Posts Tagged „Prawo”<

Pedagog i logopeda może pracować dłużej

12 sty 2011

Nie każda osoba zatrudniona w szkole ma czas pracy wyznaczony przez Kartę nauczyciela.

Tak wynika z wczorajszego (11.01) wyroku Sądu Najwyższego (sygnatura akt I PK 153/10). Zajął się on pozwami dwóch nauczycielek zatrudnionych od wielu lat w Zespole Szkół Sportowych im. Komisji Edukacji Narodowej w Radlinie.

Wynagrodzenie za nadgodziny

Jedna z nich pracowała jako szkolny pedagog, druga zaś jako logopeda. Tygodniowe pensum, czyli czas pracy, obu nauczycielek został określony w myśl art. 42 ust. 7 ustawy z 26 stycznia 1982 r. – Karta nauczyciela (DzU z 2006 r. nr 97, poz. 674) przez radnych miasta Radlina na 22 godziny tygodniowo. W 2009 r. nauczycielki wystąpiły do sądu i zażądały wypłaty wynagrodzenia za nadgodziny. Stwierdziły bowiem, że podczas zatrudnienia w szkole powinny być traktowane jak zwykli nauczyciele, którzy w myśl art. 42 ust. 3 pkt 3 Karty nauczyciela mają pensum 18 godzin tygodniowo.

Wskazywały, że przez lata pracy w szkole nabyły staż niezbędny do uzyskania kolejnych stopni awansu zawodowego, były zatrudnione na podstawie mianowania i miały stopień nauczyciela dyplomowanego.

Nauczycielki powołały się też na korzystny dla nich wyrok Sądu Najwyższego, który zapadł 25 stycznia 2007 r. (sygn. I PK 195/06), w sprawie logopedki zatrudnionej w szkole podstawowej. Sędziowie uznali wówczas, że przeniesienie nauczyciela z przedszkola do podstawówki na stanowisko logopedy powoduje określenie jego pensum na podstawie art. 42 ust. 3 pkt 3 Karty nauczyciela w wysokości 18 godzin tygodniowo, a nie wyższego, wynikającego z uchwały samorządu terytorialnego – zwierzchnika takiej placówki.

Mianowanie i dyplom to nie wszystko

Sądy obu instancji, zarówno rejonowy w Wodzisławiu Śląskim, jak i okręgowy w Gliwicach, uznały roszczenia nauczycielek i przyznały im 19 i 15 tys. zł tytułem wynagrodzenia za pracę w nadgodzinach.

Samorząd sam wyznacza tygodniowe pensum dla specjalistów

Szkoła, przy wsparciu urzędu miasta, który nie mógł się pogodzić z takim rozstrzygnięciem, złożyła skargę kasacyjną do Sądu Najwyższego.

Podczas rozprawy pełnomocnik szkoły Lidia Chrzan dowodziła, że pedagog szkolny i logopeda to stanowiska specjalistyczne wymienione wyraźnie w art. 42 ust. 7 Karty nauczyciela. Nie ma znaczenia, czy zajmuje je nauczyciel mianowany czy inna osoba z wymaganymi kwalifikacjami. W myśl tego przepisu to organ prowadzący szkołę (tu: samorząd miasta Radlina) ustala im tygodniowe pensum. Należy przy tym oddzielić ich uprawnienia nauczycielskie wynikające z długiego stażu pracy, dzięki któremu nabywają prawo do kolejnych stopni awansu zawodowego (i wyższego wynagrodzenia), od posady, jaką zajmują w szkole.

Specjalista inaczej traktowany

Sędziowie we wczorajszym wyroku uwzględnili skargę kasacyjną szkoły i odesłali sprawę do ponownego rozpatrzenia. Stwierdzili przy tym, że sądy obu instancji niesłusznie uznały, że to Karta nauczyciela wyznacza pensum takich specjalistów na poziomie 18 godzin tygodniowo.

– W zależności od rodzaju szkoły i tego, czy nauczyciel pracuje przy tablicy, jest wychowawcą lub bibliotekarzem, ustawa określa różny wymiar obowiązkowych godzin pracy – tłumaczyła Małgorzata Wrębiakowska-Marzec, sędzia Sądu Najwyższego. – Inaczej są też traktowane osoby, które tak jak pedagodzy, logopedzi i inni specjaliści nie są zatrudnione bezpośrednio przy kształceniu. Wówczas wymiar ich czasu pracy jest wyznaczany przez organ prowadzący szkołę na podstawie art. 42 ust. 7 Karty nauczyciela – uzasadniała rozstrzygnięcie sędzia.

Sędziowie powołali się także na rozporządzenie ministra edukacji narodowej i sportu z 7 stycznia 2003 r. w sprawie zasad udzielania i organizacji pomocy psychologiczno-pedagogicznej w publicznych przedszkolach, szkołach i placówkach (DzU nr 11, poz. 114).

– To rozporządzenie określa szczegółowo formy pomocy psychologiczno-pedagogicznej i logopedycznej dla uczniów – zauważyła sędzia Wrębiakowska-Marzec. – Określa również zakres czynności wykonywanych przez nauczycieli wykonujących funkcję logopedy czy psychologa.

Opinia

Piotr Mróz, przewodniczący komisji oświatowej Związku Miast Polskich

To bardzo dobrze, że Sąd Najwyższy potwierdził naszą interpretację przepisów. Inne rozstrzygnięcie oznaczałoby poważne kłopoty dla tysięcy szkół w całej Polsce. Karta nauczyciela wyraźnie mówi, że zatrudnienie nauczyciela na stanowisku pedagogicznym niezwiązanym z prowadzeniem zajęć daje organowi prowadzącemu szkołę, czyli najczęściej gminie, powiatowi czy miastu, prawo do ustalenia wymiaru jego czasu pracy. Moim zdaniem skoro Karta nie zawiera w tym zakresie żadnych ograniczeń, pensum takiego nauczyciela może zostać ustalone na maksymalnym poziomie 40 godzin tygodniowo.

Mateusz Rzemek

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Po powrocie do firmy emeryt dostanie niższą pensję

30 gru 2010

Przywrócenie zakazu łączenia pracy z emeryturą to szkodliwy pomysł. Nie przyniesie też oczekiwanych przez rząd oszczędności. Należy jak najszybciej zmienić przepisy, także na przyszłość.

Inicjatywa prezydenta, by 60 tys. osób, które w ciągu ostatnich dwóch lat przeszło na emeryturę bez rezygnowania z pracy, zachowało swoje świadczenia, zasługuje na najwyższe poparcie.

Dziwi, że dopiero głowa państwa ujęła się za Bogu ducha winnymi pracownikami, którzy skorzystali tylko ze swoich uprawnień. Zaoszczędzi im to nerwów związanych z obroną praw nabytych przed sądami czy Trybunałem Konstytucyjnym.

Prezydent powołuje się na konstytucyjną zasadę zaufania obywateli do państwa. Powinien także pamiętać, że od 8 stycznia 2009 r. urodzeni po 1948 r. zostali objęci nowym systemem emerytur kapitałowych, w którym to już nie państwo, ale sami zainteresowani finansują swoje emerytury. Od tego dnia władza dała pracownikom po osiągnięciu wieku emerytalnego swobodę w wyborze momentu, w którym zaczną korzystać z pieniędzy zgromadzonych na kontach w ZUS i OFE. Podpowiadając, że im później to nastąpi, tym emerytura będzie wyższa.

Przywrócenie od 1 stycznia 2011 r. obowiązku rezygnacji z pracy w imię hasła, by starsi robili miejsce młodszym, to bardzo cyniczny argument ministra finansów. Wymusza w ten sposób na pracownikach rezygnację z zatrudnienia i klepanie biedy na świadczeniu z ZUS. Przeczy też niedawnej kampanii rządu dotyczącej aktywizacji pracowników w wieku 50+. W tej grupie zatrudnienie ma co trzecia osoba. Dziwi więc postawa minister pracy, która mówi, że nikt nie zakazuje emerytom dalszego zatrudnienia. To prawda. Ale prawdą jest i to, że niewielu pracodawców zaproponuje dalszą współpracę osobie, która musiała rozwiązać stosunek pracy, aby zyskać prawo do świadczenia z ZUS. Nawet jeśli spółka, urząd czy szkoła zdecyduje się na dalsze zatrudnienie emeryta, na pewno nie zaproponuje mu po powrocie dotychczasowego wynagrodzenia – bo przecież ma już świadczenie. Nowy system emerytalny, zamiast zapewnić odpoczynek na tropikalnych wyspach, serwuje im kolejne upokorzenia.

Zmiana spowoduje także zmniejszenie wpływów do budżetu, gdyż pracownicy, którzy zastąpią emerytów, dostaną niższe wynagrodzenia, od których zapłacą niższe podatki.

Mateusz Rzemek

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Minister pozna dane

23 lis 2010

Przetwarzanie danych podatników trafiło do centrali, co oznacza ryzykowny krok w kierunku świata orwellowskiego

Od 9 listopada 2010 r. weszła w życie zmiana art. 14 ordynacji podatkowej. W efekcie minister finansów zyskał kompetencję do przetwarzania danych z deklaracji składanych do naczelników urzędów skarbowych oraz do naczelników urzędów celnych. Jedyny warunek to respektowanie przepisów o ochronie danych osobowych oraz tajemnic ustawowo chronionych. Ustawodawca – jak twierdzi – chce tym sposobem zwiększyć funkcjonalność systemów informatycznych oraz podnieść efektywność zadań analityczno-sprawozdawczych.

Już na etapie projektu nowelizacja wzbudziła jednak wiele kontrowersji. Eksperci zwracali uwagę na potrzebę zabezpieczenia danych oraz zastanawiali się, czy konieczne jest wykorzystywanie wszystkich danych z deklaracji. Ustawa została uchwalona przy zaledwie jednym sprzeciwie, choć część posłów wstrzymała się od głosu. Senat nie zgłosił w tej materii żadnych poprawek, a prezydent nie znalazł podstaw, aby ustawę zawetować albo skierować do Trybunału Konstytucyjnego.

Taki przebieg procesu legislacyjnego wzbudza poważne zastrzeżenia i dowodzi jego oczywistej słabości. Powstaje pytanie, dlaczego aktu normatywnego, który daje organowi władzy publicznej kompetencję do centralnego przetwarzania danych osobowych tak dużej grupy obywateli, nie poddano szerokiej dyskusji. Nie przekonuje tu argumentacja przedstawiciela rządu, że jedynym celem nowelizacji są potrzeby sprawozdawczo-analityczne. Szczególnie w kontekście literalnego brzmienia przepisu, w którym zostały one wskazane jedynie jako przykład. Razi również brak należytego wyjaśnienia konsekwencji wprowadzanej zmiany, jak też przekonującej ekspertyzy w zakresie prawa konstytucyjnego.

Ktoś powie, że takie zaniechania są czymś zwyczajnym przy tworzeniu regulacji podatkowych. Nawet jeśli, to nie powinny być lekceważone, gdy wprowadzane są pomysły kojarzące się z orwellowską wizją rzeczywistości.

Tomasz Burczyński


***

Redakcja dziennika „Rzeczpospolita” zaprasza wszystkich czytelników do wzięcia udziału w konkursie Rafała Ziemkiewicza „GIERKIZMY„. Najlepsze opisy, skąpane w oparach absurdu III RP, zostaną wyróżnione
intrygującymi nagrodami.


Idea konkursu: absurdalnie prosta! ZAPRASZAMY!

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop