Brak adresu pozwanego ogranicza prawo do sądu

Jeśli powód nie zna adresu swojego przeciwnika, nie złoży pozwu. Od lat nie ma pomysłu, jak naprawić tę wadę procedury sądowej

Zgodnie z art. 126 kodeksu postępowania cywilnego pierwsze pismo kierowane w sprawie sądowej (najczęściej jest to pozew) powinno wskazywać miejsce zamieszkania pozwanego. – Jeśli go nie ma, sąd wzywa do podania adresu. Gdy brak ten nie zostanie uzupełniony w ciągu siedmiu dni, sąd zwraca pozew – mówi sędzia Małgorzata Kuracka, przewodnicząca III Wydziału Cywilnego Sądu Okręgowego w Warszawie.

Niektórzy się odwołują od takiego zarządzenia. W sądzie apelacyjnym są jednak dwa stanowiska. Jedno, że powód musi wskazać adres. Drugie, że sąd powinien próbować innymi sposobami doręczyć pozew, np. do miejsca pracy.


Komornik widmo

Na ten klincz prawny, który uniemożliwia korzystanie z prawa do sądu, zwrócił niedawno uwagę poseł Tadeusz Arkit w interpelacji do ministra sprawiedliwości. Przywołał sprawę przedsiębiorcy, który prowadził płatny parking. Nie mógł on pozwać byłego komornika winnego mu kilka tysięcy złotych za parkowanie zajętych w egzekucji aut. Po tym, jak komornik stracił uprawnienia, wierzyciel nie zdołał nigdzie uzyskać jego adresu, m.in. w ewidencji w gminie (zasłaniano się tu ochroną danych osobowych). Sąd pozew zwrócił.

Generalny inspektor danych osobowych nie widzi problemu. – Ustawa o ochronie danych daje możliwość ich uzyskania, jeśli jest do tego podstawa prawna, a może ją stanowić m.in. dochodzenie roszczeń – odpowiada Małgorzata Kałużyńska-Jasak, dyrektor w biurze GIODO. Jej zdaniem organy meldunkowe bezzasadnie powoływały się na ochronę danych.

Potwierdza to np. wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Gdańsku (sygn. III SA/ Gd 10/09). Uznał on, że gdy sąd powszechny zobowiąże kogoś do przedstawienia danych adresowych innej osoby, urząd miejski ma obowiązek je wydać.

Problem jest jednak nierozwiązany od dawna. Przed czterema laty głośno było o apelu Leszka Millera, by ktoś dostarczył mu prywatny adres ministra Ziobry, aby mógł go pozwać.

Kilka lat temu adwokaci występowali o wyznaczenie kuratora, by zastępował „niezlokalizowanego” pozwanego. Teraz sądy się na to nie godzą.

Dlatego niektórzy sięgają po sztuczki. Wskazują np. stary adres albo brany z sufitu, licząc, że pozwany sam się do sądu zgłosi albo z czasem zdobędą adres.

Sztuczki nie wystarczą

– Wykazanie interesu prawnego powinno usuwać wszelkie przeszkody, ale nie tylko organy ewidencji ludności, lecz niemal wszyscy bez wyjątku traktują ochronę danych jak zaklęcie i wygodny pretekst do odmowy – wskazuje Andrzej Michałowski, p. o. prezesa Naczelnej Rady Adwokackiej. Podkreśla on, że nie chodzi o to, czy ostatecznie uzyska się dane, ale kiedy. Często jest bowiem groźba zwrotu pozwu lub wręcz przedawnienia roszczenia. Należałoby zatem rozważyć korektę przepisów, żeby np. przedstawienie dowodu zażądania danych (adresu) uruchamiało czynność procesową, w tym wypadku skuteczne złożenie pozwu.

Opinia:

Jerzy Naumann, adwokat

Ułomnie skonstruowane prawo ochrony danych osobowych coraz częściej chroni niesumiennych dłużników i zwykłych hochsztaplerów. Często też osoby naruszające prawa innych nie mogą być pozwane do sądu, ponieważ poszkodowany nie może uzyskać danych adresowych niezbędnych do wytoczenia procesu. Nierzadko dochodzi zatem do obrazy zasady ustrojowej przewidującej możność pójścia z każdą sprawą do sądu po ochronę własnych praw (konstytucyjne prawo obywatela do sądu). Powstaje zatem pytanie, czy przypadkiem system formalnie chroniący dane nie stał się faktycznie parasolem ochronnym dla wielu osób pozostających z prawem na bakier. Zmiany w tym systemie są niezbędne, bez nich państwo wystawia na szwank swoją wiarygodność.

Marek Domagalski


***

Redakcja dziennika ?Rzeczpospolita? zaprasza wszystkich czytelników do wzięcia udziału w konkursie Rafała Ziemkiewicza „GIERKIZMY„. Najlepsze opisy, skąpane w oparach absurdu III RP, zostaną wyróżnione intrygującymi nagrodami.


Idea konkursu: absurdalnie prosta! ZAPRASZAMY!

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

(19) Komentarzy do “Brak adresu pozwanego ogranicza prawo do sądu”

    -
  1. Judykator pisze:

    Nie ułomne prawo, tylko ułomne stosowanie.

    Dobre 0

  2. Montsegur pisze:

    Oczywiście panom adwokatom byłoby najwygodniej, gdyby to sąd im znalazł pozwanego. Tak samo jak jest im wygodniej, gdy ta sąd zwraca sie po potrzebne IM dokumenty, wszywa ICH świadków, i zatrudnia potrzebnych IM biegłych.

    Dobre 1

  3. to prawda! pisze:

    to jest niestety prawda. W przypadku dochodzenia roszczeń moim nawet nie sam pozew jest problemem, tylko bezskuteczność egzekucji.
    Bez adresu nie można ustalić właściwego urzędu skarbowego. Nie wspominam nawet o rachunkach bankowych, bo tego nawet z adresem nie da się ustalić.
    Także dłużnik zawsze i tak znajdzie sposób żeby się wykręcić.

    Ale również niewskazaniem adresów uczestników postępowania w nieprocesie tamuje postępowanie.

    Ewidencja PESEL to fikcja, adres meldunkowy nie jest równoznaczny z adresem zamieszkania.

    Dobre 0

  4. Pamparampam pisze:

    Wskazać jakikolwiek adres a po nieskutecznej próbie doręczenia – albo ustalić adres według PESEL i jeszcze raz próbować doręczać albo od razu wniosek o kuratora dla nieznanego z miejsca pobytu. I sprawa procesowo jest zazwyczaj załatwiona.

    Inna kwestia to możliwość egzekucji takiego orzeczenia, kiedy dłużnik się ukrywa lub nie ma majątku. Ale na to chyba nie ma rady i jest to margines spraw, w których sąd, mecenas czy komornik ma niewielkie pole do popisu.

    Brak aktualnego adresu dłużnika i trudności w doręczaniu/zawiadamianiu to żaden problem proceduralny – to problem braku umiejętności niektórych sędziów czy pełnomocników w stosowaniu procedury cywilnej.

    Dobre 1

  5. ndjamena pisze:

    cóż rzec-pamparampam ma rację (i bardzo długi nick)

    Dobre 0

  6. TW;-) pisze:

    Jako praktyk (już wieloletni) i jako komentarz do artykułu oraz wypowiedzi mecenasa Naumanna – według procedury miejsce zamieszkania ustala się wg przepisów kodeksu cywilnego, czyli jest nim miejscowość a nie konkretny adres. Natomiast adres jest wymagany, by wskazać gdzie sąd ma doręczyć korespondencję, y pozwany (dłużnik) miał prawo do obrony (co do rygorów zasad doręczania korespondencji wiele zależy od tzw. „punktu siedzenia”).
    Czyli można znając miejsce pracy przeciwnika, wskazać że mieszaka on w X a korespondencję należy mu dostarczać w Y, ul. z nr. tj. zakład pracy (z powołaniem się na odp. art. z k.p.c.)
    Problemem są osoby nie pracujące, podające wszędzie stary meldunek i zmieniające wynajmowane mieszkania – tu trzeba kombinować o wskazanie albo jakiegoś adresu jaki się zna i liczyć, że zwrotka z poczty przyjdzie z adnotacją „adresata nie zastano” a nie z „adresat nie mieszka” (lub podobną) – czyli jest to dla powoda lekki hazard.
    PS. Z własnej praktyki dwa przypadki – klientka dostała nakaz zapłaty wystawiony wydany w oparciu o weksel z przed ponad 10 lat (powodem jest firma windykacyjna) – gdyby nie obostrzenia dot. wskazania adresu byłaby w plecy około 3. tys. z. (i to raczej niesłusznie, na dzień dobry nastąpiło przedawnienie)
    drugi – powód/wierzyciel wskazał stary adres, nakaz się uprawomocnił i dopiero komornik znalazł dłużnika, dłużnik uzyskał wstrzymanie egzekucji i wygrał sprawę bo udowodnił że powód co najmniej się pomylił w swoich roszczeniach.
    Moim zdaniem nie jest tak źle, w 90 kilku % sprawy idą dobrze.
    pzdr.

    Dobre 0

    • Lola Ferrari pisze:

      Niezły z Ciebie praktyk, skoro piszesz Z PRZED. Strach by było iść do kogoś takiego :/

      Dobre 0

  7. marzyciel pisze:

    Od dawna wiadomo, że u nas dłużnik i przestępca mają większe prawa niż ktoś kto przestrzega prawa. Jak będzie zniesiony obowiązek meldunkowy, to prawie wszystkie pozwy zostaną zwrócone do powodów. I co będą robić sądy? Chyba pójdą na urlop.Inne kraje poradziły sobie z tym problemem a my co?

    Dobre 1

  8. Praetor Urbanus pisze:

    Nie zgadzam się z poglądem, że obowiązek podania adresu pozwanego stanowi wadę procedury cywilnej i ogranicza prawo do sądu. Kto bowiem powinien się tym zając? Sąd miałby ustalać miejsce pobytu pozwanego? Jak wyglądałyby wówczas statystki przewlekłości postępowań w sprawach cywilnych? Są przecież ludzie, którzy nigdzie nie pracują, nie mają stałego adresu, nikt ich nie zna, nie figurują w ewidencjach ani rejestrach urzędowych. Co wtedy? Każdy myślący sędzia w końcu powie: szukając adresu pozwanego pomagam powodowi, czyli naruszam zasadę bezstronności sądu! O tym mecenas Nowosielski się nie zająknął nawet słówkiem. Skoro ktoś chce dochodzić swoich spraw w sądzie cywilnym, musi umieć wskazać pozwanego i miejsce jego aktywności, gdzie będzie odbierał korespondencję sądową. Narzekania na ten wymóg procesowy doskonale wpisują się w jedną z głównych tendencji naszych czasów, czyli ułatwiania obywatelowi wszystkiego, nawet dbania o jego interesy. Z urzędami już prawie udało się to zrobić, przyszła kolej na sądy. Ale sędziowie są nieco inaczej szkoleni niż urzędnicy administracji publicznej, więc jest nadzieja, że nie dadzą narzucić sobie postawy służalczej wobec stron postępowania i sądy zachowają charakter organu władzy, a nie staną się warzywniakiem z wyrokami zamiast kartofli. Widzę, że zarówno autor artykułu, jak i mecenas Nowosielski, zapomnieli, że „vigilantibus iura scripta sunt” – prawa spisano dla zapobiegliwych. Prawo cywilne, tak materialne, jak i procesowe, opiera się na zasadzie swobody woli stron i ich równości. Zakłada uczciwe zamiary, przeto dobrą wiarę domniemywa się. Trzeba jednak umieć zadbać o swoje interesy, zawierając umowy zwrócić uwagę na prawdziwość danych identyfikacyjnych drugiej strony, czytać dokumenty, zwłaszcza umowy, przed podpisaniem! Ale nie można oczekiwać, że sąd cywilny załatwi za stronę kwestię adresu pozwanego. Nie taka jest konstytucyjna i procesowa rola sądu. Nikt wszakże nie zakazał powodowi podania kilku adresów pozwanego, jeżeli może on odbierać korespondencję sądową w różnych miejscach i powód o tym wie. Idziemy na łatwiznę w każdej sprawie, co powoduje tylko narastanie roszczeń „o ułatwienie” załatwiania spraw. Może to i słuszne w sprawach masowych i błahych, ale nie w sprawach sądowych. Sąd swoim orzeczeniem kształtuje sytuację pozwanego, a czasem również powoda, w sposób władczy, daje podstawę egzekucji. to nie to samo, co wydanie prawa jazdy, czy zaświadczenia o czymś tam. Sąd nie może zastępować powoda. Chcieliśmy kontradyktoryjnego procesu, to trzeba sądowi przynieść wszystko, nie tylko dowody, adres pozwanego również.

    Dobre 0

  9. xyz pisze:

    Do Marzyciel
    To podaj te konkretne przykłady jak inne kraje poradziły sobie z tym problemem. Wtedy napiszemy do ustawodawcy i też będziemy mieli problem z głowy.

    Dobre 0

  10. Maria pisze:

    A kto powiedział ,że jest to wada KPC ?

    Dobre 0

  11. avantur pisze:

    do pretor urbanus
    Oczywiście masz rację, ale… niestety jak to w naszej Ojczyźnie zwykle bywa jest sporo tych ale. Sąd nie powinien szukać pozwanego ale powinien to robić pełnomocnik strony. Ten, co ma pieniądze weźmie sobie z wyboru, ten co nie ma dostanie z urzędu. Z wyboru niewiele zrobi-przeczytaj artykuł! Co z tego, ze wie gdzie uderzyć, gdy tam powiedzą mu że nie dadzą i kropka. Co może zrobić. Pójść do sądu ze skargą na takiego urzędnika?. Bez obaw-nic urzędnikowi sie nie stanie. Po kilku latach, urzędnik zostanie pogłaskany po główce przez sąd,a co najwyżej pogrozi mu się paluszkiem. Znaczne odszkodowania, odpowiedzialność dyscyplinarna, zwolnienie z pracy? Nic z tych rzeczy!!! Chyba to jednak sąd jest winny takiego a nie innego ukształtowania tego problemu. O pełnomocnikach z urzędu nie wspomnę. Oni mają wszystko i wszystkich w głębokim poważaniu, a sąd, który ma niby czuwać nad ich pracą, też ma to głęboko. No to kto panie Pretor jest tak naprawdę winny tego, że tak to wygląda?

    Dobre 0

  12. Gomez pisze:

    Jest faktem, ze ta materia wymaga szybkiego i jasnego uregulowania. Zwrot pisma procesowego wskutek braku formalnego polegajacego na niewskazaniu adresu, w sytuacji gdy adresu tego nie da sie ustalic, to sytuacja niedopuszczalna. M. zd. prawodawca powinien wprowadzic przepis ktory wprost, w sytuacji braku mozliwosci ustalenia adresu pozwanego, zobowiazywalby sad do ustanowienia kuratora.

    Dobre 0

  13. jagoda pisze:

    znam sprawę w której GIODO odmówiło zobowiązania pewnej instytucji do podania danych , które miały bezpośredni związek z dochodzonymi roszczeniami. Na szczęście WSA był rozsądny, po uzyskaniu danych okazało się że jedna ze stron ewidentnie podaje nieprawdę. Gdyby nie rozsądek WSA osoba nieuprawniona dostałaby ponad 360.000,00zł!!!!!!

    Dobre 0

  14. adam pisze:

    Art. 177. § 1. Sąd może zawiesić postępowanie z urzędu:
    6) jeżeli na skutek braku lub wskazania złego adresu powoda albo niewskazania przez powoda w wyznaczonym terminie adresu pozwanego lub niewykonania przez powoda innych zarządzeń nie można nadać sprawie dalszego biegu.

    Nie rozumiem, po co ten wrzask????Zawiesza się z urzędu, a strona ma papier (postanowienie o zawieszeniu) ,że musi mieć adres pozwanego, wtedy zwraca się do Centralnego Biura Adresowego i po 3 m-cach ma aktualny adres pozwanego, a jak ma info. z Biura, że się tego nie da ustalić, to wtedy wchodzi kurator. Nie rozumiem tego artykułu, dziesiątki razy tak robiłem, nikt mi igdy nie zwrócił pozwu z powodu braku aktualnego adresu pozwanego.

    Dobre 0

  15. Robert pisze:

    A czy Szanowni Prawnicy nie słyszeli o mozliwości ustanowienia kuratora do doręczeń ??

    Dobre 0

  16. z rozmysłem pisze:

    Wszytskich którzy twierdza, że adres uzyskany w dawnym CBA czy ewdiencji ludności coś im da musze zawieść, bo chodzi tu o faktyczne miejsce zamieszkania i jeżeli nie jest to przedsiębiorca, to jak przyjdzie zwrotka, że adresat wyprowadził się, to u znacznej części sędziów te zaswiadczenia możecie sobie do okragłego segregatora wsadzić bo i tak zostaniecie zobowiązani do wskazania adresu aktualnego. Swoją drogą, kto dał uprawnienie listonoszom wpisywania takich adnotacji, jak oni to sprawdzają i jakie do tego mają kompetencje. Wystarczy, że wyjdzie do takiego ojciec delikwenta i powie, że wyprowadził sie gdziś do Anglii albo listonosz to znajomy adresata i dogada się z nim i już jesteście ugotowani. Pal licho przy wiekszych kwotach, wtedy na kuratora sie wyłoży ale zapomnijcie o odzyskaniu np. stu czy trzystu złotych, bo sie nie będzie opłacać.

    Dobre 0

  17. adam pisze:

    To jest patologia systemu. Przynajmniej do momentu uzyskania faktycznego adresu zamieszkania wniesienie pozwu powinno być skuteczne (choćby w celu uchronienia się przed przedawnieniem roszczenia). Z drugiej strony przy wykładni językowej art 126 par. 2 k.p.c. należałoby podać tylko miejsce zamieszkania pozwnego według reguł przewidzianych przez k.c. Warto by to było uściślić drogi ustawodawco.

    Dobre 0

  18. inka pisze:

    była zona w pozwie o ograniczenie praw rodzicielskich podala odres rodzicow bylego meza.Oni nie mogli odebrać pisma bo wezwanie może odebrać sam osobiście.Znala adres ale specyjalnie podala nieprawdziwy.Iw taki sposób ograniczyla władze rodzicielska o czym syn doweiedzial się po 3 latach

    Dobre 1

Dodaj komentarz

Dodanie komentarza oznacza akceptację REGULAMINU blog.rp.pl. Komentarze nie spełniające zasad zawartych w regulaminie - nie będą publikowane. Więcej informacji można znaleźć na modblogu modblogu.