają nasi rozmówcy.

Jednocześnie Grzegorz Schetyna jest daleki od tego, aby wypowiedzieć otwartą wojnę. – Żadna z opcji nie jest zamknięta – mówił marszałek Sejmu w czasie spotkania z dziennikarzami. To znak, że chce rozmawiać, ale na pewnych warunkach.

Według informacji z jego otoczenia on sam jest pogodzony z tym, że straci fotel marszałka na rzecz Ewy Kopacz. Teraz gra toczy się o miejsce w rządzie. Ani Tusk, ani Schetyna nie ogłosili, jakim resortem miałby się zająć polityk numer dwa w PO.

Wszystko wskazuje jednak na to, że byłby to resort transportu utworzony po podziale Ministerstwa Infrastruktury. To trudna branża, więc ważne są warunki, w jakich przyjdzie działać nowemu ministrowi. Na to składa się m.in. jego pozycja w rządzie. Stąd starania o tekę wicepremiera, którą zresztą Schetyna dzierżył do 2009 r.

W Sejmie słychać zgodną opinię, że nie powinien przyjmować oferty Tuska, jeśli ta nie będzie się łączyć z teką wicepremiera.

Prawdopodobnie Schetyna nie miał innego wyjścia niż odwlekanie sprawy. – Premier potrzebuje czasu – mówił dziennikarzom, choć sam Tusk o niczym takim nie powiedział. Nie wiadomo też, do czego czas po wygranych wyborach byłby mu potrzebny.

Natomiast czekając na Schetynę, nie może podjąć prac nad zmianą w rządzie. Ułożenie nowego składu zależy od tego, czy do gabinetu wejdzie obecny marszałek. Nie da się bowiem poukładać pozostałych puzzli, gdy brakuje jednego z najważniejszych elementów układanki.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Kopacz na czele spółdzielni?

12 paź 2011

Wybory nie zakończyły tarć wewnątrz PO. Konflikt Donald Tusk – Grzegorz Schetyna paraliżuje powołanie rządu

To nie prezydencja, ale spór o  przyszłość Grzegorza Schetyny opóźnia sformowanie nowego rządu – politycy PO otwarcie potwierdzają w kuluarowych rozmowach. Sytuacji nie poprawiło wtorkowe spotkanie premiera z marszałkiem Sejmu. „Impas” – określił je w esemesie do „Rz” jeden ze współpracowników szefa rządu.

Napięcie zwiększyło się po  wyraźnym zaangażowaniu się prezydenta po stronie Schetyny. To rozwścieczyło premiera do tego stopnia, że postanowił odsunąć powołanie nowych ministrów o kilka miesięcy. Decyzja – negatywnie komentowana przez media i źle przyjęta w PO – została podjęta w pośpiechu i ogłoszona w  udzielonym specjalnie w tym celu wywiadzie dla tygodnika „Polityka”. Nigdy przedtem ten wariant nie był rozważany, co przyznają wszyscy politycy Platformy. Zamieszanie w szeregach PO powiększa to, że wiele osób – mimo zaskoczenia decyzją Donalda Tuska – jest jednocześnie zła na prezydenta za zbyt bezpośrednią interwencję w sprawy partii.

Przeczytaj cały artykuł

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Taktyka Platformy: atakować Kaczyńskiego

20 kwi 2011

Ostra emocjonalna retoryka wymierzona w PiS – to pomysł Platformy na kampanię wyborczą. Cel: mobilizacja wyborców

Najważniejsi politycy PO zaczęli mówić jednym językiem. Prawie identyczny był przekaz trzech wywiadów udzielonych jednego dnia: 20 kwietnia.

– 10 kwietnia, patrząc na prezesa PiS, nie widziałem osoby pogrążonej w bólu po stracie brata bliźniaka, widziałem rozpalonego, napalonego na władzę faceta na zebraniu partyjnym – stwierdził Sławomir Nowak, minister w Kancelarii Prezydenta, w RMF FM.

– Krzyk słychać bardziej, ale my powinniśmy pokazywać alternatywę, gwarantować przewidywalność. Polacy doceniają, że jest bezpiecznie. Nie chcą, żeby Polska była podpalana, nie chcą być świadkami konfliktów i wojen. Rok po katastrofie smoleńskiej trzeba to głośno powiedzieć: chcemy żyć w normalnym kraju – to marszałek Sejmu Grzegorz Schetyna w TOK FM.

– Naszym zadaniem jest tłumaczyć wyborcom, że głosując na którąś z tych dwóch partii (PiS i SLD – red.), Polacy mogą zgotować sobie niezły pasztet. (…) Naszą odpowiedzią na cyniczną strategię PiS będzie zachęcanie do udziału w wyborach – dodał Rafał Grupiński, wiceszef Klubu PO, dla „Gazety Wyborczej”.

Dzień wcześniej w Radiu Zet szef dyplomacji mówił o PiS: – My nie będziemy bierni, jest siła, która przeciwstawi się tej fali fanatyzmu: nazywa się Platforma Obywatelska – powiedział Radosław Sikorski, osoba odpowiedzialna w PO za pisanie programu partii.

Te wypowiedzi pokazują kierunek przedwyborczej propagandy Platformy: może nie jesteśmy najlepsi, ale jeśli nie my, to przyjdzie PiS. Kierunek wskazał sam premier. Donald Tusk podobnego argumentu użył w wywiadzie dla tygodnika „Polityka” i w czasie śniadania z celebrytami w TVN 24.

Motywacja jest prosta: PO boi się demobilizacji wyborców antypisowskich (zwłaszcza młodszych), gdyż po czterech latach jej rządów partia Kaczyńskiego nie jest już wystarczającym straszakiem. Stałe notowania PiS – na poziomie ok. 30 proc. – i spadające PO mogą doprowadzić do tego, że przy niskiej frekwencji wyborczej Jarosław Kaczyński przeskoczy Tuska.

Następny powód: histeryczne debaty nad kolejnymi wypowiedziami prezesa PiS odwracają uwagę od spraw bytowych. PiS i SLD kilkakrotnie próbowały przerzucić uwagę na wzrost cen. Na razie z ograniczoną skutecznością.

Kolejny powód podają politycy opozycji: PO nie ma czym się pochwalić po czterech latach władzy. Rzeczywiście, politycy PO w mediach bez większego przekonania prezentują te osiągnięcia. Mówią najczęściej o uratowaniu Polski przed kryzysem. To jednak argument zbyt abstrakcyjny i dla wielu – np. w związku z rosnącym bezrobociem – nie do przyjęcia.

Szykuje się więc brutalna kampania. Wiadomo, że i po drugiej stronie barykady są politycy, którym będzie to odpowiadało. Pytanie, czy metoda okaże się skuteczna.

W wyborach prezydenckich 2010 r. w Polsce południowo-wschodniej była niższa frekwencja niż w zachodniej, więc i Kaczyński ma rezerwy wśród niegłosujących. Brutalna kampania może i ich skłonić do aktywności.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Czy Kudrycka przetnie spór w Białymstoku, a Kopacz na Wybrzeżu

7 mar 2011

Po konflikcie Tusk – Schetyna w Platformie Obywatelskiej rozgorzała rywalizacja o atrakcyjne miejsca na listach wyborczych.

Ewa Kopacz zmienia okręg wyborczy – taka pogłoska zelektryzowała Platformę w poprzednim tygodniu. Minister zdrowia, osoba w partii niezmiernie wpływowa dzięki bliskiej przyjaźni z Donaldem Tuskiem, ma się przenieść z rodzinnego Radomia do Gdyni. Powód byłby prosty: Radom to okręg bardziej PiS-owski, Gdynia jest dużo bardziej proplatformerska. W 2007 r. Kopacz jako lider listy w Radomiu zdobyła 39 tys. głosów, a lider listy PO w Gdyni Marek Biernacki – 84 tys. Według niektórych polityków PO Kopacz, startując w lepszym okręgu, mogłaby zdobyć nawet ponad 100 tys. głosów. W okręgu radomskim nie może na to liczyć. Radom jest jedynym dużym miastem, w którym PiS bez większego problemu utrzymał stanowisko prezydenta miasta.

Dobry wynik w wyborach jest atutem w wewnątrzpartyjnej rywalizacji o stanowiska. A Kopacz, będąc wiceprzewodniczącą partii, uczestniczy w tej rozgrywce.

Przenosiny do Gdyni to na razie tylko przymiarka. Niektórzy posłowie PO dementują tę informację, twierdząc, że to plotka, która jest wynikiem rywalizacji dwóch najważniejszych postaci w gdyńskiej PO: Biernackiego i Tadeusza Aziewicza. Inni z kolei przekonują, że pogłoska może się ziścić, gdyż Kopacz z osobistych powodów ma coraz mniej własnych spraw w rodzinnym Radomiu, a coraz więcej na Wybrzeżu. Tam m.in. po ukończeniu studiów osiadła jej córka.

Nerwowo jest przy układaniu list we wszystkich okręgach. I jeśli nie jest pewne wystawienie Kopacz jako alternatywy dla rywalizujących ze sobą Biernackiego i Aziewicza, to inaczej jest z Barbarą Kudrycką. Minister nauki ma dostać jedynkę w Białymstoku. Nie tylko dlatego, że to jej rodzinne miasto. Ale też po to, aby rozwiązać problem konfliktu między obecnym szefem regionu Damianem Raczkowskim a poprzednim, lecz ciągle wpływowym, Robertem Tyszkiewiczem. W ten sposób władze partii unikają konieczności dokonania przykrego wyboru, bowiem pierwszy jest związany z tzw. spółdzielnią Cezarego Grabarczyka, drugi jest bliskim współpracownikiem Grzegorza Schetyny. Kudrycka nie jest związana z żadną z tych frakcji, blisko jej za to do szefa rządu.

Spór między obiema frakcjami może też mieć wpływ na start Jarosława Gowina. Popularny w Krakowie polityk usłyszał już wyraźne sugestie, że powinien próbować swych sił, startując do Senatu lub z innego okręgu. Wtedy krakowska jedynka przypadłaby szefowi regionu, czyli Ireneuszowi Rasiowi. Gowin nie chce się wynieść z Krakowa, więc sam zaproponował, że może wystartować z ostatniego miejsca na liście. Ta kalkulacja jest przejrzysta. W 2007 r. zdobył 160 tys. głosów, więc – niezależnie od miejsca na liście – ma zapewnioną reelekcję. A mandat zdobyty z ostatniego miejsca będzie dla niego argumentem w rywalizacji o miejsce w partyjnej hierarchii.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Frakcje w PO walczą ze sobą na pogłoski

27 sty 2011

Układanie list wyborczych wywołuje coraz ostrzejsze tarcia w Platformie Obywatelskiej. Głównie na linii premier
– marszałek Sejmu.

– Nie ma sporu z premierem. Różnice zostały wyolbrzymione – mówił wczoraj w TVP Info marszałek Sejmu Grzegorz Schetyna pytany o relacje z Donaldem Tuskiem. Podobnie brzmią wszystkie oficjalne wypowiedzi polityków PO w tej sprawie.

Jednak za kulisami toczy się ostry spór. Jego ostatnim przejawem są suflowane dziennikarzom informacje mające rzekomo kompromitować wewnętrznych rywali. Zresztą suflowane są nie tylko dziennikarzom. Ważny polityk SLD przyznaje, że część informacji uderzających w ministra infrastruktury dostarczyli jego partii ludzie z frakcji konkurencyjnej wobec Cezarego Grabarczyka. Czyli ludzie Grzegorza Schetyny, którzy według naszego informatora mieli dodać kilka nazwisk do listy przyjaciół ministra zatrudnionych w podległych mu spółkach.

Takie metody stosują obie strony konfliktu w PO. Poseł Jarosław Gowin zbladł z przerażenia, gdy  się dowiedział, że ktoś opowiada dziennikarzom o rzekomym planie puczu przeciw Donaldowi Tuskowi. Autorem planu miał być Schetyna, a Gowin miałby objąć funkcję premiera.

Plan był absolutnie niewykonalny, o czym wiedzieli wszyscy w PO. Ale zrozumiała była intencja autorów pogłoski. Gowin dostał się do Sejmu z pierwszego miejsca w okręgu krakowskim. Ta pozycja kusi kilku konkurujących z nim polityków. Plotka o rzekomym przeroście ambicji Gowina miała pomóc w odebraniu mu „jedynki”.

– O mnie donoszono Tuskowi, że załatwiłem autobusy na kongres zwolenników Janusza Palikota. Na szczęście premier jest zbyt długo w polityce, aby nabrać się na takie chwyty – opowiada inny polityk PO, skądinąd reprezentant przeciwnej Schetynie i Gowinowi frakcji.

Jednak nawet nieprawdopodobne plotki, jeśli przebiją się do przekazu medialnego, stają się kłopotem dla tych, których dotyczą. Gowin musiał się tłumaczyć w TVN 24, że nie ma żadnego spisku przeciw Tuskowi.

Stąd rodzą się kolejne.

Najnowszy „news” podpowiadany dziennikarzom dotyczy pomysłu premiera, który chce jakoby odwołania Schetyny z funkcji marszałka Sejmu. Wniosek miałby złożyć któryś z mniejszych klubów – SLD lub PJN. To zresztą pokazuje, że autorzy pogłoski nie zadbali dostatecznie o jej wiarygodność. Schetyna ma dobre relacje z obu klubami, więc nie jest w ich interesie zamieniać marszałka na mniej przyjaznego. Mimo to krążąca pogłoska wywołała irytację wśród zwolenników Schetyny zdenerwowanych podważaniem pozycji ich lidera.

– Te plotki puszczają ludzie z drugiego lub trzeciego szeregu, którzy boją się o swoje miejsca na listach wyborczych – uspokaja poseł Platformy. Jego zdaniem napięcie nie zniknie do czasu ostatecznego zatwierdzenia kandydatur. Ile to potrwa? O to również toczy się spór.

Przeciwnicy Schetyny zarzucają mu, że chce przeciągnąć układanie list. W poprzednich wyborach to on jako sekretarz generalny partii miał ogromny wpływ na ich kształt – wtedy wolał zatwierdzać je w ostatniej chwili. Po rozpadzie tandemu z Tuskiem listy ułoży premier. Stąd Schetynie ma zależeć na czasie, aby móc ratować swoich kandydatów.

Na pociechę dla PO trzeba dodać, że łomot towarzyszący układaniu list wyborczych już niedługo zacznie dobiegać także z innych partii.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Platformą wstrząsają wewnętrzne konflikty. Z kilku powodów

22 sty 2011

- Tak napiętej atmosfery w PO nigdy jeszcze nie było w tej kadencji Sejmu – skarży się wielu polityków tej partii

Pierwszy powód konfliktów w Platformie to rosnąca rywalizacja wybijających się na coraz większą samodzielność środowisk wewnątrz partii. To skutek rozpadu tandemu Donald Tusk – Grzegorz Schetyna.

Rywalizują ze sobą silna poparciem premiera grupa polityków, prężna frakcja marszałka Sejmu oraz coraz bardziej niezależna od premiera “spółdzielnia” ministra infrastruktury Cezarego Grabarczyka.

Listę graczy zamyka prezydent Bronisław Komorowski. Chce zachować wpływy w partii, z której się wywodzi. I to na niego orientuje się wielu polityków PO.

Symptomatyczna była reakcja osób bliskich Tuskowi na słowa Schetyny o spóźnionej reakcji na raport MAK. Ostro odpowiedział rzecznik rządu Paweł Graś. A jeszcze ostrzej zaprzyjaźniona prywatnie z Tuskiem Ewa Kopacz.

– W sytuacji gdy my bardzo twardo walczyliśmy, on w decydującym momencie uciekł pod skrzydełka pana prezesa Kaczyńskiego – mówiła w czwartek w TVP Info minister zdrowia. Słowa wypowiedziane przez “Milady” – bo tak niektórzy w PO złośliwie nazywają panią minister – Schetyna i jego frakcja mogą uznać za zapowiedź nieuniknionej odpłaty.

Dziś jednak bezpośrednim przeciwnikiem frakcji Schetyny jest “spółdzielnia” Grabarczyka. Najświeższym przejawem tego sporu są doniesienia medialne o tym, że atak Schetyny na Tuska ma swoje drugie dno.

Schetynie rzekomo nie chodziło wcale o szybszą reakcję na raport MAK, ale o obronę swoich wpływów w państwowych spółkach. Premier planuje bowiem zmianę zasad obsadzania tamże stanowisk kierowniczych. Ludzie Schetyny zapewniają, że te doniesienia biorą się z inspiracji “spółdzielni”. Sami jednak nie są bez winy, bo opowiadają, że minister infrastruktury “przekupywał” posłów PO obietnicami budowy dróg w ich okręgach wyborczych.

Druga przyczyna napięć wiąże się ze zbliżającymi się wyborami. Niepokój wśród posłów Platformy wzbudziła zapowiedź startu w wyborach parlamentarnych członków rządu i współpracowników premiera.

Jan Krzysztof Bielecki, Jacek Rostowski, Barbara Kudrycka dostaną bardzo dobre miejsca na listach. Na dodatek Tusk mocno podkreśla, że będzie na nich rygorystycznie przestrzegany parytet.

To dobra wiadomość dla aspirujących do parlamentu pań, ale zła dla obecnych posłów. Zwłaszcza w połączeniu z przywilejami dla ministrów. Z tego powodu wielu posłów Platformy traci szansę na reelekcję. Groźba jest tym większa, że mało co zapowiada, aby PO poprawiła swój wynik z 2007 r., czyli 41,5 proc. głosów.

Wreszcie trzecia przyczyna – czyli kryzys wiary w “nieomylność” Donalda Tuska. Parlamentarzyści PO po cichu przyznają, że premier spóźnił się z reakcją na raport MAK. Nie chcą też wspierać pojednawczego tonu wobec byłego kagiebisty rządzącego obecnie Rosją.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Palikot i Schetyna czekają na atak

14 wrz 2010

Najpierw Tusk odstrzeli Schetynę, potem Palikota – prognozują działania szefa partii politycy Platformy.

Janusz Palikot do tej pory uchodził za osobę blisko współpracującą z Donaldem Tuskiem i jednocześnie pozostającą pod jego parasolem ochronnym. Tym tłumaczono tolerancję władz PO wobec kolejnych ekscesów skandalisty z Biłgoraja. Symbioza wynikała z tego, że w zamian za ochronę Palikot dezawuował przeciwników politycznych premiera.

To się jednak skończyło. Palikot zbytnio urósł. Zaczął prezentować siebie jako potencjalnego poważnego lidera politycznego. A badania popularności oraz wsparcie ze strony przedstawicieli świata artystycznego i mediów pokazały, że ma szansę stać się kimś więcej niż tylko przewodniczącym regionu lubelskiego PO.

Na dodatek Palikot od dawna rozpowiada, że założy formację polityczną, w której to on będzie szefem. Oraz że widzi siebie w roli szefa rządu. I jeśli kiedyś te deklaracje budziły rozbawienie Tuska, to później już głównie irytację. Jednak na razie szef PO, który co prawda zapowiedział, że za cztery lata przestanie nim być, musi zrobić porządek z sekretarzem generalnym partii, tj. Grzegorzem Schetyną. We wtorek to potwierdził: marszałek Sejmu nie może być sekretarzem generalnym.

Rozgrywka zacznie się już niedługo, bo 26 września, na drugiej części zjazdu krajowego PO. Potem jednak przyjdzie kolej na Palikota. Kiedy i jak, to oczywiście słodka tajemnica Tuska. Jednak Palikot jest świadomy, że i on może dołączyć do „grona zimnych czaszek”, czyli już zdetronizowanych polityków PO: Andrzeja Olechowskiego, Pawła Piskorskiego, Zyty Gilowskiej czy Jana Rokity.

Według naszych informacji Palikot opowiada zaprzyjaźnionym politykom o swoich obawach. Nie wie jednak, co będzie pretekstem – skórką od banana podrzuconą mu pod nogi, na której tak się ma pośliznąć, by kierownictwo partii z czystym sumieniem mogło stwierdzić, że osoba niespełniająca „wysokich standardów PO” musi z niej odejść.

Być może będą to prokuratorskie dochodzenia dotyczące wpłat na jego kampanię wyborczą. Lub dochodzenie CBA w sprawie oświadczeń majątkowych. On sam w blogu bez ogródek napisał, że te śledztwa wiąże ze swą aktywnością polityczną. Wiadomo, że śledztwo w sprawie wpłat przyspieszało lub zwalniało zależnie od relacji Palikota z najważniejszymi politykami PO. Sam zresztą napisał o tym w blogu: „Przypomnę, że ta prokuratura [suwalska – red.] prowadzi postępowanie, w sytuacji gdy po czterech latach już czterokrotnie prokuratura radomska i lubelska wnosiły o umorzenie z powodu braku winy. Umorzenie nie wobec mnie, gdyż ja się tam w ogóle nie pojawiam, a jedynie wobec moich współpracowników. O przeniesieniu postępowania, a więc o jego nieumorzeniu, zdecydował prokurator Zaleski – kolega Grzegorza Schetyny”.

Dziś jednak Palikot – do tej pory zażarty wróg Schetyny – ograniczył ataki pod jego adresem. Także Schetyna ostatnio oględnie wypowiada się na temat Palikota. Nie będą sprzymierzeńcami, bo sobie nie ufają. Ale – jak zauważył znany polityk PO – od jakiegoś czasu zachowują się jak dwie armie, wprawdzie wrogie, ale które nie chcą ze sobą walczyć. Mijają się, udając, że się nie widzą.

Muszą tak robić, bo prawdziwe niebezpieczeństwo grozi im z innej strony. Ani bowiem Palikot nie był w stanie wypchnąć Schetyny z polityki, ani Schetyna Palikota. Za to Tusk może zrobić to i z jednym, i z drugim. Nikt inny, tylko on.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop