Archiwum z mar 2010

Iustitia apeluje o podwyżki

25 mar 2010

Zarząd Stowarzyszenia Sędziów Polskich Iustitia podjął właśnie uchwałę, w której przypomina o obiecywanych przez rząd dalszych pracach nad sędziowskimi wynagrodzeniami

Sędziowie dają w uchwale wyraz obawom, czy aby dzisiejsze zasady – niekorzystne dla nich – nie utrwalą się na długie lata. Stowarzyszenie oczekuje od rządu niezwłocznego zaproszenia do rozmów oraz przedstawienia docelowego, spójnego modelu wynagrodzeń sędziowskich. Dalsza bezczynność właściwych organów państwa może doprowadzić do kolejnych akcji protestacyjnych środowiska sędziowskiego – piszą sędziowie w uchwale. Przytaczają jeszcze jeden argument za tym, że czas na podjęcie prac jest dobry: nowe ukształtowanie pozycji prokuratury od 1 kwietnia 2010 r. oraz podjęcie prac nad przyszłorocznym budżetem.

Agata Łukaszewicz

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Powstanie ranking ośrodków nauki jazdy

25 mar 2010

W ewidencji znajdą się informacje o zdawalności na prawo jazdy, kolizjach czy wykroczeniach byłych kursantów poszczególnych szkół

W projekcie ustawy o kierujących pojazdami, który czeka na pierwsze czytanie w Sejmie, rząd zabiera się za ośrodki szkolenia kierowców.

Te, które będą źle uczyć, nie tylko mają być częściej kontrolowane i zamykane przez starostów, ale i tracić klientów niezainteresowanych nauką na niskim poziomie.

W ponad 70 proc. ośrodków sprawdzanych przez Najwyższą Izbę Kontroli stwierdzono nieprawidłowości; egzamin praktyczny za pierwszym razem zdaje niewiele ponad 32 proc. kandydatów, a 31 proc. zdających negatywnie ocenia przebieg egzaminu. O czym to świadczy?

– O niskiej jakości usług świadczonych przez ośrodki szkolenia kierowców – uważa rząd i chce to zmienić.

Zdrowa konkurencja

Jak zamierza to zrobić? Planuje rozbudować informacje zawarte w Centralnej Ewidencji Kierowców o dane informujące, jak kandydat po zdanym egzaminie radzi sobie na drodze: czy miał wypadki, kolizje (jeśli tak, to jakie) i jakie wykroczenia popełnia.

W efekcie powstać ma lista rankingowa ośrodków szkolenia. Starosta w prowadzonej przez siebie statystyce uwzględni wyniki pracy ośrodków i poszczególnych instruktorów, typując te, które trzeba skontrolować w pierwszej kolejności. Pomoże mu w tym też policja, która przekaże starostom informacje o naruszeniach przepisów związanych ze szkoleniem.

Złe upadną

Pomocny będzie też CEPIK, który przekaże staroście informacje o zdanych egzaminach oraz wykroczeniach kierowcy. Kiepska opinia o danym ośrodku sprawi, że będzie miał mniej chętnych do nauki jazdy. A to spowoduje, że przedsiębiorca albo podniesie jakość szkolenia, albo zniknie.

– Pomysł jest dobry, tylko może się okazać martwy – mówi „Rz” Tomasz Matuszewski z warszawskiego Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego. I argumentuje: – Dziś także mamy wzmożony nadzór starosty nad ośrodkami nauki jazdy i nic z tego nie wynika. Starosta, który dowie się o nie najlepszej opinii i osiągnięciach ośrodka, powinien być przymuszony do podjęcia konkretnych decyzji – uważa Matuszewski. – Tylko jak to zrobić?

Zdaniem ekspertów od bezpieczeństwa ruchu drogowego można by określić liczbę wykroczeń popełnionych przez kierowców uczących się w danym ośrodku, która oznaczałaby dla ośrodka nauki jazdy konsekwencje drobiazgowej kontroli, a w przypadku kolejnych uchybień nawet zamknięcie.

Poziom nie jest niski

Dużo bardziej negatywnie propozycję ocenia Krzysztof Szymański, prezes Polskiej Konfederacji Stowarzyszeń Szkół Kierowców.

– Dlaczego mamy oceniać ośrodki szkolenia przez pryzmat zachowania kierowcy, który przecież zdobył już uprawnienia? – krytykuje.

Zapewnia też, że na zachowanie się na drodze młodego kierowcy wpływ ma wiele czynników.

W jego opinii poziom nauki jazdy w polskich szkołach wcale nie jest niski.

– Wręcz wysoki – uważa. Ale przyznaje, że zdarzają się ośrodki, w których jakość szkolenia pozostawia wiele do życzenia. I za kontrolę tych właśnie trzeba się ostro wziąć. – Podstawy do ich przeprowadzania są już dziś – uważa.

Kiepskie wyniki szkół

Według danych Ministerstwa Infrastruktury na niską jakość świadczonych usług wpływają:

* pojawiające się na rynku usług szkoleniowych ewidentne oszustwa polegające na obietnicach typu „u nas zdobędziesz prawo jazdy w trzy dni”,

* nieuczciwa konkurencja – stosowanie cen dumpingowych, nierealizowanie programu szkolenia,

* prowadzenie nauki pod kątem egzaminu, tj. pamięciowe opanowywanie testów egzaminacyjnych i nauka jazdy pod kątem zadań wykonywanych na placu manewrowym,

* brak właściwego nadzoru nad pracą ośrodków szkolenia kierowców,

* afery łapówkarskie.

Agata Łukaszewicz

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Pytania minister Hall

25 mar 2010

MEN zaczęło debatę o nowej Karcie nauczyciela. Własnego projektu nie ma.

W MEN odbyło się wczoraj pierwsze spotkanie zespołu, który ma opracować założenia nowej Karty nauczyciela.

– Dostaję listy od nauczycieli, którzy nie są zadowoleni z obecnego systemu awansu zawodowego. Piszą, że ich koledzy, którzy nie zajmują się młodzieżą, ale wypełnianiem potrzebnych papierków, awansują szybciej od tych, którzy poświęcają się uczniom. A samorządowcy i dyrektorzy wnioskują o zmianę przepisów, które utrudniają zarządzanie szkołą – tak szefowa MEN Katarzyna Hall argumentowała potrzebę prac nad nową Kartą nauczyciela.

Dokument opisuje prawa i obowiązki ponad 600 tys. nauczycieli, m.in. to, że przy tablicy pracują 18 godzin.

Wczoraj w MEN odbyło się pierwsze spotkanie zespołu ds. statusu zawodowego nauczyciela, który ma opracować założenia nowej Karty. W jego skład wchodzą m.in. byli ministrowie, samorządowcy, związkowcy.

Szefowa MEN podkreślała, że dokument z 1982 r. – mimo licznych nowelizacji – jest przestarzały, bo np. gdy go tworzono, nie istniało szkolnictwo niepubliczne. Sama nie przedstawiła jednak nowego projektu. Zamiast tego zadała cztery pytania, na które MEN szuka odpowiedzi. Są to: „jakie zagadnienia powinna regulować nowa ustawa?, jak wzmocnić motywacyjny charakter awansu zawodowego i systemu wynagradzania nauczycieli?, jak zmodyfikować organizację czasu pracy szkoły i nauczyciela, aby podnieść efektywność pracy?, kogo powinna dotyczyć nowa ustawa?”.

– Będziemy pytanie po pytaniu próbować sobie odpowiedzieć, co taka nowa karta marzeń miałaby obejmować. Dopiero potem będziemy mówić o szczegółowych rozwiązaniach – stwierdziła minister.

Zespół ma szukać odpowiedzi przez pół roku. Spotykać się będzie co miesiąc.

– Jeśli minister nie ma swojego projektu, to rodzi się pytanie, po co taka debata się rozpoczyna, czy nie jest to tylko zabieg propagandowy? – pyta z kolei Sławomir Broniarz, prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego. – Bo czy minister nie pokłada zbyt wielkich nadziei w ludziach, którzy mają zupełnie krańcowe spojrzenia na Kartę?

Związkowcy nie chcą pisania nowego dokumentu, ale np. zbadania, ile faktycznie godzin nauczyciele pracują w szkole. Z kolei samorządowcy i dyrektorzy szkół oczekują m.in. zwiększenia obowiązkowego pensum i różnicowania wynagrodzeń według efektów pracy. – Trzeba też poruszyć problem rocznych urlopów dla poratowania zdrowia, by rzeczywiście szli na nie ci, którzy tego potrzebują – mówi Marek Olszewski ze Związku Gmin Wiejskich.

– Powinna też zostać wprowadzona możliwość rozstania się z kiepskim nauczycielem. Dziś nauczyciel mianowany lub dyplomowany jest nietykalny i mimo że nie robi w szkole nic ponad wymagane minimum, nie mogę go zwolnić, by zatrudnić kogoś bardziej zaangażowanego – dodaje Wiesław Kosakowski, dyrektor III LO w Gdyni.

Kiedy powstanie nowa Karta? W kuluarach nowego zespołu mówi się, że raczej nie stanie się to przed wyborami parlamentarnymi w 2011 r.

Renata Czeladko

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Kto podrobił test na aplikację radcowską

25 mar 2010

Z powodu fałszerstwa minister sprawiedliwości unieważnił wynik egzaminu kandydatki na aplikacje. Prokuratura nie wykryła sprawcy

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie uznał, że zdająca nie przedstawiła kontrdowodów na to, że ustalenia prokuratury i ministra są nieprawdziwe (sygn. VI SA/ Wa 70/ 10).

W wyniku uchwały komisji egzaminacyjnej ustalającej pozytywny wynik egzaminu w 2008 r. K.S. została wpisana na listę aplikantów radcowskich. Minister sprawiedliwości zgłosił sprzeciw, ponieważ podczas sprawdzania karty odpowiedzi stwierdzono, że nie uzyskała ona wymaganych 190 punktów, lecz 189.

Wszczęte więc zostało postępowanie o stwierdzenie nieważności uchwały komisji egzaminacyjnej.

K.S. zapoznawała się z aktami obu tych spraw dwukrotnie w gmachu ministerstwa, w obecności urzędników. Jej zdaniem zdobyła wymagane 190 punktów. Wprawdzie w pytaniu 13 postawiła krzyżyki przy odpowiedziach B i C, ale w pkt B obwiodła krzyżyk kółkiem. Według reguł egzaminu na aplikację w 2008 r. anulowała w ten sposób błędną odpowiedź i należało uwzględnić odpowiedź C.

Minister stwierdził jednak, że otoczenie błędnej odpowiedzi B kółkiem pojawiło się dopiero później. Tak ustaliła Prokuratura Rejonowa Warszawa-Śródmieście na podstawie m.in. oświadczeń urzędników ministerstwa. Stwierdziła, że doszło do popełnienia przestępstwa – sfałszowania urzędowego dokumentu. Ponieważ jednak nie wykryto sprawcy, umorzyła postępowanie.

W skardze do sądu zdająca zaprzeczyła, by doszło do sfałszowania karty odpowiedzi i by to ona była sprawczynią. W postępowaniu nie zebrano na to wystarczających dowodów.

– Minister sprawiedliwości przyjął, że jest związany ustaleniami prokuratury, których skarżąca nie mogła podważyć, gdyż w trakcie postępowania prokuratorskiego nie była ani podejrzaną, ani pokrzywdzoną. Postanowienie o umorzeniu postępowania stwierdzające, że doszło do sfałszowania karty odpowiedzi, nie podlegało więc kontroli sądowej – zwracał uwagę pełnomocnik skarżącej.

– Okoliczności nie budziły wątpliwości i nie zostały przedstawione żadne kontrdowody – oświadczył pełnomocnik ministra sprawiedliwości. – Art. 76 k.p.a. przesądza o szczególnej mocy dowodu z dokumentów, jakim tu były wnioski prokuratury i oświadczenia pracowników ministerstwa, iż nie można wykluczyć, że w trakcie przeglądania akt K.S. mogła mieć dostęp do oryginalnej karty odpowiedzi.

Oddalając skargę, sąd podkreślił, że chociaż to organ administracji ma obowiązek zebrania i rozpatrzenia w sposób wyczerpujący materiału dowodowego, inicjatywę dowodową powinna również wykazywać skarżąca.

K.S. rzeczywiście nie mogła kwestionować postanowienia prokuratury, ponieważ nie przysługiwał jej w tym postępowaniu status strony. Miała go jednak w postępowaniu administracyjnym. Ale ani we wniosku o ponowne rozpoznanie sprawy, ani w piśmie po zapoznaniu się z aktami nie zostały sformułowane żadne wnioski dowodowe.

Minister dysponował natomiast postanowieniem prokuratury oraz oświadczeniami pracowników, które mogły być przyjęte jako dowód w sprawie. Jeżeli skarżąca uznała je za nieprawdziwe, niespójne, mogła je podważać, żądając np. przesłuchania świadków. Jeżeli tego nie uczyniła, nie może teraz kwestionować ustalenia, że doszło do sfałszowania karty odpowiedzi.

Wyrok jest nieprawomocny.

Danuta Frey

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

W szpitalach niech bogaci płacą za siebie

24 mar 2010

Marszałkowie chcą, by pacjenci mogli sami płacić w szpitalach publicznych za swoje leczenie. Takie stanowisko przyjął Konwent Marszałków, który obradował w Kamieniu Śląskim na Opolszczyźnie.

Marszałkowie województw chcą wyrównania szans szpitali publicznych z niepublicznymi, w których oprócz finansowania z NFZ stosuje się także odpłatność indywidualną.

Dodatkowo, zdaniem marszałków, możliwość płacenia bezpośredniego ułatwi życie wielu pacjentom, bowiem nie będą musieli już czekać w długich kolejkach na zabieg lub operację.

Marszałkowie województw, którzy są właścicielami szpitali publicznych, zwracają uwagę, że dotychczasowe kontrakty z NFZ są zdecydowanie niewystarczające, a sytuacja ekonomiczna Funduszu i zmniejszanie kontraktów powoduje podrażanie jednostkowych kosztów usług medycznych.

„Zmniejszenie ilości wykonywanych przez szpital usług medycznych powoduje niepełne wykorzystanie możliwości szpitala, a przy tym koszty stałe rozkładają się na mniejszą liczbę świadczonych usług, co powoduje wzrost kosztu jednostkowego usługi medycznej” – czytamy w stanowisku Konwentu Marszałków Województw RP.

„Sytuacja taka powoduje powstawanie nierówności pomiędzy publicznymi a niepublicznymi zakładami opieki zdrowotnej, które mając zawarty kontrakt z Funduszem mogą udzielać zarówno świadczeń zdrowotnych osobom ubezpieczonym w ramach kontraktu z NFZ, a także świadczeń pełnopłatnych, komercyjnych na życzenie pacjenta” – piszą marszałkowie.

Zwracają także uwagę, że już w niektórych szpitalach publicznych przyjmuje się odpłatność bezpośrednią od pacjentów, np. przy porodach rodzinnych.

Stanowisko Konwentu Marszałków Województw RP zostało przyjęte jednogłośnie i zostało wysłane do ministerstwa zdrowia i NFZ.

Zobacz Stanowisko Konwentu Marszałków Województw

Sławomir Stalmach

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Karta nauczyciela do likwidacji

24 mar 2010

MEN rozpoczyna prace nad założeniami do nowej ustawy regulującej status zawodowy nauczyciela.

Ma ona zastąpić obowiązująca regulację, ustawę – Karta nauczyciela.

– Nie widzę powodu, by po raz kolejny rozpoczynać dyskusję nad Kartą. Nie pojawiły się żadne przesłanki wskazujące, że jest to ustawa zła i nieprzystająca do rzeczywistości. Wiele krajów europejskich, także ze starej UE, bardzo nam Karty zazdrości. Porządkuje ona bowiem stan prawny, określa istotę zawodu nauczycielskiego, także misji, posłannictwa i odpowiedzialności nauczyciela – komentuje prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego Sławomir Broniarz.

Dziś w Ministerstwie Edukacji Narodowej odbędzie się spotkanie poświęcone zamierzeniom resortu. Wcześniej minister Katarzyna Hall zapowiadała m.in. zmiany w awansie zawodowym nauczycieli.

Magdalena Januszewska

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Posłowie walczą z wiatrakami

23 mar 2010

Coraz więcej osób protestuje przeciwko lokalizacjom elektrowni wiatrowych. Posłowie PiS chcą ograniczeń w budowie farm. Eksperci twierdzą, że na producentów energii wiatrowej trzeba nałożyć dodatkowe koszty.

Do 2020 r. Polska musi mieć zgodnie z unijnym zobowiązaniem 15 proc. energii z odnawialnych źródeł. Inwestorzy stawiają głównie na farmy wiatrowe, bo to sprawdzona technologia.

Przeciwnicy elektrowni wiatrowych wystosowali w tym miesiącu apel do posłów i premiera rządu. Żądają wprowadzenia jasnych przepisów o lokalizacji siłowni wiatrowych, a zwłaszcza zwiększenia ich minimalnej odległości od zabudowań mieszkańców.

16 mld zł wyniosą w najbliższych pięciu latach inwestycje w farmy wiatrowe

Pomysłodawcą apelu jest posłanka PiS Anna Zalewska, która aktywnie walczyła przeciwko wznoszeniu wiatraków w Kotlinie Kłodzkiej. Apel poparło 140 osób i stowarzyszeń, w tym przewodnicząca Klubu Parlamentarnego PiS Grażyna Gęsicka. – Budowa farm wiatrowych odbywa się na granicy prawa z wykorzystaniem niewiedzy mieszkańców. Firmy stawiają je wszędzie, nawet tam, gdzie nie ma odpowiednich warunków wietrznych – przekonuje posłanka Zalewska.

Władze lokalne chętnie popierają takie inwestycje ze względu na wpływy podatkowe, ale jednocześnie lekceważą protesty mieszkańców. A ci najczęściej obawiają się hałasu i spadku wartości swoich nieruchomości. Zgodnie z obecnym prawem wiatraki powinny być oddalone o minimum 500 m od zabudowań mieszkalnych. – Naszym zdaniem odległość ta musi wynosić ponad 1,5 km – przekonuje Anna Zalewska.

Niechciany inwestor

Coraz większe protesty społeczne przeciwko farmom wiatrowym niepokoją inwestorów. Na Mazowszu, w gminie Góra Kalwaria, od kilku miesięcy trwa spór mieszkańców z niemieckim Prokonem. Firma ta posiada w swoim kraju ponad 200 farm wiatrowych, w Polsce jest gotowa przeznaczyć na ich budowę 0,5 mld zł, ale jak dotąd inwestycje idą jej jak po grudzie. Pod protestem przeciwko planowanej w Górze Kalwarii farmie składającej się z 10 – 12 wiatraków o mocy 2 MWh podpisało się pół tysiąca mieszkańców z okolicznych wsi. – Dlaczego wydaje się zezwolenia na budowę wiatraków w bezpośrednim sąsiedztwie domów? – napisała do „Rz” Bogusława Zwolińska, przeciwniczka budowy farmy wiatrowej na tym terenie.

Aktywność przeciwników farm zaniepokoiła Polskie Stowarzyszenie Energetyki Wiatrowej. Wraz z innymi organizacjami, które popierają odnawialne źródła energii, PSEW zamierza wysłać list do przewodniczącej PiS Grażyny Gęsickiej. – Jesteśmy gotowi na merytoryczną dyskusję o energii wiatrowej, protesty szkodzą inwestycjom – przekonuje Janusz Gajowiecki, specjalista PSEW.

Dodaje, że rzeczywiście niektóre lokalizacje elektrowni wiatrowych budzą w Polsce duże kontrowersje. Tak było np. w przypadku inwestycji w Kotlinie Kłodzkiej.

Inwestorzy chcą masowo budować w Polsce elektrownie wiatrowe, ponieważ dostają wysokie wynagrodzenie za produkcję zielonej energii. Zarabiają podwójnie: na sprzedaży energii oraz na tzw. zielonych certyfikatach, które warte są już ponad 267 zł za 1MWh, podczas gdy cena energii to ok. 180 zł za 1 MWh. Koncerny energetyczne muszą się wywiązać z obowiązku sprzedaży zielonej energii i kupują świadectwa jej pochodzenia. A ponieważ obowiązek co roku rośnie, to taka energia ma zapewniony coraz większy zbyt.

Zawrotne plany

Farmy wiatrowe powstają już nie tylko na Pomorzu, gdzie są najlepsze warunki do ich działania, ale także na Mazurach, w Wielkopolsce czy na Podkarpaciu. PSE Operator został zasypany wnioskami o przyłączenie do sieci takich obiektów. Zgłoszone plany inwestorów przekraczają niemal dwukrotnie zapotrzebowanie kraju na energię.

Eksperci podkreślają, że właściciele farm wiatrowych są dziś na uprzywilejowanej pozycji. Zdaniem prof. Jana Popczyka z Politechniki Śląskiej nie ponoszą oni wszystkich kosztów związanych z produkcją energii elektrycznej z wiatru. – Niezwykle pilne jest uregulowanie trzech kwestii: kosztów sieciowych, rezerwowych i systemowych – przekonuje Jan Popczyk.

Kto płaci za brak wiatru

Profesor zwraca uwagę na specyfikę działania farm wiatrowych. Turbiny pracują tylko, gdy wiatr wieje z odpowiednią siłą, nie można więc przewidzieć, kiedy będą działały, a kiedy zostaną odłączone. Dystrybutorzy energii muszą więc zapewnić rezerwę mocy – np. poprzez zakup dodatkowych turbin gazowych. Właściciele farm nie ponoszą jednak związanych z tym kosztów. – Właściciele farm wiatrowych mają korzystny rachunek finansowy, ale cenę za to płacimy wszyscy w wyższych uśrednionych cenach energii – dodaje prof. Popczyk.

Przeciwnicy wiatraków mają wobec nich całą listę zarzutów

Na lokalizacji farm wiatrowych zyskują właściciele dzierżawionych pod nie gruntów i gminy, do których wpływa podatek od nieruchomości. Pozostali mieszkańcy czują się często pokrzywdzeni.

Według przeciwników tej technologii farmy wiatrowe emitują hałas, wibracje i niesłyszalne dla ucha infradźwięki. Praca łopat wiatraków, od których odbijają się promienie słoneczne, może powodować migotania i refleksy w oknach mieszkańców.

Zbyt bliskie posadowienie farmy wiatrowej w stosunku do budynków grozi katastrofą budowlaną.

Farmy wiatrowe pogarszają przy tym walory widokowo-krajobrazowe terenu.

W sąsiedztwie farm wiatrowych może w związku z tym dojść do spadku cen nieruchomości.

Wiatraki oddziałują także negatywnie na przyrodę, zwłaszcza na ptaki zamieszkujące okolicę.

Ziemia dzierżawiona pod budowę wiatraka nie może przez 20 – 30 lat być wykorzystana na cele produkcji żywności.

Zmiana planów zagospodarowania przestrzennego i wpisanie do miejscowych planów budowy farm wiatrowych powoduje, że Agencja Nieruchomości Rolnych nie jest w stanie sprzedać takich terenów jako ziemi rolnej, a jedynie po wyższych cenach jako grunty inwestycyjne. Dlatego plany masowej budowy farm mogą dotknąć także rolników, którzy nie będą mogli kupić ziemi.

Komentuje Aneta Pacek-Łopalewska, radca prawny:

Na etapie postępowania w sprawie oceny oddziaływania farmy wiatrowej na środowisko swoje uwagi i zastrzeżenia może zgłosić każdy. Także mieszkaniec miejscowości położnej w pewnej odległości od planowanej elektrowni. Zgłoszone przez mieszkańców uwagi nie są wiążące, ale jeśli okażą się zasadne, mogą mieć wpływ na treść decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach inwestycji. Brak takiej decyzji oznacza dla przedsiębiorcy skuteczne zablokowanie planowanej budowy – bez decyzji środowiskowej nie uzyska na dalszym etapie decyzji lokalizacyjnej i wymaganego pozwolenia na budowę farmy, a w konsekwencji nie będzie mógł zrealizować inwestycji.

Magdalena Kozmana

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Lekarze i adwokaci z kasami fiskalnymi

23 mar 2010

W przyszłym roku po wizycie u lekarza i prawnika otrzymamy paragon

– Decyzje polityczne zostały już podjęte. Prawników, lekarzy i księgowych obejmiemy obowiązkiem stosowania kas fiskalnych. Kończymy pracę nad rozporządzeniem – poinformował wczoraj „Rz” wiceminister finansów Maciej Grabowski.

Dotychczas były to zawody zwolnione z tego wymogu. Teraz wśród prawników tylko notariusze pozostaną bez kas. To dlatego, że każda dokonywana przez nich czynność podlega bardzo starannej rejestracji.

„200 mln zł wyda budżet na wprowadzenie kas fiskalnych dla nowych grup”

– Na pewno nie chcemy wprowadzić tego obowiązku w sposób nagły i nieracjonalny – dodaje wiceminister.

Nowe kasy będzie musiało kupić około 100 tysięcy podatników, dlatego Ministerstwo Finansów chce, aby nowe przepisy weszły w życie w przyszłym roku. Tak aby zainteresowani mogli się do nich dostosować.

Na zmianach ma skorzystać zarówno Skarb Państwa, który będzie mógł precyzyjnie ewidencjonować usługi lekarzy i prawników, jak i konsumenci. Ci dzięki paragonom poznają prawdziwą wartość usługi.

Fiskus też nie od razu skorzysta na wprowadzeniu kas dla nowych grup podatników, ponieważ za zainstalowanie ich w terminie przysługuje ulga. Podatnik może odzyskać 90 proc. ceny netto kasy, choć nie więcej niż 700 zł. Ministerstwo szacuje, że zwrot za zakup kas dla nowych podatników będzie kosztował budżet państwa 200 mln zł.

„100 tysięcy podatników będzie musiało kupić kasy fiskalne ”

Sami zainteresowani nie są zachwyceni pomysłem. – Nie uważam, że to dobry sposób na poprawę ściągalności podatku. Trzeba rozważyć, czy przewidywane zyski zrównoważą koszty budżetu – mówi Ireneusz Krawczyk, radca prawny i partner w Kancelarii Ożóg i Wspólnicy.

Konstanty Radziwiłł, wiceprezes Naczelnej Rady Lekarskiej, ostrzega, że wielu lekarzy dorabia po godzinach pracy i ma niewielkie dochody. Wprowadzenie kas może sprawić, że albo zrezygnują z prywatnych usług, na czym stracą pacjenci, albo część tego sektora przejdzie do podziemia. – Zwracaliśmy uwagę, że są lepsze sposoby ewidencjonowania przychodów, np. ulga dla osób korzystających z prywatnego leczenia – przypomina.

Andrzej Michałowski, wiceprezes Naczelnej Rady Adwokackiej, uważa, że za zamieszanie z kasami fiskalnymi zapłacą klienci. – Przychodzą z ważnymi życiowymi sprawami, a będą się czuli jak w kolejce po mięso – podkreśla.

– Prawnicy nie zastanawiają się, jak oszukać fiskusa, tylko jak zwiększyć swoje legalne dochody – mówi Wojciech Kotala, doradca podatkowy w DLA Piper.

Marek Domagalski , Monika Pogroszewska

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Inspektorzy bez ochrony

22 mar 2010

Stosowany przez ustawodawcę zabieg wygaszania zatrudnienia z mocy prawa w reformowanych urzędach pozbawia ochrony przed zwolnieniem społecznych inspektorów pracy.

Chodzi o sytuację, gdy urząd wskazany przez ustawodawcę do reorganizacji zostaje zlikwidowany, a jego majątek oraz pracownicy przechodzą na nowy podmiot administracyjny.

Zacząć na nowo

Przepisy najczęściej zastrzegają, że zatrudnienie urzędników wygasa z mocy prawa np. po upływie trzech miesięcy od przeniesienia ich w nowe miejsce. Jeśli nie dostaną oferty dalszego zatrudnienia, muszą pożegnać się z pracą w administracji. Jak wynika z wyroku Sądu Najwyższego, ci, którzy zostaną w nowym urzędzie, muszą jak najszybciej odbudować struktury związkowe, a także na nowo powołać społecznych inspektorów pracy. Po takiej reformie tracą bowiem przysługujące im dotychczas uprawnienia.

Przekonał się o tym pracownik Urzędu Miasta Stołecznego Warszawy. Po zmianie przepisów 27 października 2002 r. komunalny związek dzielnic, gmin i powiatów warszawskich wraz z biurem zarządu miasta został przeniesiony do nowo powstałej struktury stolicy. Pracownicy likwidowanych urzędów mieli stracić zatrudnienie 31 maja 2003 r., chyba że dostali ofertę zatrudnienia.

Mirosław Z., będący jednocześnie społecznym inspektorem pracy, dostał taką ofertę. Niewiele ponad rok od utworzenia nowej struktury administracyjnej w stolicy otrzymał jednak dyscyplinarkę. W wyniku procesu, jaki wytoczył miastu, wywalczył przywrócenie do pracy w magistracie oraz równowartość trzech pensji. Wytoczył też miastu, w myśl z art. 57 kodeksu pracy, drugi proces o wypłatę prawie 200 tys. zaległego wynagrodzenia. Twierdził, że w momencie wręczenia mu dyscyplinarki korzystał z ochrony przed zwolnieniem jako inspektor pracy. Należy mu się więc wynagrodzenie za cały czas pozostawania bez pracy.

Koniec kadencji

Sprawa dotarła aż do Sądu Najwyższego, który zajął się nią 16 marca 2010 r. Ten uznał, że w momencie wręczenia dyscyplinarki Mirosław Z. nie korzystał już z ochrony. Jego kadencja wygasła bowiem 27 października 2002 r., gdy weszły w życie przepisy ustawy o ustroju miasta stołecznego Warszawy, likwidujące dotychczasowe struktury administracji lokalnej. Co prawda po tym przedwczesnym zakończeniu kadencji inspektora przysługiwał mu rok ochrony, upłynął jednak jeszcze przed wręczeniem mu dyscyplinarki.

– Społeczny inspektor pracy jest wybierany do konkretnego zakładu pracy – tłumaczyła w uzasadnieniu do wyroku Katarzyna Gonera, sędzia Sądu Najwyższego. – Gdy traci on byt prawny, skraca się także kadencja na tej funkcji.

SN przypomniał przy okazji, że Trybunał Konstytucyjny w wyroku z 13 marca 2000 r. (sygn. K 1/99) orzekł, że stosowanie instytucji wygaśnięcia stosunku pracy jest zgodne z konstytucją. TK zaznaczył, że takie rozwiązanie powinno być stosowane jedynie wyjątkowo. SN uznał, że reorganizacja stołecznego urzędu przebiegła zgodnie z prawem.

Trzeba więc uznać, że w administracji nie dochodzi w czasie takich reform do przejścia zakładu pacy w myśl art. 231 k.p. W razie przekształcenia pracodawcy urzędnicy nie korzystają więc z ochrony, jaka przysługuje w podobnej sytuacji pracownikom prywatnych spółek. Chodzi np. o prawo zatrudnienia w nowym miejscu. Gdy zaś nowy pracodawca chce zwolnić część przejmowanej załogi, to musi wypłacić odprawy (sygn. II PK 191/09).

Opinia


Bartłomiej Raczkowski adwokat, właściciel firmy Bartłomiej Raczkowski Kancelaria Prawa Pracy

Skoro umowa o pracę wygasa, to dochodzi do przerwy w zatrudnieniu. Dotyczy to też urzędników, którzy dostali nowe warunki zatrudnienia w nowym urzędzie. Wynika z tego, że trzeba od nowa powołać społecznych inspektorów pracy. Osoby pełniące te funkcje w zlikwidowanych strukturach nie zachowują bowiem automatycznie swoich funkcji w nowym urzędzie. Powinni o tym pamiętać także członkowie zakładowych organizacji związkowych i pracownicy wskazani przez związek jako chronieni przed zwolnieniem. Po przeniesieniu do nowej jednostki związkowcy także powinni powołać nową organizację i stworzyć nową listę pracowników chronionych.

Mateusz Rzemek

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Nowy kodeks nie teraz

22 mar 2010

Reforma kodeksu cywilnego opóźni się o kilka lat. Na przeszkodzie stoją UE i sędziowska elita. Dla prawników, paradoksalnie, to dobra wiadomość

Jest już pewne, że Komisja Kodyfikacyjna Prawa Cywilnego nie zdoła do końca swej kadencji (październik 2010 r.) przygotować całego projektu nowego kodeksu cywilnego. Nie przygotuje z pewnością części szczególnej księgi zobowiązań (w której uregulowane są poszczególne rodzaje umów: sprzedaży, darowizny, najmu) ani prawa rodzinnego, które z kodeksu rodzinnego i opiekuńczego ma przejść (po noweli) do k.c.

– Nie udało się. Intensywne zmiany w Unii nie pozwalały na szybsze tworzenie projektu, poza tym pojawiły się inne koncepcje, które trzeba zwalczać, a to zabiera dużo czasu – mówi „Rz” prof. Zbigniew Radwański, przewodniczący Komisji, który deklarował zakończenie prac nad projektem w tym roku.

Sąd Najwyższy przeciw

Do tej pory komisja zaprezentowała tylko ogólną część kodeksu. Spotkała się z frontalną krytyką sędziów Izby Cywilnej Sądu Najwyższego, którzy we wspólnej i oficjalnej wypowiedzi („Sprawozdanie z dyskusji przeprowadzonej w Izbie Cywilnej SN”, „Przegląd Sądowy”, luty 2010 r.), mówią, że nowego kodeksu cywilnego uchwalać w ogóle nie należy, a projekt I księgi utwierdza ich w tylko w tym przekonaniu.

Sędziowie SN wskazują, że data uchwalenia obecnego k.c. (1964 r.) i jego socjalistyczne założenia nie przekonują do zmian, gdyż wiele regulacji przeniesiono z przedwojennego znakomitego kodeksu zobowiązań, a po zmianach ustrojowych w 1989 r. wprowadzono liczne do niego zmiany i nowe regulacje. Trudności jego stosowania da się usunąć w drodze wykładni, a ustawodawca powinien skupić się na rozwiązywaniu problemów społecznych i gospodarczych.

SN krytykuje „konstruowanie na siłę” pojęć. W jego ocenie projekt „nie podnosi, lecz zgoła obniża istniejący poziom legislacji”.

Marzenia o stabilizacji

Prof. Radwański odpowiada, że sędziowie zawsze niechętnie odnoszą się do zmian legislacyjnych, bo utrudniają im stosowanie prawa, i prac nad kodeksem nie zawiesi.

W tej chwili komisja pracuje nad trzema poważnymi kwestiami. W prawie rzeczowym boryka się z dylematem, czy likwidować użytkowanie wieczyste. Komisja uważa, że to przeżytek prawa komunistycznego i chce wprowadzić prawo zabudowy (zostawiając zastane użytkowania do czasu wygaśnięcia). Chce też wprowadzić tzw. ciężar realny, który pozwoli ustanowić na nieruchomości np. rentę. Porządek w księgach wieczystych, by wpisy wskazywały rzeczywistego właściciela, ma wprowadzić tzw. konstytutywny wpis do ksiąg.

– Do obsługi klientów nie potrzebuję nowego kodeksu, uważam też, że wiele zmian w obecnym jest zbędnych. Ta pogoń za zmianami wynika z nieznajomości prawa, które trzeba umieć stosować – uważa Dariusz Śniegocki, dziekan warszawski radców prawnych.

– Po co nowy kodeks, przecież po pół roku od uchwalenia będą kolejne nowelizacje – nie ma wątpliwości mec. Agnieszka Kurembska, cywilistka.

– Od kilku lat mamy kodeks spółek handlowych. Czy jest mniej problemów niż przy przedwojennym kodeksie handlowym? Skądże, niejasności jest więcej – uważa mec. Tomasz Mizikowski.

– Owszem, zmiany są potrzebne, tak wprowadzono np. umowę leasingu. Teraz przydałaby się nowoczesna regulacja umowy o roboty budowlane, gdyż ustawodawca przegapił rozwój branży deweloperskiej. Ale nowy kodeks? On ani mnie, ani moim klientom nie pomoże.

– Do pracy Komisji Kodyfikacyjnej odnosimy się z nadzieją i szacunkiem. Nie było i nie ma ze strony rządu sygnału, by wstrzymywała pracę nad nowym kodeksem – powiedział „Rz” Zbigniew Wrona, wiceminister sprawiedliwości.

– Czekamy na końcowy produkt, i wtedy się do niego odniesiemy. Stanowisko sędziów Izby Cywilnej oczywiście również weźmiemy pod uwagę.

Nad czym pracuje Komisja Kodyfikacyjna

Prace zakończone (część pierwsza k.c.):

– przedawniać się mają nie tylko roszczenia majątkowe, ale też niemajątkowe, np. związane z ochroną dóbr osobistych;

– zrezygnowano z różnych terminów przedawnienia, np. krótszych w sprawach gospodarczych;

– mają być tylko dwie kategorie osób: fizyczne i prawnei;

– katalog dóbr osobistych ma się rozszerzyć, np. o prywatność, kult osoby zmarłej.

Prace w toku:

– zastąpienie użytkowania wieczystego prawem zabudowy (do budowlanego wykorzystania działki);

– wprowadzenie tzw. ciężaru realnego: pozwoli np. ustanowić rentę zabezpieczoną na nieruchomości;

– uporządkowanie ksiąg wieczystych: przejście własności z chwilą wpisu do księgi;

– nowoczesne uregulowanie umów ubezpieczeniowych.

Marek Domagalski

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop