Sędzia nie musi się zamęczać czytaniem

W „Pruszkowie II” sąd odczytuje 220 tomów akt. Odbywa się to przy pustej sali i potrwa trzy miesiące. Winna jest procedura, ale może i sąd

Na sali rozpraw są właściwie tylko jeden oskarżony i dyżurni obrońcy. Do tej sytuacji doprowadził jeden z ok. 30 oskarżonych (Marcin B.), który skorzystał z proceduralnego uprawnienia, zmuszając sąd i innych uczestników do tego nietypowego procedowania.

Zgodnie z art. 394 § 2 kodeksu postępowania karnego „protokoły i dokumenty podlegające odczytaniu na rozprawie można uznać bez ich odczytania za ujawnione”, ale należy je odczytać, jeżeli którakolwiek ze stron o to wnosi. Taki wniosek złożył właśnie Marcin B.

Odczytywanie akt

– Pewnie ten czy ów prawnik powie, że tym wnioskiem chce zamęczyć sędziego, ale formalnie ma do tego prawo – wskazuje adwokat Marek Gromelski, jeden z licznych obrońców z urzędu w tej sprawie.

Faktem jest, że sąd kartka po kartce musi odczytywać 220 tomów akt prokuratorskich, np. kto do kogo i kiedy co powiedział, czy jeszcze gorzej: kolejne numery fabryczne sprzętów AGD ukradzionych z kolejnego tira.

Sędzia Wojciech Małek, rzecznik warszawskiego Sądu Okręgowego, powiedział „Rz”, że odczytywanie zajmie pewnie najbliższe trzy miesiące. Sąd pracuje właściwie przy prawie pustej sali: inni oskarżeni nie uczestniczą w tych rozprawach (procedura na to im pozwala), a i obrona jest przerzedzona. Wystawia dyżurnych adwokatów (aplikantów), którzy w ramach tzw. adwokackich substytucji reprezentują po kilku kolegów po fachu.

Podobnie przebiegał proces Grudnia ,70, w którym sąd od listopada 2009 r. zajmuje się właśnie odczytywaniem akt ze śledztwa, bo takie było życzenie oskarżonych.

– Na miejscu sędziego wziąłbym takiego oskarżonego na sposób – mówi Jacek Kondracki, warszawski adwokat. – Czytanie akt ma swój cel, ma przecież służyć obronie, a nie obstrukcji procesu. Zapytałbym go, jakich akt ze śledztwa nie oglądał, i gdyby je wskazał, wyznaczyłbym mu termin na przejrzenie, powiedzmy tydzień czy nawet miesiąc. Sąd mógłby na ten czas zarządzić przerwę, a sędziowie i adwokaci mogliby zająć się innymi sprawami czy nawet pojechać na wakacje.

Aby do przedawnienia

– Przepisy dotyczące odczytywania akt są od dawna krytykowane przez sędziów, jednak są oni ostrożni w oddalaniu takich wniosków z obawy, że wyższa instancja potraktuje je jako naruszenie prawa do obrony – wskazuje sędzia Małek. – Dlatego przydałaby się interwencja ustawodawcy.

Jest na to szansa. W przygotowanym właśnie przez sędziów ze stowarzyszenia Iustitia projekcie zmian k.p.k. (pisaliśmy o tym: „Sędziowie proponują szybsze procesy karne”, „Rz” 27 lipca) zaproponowano stosowną zmianę. Mianowicie dodanie przepisu, że sąd może nie uwzględnić wniosku o odczytanie dowodów ze śledztwa, jeżeli „zmierza ewidentnie do przewlekania postępowania”. Z fizycznych przyczyn nikt nie jest w stanie czytać akt non stop przez wiele godzin (czytanie ogranicza wytrzymałość strun głosowych) – napisano w uzasadnieniu. Tymczasem żądania takie pojawiają się w sprawach, w których grozi przedawnienie ścigania, i jest to sposób na ogół skuteczny.

prof. Piotr Kruszyński – karnista z Uniwersytetu Warszawskiego

Sąd nie jest zupełnie bezbronny: w prawie niemieckim np. znana jest instytucja nadużycia prawa procesowego, która u nas dopiero kiełkuje, ale po którą sąd może sięgnąć. Zgodnie z nią sąd nie musi uwzględniać wniosków, które nie służą realizacji praw strony (w wypadku oskarżonego – jego obronie), ale są ich nadużyciem (np. w celu przedłużenia procesu). Lepiej byłoby jednak, gdyby takie uprawnienie sądu było wprost w kodeksie zapisane. Zresztą w projekcie noweli k.p.k., która miałaby przywrócić w Polsce instytucję sędziego śledczego i usprawnić procedurę karną, zaproponowaliśmy rozwiązanie jeszcze dalej idące: rezygnację z odczytywania w sądzie akt ze śledztwa (dochodzenia).

Marek Domagalski

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

(52) Komentarzy do “Sędzia nie musi się zamęczać czytaniem”

    -
  1. pb pisze:

    W firmie ojca uprawnienia 1kV E i D ma każdy absolwent zasadniczej szkoły zawodowej.

    Dobre 0

  2. adwokat Marek Ł. pisze:

    Żałuję, że nikt z komentatorów nie zwrócił uwagi na ważną moim zdaniem informację o planach przywrócenia instytucji sędziego śledczego w projekcie nowelizacji kpk.

    Jeżeli powrócimy do sprawdzonych i europeiskich wzorców procedury karnej z czasów II RP (kodeks z 1928r.), to będzie to na prawdę zmiana rewolucyjna. Przecież obecna procedura z kodeksu z 1997 r. jest rozwinięciem kpk z 1969 r., który z kolei bazuje na procedurze sowieckiej i rozwiązaniach ćwiczonych w czasach procesów stalinowskich. Panowie! Naprawdę: CZAS NA ZMIANY! Nie lękajcie się! Trzeba wprowadzic do postepowania przygotowawczego sędziego śledczego. Należy skończyć z dualizmem prokuratorskim: jednocześnie prowadzi on śledztwo i jest oskarżycielem w procesie. Niech prokurator pozostanie tylko oskarżycielem, a śledztwo niech nadzoruje sędzia.

    Czas skończyć także z idiotyczną praktyką wnioskowania w akcie oskarżenia przez prokuratora o przeprowadzenie dowodu z zeznań świadków w „kosmicznych” wręcz ilościach: w wielu sprawach, w których występuję jako obrońca spotykam sie z koniecznością przesłuchiwania w toku procesu po kilkuset świadków oraz dodatkowo z wnioskiem prokuratora o zaliczenie do materiału dowodowego bez odczytywania kolejnych kilkuset innych świadków. Skutek jest oczywisty: najpierw przez kilka miesięcy przesłuchujemy świadków zawnioskowanych do bezpośredniego przesłuchania ( z czego w 3/4 to są świadkowie nieistotni, wręcz nie potrzebni) a następnie – na wniosek z reguły jednego z oskarżonych odpowiadających z wolnej stopy – przesłuchujemy tych kilkuset już z całą pewnością całkowicie niepotrzebnych świadków (skoro nawet prokurator uznał ich za nieistotnych) lub wysłuchujemy odczytywania zeznań tych świadków przez Sąd na wniosek oskarżonych.

    A jest proste rozwiązanie tego problemu i aż żal, że żaden z licznych komentujących dotychczas ten artykuł sędziów na nie nie wpadł. Oto one: w sytuacji gdy któryś z prokuratorów wnioskuje o przesłuchanie monstualnej liczby świadków w wielosobowej sprawie aresztanckiej ale także i każdej innej oraz wnioskuje dodatkowo o odczytanie kolejnych setek protokołów innych, mniej istotnych (a w istocie wcale nie istotnych) świadków, Sąd powinien oddalić taki wniosek dowodowy prokuratora. Przecież lista osób podlegających wezwaniu do Sądu w charakterze świadków oraz osób, których zeznania prokurator chciałby odczytać przed Sądem (nie osobiście oczywiście, tylko ustami sędziego przewodniczącego) jest niczym innym tylko wnioskiem dowodowym. Wniosek taki powinien zawierać tezę dowodową i dodatkowo wnioskodawca winien wskazać jaką KONKRETNIE okoliczność chce w ten sposób (za pomocą tego właśnie dowodu) udowodnić. Zatem Sąd powinien zobowiązać prokuratora do wskazania tezy dowodowej i okoliczności mającej zostać udowodnioną w odniesieniu do każdego zawnioskowanego w akcie oskarżenia świadka. Co sie wtedy stanie? Nastąpi „cudowne” ograniczenie ilości świadków do najbardziej istotnych a z pozostałych sam prokurator zrezygnuje. Wtedy sprawy ciągnące się latami udałoby się zakończyć w kilka miesięcy.

    Przykład I: sprawa „grudnia 1970 roku. Prokurator zawnioskował do przesłuchania ponad 2000 świadków. Wystarczyło by przesłuchać żyjących uczestników „łańcucha decyzyjnego”: decyzja polityczna – członkowie Politbiura PZPR, wykonanie decyzji – Minister Obrony Narodowej, Szef Sztabu Gen. i poszczególni dowódcy (od dowódców dywyzji do dowódców plutonów czy nawet drużyn). W ten sposób do przesłuchania pozostało by około 10-15 świadków. Reszta to dowody z dokumentów: rozkazy, protokoły sekcji zwłok, obdukcie lekarskie i koniec.

    Przykład II: sprawa wprowadzenia stanu wojennego w 1981 roku. Znowu zawioskowanych jest kilkudziesięciu świadków. Po co? Chyba tylko po to by końca procesu nie dożył żaden z oskarżonych. A wystarczyło by jako świadków przesłuchać jedynie żyjących członków Rady Państwa PRL i …….KONIEC! Reszta to dowody z dokumentów: protokół posiedzenia Rady Państwa z nocy 12 na 13 grudnia 1981 r. i dokumenty wytworzone przez WRON. To, że WRON byl organem niekonstytucyjnym jest przecież oczywiste (wystarczy przeczytać Konstytucję PRL), to, że Rada Państwa nie mogła wydać dekretu w czasie kadencji Sejmu także wynika z ówczesnej Konstytucji. Faktów powszechie znanych nie dowodzi się. Właśnie dlatego, że są powszechnie znane. Znowu zatem poza 10-15 świadkami pozostałymi żródłami dowodowymi będą jedynie dokumenty. Ten proces także mógłby się juz dawno zakończyć.

    Co do procesów gospodarczych to podam dwa przykłady: 1. sprawa Art „B”. 2. sprawa FOZZ.
    Ad 1. Z ponad 300 świadków prokurator ostatecznie zawioskował do przesłuchania w Sądzie 46 świadków rezydnując z reszty. Sprawę udało sie zakończyć przed upływem terminu przedawnienia.
    Ad 2. Tu również konieczne było zrezygnowanie z przesłuchiwania znacznej ilości świadków i pomimo obstrukcji adwokatów proces udało się zakończyć przed upływem przedawnienia.

    Co do procesów stricte kryminalnych: Dwa ale wymowne przykłady: 1. sprawa gangu napadającego na TIR-y na terenie całej Polski. 2. sprawa grupy kradnącej nocą samochody osobowe zaparkowane przed domami ich właścicieli na niestrzeżonych parkingach.
    Ad 1. Trzeba przesłuchać kierowcę i właściciela towaru ale na prawdę można sobie darować przesłuchiwanie jako świadków kierowców innych pojazdów, którzy jechali w dniu napadu tą samą drogą (np.droga krajowa nr 7). Na moje pytanie do Sądu dlaczego przesłuchujemy trzecią osobę, która o napadzie nic nie wie i zeznaje jedynie, że owszem jechała samochodem tego dnia w miejscowości Glinojeck przez rondo na trasie z Warszawy do Olsztyna ale o napadzie nic nie wie i nie wie dlaczego ją wezwano do Sądu, sędzia przewodniczący odpowiada, że taki byl wniosek prokuratora w akcie oskarżenia. Zapytany przeze mnie prokurator dlaczego nie zrezygnuje ze świadków, którzy nic o sprawie nie wiedzą i żądają tylko zwrotu kosztów stawiennictwa w Sądzie, za co przecież wszyscy podatnicy płacą, odpowiada, że to tylko jest jego wniosek, ale przeciez to Sąd wzywa świadków a mógłby wniosku o ich przesłuchanie nie uwzględnić. Owszem, mógłby ale w tym celu musiałby wcześniej przeczytać protokoły ich zeznań (czytaj: przygotować sie do procesu) a to jest zbyt pracochłonne. Akta sprawy liczą przecież 280 tomów i któż by miał ochotę poszukiwać w nich zeznań świadków zanim się ich wezwie. A poza tym to przecież jak któryś z oskarżonych się uprze to i tak „trzeba będzie takiego świadka wzywać”. To, że można nie uwzględnić wniosku o wezwanie świadka, który nic istotnego dla sprawy nie wie, jakoś niektórym sędziom do głowy nie może przyjść. To, że można oddalić wniosek dowodowy o przeprowadzenie dowodu z odczytania protokołu przesłuchania nieistotnego śwaidka także mie mieści się niektórym sędziom w głowie. Szkoda tylko, że ta głowa jest potem używana do wydania wyroku w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej „w składzie tu obecnym’.

    Dobre 0

Dodaj komentarz

Dodanie komentarza oznacza akceptację REGULAMINU blog.rp.pl. Komentarze nie spełniające zasad zawartych w regulaminie - nie będą publikowane. Więcej informacji można znaleźć na modblogu modblogu.