Prawnicy szkolący się na sędziów będą mieć praktyki tylko u referendarzy.
Zamiast 54 miesięcy tylko 48 ma trwać aplikacja dla sędziów. Ministerstwo Sprawiedliwości chce zlikwidować wymóg, by w czasie aplikacji prawnicy odbywali staż na stanowisku asystenta. Pozostanie więc jedynie obowiązkowy staż referendarza sądowego. Środowisko jest zadowolone z zamiaru skrócenia aplikacji, choć nie jest entuzjastą samego pomysłu przygotowywania przyszłej kadry w krakowskiej szkole.
Krócej to lepiej
– Autopoprawka do ustawy o ustroju sądów powszechnych jest wynikiem uzgodnień międzyresortowych z Rządowym Centrum Legislacji i ministrem finansów – przyznaje Joanna Dębek, rzecznik ministra sprawiedliwości.
Jak twierdzi, resort uznał, iż skrócenie aplikacji sędziowskiej o staż na stanowisku asystenta nie wpłynie na przebieg aplikacji.
– W czasie odbywanych i tak podczas aplikacji praktyk w istocie wykonuje się czynności zbliżone do tych, które powierza się asystentom sędziów – tłumaczy rzecznik.
Przekonuje też, że jest to odpowiedź na opinie, że ustalono zbyt długi okres aplikacji.
– To dobry pomysł – ocenia – sędzia Irena Kamińska z Naczelnego Sądu Administracyjnego, była prezes Stowarzyszenia Sędziów Polskich Iustitia.
I argumentuje, że lepiej, żeby przyszli sędziowie sprawdzali się i szkolili w czynnościach referendarskich, a więc podejmując decyzje.
– W ten sposób łatwiej będzie ocenić ich przydatność do zawodu – uważa.
Mniej optymizmu wykazuje sędzia Bartłomiej Przymusiński z Iustitii.
– Szkolenie przyszłych sędziów w Krajowej Szkole Sądownictwa i Prokuratury to model, który pozostawia wiele do życzenia – uważa. I dodaje, że na pewno nie powinien to być główny sposób dostania się do tych zawodów. Dlaczego?
– Taka aplikacja buduje urzędniczy model zawodu sędziego – argumentuje. Przyznaje jednak, że model poprzedni też miał swoje wady, np. zróżnicowanie poziomu szkolenia. Miał jednak też jedną podstawową zaletę: był w większym stopniu powiązany z praktyką.
Drugie dno zmiany
Na sędziowskim forum padają jeszcze inne argumenty. Wszystko to jest zrobione bynajmniej nie z zamysłem polepszenia życia aplikantów szkoły (chodzi o duże różnice między wynagrodzeniami na stażu asystenckim i stażu referendarskim).
Po co więc? By przestać mówić o niekonstytucyjności przepisów tworzących podział między asystentami na stażu (ci mieli otrzymywać wynagrodzenie równe referendarskiemu) a dotychczasowymi asystentami z wynagrodzeniami niższymi.
– Jeśli skrócenie aplikacji sprawi, że do takiego podziału nie dojdzie, to tym bardziej dobry pomysł – kwituje sędzia Kamińska.
Aplikacja sędziowska ruszy w tym roku po raz pierwszy. Trafią na nią najlepsi kandydaci z kończącej się niebawem pierwszej aplikacji ogólnej. Minister sprawiedliwości ustalił, że będzie to po 75 aplikantów ogólnych na każdą z aplikacji: sędziowską i prokuratorską (w sumie z 300 aplikantów 150 będzie się uczyć dalej).
Dzisiejsza aplikacja sędziowska obejmuje zajęcia i praktyki w krakowskiej szkole (30 miesięcy) oraz staż na stanowiskach: asystenta sędziego, a potem referendarza sądowego (24 miesiące).
W 30. miesiącu szkolenia aplikanci sędziowscy przystąpią do egzaminu sędziowskiego. Koniecznym warunkiem będzie uzyskanie pozytywnych ocen ze wszystkich sprawdzianów i praktyk objętych programem aplikacji.
Jak trafić do zawodu
Do zawodu sędziowskiego prowadzą różne drogi:
– studia prawnicze, egzamin sędziowski lub prokuratorski,
– aplikacja sędziowska w Krajowej Szkole Sądownictwa i Prokuratury,
– praca na stanowisku prokuratora,
– praca w szkole wyższej, w Polskiej Akademii Nauk, w instytucie naukowo-badawczym lub innej placówce naukowej i posiadanie tytułu naukowego profesora albo stopnia naukowego doktora habilitowanego nauk prawnych,
– z zawodu adwokata, radcy prawnego lub notariusza wykonywanego minimum przez trzy lata,
– staż na stanowisku prezesa, wiceprezesa, starszego radcy lub radcy Prokuratorii Generalnej Skarbu Państwa – trzy lata.
Agata Łukaszewicz








W zeszłym roku z zawodu asystenta sędziego odeszło kilkaset osób. Już teraz w sądach powszechnych brakuje chętnych w ogłaszanych konkursach na to stanowisko. Brak rozwiązań legislacyjnych umożliwiających zdecydowane podwyższenie wynagrodzeń tej grupy zawodowej może spowodować, iż jeszcze zanim ukończą aplikację pierwsi absolwenci Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury w sądach powszechnych nie będzie asystentów sędziów bo odejdą do innych zawodów prawniczych. Sami aplikaci aplikacji ogółnej nie wyobrażają sobie zatrudnienia na tym stanowisku z wynagrodzeniem niższym od obecnie otrzymywanego stypendium.
MS robi wszystko co chce, bez konsultacji społecznych ( vide: autopoprawka) i w dodatku nie potrafi przyznać się do błędów, na znaczące podwyżki dla asystentów nie trzeba kokosów bo ciągle jest dużo wakatów w skali całego kraju, a ich ogólna liczba maleje z roku na rok, teraz MS będzie łatwiej bo zyskało sojusznika ( nowe stowarz. sedziów) ma to odbciie chocby w wypow. Pani Sędzi Kamińskiej, która uważa się za znawce problemów asystenckich, skoro nie widzi drugiego dna autopoprawki, a wystarczy zerknąć na protokół z konferencji uzgodnieniowej z lutego 2010r. i stanowisko RCL-u, przedst. Komitetu Stałego RM oraz MF, zreszta tego się spodziewaliśmy od nowego stowarz. sedz., zaledwie więc po roku od wejścia w życie ustawy o KSSiP mamy już istotną zmianę modelu aplikacji, aż strach pomyśleć co będzie z lansowanym przez MS projektem usp
Jak to ???? To każdy sędzia nie ma 3 asystentów którzy robią wszystko za niego a sędzia wpada tylko z swojej willi za miastem podpisać kwity i odebrać łapówki ?????
powstaje wrażenie, że projekt tej nowej aplikacji od początku nie był do końca przemyślany, jakieś to takie oderwane od rzeczywistości trochę
Pomysł jest przerażający. Rezygnuje się z obowiązkowego stażu jako asystenta czyli przygotowywania projektów pod kierunkiem sędziego, a decyduje się od razu wprowadzić obowiązkowy staż jako referendarza czyli samodzielne podejmowanie decyzji. Zresztą decyzji o dużym znaczeniu bo takie się w księgach wieczystych i rejestrach podejmuje. Czyli od razu na głęboką wodę ze wszystkimi negatywnymi skutkami dla ludzi w sprawach których będą podejmowane takie decyzje. Jakaś paranoja. Niedouczony referendarz zaszkodzi bardziej niż niedouczony asystent. To na stażu asystenckim powinno się takich odsiać, a nie wtedy gdy będą już samodzielnie orzekać.
MS ewidentnie zabezpiecza się przed przyszlymi pozwami obecnych asystentów o wyrownanie wynagrodzenia. Ciekawe jak się zabezpieczy przed pozwami obecnych aplikantów aplikacji starego typu, kiedy to aplikant III roku przed egzaminem sędziowskim zarabia 1440 zł netto a aplikant aplikacji ogólnej zaczynajacy dopiero praktytkę w sądzie i pojawiający się w wydziałach na 2 – 3 tygodznie zarabia 2.700 zł. netto. Czy to nie jest absurd?
Przyczyna likwidacji stażu jako asystent sędziego jest tak naprawdę zupełnie inna.
Zapewne dotarło do MS, że z chwilą rozpoczęcia pracy przez aplikantów jako asystenci trzeba będzie podnieść wynagrodzenie obecnym asystentom (z kilkuletnią praktyką, często z ukończoną, z bardzo dobrymi wynikami starą aplikacją sądową), którzy zarabiają ok. 1500 zł – 2000 zł mniej za tą samą a nawet większą pracę niż aplikanci-asystencji.
Wynagrodzenie stażystów – asystentów ma być równe wynagrodzeniu zasadniczemu referendarza, które odpowiada 75 % wynagrodzenia zasadniczego w stawce pierwszej sędziego sądu rejonowego).
Zabawne, bo autorka artykułu nie wymieniła podstawowej obecnie drogi do zawodu sędziego – ukończenie „starej” aplikacji sądowej i 2 lata pracy po jej ukończeniu na stanowisku referendarza sądowego lub asystenta sędziego (przepisy przejściowe dla aplikantów sądowych – art. 65 ustawy o Krajowej Szkole Sądownictwa i Prokuratury) – z tej grypy rekrutuje się zdecydowana większość obecnie osób obecnie powoływanych na stanowisko sędziego sądu rejonowego.
greg ma 100% rACJI
Bez bata odpowiedzialności karnej za gnioty legislacyjne nigdy nie będzie dobrze w tej republic of bannana.
absolwent aplikacji trafi do ksiąg wieczystych – pod dwóch latach trafi do wydziału karnego jako sędzia….skutek: będzie zdobywał doświadczenie zawodowe oraz uczył się wszystkiego od początku, niestety…”na żywym organiźmie”!!! asystentura to swego rodzaju drugi stopień specjalizacji. nie dotyczy to tylko wydziałow karnych, bo są przecież i wydziały pracy, wydziały rodzinne. jak dwuletnie wydawanie nakazów zapłaty czy postanowień wpisu do rejestrów ma przełożenie na rozpatrywanie sprawy cywilnej, która z racji skomplikowania nie może trawić do postępowania upominawczego? niestety ma się nijak. zauważył to już były przewodniczcy KRS, który na łamach jednego z codzienników prawniczych polecał absolwentom starej aplikacji sądowej pracę w charakterze asystenta, gdyż ta lepiej przygotowuje do zawodu sędziego. nie zgadzam się też, że asystentów nie można ocenić. przecież asystenci są oceniani codziennie przez sędziów, z którymi pracują.
są też asystencki, którzy ubiegając sie o wolne stanowisko sędziowskie przedkładają projekty uzasadnień, które napisali do gotowych już wyroków, ale i projekty orzeczeń, które stanowiły ich autorską propozycję rozstrzygnięcia danej sprawy. Niestety wizytatorzy jakby nie dostrzegali różnicy pomiędzy „projektem uzasadnienia”, a „projektem rozstrzygnięcia wraz z uzasadnieniem”.
I co z tego jak na aplikacje dostaje sie mały procent absolwentów a możliwosci zatrudnienia nie ma wogóle. Wymagania stawiane asystentom sedziego są nieadekwatne do czynności które wykonują. Jestem pewien , że wśród absolwentów prawa (bez aplikacji) jest wiele świetnych osób posiedajacych umiejetności do zajmowania tego stanowiska. W mojej „firmie” jak był konkurs na asystenta sędziego to zgłosiła się jedna osoba bo takie chore wymagania są stawiane . Oczywiście się dostała ale jakość świadczonej pracy jest mierna. Asystent z łapanki dosłownie i wszyscy o tym wiedzą wszem i wobec. Tak na marginesie ten kto wie na czym polega praca asystenta sędziego i z jakim obowiazkami się wiąże nigdy w zyciu nie podją by sie tej pracy wiedząc jak kształtują się zarobki i że praktycznie nie ma możliwości awansu.
do DRS – przy tak szerokiej możliwości dostania się na aplikacje korporacyjne na jakiej podstawie sądzi pan, że dobry czy bardzo dobry absolwent prawa przyjdzie pracować do sądu, skoro nie może łączyc zatrudnienia na stanowisku asystenta z funkcją aplikanta? dobrzy absolwenci będą chcieli się rozwijać i pójdą na aplikację korporacyjną i znów przyjdą asystenci z łapanki. tylko nie tacy co są kiepscy jak na absolwenta aplikacji sędziowskiej, tylko tacy co są kiepscy jak na magistra prawa. niech każdy sobie odpowie co lepsze…
We wszystkich władzach , nie tylko Sejmie, powinien być zachowany parytet.To oczywista oczywistość.
MS zakłada, że prawnicy to debile. Dość ciekawe podejście
Jedynym powodem zmian jest ochrona budżetu – ciężko byłoby sensownie uzasadnić kilku tysiącom (a może as jest więcej) obecnych asystentów, że ich młodsi koledzy, bez doświadczenia, bez ukończonej aplikacji w starym stylu (czyli co najmniej 3 lata, a nie roczna ogólna) będą zarabiać dużo więcej. W końcu ktoś by pozaskarżał przepisy, poskładał pozwy.
Co zatem robi MS ? Zamiast podnieść wynagrodzenie obecnym asystentom i próbować ich zatrzymać w sądach, olewa ich. Będzie następował dalszy ich odpływ, a nie są zastępowani, bo jakiś geniusz tak wyśrubował wymagania, że poza ideowcami i niedorajdami nikt po egzaminie zawodowym tam nie startuje. Ideowcy liczą na etat orzeczniczy, ale po kilku nieudanych konkursach tracą nadzieję i odchodzą. Jeśli wygrają konkurs – etat asystencki staje się wakatem.
Zdawałem egzamin sędziowski w 2008 r. Moi znajomi z aplikacji w ok. połowie wpisali się na listy – ci co mogli od razu, reszta jak tylko wypracowała odpowiedni czas jako as. Ostatnio do palestry przeszła dziewczyna, która wcześniej nawet nie rozważała takiej możliwości – ale po półtora roku stwierdziła, że za takie wynagrodzenie nie będzie czekać na konkursy, tym bardziej, że kolejka chętnych na etat sięga jeszcze wcześniejszych roczników. Jestem ciekaw, ile cierpliwości będą mieli moi znajomi, jeśli im się nie powiedzie w 3,4 konkursach. Kto ich zastąpi ?
Pewnie MS powróci do starego pomysłu – as będą zostawali „goli” absolwenci, ale za to tańsi. Chciałbym się mylić
ja mam takie pytanie do dziennikarzy Rzepy:
w Krajowej Szkole S i P uczy sie obecnie 300 osob. Po pierwszym roku dalej ma przejsc 150 na aplikacje specjalistyczne. 150 osob, ktore zakoncza edukacje w szkole ma zostac referendarzami i asystentami. Przy czym etatow referendarskich juz od dawna nie ma, ludzie po aplikacji referendarskiej ( byla taka kiedys) pracuja jako asystenci sedziow. Takze te 150 osob ma byc asystentami.
Tak wyglada koncepcja.
Aplikant aplikacji ogolnej otrzymuje co miesiac 2700netto z tytulu bycia aplikantem
Asystent zarabia ok. 2000 netto.
Pytanie brzmi – jak przekonac absolwenta aplikacji ogolnej, uprzednio uczacego sie do wykonywania zawodu asystenta, zeby juz po zdobyciu odpowiedniej wiedzy rozpoczal prace za nizsze wynagrodzenie niz stypendium, ktore otrzymywal uczac sie?
moze ja odpowiem na pytanie przedmówcy: MS, pomyślało i o takiej sytuacji, czyli jak zmusić aplikantów po aplikacji ogólnej do bycia asystentem- po prostu takie osoby nie będą miały wyjścia poniewż aplikacja ogólna umożliwia jedynie wykonywanie zawodu asystenta i refa (ale ten ostatni z braku etatów to czysta iluzja), nie daje natomiast prawa do choćby odbywania aplikacji korporacyjnych bez potrzeby zdawania egzaminu, więc osoby, które skończą aplikację ogólną i nie chca być asystentami mogą zaświadczenie o ukończ. tej aplikacji……. wysłać do ministerstwa z adnotacją, że oprócz potrzeb higienicznych do niczego ono się nie nadaje. Redakcja gazety powinna jedynie śledzić los tych aplikantów aplikacji ogólnej, czyli ustalić ilu z nich (150) została asystentami.
Jeszcze okaże się, że aplikacja ogólna to taki „kurs przygotowawczy” do egzaminu wstępnego na aplikacje korporacyjne i to kurs, podczas którego „kursantowi” płacą stypendium.
Istnieje również możliwość, iż większość aplikantów aplikacji ogólnej nie chcąc wykonywać pracy asystenta sędziego ponownie dostanie się na aplikację ogólną i w ten sposób kolejny rok będzie się pilnie uczyć na koszt Skarbu Państwa i pobierać stypendium wyższe od ewentualnego wynagrodzenia za pracę na stanowisku asystenta sędziego. Racjonalny ustawodawca nie zabronił ponownego odbywania aplikacji ogólnej.
Odnoszę wrażenie że celowo/niecelowo dąży się do rozwalnie wymiaru sprawiedliwości w naszym kraju (który i tak już jest w stanie agonalnym), zaczęło się od uwalenia asesorów sędziowskich, poprzez wpuszczanie każdego kto chce na aplikacje korporacyjne, utworzenie krakowskiej szkoły s i p, a na ostatnich problemach z asesorami prokuratorskimi kończąc.
Sytuacja prawników w naszym kraju robi się nie do pozazdroszczenia, zwłaszcza młodych ludzi dla których teraz okazuje się że lata spędzone na ciężkiej edukacji były latami straconymi i jedyne co ich czeka to praca za 2 tys miesięcznie.
Brawa za marnowanie takiego potencjału intelektualnego naszego kraju….
nareszcie ktoś mądrze kombinuje w ministerstwie. Czas skończyć z bredniami, że asystent sędziego może ubiegać się o etat sędziowski. Jak bowiem osoba, która NIGDY nie podjęła samodzielnej decyzji tj. pod którą się podpisuje włanym nazwiskiem (bo tego się nie robi ani na aplikacji ani też na asystenturze) może zostać sędzią ?Czas skończyć z tymi eksperymentami. Postawienie na referendarzy wydaje się być słusznym pomysłem, trzeba tylko systematycznie rozszerzać ich kompetencje. Innymi słowy, aplikacja sędziowska (stara czy nowa) plus 2-3 lata praktyki na SAMODZIELNYM stanowisku referendarza sądowego (z kompetencjami do orzekania także w sprawach np. o wykroczenia, nabycia spadków itp + dzisiejsze uprawnienia) powino umożliwiać startowanie w konkursach sędziowskich. Można też się zastanowić nad zbliżeniem referendarzy do dawnych, sprawdzonych, asesorów. Wystarczy wyposażyć, ich w niezawisłość i niezależność i mamy problem rozwiązany. A asystentami powinni być absolwenci prawa z wynagrodzeniami odpowiednimi do ich kwalifikacji (około 2000 netto) i sprawa załatwiona.
@ asystor
Oczywiście masz rację, że dyplom aplikacji ogólnej nadaje się głównie do tolety, jeżeli się nie dostaniesz dalej (tj. na sędziowską i prokuratorską), bo aplikacja ogólnej na nic się nie zalicza. Tyle tylko, że sporo z aplikantów ogólnych przezornie ma zamrożone egzaminy korporacyjne i w ciągu 2 lat może się wpisać na aplikację korporacyjną – to taki bezpiecznik, jak się nie dostaną dalej. Inna grupa to dotychczasowi aplikanci sądowi (ci, którzy nie poszli na aplikacje korporacyjne, bojąc się wyrzucenia z pracy), nawet z 4-letnim stażem, bo liczą na to, że po „duraczówce” (jak na forum sędziów określa się KSSiP) będzie im łatwiej dostać etat refa albo (marzenie !) sędziego.
Poza tym na pomyśle ministrów Ćwiąkalskiego i Czai (jeden z Krakowa, drugi z Lublina) utworzenia centralnego szkolenia tylko w tych dwóch ośrodkach nie można pozostawić suchej nitki. Jak wiadomo, nie są to ośrodki ulokowane w centralnej Polsce. Jak działa PKP, wiedzą wszyscy, dojechać z małych ośrodków jest ciężko, przesiadki, opóźnienia, zarwane noce w pociągu, o cenach przejazdów i zakwaterowania nie wspominając. Z opowieści jednego z aplikantów ogólnych wynika, że po pokryciu wszystkich kosztów (przejazdy, hotele), niewiele zostaje. Same zajęcia w szkole niewiele dają, bo lwią część wiedzy zdobywa się na praktykach w sądach, tam gdzie się chodzi na praktyki, na dobrą sprawę można by zrezygnować z tych wycieczek kolejami. Jeżeli jest się w małym ośrodku, gdzie sędziowie mają trochę więcej czasu, to może się aplikantem zajmą, w większym – mają go w głębokim poważaniu.
Kolejna sprawa to kwestia zarobków. Pomysł szkoły w Krakowie bez żadnych filii spowodował, że duża część jej aplikantów (jeżeli nie zdecydowana większość) to ludzie z tych właśnie okolic. Reszta absolwentów prawa – potencjalnych sędziów i prokuratorów – zagłosowała nogami i poszła na korporacyjną; dotyczy to zwłaszcza nieco starszych, bardziej doświadczonych prawników, którzy mają już rodziny i nie jest dla nich dobrym pomysłem jeżdżenie do Krakowa co miesiąc przez 5 lat. Efekt był taki, że części z aplikantów ogólnych nie było gdzie upchać, bo możliwości sądów krakowskich też są ograniczone, więc szkoła zsyłała ich na praktyki do Oświęcimia lub Nowego Sącza; aplikant chyba więcej czasu spędził w pociągu niż na praktykach. Oczywiście mógłby wynająć mieszkanie gdzieś dalej np. w Radomiu i tam robić praktykę, tylko za co wynająłby mieszkanie i się wyżywił, o dojazdach nie wspominając ? To samo dotyczyło możliwości asystentury po aplikacji ogólnej w przypadku braku dostania się na aplikację sędziowską lub prokuratorską. Zarabiając 2 tys. jako asystent nie ma szansy wynająć mieszkania i utrzymać się w obcym mieście.
Zapobiegając w/w niebezpieczeństwu Ministerstwo chce zlikwidować w ramach stażu asystenturę w KSSiP i od razu kierować na stanowisko refa za 5 tysięcy, a nie za 2 tys. jak asa; taka zachęta na siłę, żeby jacyś ludzie z dalszych zakątków Polski zaczęli w końcu jeździć na Południe, a przy okazji nie dać podwyżek dotychczasowym asom. Jest to dobra informacja dla 2,5 tys. aktualnych asów w sądach w całej Polsce, którzy jeszcze tam pozostali, biedują za 2 tys. złotych, odwalają robotę jak sędziowie i żebrzą na forach o podwyżki typu „List otwarty do Ministra”, prośby o interpelacje poselskie itp. itd., a ponadto to chory pomysł o konsekwencjach trudnych do wyobrażenia. Taki ref będzie podejmował samodzielnie orzeczenia o wpisach czy to w księgach wieczystych, czy to w KRS bez względu na wartość czy przedmiot, bez jakiegokolwiek nadzoru sędziego; jak nikt nie złoży skargi, to jego orzeczenie nabierze mocy prawomocnego wyroku, a tak jest w przeważającej większości przypadków. Tylko czekać jakiejś porządnej chryi. Doświadczenia procesowego taki ref nie nabędzie żadnego, bo takowe nabywa się w sprawach spornych, jak dotychczas asy, przeglądając akta sprawy, pisząc sędziemu projekty orzeczeń i uzasadnienia, a nie masowo klepiąc zwolnienia od kosztów sądowych, wpisy do KW, KRS czy BTE, co jest domeną referendarzy. Tylko czekać na pierwszych refów – absolwentów KSSiP, startujących na etat sędziowski. Ciekaw jestem, jak takiego refa oceni sędzia-wizytator przygotowując opinię o kandydacie dla potrzeb ZO czy KRS ? według jakich kryteriów ? że taki ref wyklepał ileś wpisów w KW czy zwolnień od kosztów sądowych zgodnie z wnioskiem strony, gdzie nikt się odwołał (sprawy niesporne), a nigdy nie był na rozprawie, nie napisał żadnego merytorycznego uzasadnienia w sprawie spornej, czy to cywilnej, czy karnej ? a przecież tak dokładnie jest, bo refowie to prawie sędziowie, więc pracują i orzekają samodzielnie. Od kogo się mają uczyć orzekania, stosowania zasady swobodnej oceny dowodów, oceny wiarygodności zeznań świadków, biegłych, wyjaśnień stron, subsumpcji stanu faktycznego pod normę prawną ? Tego się nabywa w praktyce, a ponieważ sędziowie made in KSSiP będą od razu orzekać samodzielnie (bez etapu asystentury), więc będą się uczyć „w praktyce”.
Rozwiązaniem jest „odciążenie sędziów” i „poszerzenie kompetencji referendarzy” (min. Kwiatkowski). Czyli referendarze mianowani przez Ministra sędziami sądu powszechnego ? Wydający wyroki ? buhahahaha ! z takimi kwalifikacjami ? chcielibyście być stroną w sprawie rozstrzyganej przez takiego „sędziego” ? O zgodności z konstytucją nie wspominam…
Wada pomysłu pt. KSSiP polega również na tym, że asystenci są w sądach realnie potrzebni, zwłaszcza w małych sądach, gdzie nikt się nie garnie do pracy. Obłożenie sędziego sprawami jest cholernie wysokie, jakaś zdolna siła robocza by się przydała. I – co śmieszniejsze – są ludzie chętni do pracy, nawet za te 2 tysiące, chociażby po to, żeby się czegoś nauczyć, najczęściej absolwenci prawa, często naprawdę z predyspozycjami i zacięciem. Niestety obaj w/w ministrowie tak wymyślili kryteria, że nijak ni w ząb nie można tych osób zatrudnić. Oby tylko ratować nieszczęsny pomysł krakowsko-lubelskiego tworu. Tak to nepotyzm / zła wola / zwykła głupota / pycha (niepotrzebne skreślić) psuje i szkodzi resztki tego, co jakoś tam funkcjonowało, kulało, ale jednak.
Reus , pomysł dobry, lecz trzeba by było odwrócić trochę ,,refeormy” Ziobry, mające na celu podporządkowanie sobie wymiaru sprawiedliwości. Po, pierwsze trzba wyeliminować przepis, że dwie negatywne oceny uprawniają do rozwiązania stosunku pracy z referendarzem. Tajemnicą poliszynela jest, że przepis ten bywa używany przez Prezesów/Przewodniczących Wydziału jako element ,,nacisku” na referendarzy – ,,macie załatwiać tyle i tyle spraw” , ,,macie orzekać tak i tak” bo jak nie to dostaniecie negatywną ocenę. Trzeba też przywrócić, przepis , iż referendarz jest niezależny (a nie tak jak to Ziobro zmienił ,,niezależny co do treści orzeczeń (!!). Jeśli więc będzie tak, że referendarz jest niezależny (nie tylko co do treści orzeczeń) oraz, gdy zlikwidujemy straszak w postaci ,,dwóch negatywnych ocen” oraz gdy powrócimy do zasady, że nie można swobodnie delegować refa do innego sądu, to de facto będzie miał przymioty sędziowskie i nikt się nie doczepi, że wydaje nakazy zapłaty (a to jest niezgodne z Konstytucją – aby patrzeć jak ktoś to zaskarży do TK i chlubę ministerstwa tj. e-sąd szlag trafi)
do reus-> jako referendarz napiszę krótko ” farmazony Waść pleciesz!”.
do reus: KRS ma jednak inne zdanie na ten temat niż ty, bo jednak asystenci sędziego, ubiegający się o etaty SSR, są na jej wniosek powoływani na stanowisko sędziego sądu rejonowego o obok referendarzy…Moim zdaniem zresztą lepszy jest asystent niż ref pracujący przez 2 lata w ośrodku migracyjnym KW na jednym programie, albo kopiujący w wklejający nakazy w wydziale cywilnym a takich refów są setki…
Tomek: nie masz racji.
To, czego robią obecnie refy tak po „starej” aplikacji sądowej, jak i po aplikacji referendarskiej, tego nie dadzą rady robić ci po 3,5 letniej (łącznie) aplikacji sędziowskiej w KSSiP? A niby dlaczego?
Natomiast poszerzenie kompetencji refów, tak by sprawowali wymiar sprawiedliwości nie wchodzi niestety w rachubę, a to z uwagi na Konstytucję, która jeśli o to chodzi jest dość jednoznaczna…
No i dla porządku – ref zarabia 3700 zł, a nie 5 tys.
asystentow jest mniej ale nie z\ powodu finansowego tylko z tegpo powodu, ze ci którzy byli po aplikacji poszli na referendarza czy sędziego a nowe przepisy / ze trzeba po aplikacji być / blokuja przyjecie nowych asystentow
a ja się z tej sytuacji cieszę.
Oczywiście bardzo współczuję młodym ludziom, dla których została zamknięta w zasadzie ostatnia droga do wykonywania praktycznego zawodu prawniczego, ale…
Dla obecnie orzekających sędziów jest to sytuacja bardzo komfortowa. Bo jeżeli nie będzie nikogo sensownego na nasze miejsce i sądy zaczną świecić pustkami, a procesy zaczną się w zastraszającym tempie wydłużać, to będą nam musieli dać podwyżkę
@ a-z
Sądzę, że nowy model aplikacji w KSSiP to nieporozumienie nie dlatego, że uczą się tam i wykładają ludzie mniej rozgarnięci od innych – bo tego NIE NAPISAŁEM W ŻADNYM FRAGMENCIE – ale dlatego że pominięcie asystentury to jednak porażka. Podpisuję się pod tym, co napisał jeden z piszących powyżej, asystentura to tłuczenie całej masy kazusów, i to spraw spornych pod nadzorem sędziego, który – czy lepszy, czy gorszy – ma już pewną orientację na temat praktyki orzekania i potrafi tego swojego asystenta czegoś nauczyć, chociażby z tego powodu, że bierze za to kasę i liczy na to, że przynajmniej przez jakiś czas ten asystent realnie mu pomoże. Praktykanta – stażystę nie nauczy, choćby z tego powodu, że ani nie ma na to czasu, ani interesu, ani obowiązku tego robić. Stażysta to stażysta, a asystent to asystent. Jak sędzia ma 100 spraw na biegu, to jest bardziej zainteresowany tym, żeby skończyć pisanie uzasadnień o rozsądnej porze, a nie żeby kogoś uczyć; tym bardziej, że ten praktykant niedługo będzie refem. Jako sędzia przykładałbyś się do uczenia człowieka, z którego nie będziesz miał w przyszłości pożytku, bo zarządzeniem ministra ten człowiek ci ucieknie ?
Najlepiej odzwierciedla to ogłoszenie prezesów jednego z sądów rejonowych, który „zapraszał do współpracy” studentów IV i V roku prawa na zasadzie umowy o dzieło lub zlecenia. Czegóż tam nie było ! Studenci mieli odpłatnie „opracowywać projekty uzasadnień orzeczeń, przedstawiać sędziemu projekty rozstrzygnięć, rozwiązywać zagadnienia prawne”. Hahahaha ! czegoś Wam to nie przypomina ? to oczywiście zakres pracy asystenta sędziego ! Tak, bo w tym małym sądzie towarzystwo robiło już bokami z nawału spraw, potrzebowali kogoś do pomocy, chętnie zatrudniliby studentów do grzebania w Lex-ie, szukania piśmiennictwa, orzeczeń, pisania uzasów itp. wystarczy żeby mieli otwartą głowę i chęć do pracy, czegoś by się nauczyli a przy okazji pomogli. Bo ktoś to musi robić. Bo Polska nie składa się tylko z dużych miast ! Oczywiście że to obejście przepisów o asystentach, ale ja się temu prezesowi nie dziwię. Jak mu ludzie siedzą po nocach, co chwila trzeba walczyć z przewłoką, a przepisy nie pozwalają, to się szuka jakiegoś zdroworozsądkowego wyjścia z sytuacji. Po prostu w MS mamy do czynienia z misjonarzami, idei w stylu „wyprawa do środka ziemi”, która tak się ma do rzeczywistości, jak …. Stąd moja ocena, chociaż ostra, jest – uważam – uzasadniona.
Tomek: Chodziło mi tylko o to, czy ktoś po aplikacji sędziowskiej ma kompetencje do bycia refem – moim zdaniem tak. Co do reszty, w dużym stopniu masz rację.
a ja mam pytania dwa
1/ czy każdy aplikant na aplikacji ogólnej dostaje 2700 zł nazwijmy to wynagrodzenia miesiecznie?
2/ dlaczego przyjmuje się 300 i dokładnie połowę po dwóch latach goni precz?
gdzie tu sens i logika? czy nie lepiej i taniej byłoby przyjąć 200 osób? i tak jak ktoś w końcu sprawdzi nazwiska wybranków (tych 150 z 300) to okaże się, że najmniejsze kumoterstwo jest na aplikacjach tzw. korporacyjnych.
#belzebubie
MS gdyby moglo to by przyjelo i 500 osob, a na drugi rok przepuscili 50.
W calej Polsce jest kilkaset (kolo 700) wakujacych etatow asystentow. Moze to nie jest duzo jak na caly kraj ale jak sie wezmie pod uwagę, że wszystkich asystentow jest jakies 2700-2900 to łatwi stwierdzić, że ok. 25-20% wolnych etatów czeka na chetnych.
W jakim innym zawodzie, przy dzisiejszym bezrobociu, czeka wolnych 25% etatow ??
Czy to nie mowi o skali patologii…
MS goni w piętkę, a kolejni ministrowie realizują swoje „wizje” (ciekawe, czego się wcześniej napiwszy bądź nawciągawszy…) zamiast w końcu ten cały burdel uporządkować od dołu do góry.
Pomysł z rozszerzeneim kompetencji referendarzy to już w ogóle jakas paranoja jest, a do tego wielkie deja vu, bo to się kiedyś nazywało „asesor”…
Zresztą jak ktoś pamięta (z trochę starszych wiekiem i stażem) to cała awantura z asesorami wzięła się stąd, że całkiem porządną konstrukcję prawną kompletnie wypaczyła praktyka – „powierzenie obowiązkow orzeczniczych” asesorom to wedle ówczesnych przepisó miał być wyjątek, a nie reguła – tymczasem regułą się stało to, że asesorzy orzekali w większościach spraw w SR-ach, często w sytuacji, gdy jedynym SSR-em był przewodniczący wydziału – a to wszystko oczywiście (i jak zwykle…) z racji kasy – asesor zarabiał mniej niż SSR – oraz możliwości „sterowania” – asesor nie miał przymiotu niezawisłości i musiał się „odpowiednio” starać, żeby na koniec dostać pozytywną ocenę do nominacji…
Mam nieodparte wrażenie, że za chwilę wrócimy do starej treści pod nową nazwą
albo w końcu wymiar sprawiedliwości pieprznie w diabły bo nie będzie komu robić – nie będzie sedziów ani asystentów i zostanie tylko garść referendarzy (albo i nie). I oczywiście „krajowa szkoła”, w której nie będzie nawet studentów, bo z takimi perspektywani jak teraz to chyba tylko idiota by się starał tam dostać.
Podsumowując: trzeba zaorać tę szkółkę w Krakowie i Lublinie (ciekawe co by powiedział Ćwiąkacz i inni krakowscy mędrcy gdyby szkoła była w Poznaniu i Szczecinie?), z Ministerstwa Spr. usunąć idiotów, w tym także pseudo „sędziów” tam delegowanych, napisać na nowo ustawę USP i akty wykonawcze. Niestety jest to nierealne i protest p-ko wygłupom „elit” należy prowadzić inaczej. Od słów do czynów, panowie i panie, bo inaczej M.Spr. nadal będzie nas traktowało jak świnie prowadzone do rzeźni. Niebawem rocznica szturmu na Bastylię, warto o tym pamiętać…
doba napisaliście, nagmatwaliście i nic z tego nie wynika. ja mam konkretne pytania – jak wygląda aplikacja w tej śmiesznej szkole i czy tam się dostaje jakieś pieniądze (ile)? co jaki czas tam się jeździ? i ile zarabia po tej apliikacji asystent sędziego?
będę wdzięczna zs KONKRETNE dpowiedzi.