Posts Tagged „Gazeta Wyborcza”<

Odpieprzcie się od Żołnierzy Wyklętych

2 mar 2012

Wielkiego wzmożenia dostała „Gazeta Wyborcza” na wieść, że będzie obchodzony Dzień Żołnierzy Wyklętych. Najpierw napisała, że to oszołomskie prawicowe święto, potem – piórem bodaj jednego z wicenaczelnych – że obchody są niepotrzebne (bo „nie wiadomo komu służą”). Potem kolejny pracownik koncernu z Czerskiej pisał, że Żołnierze Wyklęcie wcale święci nie byli, bo to i tamto.

Cały ten cykl tekstów pisany jest jak zwykle w takich sytuacjach zgodnie z gazetowyborczym stylebookiem:  że prawica nie rozumie, że IPN jednostronnie, że to mity. A najprawdziwszą prawdę o historii – bez mitów, ze zrozumieniem i bez polityki historycznej – zna tylko „Gazeta Wyborcza”.
Narracja „GW” o tym, że święto jest niepotrzebne, złe i szkodliwe skończyła się, gdy okazało się, że cała Polska uczciła je bardzo godnie. Zważywszy, że jest to dzień pamięci, który na dodatek obchodzony jest raptem drugi raz, skala obchodów była przyjemnym zaskoczeniem. Tym bardziej, że udało się na kołku zawiesić w tym jednym momencie nasz nadwiślański wariant konfliktu Hutu – Tutsi, czyli wojnę PO z PiS-em. Z wielkim uznaniem trzeba odnotować zaangażowanie się prezydenta Bronisława Komorowskiego i uchwałę Sejmu.

W tej sytuacji „GW” przestała kopać się z koniem. Postanowiła urobić święto na swój obraz i podobieństwo. Można byłoby się śmiać z jej różnych mniej czy bardziej groteskowych wygibasów, ale nie w tym momencie. Kolejny raz poddawani jesteśmy socjotechnicznej operacji, której celem jest wtłoczenie wszystkim obowiązującej wizji dziejów Polski.

W tej wersji nie ma Żołnierzy Wyklętych, ale wojna domowa, gdzie jedni „polscy chłopi mordowali innych polskich chłopów”. Gdzie nie było patriotów i zdrajców, lecz starły się dwie równie pozytywne wizje przyszłej Polski. Tak, tak. WiN i KBW. Według autorów „GW” nie ma w zasadzie moralnej różnicy między nimi. Witold Pilecki i Mieczysław Moczar – dwaj patrioci, którzy nie potrafili się dostatecznie pięknie różnić. Ot, taka polska tragedia. Podobnie Mikołajczyk i Bierut, czy Brystygierowa i Fieldorf.
„W polskiej wojnie domowej z lat 1945-48 walczyli gorący patrioci, zwykli ludzie próbujący jakoś ocalić życie i godność. Byli też szubrawcy, łajdacy czy wręcz zwykli bandyci mordujący niewinnych ludzi. Pamięć tych pierwszych zawsze warto uczcić. Tych drugich nie wolno wybielać. Niezależnie od tego, po której stronie walczyli” – czytamy w kolejnym tekście z owej serii. Jego autor marzy o tym, że za jakiś czas ktoś w Polsce powie, iż „nie chce nikogo osądzać, lecz tylko uszanować pamięć ludzi walczących po obu stronach”.

Celebrujmy więc następną rocznicę na rogu ulic Stefana Michnika i Andrzeja Czaykowskiego (bohatera skazanego na śmierć przez tego pierwszego. Sędzia Michnik asystował w egzekucji). Tam składajmy kwiaty i głośmy przemowy na temat dramatu owej rzekomej wojny domowej.

Ów autor „GW” podpiera się Pawłem Jasienicą, który też był Żołnierzem Wyklętym. Cytuje jego książkę o wojnie domowej w Wandei: „Wiedza o historii, szacunek i sentyment dla niej zaliczają się do naczelnych czynników spajających narody. Rolę tę odgrywają jednak tylko wtedy, gdy nikt nie próbuje amputować wiedzy, tłumić jednych umiłowań, by sztucznie hodować inne. Jeśli się nie spełnia tych warunków, sprawa fałszowanej historii dzieli ludzi, wytwarza między nimi przepaście”.

Ten cytat dedykuje IPN-owi, aby wykuł sobie na ścianach. Prawdę powiedziawszy, winien widnieć na gmachu przy ul. Czerskiej. Ale nie będzie widniał. Dlaczego? Odpowiedzmy cytatem z Jasienicy, z tej samej książki: „Dyktatorskie rządzenie wiedzą o przeszłości zalicza się do znanych i w gorzej niż smutny sposób skutecznych środków kierowania teraźniejszością”.

I o to w tym wszystkim chodzi. „GW” próbuje kolejny raz coś nam wmówić. Coś zupełnie nieprawdziwego. Lepiej by jednak było, gdyby „GW” odpieprzyła się od Żołnierzy Wyklętych. I w ogóle historii Polski. A sama niech głosi chwałę KPP, generałów Jaruzelskiego, Kiszczaka, Nenny O`Bretenny czy innych im podobnych ludzi honoru.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Wroński i jego dwa języki

13 wrz 2011

Nergal i Pospieszalski powinni razem występować w TVP — napisał Paweł Wroński na stronie internetowej „Gazety Wyborczej”. To taka jego propozycja „dla prawej części publicystów — zwolenników wolności słowa”.

Tę prawą część publicystów — cytując autorów z przeciwnej strony — w sprawie Nergala ogarnął amok, szał, obsesja. Itd. itp. A wiadomo przecież powszechnie, że ludzie ze świata Wrońskiego nigdy nie popadają w takie stany. Jeśli o czymś często piszą — tak jak recenzowali w swoim czasie programy Jana Pospieszalskiego, Rafała Ziemkiewicza czy Wojciecha Cejrowskiego — to nie robili tego w szale, ani w amoku. Zwracali tylko uwagę na ważne problemy. Takie np. jak niestosowność obecności różnych ludzi w utrzymywanej z publicznych pieniędzy telewizji. Nergal za to jest bardzo stosowny. Nic to, że podarł Biblię i w swoich tekstach wzywa do przemocy. Nic to, że używa wobec chrześcijaństwa takich epitetów, które zastosowane wobec islamu lub judaizmu skazałby by go na śmierć cywilną. Zupełnie zresztą słusznie.

Ale w świecie Pawła Wrońskiego obowiązują dwie miarki. I dwa języki. Przydałby się zresztą nowy Klemperer, który zanalizowałby tę skłonność „GW” do nadużywania agresywnych określeń.

„GW” jednym językiem apeluje o wrażliwość w jednych sprawach, wrażliwość innych — np. chrześcijan — wyśmiewa. Tak jest z Nergalem, który był na tyle cwany, że nie podarł Koranu lub Tory (która wszak też jest częścią Biblii przez niego zniszczonej). Warto o tym pamiętać, gdy kiedyś w „GW” przeczytamy o stosach czy paleniu książek. W optyce ludzi z Czerskiej te czyny nie są z gruntu złe. Trzeba tylko wiedzieć kogo i co należy palić.

Nergal nie powinien prowadzić programu z Pospieszalskim. Nic nie wiadomo, aby Pospieszalski podarł jakąkolwiek świętą księgę (choćby to nawet była „Kościół, lewica, dialog”). Nergal powinien prowadzić program z tym żałosnymi durniami, którzy niedawno sprofanowali pomnik w Jedwabnem i miejsce pamięci w Białymstoku. A jeśli nie znają się na muzyce, to znajdzie się sporo grajków z kapel skinowskich.

„Tysiąc lat, tysiąc pier… lat, dziesięć ciemnych wieków (…) i krzyż wielki, drewniany, wciąż rzuca krwawy cień na waszą przeszłość! (…) Dzisiaj… ścinamy głowę Watykanu, w koronie. Ludzie, ludzie się od śmierci ociągają. Nienawiść… (…) Pomścimy!!! Pomścimy, tak!!! Hail! Wojna!!! ” — tak radośnie podśpiewuje sobie artysta Nergal. To przenośnia — powie ktoś. Oczywiście: wymazane napisy w Jedwabnem to też tylko przenośnia. Teksty zespołów neonazistowskich to też tylko przenośnia.

Wróćmy jeszcze do bezmiaru empatii redaktorów „GW” i ich apeli o wrażliwość. Im nie jest wszystko jedno, więc już za niedługo będą apelować o wrażliwość wobec czyichś uczuć. I narzekać, że za mało w Polsce jest tej wrażliwości. I w ogóle tolerancji. I będą jęczeć, że tylu ludzi w Polsce ma gdzieś te apele. Ma i będzie miała, bo „Wyborcza” ma gdzieś ich wrażliwość.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Salonu tęsknota za dyktaturą

25 kwi 2011

Delegalizacja PiS, pałki na demonstrantów z Krakowskiego Przedmieścia i zapędzenie PiS-owców do robót publicznych – taki jest najnowszy postulat dużej grupy publicystów i celebrytów. Ludzi, którzy przy każdej okazji mówią bardzo dużo o standardach demokratycznych, wolności i prawach człowieka. Proponują jednak, aby władza zastosowała wobec opozycji bicie i zakaz działalności.

Można byłoby się z tego śmiać, bo czyjaś histeria zawsze jest komiczna. Można to wyśmiać także z tego powodu, że przed 2007 rokiem ci sami ludzie z zapałem przestrzegali przed rzekomo grożącą dyktaturą i głosili hasła obywatelskiego nieposłuszeństwa. Jednak nic do śmiechu – ci ludzie z powagą namawiają rządzących do stosowania rozwiązań z Białorusi lub Turcji (gdzie co jakiś czas delegalizuje się partie polityczne. Nawiasem mówiąc, z niewielką dla nich szkodą).

I nie ma sensu przypominać głosicielom tych haseł, że cztery lata temu mówili co innego – gdy chodziło o jakieś ewentualne opresje ze strony rządu PiS. Oni to doskonale pamiętają, ale na tym polega mądrość etapu. Nie chodzi o przestrzeganie zasad demokratycznej debaty, lecz o skuteczność. Jeśli dziś – jak im się wydaje – można przeprowadzić zwycięsko antyprawicowy Armagedon, to trzeba to zrobić. Furda z głoszonymi hasłami i zasadami! One nie są dla wrogów.

Przeczytaj cały artykuł

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Wspomożycielka w walce z „kaczyzmem”

5 kwi 2011

Kilka tygodni przed czwartą rocznicą samobójczej śmierci byłej polityk SLD prokuratura umorzyła jeden z wątków śledztwa: to, czy ktoś zacierał ślady na miejscu wypadku.

– Półtora roku zajęło łódzkiej prokuraturze ustalenie, że po śmierci Barbary Blidy nie były „zacierane ślady i dowody”. To decyzja zaskakująca. Sejmowa komisja śledcza dostarczyła aż nadto dowodów, że były matactwa i zacieranie śladów tragedii w domu Blidów po wkroczeniu tam ekipy ABW – pisze czołowa komentatorka „Gazety Wyborczej” Agnieszka Kublik.

Według niej na ten „skandal” powinien zareagować prokurator generalny. W końcu prokuratorzy nie wyjaśnili – co bystro zauważyła Kublik – „skąd na broni wzięły się dwie nitki”. Zdaje się, że od decyzji prokuratury nie można się odwołać, ale Andrzej Seremet powinien coś z tym zrobić. Co? Nie wiadomo dokładnie, ale na pewno coś złego tym, którzy dopuścili się „tuszowania” matactw.

Czytaj cały tekst

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

„Hienorzepa” prosi „Wyborczą” o więcej

24 mar 2011

„Bywają sytuacje, które nie nadają się do grzecznej i cierpliwej riposty. Bywają metody polemiczne, które zasługują tylko na potraktowanie cepem”.

Tę złotą myśl sformułował Piotr Stasiński, wicenaczelny „Gazety Wyborczej”. Poświęcił ją mojej skromnej osobie w komentarzu zatytułowanym „Hienorzepa”, a na zaszczyt zasłużyłem dzięki tekstowi opisującemu perypetie jednej z dziennikarek jego gazety z częstym bohaterem jej tekstów. Co ciekawe powyższe zdanie zostało dodane jako postscriptum w wydaniu papierowym „Gazety”. W wydaniu internetowym komentarz Stasińskiego był pozbawiony tej maksymy. Szkoda, bo inaczej czytałoby się takie zdania o moim tekście jak to: „Paszkwil w „Rzepie” udający artykuł informacyjny przypomina wybieranie petów z rynsztoka”.

Nie wiem, nigdy nie szukałem petów w rynsztoku. Nie paliłem i nie palę. Jednak z ogromną przyjemnością, tą która łączy się z osobistą próżnością, odnotowałem kolejną polemikę w „GW”. Chciałbym niniejszym podziękować i poprosić o więcej. Sławy nigdy dość, prośba jest tylko o poprawne pisanie nazwiska. Nie chciałbym przy tym, aby „GW” mnie chwaliła, bo oznaczałoby to koniec tych licznych wyrazów sympatii, które spotykają mnie od czasu opublikowania tekstu Stasińskiego. Proszę zatem o dalsze polemiki. Im ostrzejsze tym lepiej. Dla tych wszystkich komplementów od kolegów, pięknych kobiet, czytelników, anonimowych internautów – naprawdę warto.

A teraz kilka słów o drugiej polemice. Napisał ją Wojciech Czuchnowski, który wraz z Agnieszką Kublik (tą, od której zaczęła się wymiana uprzejmości między mną a „GW”), był autorem tekstu z 10 marca 2005 o aresztowaniu Marcina Tylickiego, asystenta posła Józefa Gruszki. Młody człowiek był aresztowany przez ABW pod zarzutem szpiegostwa na rzecz Rosji. Cała Polska o tym od razu się dowiedziała. A dziwnym trafem zbiegło się to z odmową stawienia się przed komisją Aleksandra Kwaśniewskiego.

Czuchnowski też daje mi odpór, choć bez tego wdzięku co Stasiński. Tak pisze o jednej z moich zbrodni: „Na dowód dziennikarskiego zdziczenia Gursztyn przywołuje fragment artykułu Kublik i mojego z 10 marca 2005 r. o zatrzymaniu przez ABW Tylickiego, byłego asystenta posła Gruszki, który przewodniczył wtedy komisji śledczej ds. Orlenu. Na podstawie źródeł w ABW napisaliśmy wówczas, że asystent „przekazywał informacje na temat możliwości przejęcia środków z funduszy pomocowych UE”. Tytuł tekstu: „Szpieg ni z gruszki, ni z pietruszki”".

Dziwne, bo ja ten tekst znalazłem w archiwum „GW” pod tytułem „Asystent Gruszki donosił Rosji o funduszach UE” (http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,2593661.html).

„O Tylickim było wtedy głośno” – pisze Czuchnowski. Bardzo głośno, bo zadbały o to specsłużby. Następnego dnia opublikowana została rozmowa Kublik z prokuratorem Kazimierzem Olejnikiem. To wywiad, który nie jest wzorem rozmowy prowadzonej na kontrze. Z prawie neutralnym tytułem – „Poseł Gruszka rozmija się z prawdą”. Zresztą w artykule o aresztowaniu Tylickiego pojawia się np. zdanie: „To już druga wpadka Gruszki”. Bo pierwszą miało być aresztowanie jego innego asystenta społecznego.

Tylicki stracił wszystko. Ale Czuchnowski nie ma sobie nic tu do zarzucenia, bo pisze teraz: „Potem został uniewinniony. Wiernie opisywaliśmy jego proces, wytykając błędy prokuratury i służb specjalnych”. Czyli w ogóle nie ma sprawy, historia z happy endem.

Kolejną moją zbrodnią było powołanie się na trzy osoby, które miały przyjemność (zważywszy jej legendarną kulturę osobistą) kontaktu z Agnieszką Kublik. Opowiadały, dlaczego i za co ją tak bardzo cenią. Wspomnę tu o jednej, bo i Stasiński i Czuchnowski przedziwnie się pobudzili widząc jej nazwisko. Chodzi o Bronisława Wildsteina (znalazł się w moim artykule, bo był prezesem TVP). Obaj panowie z „GW” oburzają się, że powołałem się na taki „autorytet”. Przyznaję, że poszedłem na łatwiznę wynikającą stąd, że łatwiej mi kontaktować się z autorem „Doliny Nicości” niż z Lesławem Maleszką. Ale pójdźmy na kompromis – rzeczywiście warto byłoby poznać zdanie „Ketmana” na temat Agnieszki Kublik. Pomożecie Panowie w kontakcie?

Wzruszyłem się też przy stwierdzeniu, że Wildstein nie wygrał sprawy z Kublik, bo zakończyło się to ugodą. Powtórzmy: „Nie wygrał żadnego procesu. Zawarł z dziennikarką ugodę tylko w jednej kwestii – nie było dowodu, że umowy dyrektorskie zmieniono w czasie jego prezesury. Wysokości odpraw nikt nie kwestionował” – pisze Czuchnowski. To w końcu, co napisaliście: że zmienił umowy, czy zawarł takie, jakie obowiązywały do tej pory? Bo to Kublik na mocy ugody przepraszała Wildsteina, a nie odwrotnie.

Lista cytowanych przeze mnie „autorytetów” była zresztą otwarta. Zabrakło w niej np. Krzysztofa Skowrońskiego, atakowanego przez Kublik, gdy był szefem radiowej Trójki. Szczerze żałuję, bo chętnie bym dowiedział się, co dalej dzieje się z rzekomymi zarzutami wobec niego, które Kublik z Czuchnowskim tak ochoczo nagłośnili. Trawestując – o Skowrońskim wtedy było głośno. Potem okazało się, że był niewinny.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop