Co deregulować, a czego nie

Czytelnicy RP uważają że przewodnikiem wycieczek może być każdego człowieka z pasją a nie z papierkiem.

Koniec korporacji przewodników

Organizacja turystyki to świetne zajęcie dla ludzi w wieku średnim. Pasjonaci o znacznej wiedzy nie mogą jednak oprowadzać wycieczek bez uprzedniego opłacenia wielomiesięcznych kursów. Trzeba z tym skończyć! Pilot czy przewodnik to zawody wykonywane na zlecenie i zasady ich uprawiania powinny być takie jak dla aktora czy dziennikarza – decydują talent i umiejętności.

—wolneprzewodnictwo.blog.pl

Przewodnicy z uprawnieniami w moim mieście często nie znają języków obcych i nudzą. Są to w większości zasiedziałe w lokalnej organizacji turystycznej osoby w starszym wieku. Jestem młodym pasjonatem mojego miasta. Mówię płynnie po niemiecku i angielsku. Wycieczki oprowadzam pokątnie. Nie zamierzam płacić za kurs i słuchać nudnych wykładów, jeśli mogę w tym czasie oprowadzać wycieczki. Nie chcę zdawać egzaminu przed przewodnikami. Czekam na normalność.

—przewodnik

Weterynarz zniewolony

Sześcioletnie studia i uzyskany dyplom nie dają prawa do leczenia zwierząt. Absolwent weterynarii musi należeć do samorządu, czyli Krajowej Izby Lekarsko-Weterynaryjnej. Prawo wykonywania zawodu otrzymuje po wpłacie wpisowego. Taka regulacja z pewnością utrudnia dostęp do zawodu i tłumi konkurencję.

—weterynarz z Dolnego Śląska

Architekt to nie jest zawód zamknięty

Choć architekt musi odbyć praktykę i zdać egzamin, nie jest to zawód reglamentowany. Nie ma limitów przyjęć na praktykę, a egzamin zdaje większość przystępujących. Warto młodym architektom umożliwić przygotowywanie projektów bezpośrednio po studiach w formie ograniczonych uprawnień, np. dla budynków do 150 mkw. Egzamin dawałby uprawnienia do przygotowywania większych inwestycji. Pamiętajmy też, że w Irlandii czy Wielkiej Brytanii jest trudniejszy niż w Polsce.

—Maciej Tyczyński, www.ktpa.pl —oprac. jol

Czekamy na wasze opinie na www.rp.pl/deregulacja oraz j.ojczyk@rp.pl

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

(37) Komentarzy do “Co deregulować, a czego nie”

    -
  1. Kancelaria Legal Omega pisze:

    Deregulować wolny zawód prawniczy i to wszystko w tym temacie.

    Dobre 0

  2. Lech Rugała pisze:

    Zniesienie kuriozalnego obowiązku uzyskiwania licencji do prowadzenia wycieczek na większości obszarów kraju odblokuje hamulec dla młodzieżowej turystyki wędrownej. Będzie to szansa na powolne odrodzenie się zniszczonych w majestacie prawa szkolnych kół turystyczno-krajoznawczych, klubów turystyki młodzieżowej, turystyka wędrowna odżyje, a może doczekamy się reaktywowania choć części zlikwidowanych z powodu braku frekwencji schronisk młodzieżowych i obiektów dla turystyki kwalifikowanej. To kolejna korzyść, jaką może przynieść deregulacja zawodu przewodnika.

    Dobre 1

    • krzysztof pisze:

      młodzież z pewnością porzuci komputery i tłumnie wylegnie z dyskotek i pabów na szlaki gdy tylko nie będzie przewodników, którzy od dawna stoją na skraju każdej leśnej dróżki i żądają od biednej młodzieży strasznych opłat za wejście do lasu i w dodatku zmuszają ich do słuchania o historii i geografii; a ile osób mogłoby cieszyć się lataniem gdyby nie było regulowanego zawodu pilota! po co płacić za drogie kursy, przecież to nic trudnego prowadzić samolot, samochód czy parowóz – wystarczy przeczytać instrukcję, nie wiem tylko czy trzeba kończyć kursy by wiedzieć co to sarkazm…

      Dobre 2

      • Lech Rugała pisze:

        Z pewnością nie wszystka młodzież porzuci komputery, ale zyska alternatywę – wyjechać ze swoim wychowawcą w czasie wakacji na obóz wędrowny albo na wycieczkę krajoznawczą. Bo obecnie środowiska przewodnickie robią wszystko, aby taką działalność zadusić w zarodku. Oto przykład. Otóż pewna nauczycielka (historię znam z pierwszej ręki) zorganizowała kiedyś wycieczkę z uczniami do Wrocławia aby pokazać im swoje rodzinne miasto. Tam została zatrzymana przez strażników miejskich w towarzystwie cywila (był to miejscowy przewodnik), który zażądał od niej uprawnień przewodnika miejskiego na Wrocław. Zwiedzanie zakończyło się przerwaniem wycieczki i wręczeniem jej mandatu. W ten sposób władza „podziękowała” jej za społeczne zaangażowanie i działalność krajoznawczą z młodzieżą. Najwyższy czas skończyć z takimi absurdami.

        Dobre 2

  3. przewodnik pisze:

    Wymagane uprawnienia nie bklokują dostepu do zawodu ,egzamin przed komisją jest jedynym mozliwym sposobem by sprawdzic wiedzę o regionie lub mieście( historii, geografi, etnografii , kulturze itp.) wykonywanie zawodu nie jest związane z przynależnośćią do jakiejs korporacji jak nap. izby lekarskie izby adwokackie . O wyborze przewodnika decyduje biuro lub turysta . Zawód ten wykonuję od prawie 10 lat jako główna działalnośc gospodarczą, poddaje sie co roku osądowi rynku i jakoś nie nażekam na brak pracy, natomiast niejednokrotnie słuchałem tzw.”wolnego przewodnictwa” i opowieści nie majacych nic wspólnego rzetelną z wiedzą o regionie po którym oprowadzam.Wiekszośc przewodników to pasjonaci swojej małej ojczyzny , przygotowanie do egzaminu to pogłębienie wiedzy wśród ludzi o podobnych zainteresowaniach, wtedy egzamin nie sprawia problemu . Takie kraje jak Austria , Włochy , Hiszpania , Czechy , Słowacja Litwa itd. posiadaja licencje przewodnickie , co tak jak w Polsce daje pewna gwarancję posiadanej wiedzy o mieście lub regionie. W każdym zawodzie są lepsi i gorsi. Wśród innych zawodów licencjonowanych np.broker ubezpieczeniowy, doradca podatkowy , itd. tez istnieja licencje i egzaminy , w tych zawodach tez zdażaja sie wybitni i bardzo słabi . natomiast nikt nie mówi o potrzebie zniesienia uprawnien do wykonywania zawodu.

    Dobre 1

    • M. Z. pisze:

      Drogi przewodniku, zważ jednakże, że – po pierwsze uzyskanie „rzetelnej wiedzy” wcale nie musi być celem wycieczki, goście chcą się np. rozerwać, napić piwka, i o wiele lepiej jako przewodnik sprawdzi się jakiś animator, klient powinien mieć możliwość wyboru i nie wolno ludziom którzy mają z natury talent do takiego zabawiania innych odmawiać prawa pracy jako przewodnik.

      Po drugie, nikt nie zabrania organizowania kursów i uzyskiwania licencji, certyfikatów itp. ale jedynie jako dokumenty fakultatywne a nie obowiązkowe do uprawiania zawodu. Tak jest w wymienionych przez ciebie Czechach, gdzie nie ma regulacji na poziomie państwowym.

      Po trzecie – no właśnie, Rząd nie chce aby Polska była nie była pod względem gospodarczym „drugimi Włochami” tylko drugimi Niemcami – które mają największy rynek turystyczny na świecie i żadnych państwowych „przewodnickich” regulacji.

      Dobre 2

      • krzysztof pisze:

        nauczycielem właściwie też każdy może być, po co zmuszać ludzi do kończenia szkół i robienia licencjatów na drogich studiach – i być może właśnie dlatego we wspomnianych liberalnych Niemczech wciąż uczy się o „polskich obozach zagłady”… jeśli nie chcemy by animatorzy bez przygotowania opowiadali, że „Oświęcim był polskim obozem zagłady”, albo że „w Olsztynie jest zamek krzyżacki” a „Ignacy Krasicki, Michał Kajka i Faliks Nowowiejski to niemieccy filozofowie” (przykłady z życia wzięte), to może pozwólmy by turystom którzy pytają o historię, o geografię, demografię czy atrakcje turystyczne okolicy, mógł o tym opowiadać ktoś, kto ma do tego przygotowanie i wie co mówi – przewodnik to również nauczyciel, niejednokrotnie chętniej słuchany – bo bez przymusu; czy rzeczywiście chcemy by animatorzy, opiekunowie i pseudoprzewodnicy opowiadali głupoty, albo krytykowali przewodników propagując tzw. wolne przewodnictwo chcąc zamaskować swoje kompleksy i brak wiedzy?

        Dobre 0

        • M. Z. pisze:

          Drogi Krzysztofie, a po co sięgać tak daleko – aż do Niemiec? U nas w Polsce np. codziennie wychodzi taki tabloid, gdzie można przeczytać o tym że Katastrofa Smoleńska to efekt spisku Tuska z Putinem, zwyczajny przejazd pociągu Moskwa-Paryż nazywa udostępnieniem Rosjanom „korytarza eksterytorialnego” i setki innych piramidalnych bzdur. I to wszystko legalnie jest sprzedawane w kioskach a redaktorzy biorą za pisanie tych bzdur kasę. Niestety w 1989r. zagłosowaliśmy za takim a nie innym ustrojem i wolnością słowa. Skoro cenzurze nie są podane wielkie media, to tym bardziej nie może być temu poddany akt ustnego przekazywania wiedzy turystom.

          Biura podróży to nie są państwowe agencje krzewienia wiedzy historycznej tylko prywatne podmioty działające na konkurencyjnym rynku. I wygrywa ten kto najlepiej zaspokoi jego oczekiwania. Skoro nie ma zapotrzebowania na przewodników ze specjalistyczną wiedzą na każdym typie imprezy, to nie wolno do tego klientów zmuszać. Tak jak nie wolno nikogo zmuszać do czytania ambitnej literatury.

          Dobre 2

          • Kry pisze:

            Są grupy które przyjeżdżają do Krakowa ,żeby pobiegać po sklepach ,są i takie które zalegną w barze nad kufelkiem.Im przewodnik jest zbyteczny i
            nie mają obowiązku go zatrudniać.
            Ale jeżeli biuro namówiło wycieczkę na
            ZWIEDZANIE miasta ,to ma obowiązek zatrudnić przewodnika.
            Klienci biur podróży to ludzie często wykształceni , pasjonaci historii
            i przez szacunek dla nich człowiek który ma wycieczkę wypełnić treścią ,niech to zrobi profesjonalnie.Polska grupa za 4 godz zwiedzania Krakowa płaci 200-250 zł.To jest cena z VAT-em.Policzcie ile to wychodzi na uczestnika 45 osobowej grupy !!!

            Dobre 2

          • Zofia pisze:

            @Kry, jacy profesjonaliści? Przewodnik to zajęcie wybitnie dorywcze i sezonowe. Większość tych „profesjonalistów” jest de facto tylko hobbystami. Nonsens, żeby hobbysta musiał robić kilkumiesięczne czy kilkuletnie kursy i zdawać jakieś skomplikowane egzaminy.

            Dobre 0

          • Anka R. pisze:

            Do Kry:
            To właśnie przez ten zablokowany dostęp do zawodu przewodnika wycieczka musi płacić 250 zł (lub więcej) za 4 godzinne zwiedzanie Krakowa. Działa tu prawo podaży i popytu.Im dłuższe, rzadziej organizowane i droższe kursy tym mniej przewodników – a wiadomo że gdy jest niewielka konkurencja to ceny drastycznie rosną.

            Dlatego w interesie każdego turysty który chciałby dowiedzieć się czegoś ciekawego o zabytkach i jednocześnie nie zbankrutować jest uwolnienie tego zawodu!

            Dobre 0

      • MEG pisze:

        Panie M.Z. Jako właściciel jakiegoś tam biura, może Pan nawet wynająć babcię klozetową z szaletu na plantach, zeby Panu wycieczki oprowadzała, ale gwarantuję, że szanujące się BP głownie te, które zajmują się turystyką przyjazdową pozostaną przy współpracy z licencjonowanymi = profesjonalistami. I może Pan wykrzykiwać na swoim blogu, szkalować przewodników (aż dziw, że jeszcze nikt Panu sprawy w sądzie nie założył), wypisywać jakieś bzdury nie mające pokrycia w rzeczywistości. Jedno jest pewne, jakość zawsze wygra z bylejakością.

        Dobre 1

    • I co pisze:

      Moi drodzy, pilot czy przewodnik jest potrzebny. Są to dwie różne funkcje. Krótko: przewodnik opowiada o obiektach, a pilot wycieczek turystycznych towarzyszy grupie od moment spotkania od powrotu czyli momentu rozstania. Jeśli ktoś myli te dwie funkcje to nie miał do czynienia z grupą turystyczną, tylko z grupą znajomych.
      Pilot ma swoje obowiązki i czasem grupa nie wie, że coś lub ktoś nawalił. Złośliwość rzeczy martwych. Awaria autokaru, brak światła w obiekcie (muzeum, kościół, galeria)który ma grupa właśnie zwiedzać. Bzdurne pretensje turystów np. z życia:
      - 9 miesięcy upłynęło od wycieczki a mama uczestniczki zaskarża basen, że córka zaszła w ciążę bo w basenie było dużo plemników.
      - na pogodę bo padało, było za gorąco albo w jaskini było ślisko i ciemno i jeszcze latały nietoperze różne cudawianki. Dochodzi zachowanie grupy. Samo przejście na pasach jezdni. Stań przy przejściu dla pieszych, tam gdzie często przechodzą grupy. Mogę się założyć, że dwóch policjantów miałoby co robić. Pilot koordynuje -
      REALIZACJĘ PROGRAMU GRUPY, CZAS PRACY KIEROWCY, BEZPIECZEŃSTWO. Nauczyciele, którzy ci – co pobłażają wszystkie wybryki, swoim wychowankom, bo boją się dzieci , rodziców na stanowiskach i jeszcze inne okoliczności. Rodzice płacą kupę kasy za wyjazd a młodzież ma jeden obiekt do zwiedzania a reszta to czas wolny (którego nie wolno dać dzieciom) np; w Galerii Handlowej. Albo czas wolny w galerii i pani dyrektor spóźnia się na zbiórkę, a następny punkt programu TEATR, a tam spóźnić się nie wolno. Podczas spektaklu nie wpuszczą cię na widownię i co wtedy zrobisz. TURYSTA JEST NIEOBLICZALNY I ŻADEN PISARZ NIE WYMYŚLI TEGO CO TURYSTA.
      Krótko: sandały do lasu, w góry.
      rak odpowiedniej odzież (modna tak ale nie odpowiednia do pogody).
      Wstawanie w autokarze podczas jazdy,
      Opieka siada tuż za kierowcą (a powinna być rozsadzona w autokarze) a grupa robi co chce.
      A paluszki pokazywane. a picie na tylnym siedzeniu – poezja
      Przewoźnik podstawia czyściutki autokar, a turyści oddają pożal się Boże obojętnie z którego kościoła. Proponuję kiedyś zajrzeć do środka , czasem grupa twierdzi że za sprzątanie to już kierowca ma zapłacone. Jadą w takim brudzi bo kierowca ma prowadzić samochód.
      Grupa z pilotem nie zatrzyma się przy lesie czy na jakimś dzikim parkingu i sikanie do lasu. Dba o bezpieczeństwo grupy, bo jeżeli coś się stanie to jest świadomy co mu grozi.
      Zmuszanie kierowców o przekroczenie limitów jazdy przez kierowników grupy jest nagminne A już jak organizuje pseudopilot to koszmar:” mówią ja płace ja wymagam”. I nerwówka. ZDROWEGO ROZSĄDKU,żeby później nie płakać. Pozdrawiam I co.

      Dobre 2

      • Anka R. pisze:

        Twój wywód ma niewiele wspólnego z tematem. Poza tym nie masz racji. przyjrzyj się zawartemu w rozporządzeniu zakresowi wiedzy która powinna być przekazywana na kursie dla pilotów i dla pzrewodników. Są niemal identyczne !!!. Zarówno na kursie dla przewodnika jak i na kursie dla pilota muszą być: historia polski, wiedza o architekturze i zabytkach, wiedza o formach ochrony przyrody, zasady pierwszej pomocy, zasady bhp i inne. Więc nie wmawiaj ludziom że wiedza i obowiązki pilota i przewodnika są tak bardzo różne bo zwyczajnie mijasz się z prawdą

        Dobre 4

      • I tak pisze:

        Zgadzam się i pozdrawiam tych mądrych i mądrzejszych a jeszcze niech grupa zażyczy sobie, że idąc na BARANIĄ GÓRĘ żeby był tam Mc Donalds. Spełnienia obowiązków.

        Dobre 0

    • zwolenniczka wolnego przewodnictwa pisze:

      Otóż drogi przewodniku – nieprawdą jest że wymagane uprawnienia nie blokują dostępu do zawodu przewodnika gdyż kursy są organizowane rzadko i są bardzo drogie. Zgadzam się z panem że egzamin jest potrzebny tylko ze niestety nie każdy może do niego przystąpić. Nawet jak ktoś ma ogromną wiedzę o historii, zabytkach i przyrodzie regionu i pierwszej pomocy – nie może przystąpić do egzaminu bez ukończenia tych szkoleń.

      Dobre 2

      • MEG pisze:

        Nie ma tak, żeby wszystko było za darmo. Gratis można tylko po gębie dostać, a za kursy trzeba płacić i już, czy to się komuś podoba czy nie.

        Dobre 1

        • zwolenniczka wolnego przewodnictwa pisze:

          Do Meg. Widać nie rozumiesz tekstu który czytasz. Nie chodzi mi o to żeby kursy były za darmo tylko żeby móc przystąpić do egzaminu państwowego bez konieczności ukończenia kursów, bo niektórzy mają dużą wiedzę o regionie lub mieście i bez kursów. Kursy owszem niech sobie będą nawet i płatne ale NIECH NIE BĘDĄ OBOWIĄZKOWE TYLKO DOBROWOLNE. Egzamin jest tak trudny że i tak ci którzy nie mają wiedzy – nie zdobędą uprawnień. Więc wystarczy sam egzamin jako weryfikacja umiejętności

          Dobre 0

          • krzysztof pisze:

            wiedza o regionie lub mieście jest tylko częścią wiedzy którą musi posiadać przewodnik, ponadto musi jeszcze mieć umiejętności między innymi:pracy z grupą, rozwiązywania konfliktów, emisji głosu, orientacji w terenie, zachowania w trudnych sytuacjach i inne; dlatego właśnie potrzebny jest kurs i egzamin; jeśli komuś wydaje się, że może być przewodnikiem bo zna historię miasta albo, tak jak pan Zimowski twierdzi, wystarczy że umie opowiadać dowcipy w autokarze – to jest w błędzie i nie moa pojęcia o pracy przewodnika.

            Dobre 1

  4. maga pisze:

    To nie do końca takie proste, to otwarcie zawodu przewodnika dla wszystkich chcących. Wśród przewodników z licencją są również i tacy, których ja bym nie chciała wynająć nawet za darmo! A co dopiero wynajęcie kogoś o kim nic nie wiemy, kto nie ma nawet uprawnień, czyli tej wiedzy minimum, usankcjonowanej egzaminem państwowym! To nie jest tak, że turyści nie chcą nic wiedziec o miejscu, w którym się znajdują, a mają tylko ochotę na piwo! Wówczas bowiem nie wynajmują przewodnika! Dobrze napisał mój przedmówca, że jeśli idziemy tym tropem to jest wiele zawodów, którym można zlikwidować uprawnienia. Tylko co z tego wyniknie? Bylejakość, bylejakość i niewiele więcej.

    Dobre 1

    • M. Z. pisze:

      Proszę się nie martwić, istnieją setki zawodów, nie uwłaczając – znacznie poważniejszych od przewodnika, które nie są regulowane, a rynek doskonale radzi sobie z weryfikacją. „Państwowych egzaminów” na przewodnika nie ma też w krajach zachodnich, o nieporównanie większych i bardziej profesjonalnych rynkach turystycznych, z Niemcami na czele.

      Dobre 1

      • MEG pisze:

        I tutaj jak zwykle wypisuje Pan głupoty, otóż proszę przyjąć do wiadomości, że w większości krajów zachodnich (oprócz Niemiec) czyli takich jak Francja, Włochy, Hiszpania, Portugalia, Chorwacja, Serbia, Macedonia, Austria itd. Proszę o nie manipulowanie tylko rzetelną informację!

        Dobre 1

        • krzysztof pisze:

          pan M.Z. bardzo chciałby być przewodnikiem a raczej po prostu nie potrafiłby zdać egzaminu przewodnickiego i dlatego tak krzyczy; w niemczech właśnie wprowadzana jest dyrektywa unijna, którą Polska również podpisała (tak jak wszystkie kraje europejskie) o unifikacji poziomu wiedzy i umiejętności przewodników turystycznych. szkolenie na przewodnika wg dyrektywy EN 15565 ma trwać 600 godzin, prawo unijne umocni jeszcze zawód przewodnika, a że ktoś tam sobie krzyczy, że chciałby inaczej…

          Dobre 1

          • zwolenniczka wolnego przewodnictwa pisze:

            Co byście nie krzyczeli o bylejakości to i tak każdy rozsądny człowiek wie, że te obostrzenia i brak możliwości przystąpienia do egzaminów bez ukończenia kursów to tylko korporacyjna obrona przed konkurencją. Nie tylko w Polsce ale i w całej Unii.
            Tak się składa że wiem, że nie wystarczy sama wiedza o mieście aby być dobrym przewodnikiem – bo przeszłam kurs przygotowawczy. Ale co z tego!! Mimo że o historii przyrodzie regionu wiem więcej niż ci idioci którzy mnie uczyli na kursie to i tak nie moge przystąpić do egzaminu!!!
            POZWÓLCIE LUDZIOM BEZ PRZESZKÓD PRZYSTĄPIĆ DO EGZAMINU. Kto nie ma tej całej potrzebnej wiedzy ten nie zda – proste i logiczne jak budowa cepa. Po co te obowiązkowe kursy? Niech będą dobrowolne a kto będzie czuł że brak mu wiedzy i tak z nich skorzysta

            Dobre 2

  5. Stanisław Liszka pisze:

    Pomysł aby każdy mógł wykonywać zawód przewodnika tatrzańskiego jest zabójczy, pomnoży ilość wypadków w sposób katastrofalny, czy Pan z „wolnego przewodnictwa” chce wziąć to na swoje sumienmie, czy też ważne są oszczędności biur podróży, które będą mogły wysłać w góry nauczycieli, pilotów albo ludzi przypadkowych. Ptracujemy dla biur podróży i wiemy jak to działa.

    Dobre 0

    • M. Z. pisze:

      Tatry odwiedza rocznie dwa miliony turystów. Znakomita większość z nich nie korzysta z usług przewodników – czy to „wolnych” czy licencjonowanych tylko „prowadzi się sama” po ogólnodostępnych publicznych szlakach turystycznych. I statystycznie tacy najczęściej ulegają wypadkom. Twierdzenie że zmiana ustawy coś w tym obrazie zmieni jest bez sensu. Może być nawet dokładnie odwrotnie – uwolnienie zawodu spowoduje większą podaż usług przewodnickich, niższe ceny a zatem więcej turystów może z nich skorzystać i generalnie poziom bezpieczeństwa się zwiększy.

      Dobre 4

  6. Anka R. pisze:

    Ten poziom utrudnień w zdobyciu uprawnień przewodnika w Polsce jaki mamy teraz przekracza wszelkie granice!! Po pierwsze chore jest to że nawet osoby mające ogromną wiedzę z dizedziny historii czy zabytków regionu (takie jak nauczyciele akademiccy) nie mogą płatnie oprowadzać turystów. Pozatym niech mi nikt nie mówi że jeśli ktoś chce to może ukończyć szkolenie i zdać egzamin na przewodnika. Jest to czysta teoria która nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Po pierwsze kursy takie jak kurs na przewodnika terenowego po woj. Lubuskim czy Zachodniopomorskim są organizowane bardzo rzadko (raz na kilka lat), trudno się o nich dowiedzieć (a co dopiero dostać – bo tylu jest chętnych) i przede wszystkim kosztują kilka tysięcy – więc nie każdego stać. Są to warunki z góry dyskryminujące dla wielu osób a więc niezgodne z konstytucją. Ja czekam już 2 lata na to aż EFS łaskawie rozpatrzy wniosek o dofinansowanie szkolenia na przewodnika terenowego po lubuskim.
    Totalnie chore jest też to, że mimo że mam ukończony kurs przygotowawczy dla kandydatów na przewodników to nie mogę przystąpić do egzaminu mimo że mam wiedze o kulturze zabytkach i historii województwa.
    „Ludzie” z ministerstwa – apeluję do was – niech egzamin na przewodnika i pilota będzie dalej obowiązkowy lecz pozwólcie do niego przystąpić każdemu – nawet osobom bez szkolenia. Egzamin sam zweryfikuje czy ktoś ma wiedzę i umiejętności niezbędne do wykonywania zawodu przewodnika, a obowiązek odbycia szkoleń jest konieczny tylko po to aby firmy szkolące mogły zarobić.

    Dobre 4

  7. Anka R. pisze:

    Jeszcze parę kwestii.
    1. Absolwenci turystyki powinni automatycznie wraz z ukończeniem studiów zdobywać uprawnienia przewodników lub pilotów lub chociaż mieć możliwość przystąpienia do egzaminów bez konieczności odbywania szkoleń

    2. Koniecznie trzeba znieść obowiązek poddawania się przez przewodników co 5 lat badaniom lekarskim pod rygorem utraty uprawnień!!! Jeśli przewodnik spóźni się z wykonaniem badania lekarskiego choćby jeden dzień – traci uprawnienia!! To jest rozwiązanie rodem z systemu totalitarnego

    3. Przewodnik (z uwagi na podobny do pilota zakres wiedzy zdobywanej na kursie) powinien mieć także uprawnienia pilota

    Dobre 1

    • Rafał pisze:

      Cała ekipa przewodników uważa, że ich kursy i ich egzamin jest najlepszą weryfikacją wiedzy w odróżnieniu do absolwentów turystyki ^^

      Dobre 0

  8. Kudłaty pisze:

    Pan M.Z. pisze, że „Znakomita większość z nich nie korzysta z usług przewodników – czy to „wolnych” czy licencjonowanych tylko „prowadzi się sama” po ogólnodostępnych publicznych szlakach turystycznych. I statystycznie tacy najczęściej ulegają wypadkom. ”. Wynika z tego logiczny wniosek, że dzięki obecności przewodnika liczba wypadków w Tatrach jest mniejsza. W związku z tym, jeżeli zmniejszy się udział osób prowadzonych w Tatrach przez przewodnika na skutek zniesienia obowiązku wynajęcia przewodnika przez grupy w Tatrach lub przez zastąpienie przewodników przez osoby uważające się za przewodników a nie posiadające odpowiedniej wiedzy, to ilość wypadków w górach wzrośnie. Natomiast wniosek wyciągnięty przez Pana M. Z. jest całkowicie odwrotny. Coś tu nie gra z logiką!
    O co tu chodzi?

    Dobre 1

  9. Lech Rugała pisze:

    Bardzo dobrze, że rząd planuje uwolnienie nas od tego absurdu. Oby jak najprędzej. Zawód przewodnika jest przeregulowany, gdyż państwo zmusza obywateli do korzystania z usług tylko i wyłącznie certyfikowanych przez to państwo „zawodowców” i świadczenie tego typu usług w inny sposób jest wg niektórych niespójnych z sobą przepisów zakazane i karalne. Natomiast normalna regulacja zawodu polega na tym, że państwo ustala aby wykonywać jakiś zawód i tytułować się np. lekarzem trzeba przejść przez system weryfikacyjny ustalony przez to państwo (lub organizację przez państwo namaszczoną) – lecz (istotna uwaga) obywatel nie jest zmuszany do korzystania z takich usług – np. możemy się „leczyć” u jakiegoś domorosłego terapeuty jeżeli nie tytułuje się lekarzem medycyny.

    Sytuacja z licencjami przewodnickimi jest o tyle kuriozalna, że prowadzi do absurdów kwestionowania prawa osób innych profesji do zabierania publicznie głosu również na ulicy i w plenerze, i posądzania ich o bycie nielegalnymi przewodnikami. Skoro przewodnik może mówić na temat historii sztuki, to i historyk sztuki albo nauczyciel musi mieć prawo mówić na tematy „przewodnickie”. I słusznie, że zawód ten ujęty został na liście zawodów, które mają zostać uwolnione.

    Dobre 3

  10. Lech Rugała pisze:

    Walka o utrzymanie państwowych regulacji zawodu przewodnika przeniosła się już nie tylko do telewizji, ale toczy się także w gabinetach ministerialnych. Świadczy o tym kuriozalne stanowisko urzędników MSW i MSWiA, uznających Rozporządzenie RM z 1997 r. za obowiązujące.

    Otóż wg ustawy o bezpieczeństwie i ratownictwie w górach i na zorganizowanych terenach narciarskich kiedy jest mowa o górach – “rozumie się przez to obszar Beskidu Niskiego, Beskidu Wyspowego, Beskidu Średniego, Beskidu Sądeckiego, Beskidu Żywieckiego, Beskidu Małego, Beskidu Śląskiego, Bieszczadów, Gorców, Pienin, Sudetów Wschodnich, Sudetów Środkowych, Sudetów Zachodnich, Tatr, pasma Spisko-Gubałowskiego oraz Wyżyny Krakowsko-Wieluńskiej z wyłączeniem obszarów jednostek osadniczych i dróg publicznych” (art. 2. 1).

    Mamy tu wyraźną sprzeczność, bowiem Rozporządzenie RM z 1997 r. “dotyczy terenów położonych na wysokości powyżej 600 m nad poziomem morza (n.p.m.), których rzeźba terenu stwarza zagrożenie dla zdrowia i życia osób na nich przebywających lub których zagospodarowanie rekreacyjno – sportowe kwalifikuje do uprawiania turystyki, rekreacji ruchowej i sportu w górach”, jak również “terenów leżących poniżej 600 m n.p.m., których rzeźba stwarza zagrożenie dla zdrowia i życia osób na nich przebywających lub których zagospodarowanie rekreacyjno – sportowe kwalifikuje do uprawiania turystyki, rekreacji ruchowej i sportu w górach” (rozdz. 2 § 2. 1 i 2).
    I tu jest problem, bowiem wg Rozporządzenia RM z 1997 r. “wycieczki piesze lub narciarskie na terenach górskich, leżących na obszarach parków narodowych i rezerwatów przyrody oraz leżących powyżej 1000 m n.p.m., mogą prowadzić tylko górscy przewodnicy turystyczni”, a więc na podwrocławską Ślężę również (teren rezerwatu przyrody i nieco powyżej 600 m n.p.m.). Natomiast wg nowej ustawy Przedgórze Sudeckie, a więc i Ślęża, nie są rozumiane jako góry, zatem wycieczki nie muszą być tam prowadzone tylko przez górskich przewodników turystycznych, ale już w parkach narodowych i rezerwatach przyrody Wyżyny Krakowsko-Wieluńskiej ten zapis by miał obowiązywać? Który przepis jest wiążący? Podobnych przykładów sprzeczności obu aktów prawnych i zagmatwania w wyniku stanowiska MSW, że obowiązują oba jednocześnie, mógłbym tu przytoczyć wiele.

    Dlatego zasadnym jest postawienie tu pytania, czym kierowali się urzędnicy ministerialni MSW i MSiT, że uznali Rozporządzenie RM z 1997 r. za nadal obowiązujące pomimo wielu sprzeczności z aktem nadrzędnym, jakim jest ustawa o bezpieczeństwie i ratownictwie w górach i na zorganizowanych terenach narciarskich?

    Dobre 2

  11. Kry pisze:

    Nie wszystko można oceniać tylko w kategoriach biznesowych. Przewodnik to zawód związany z przekazywaniem wiedzy o historii i polskiej kulturze .
    Świetnie ,żeby zawód pozostał .

    Dobre 0

  12. MMS pisze:

    Uważam, że cytowany pan Zimowski nie jest żadnym autorytetem, żeby tak sie autorytarnie wypowiadać na temat deregulacji zawodu przewodnika.
    Nie chciałabym, żeby np. po Krakowie czy też innym wspaniałym polskim mieście oprowadzał mnie ktoś, kto nie jest profesjonalnym przewodnikiem. A licencja przewodnicka daje mi jakąś gwarancję, że ten człowiek czegoś sie nauczył na kursach, że zna prawdziwą historię tego miejsca a nie przekazaną przez często niezbyt wiarygodne informacje z Internetu a może jeszcze przez babcię, ciocię i sąsiadkę.

    Wiem, że deregulacja jest potrzebna i nie biję się o deregulacje zawodu pilota. Ale zawód przewodnika turystycznago to już zupełnie inna sprawa.

    Dobre 0

    • M. Z. pisze:

      do MMS: ja być może nie jestem autorytetem ale ty na pewno nie masz pojęcia czym jest deregulacja. Nikt nie zabroni świadczyć usługi profesjonalistom ani nadawać sobie licencji w choćby najsroższym systemie – jeśli takiego – jako przewodnika chcesz mieć – nie ma problemu. Deregulacja jest po to żeby nie zabronić pracy tym którzy mają inny pomysł na oprowadzanie, świadczenie usług itp. a wybór ma należeć do klienta a nie urzędnika.

      Dobre 0

  13. Zofia pisze:

    Czy zniesienie państwowych regulacji w przypadku przewodników może zmniejszyć bezrobocie? Oczywiście, że może. Wiecie ile jest w Polsce regionów, i to turystycznie atrakcyjnych, w których nie organizuje się kursów przewodnickich? Takim dużym regionem jest np. woj. lubuskie. Od lat nie organizowano tam kursu na przewodnika terenowego. Są i mniejsze rejony, gdzie kursów na przewodnika nie organizuje się wcale. Miejscowi regionaliści i znawcy okolic, którzy by mogli zaoferować usługi przewodnickie i zarabiać jako przewodnicy – nie mogą, bo nie mają formalnych uprawnień i nie mają możliwości ich uzyskania. Z kolei turyści szukają tam przewodnika i go nie znajdują. Resztę można sobie samemu dopowiedzieć…

    Dobre 0

  14. Ls pisze:

    Ustawodawca, który tyle się napracował nad ustawą o usługach turystycznych i pokrewnymi, teraz chce wylać dziecko z kąpielą poprzez ustawę deregulacyjną? Jesli ma być zwiększony dostęp do zawodu przewodnika, to należy wydać rozporządzenie na krótkie kursy przygotowawcze i uprościć procedury egzaminów, a nie całkowicie je znieść i liczyć na to, ze posłuży to tylko najszlachetniejszym osobom, pełnym wiedzy i pasji, ale nie mającym uprawnień. Raczej posłuży to bałaganowi i braku zdrowej kontroli na rynku turystycznym i pracy na czarno „przewodników”. Obecnie kurs na przewodnika terenowego trwa wg planu 9-10 miesięcy, obejmuje 320-350 godzin, bogaty lub nudny program zależy od organizatora i akceptacji U. Marszałkowskiego, potem miesiąc na zgłoszenie na egzamin i min. miesiąc na wydanie licencji. Czyli rok na przygotowanie – to zniechęca! koszt kursu rośnie z powodu wymaganego programu godzin wykładowych i ilości szkoleń w terenie.

    Warto mieć licencję przewodnicką, bo to gwarancja usług albo roszczeń do biura turystycznego. Przewodnik w Polsce NIE zarabia dużo. Grupa NIE płaci za niego ogromnych pieniędzy, zazwyczaj za dzień zwiedzania wypadnie 2-10zł/osoby. To jak za bilet wstępu go obiektu.
    Nauczycielka planując wycieczkę może się trochę wysilić i poszukać przewodnika, który ma dobre kwalifikacje. Dlaczego nauczycielka z Wrocławia nie wynajęła bardzo dobrego przewodnika, tylko sama oprowadzała pomimo świadomości, ze łamie prawo. Zrobiła to przed swoimi wychowankami, więc po co mamy sie oburzać, że przed nimi, wychowankami, została ukarana mandatem. To piękna akcja wychowawcza, choć tak bolesna dla tej Pani.

    Ludzie o dobrych kwalifikacjach powinni być cenieni a nie lekceważeni.
    Moim zdaniem wystarczyłaby zmiana w warunkach dostępności do zawodu: krótsze, świetnie zorganizowane kursy, prostsze procedury egzaminacyjne i wypuszczenie do pracy w sezonie wielu przewodników i pilotów. To jest bogaty rynek i pracy będzie dla każdego.

    Czy mam oskarżać nauczycieli ze organizują wycieczki, żeby na nich zarobić jak organizator turystyki, który kupuje bardzo drogie ubezpieczenie? Ze dzikie wycieczki nie chcą faktury za usługi przewodnickie
    Jestem bardzo przeciwna takiemu uwolnieniu do dostępu do zawodu, żeby jakość pracy przewodnickiej stanęła pod znakiem zapytania. Wiem, że za tym ruszy fala wycieczek oprowadzanych na czarno.
    Cóż, Polak woli zapłacić jak najmniej, zaoszczędzić na piwo a potem dziesięć razy ponarzekać na marne usługi „przewodnika”, niż zastanowić się i zdecydować co zwiedza, jak i za ile i z kim. Sami decydujemy o jakości naszego życia i naszych wyborów.

    Dobre 0

Dodaj komentarz

Dodanie komentarza oznacza akceptację REGULAMINU blog.rp.pl. Komentarze nie spełniające zasad zawartych w regulaminie - nie będą publikowane. Więcej informacji można znaleźć na modblogu modblogu.