Ustawy, które pozwolą absolwentom prawa reprezentować strony przed sądami, mogą być sprzeczne z konstytucją. Ostrzegają przed tym sejmowi prawnicy.
Chodzi o propozycję przygotowaną przez Stowarzyszenie Doradców Prawnych, którą przyjęła jako swoją inicjatywę ustawodawczą komisja „Przyjazne państwo”.
Drugi, niemal identyczny projekt, jest autorstwa posłów Prawa i Sprawiedliwości.
Po proponowanej w obu zmianie przepisów kodeksu postępowania cywilnego oraz prawa o postępowaniu przed sądami administracyjnymi pełnomocnikami w obu rodzajach procesów mogliby być magistrowie prawa (z wyjątkiem spraw rodzinnych i opiekuńczych). Różnica jest w uprawnieniach absolwentów prawa do występowania przed Sądem Najwyższym; przewiduje to tylko projekt komisyjny.
Są wady prawne
Podczas prac sejmowych pojawiły się wątpliwości, czy projekty są zgodne z konstytucją, dlatego trafiły do Komisji Ustawodawczej, która ma je wyjaśnić. Poważne zastrzeżenia zgłosili sejmowi eksperci od legislacji.
Autorzy ekspertyz odnoszą się do dwóch orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego z kwietnia i listopada 2006 r. w sprawie otwarcia dostępu do zawodów prawniczych. Kwestionując wiele z rozwiązań tzw. ustawy Gosiewskiego, TK sformułował w nich warunki poprawnej legislacji, zwłaszcza uregulowania kwestii świadczenia usług prawnych przez osoby, które nie są adwokatami ani radcami prawnymi. Tego właśnie dotyczą zarzuty sejmowych prawników.
Dopuszczenie szerokiej grupy prawników bez dodatkowego przygotowania do świadczenia pomocy prawnej na tym samym polu co adwokaci czy radcowie stoi w sprzeczności z bezpieczeństwem obrotu prawnego – pisze Elżbieta Witczak-Bielecka z sejmowego Biura Legislacyjnego. Jej zdaniem proponowane rozwiązania są sprzeczne z art. 2 konstytucji.
Podobne zastrzeżenie wynika z opinii Biura Analiz Sejmowych. Zdaniem Piotra Chybalskiego, eksperta ds. legislacji BAS, autorzy projektów nie przygotowali kompleksowej regulacji zasad i form wykonywania pomocy prawnej przez osoby bez tytułu adwokata i radcy. Nie rozgraniczyli również precyzyjnie ich kompetencji od zawodowych kompetencji prawników z uprawnieniami. Narusza to zasadę określoności przepisów, a więc jedną z reguł prawidłowej legislacji wyprowadzanych z konstytucyjnej normy stanowiącej, że Polska jest demokratycznym państwem prawa.
Ekspert podkreśla również, że – zwłaszcza w projekcie komisji – zakres uprawnień magistrów prawa jest tak szeroki, że ich faktyczna pozycja zawodowa byłaby taka sama jak osób wykonujących zawody zaufania publicznego. Przy tym nie byliby oni zorganizowani w samorząd zawodowy sprawujący pieczę nad ich pracą. To zaś nie spełniłoby wymogów art. 17 konstytucji.
Prawa korporacji
Inaczej rzecz ocenia autor opinii sporządzonej dla komisji „Przyjazne państwo”. Prof. Lech Morawski, kierownik Katedry Teorii Prawa i Państwa Wydziału Prawa UMK w Toruniu, pisze, iż jej projekt nie narusza żadnych praw korporacyjnych, o których mowa w art. 17 oraz uwzględnia inne wartości konstytucyjne, takie jak wolność wyboru i wykonywania zawodu, działalności gospodarczej, zrzeszania się.
– Z konstytucyjnego i społecznego punktu widzenia ochrona tych drugich wartości jest donioślejsza – konstatuje prof. Morawski.
Ireneusz Walencik








Co ma zdemonopolzowanie zawodu prawnika wspolnego z art.2 konstytucji (zreszta bardzo idiotycznym) – „Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej”? Nie mam bladego pojecia.
Oczywiscie nie chodzi tu tez o zadne „bezpieczeństwo obrotu prawnego”, ale o ochrone korporacji prawniczej. Tego wprost powiedziec nie wypada, wiec ci wszyscy „eksperci” plota okragle formulki, troszczac sie niebywale o interes klienta i rzekoma niezgodnosc z prawem proponowanych rozwiazan.
A powolywanie sie na TK jest w naszych warunkach juz totalna kpina. Przeciez cialo to poptrafi w z konstytucji wywiesc doslownie kazdy wniosek – w zaleznosci od zlecenia i potrzeby chwili.
„Ekspert podkreśla, że – zwłaszcza w projekcie komisji – zakres uprawnień magistrów prawa jest tak szeroki, że ich faktyczna pozycja zawodowa byłaby taka sama jak osób wykonujących zawody zaufania publicznego. Przy tym nie byliby oni zorganizowani w samorząd zawodowy sprawujący pieczę nad ich pracą. To zaś nie spełniłoby wymogów art. 17 konstytucji.”
Art. 17 Konstytucji:
1. W drodze ustawy można tworzyć samorządy zawodowe, reprezentujące osoby wykonujące zawody zaufania publicznego i sprawujące pieczę nad należytym wykonywaniem tych zawodów w granicach interesu publicznego i dla jego ochrony.
2. W drodze ustawy można tworzyć również inne rodzaje samorządu. Samorządy te nie mogą naruszać wolności wykonywania zawodu ani ograniczać wolności podejmowania działalności gospodarczej.
Jakie wymogi ekspert miał na myśli?
Co nowy rząd, to coraz głupsze pomysły próbuje wprowadzić w życie. Ja z doświadczenia mogę powiedzieć, że jako absolwent prawa nic nie umiałam. Nie potrafiłam porządnie sporządzić pisma procesowego czy napisać uzasadnienia. Jak więc bez fachowego przygotowania miałabym bronić Kowalskiego przed sądem.
Po to jest aplikacja żeby nabrać praktyki i żeby nauczyć się tego co najistotniejsze.
Jak magistrowie prawa zaczną występować przed sądami to prawnicy zupełnie stracą szacunek w oczach społeczeństwa.
Jak ktoś jest za głupi albo zbyt leniwy żeby porządnie nauczyć się na egzamin, przejść przez całą aplikację i zdać egzamin końcowy, to niech idzie do sklepu obuwniczego pracować a nie domaga się otwarcia zawodów !!! To jest głupota.
Ja proponuje zmniejszyć opłaty za aplikacje, bo to właśnie wysokie opłaty są dla mnie główną barierą w dostępie do wymarzonego zawodu.
Osobiście uważam że moja wiedza po ukończeniu studiów prawniczych była dalece niewystarczająca do samodzielnego reprezentowania klienta przed Sądem.
Potem miałem 2 lata pracy w kancelarii radcowskiej (jako osobowy dodatek do komputera-pisałem i pisałem jak leci różne rzeczy). Było lepiej z praktyką pisarską (z pozwami i apelacjami dawałem radę) ale praktyki obecnośic w sądzie nie miałem.
Potem 3 lata aplikacji sądowej i naprawdę dużo się nauczyłem tak prawa jak i praktyki.
Nie wyobrażam sobie świadczenia kompetentnych usług prawnych przez absolwentów prawa, w tak szerokim zakresie… ale co mnie tam… Ja sobie poradzę sam
Kasiu droga, czy jest Ci wiadome, że dostępne są takie publikacje, jak wzory pism? Przykłady uzasadnień również w nich w występują. Jeżeli się przyswoi pewne konstrukcje, to reszta jest kwestią pracy własnej i stosowania nabytej wiedzy. Budowanie pisma procesowego odbywa się zawsze w oparciu o stan faktyczny skonfrontowany z materiałem normatywnym.
W kwestii dostępu do zawodu, jak widać, trudno jest wszystkim dogodzić. Można znieść opłaty i wprowadzić limity. Można zwiększyć opłaty i znieść egzamin wstępny – też będzie limit. Można zrezygnować z ograniczeń w naborze na aplikacje, dopuszczając do szkolenia wszystkich absolwentów. Można wprowadzić aplikacje państwowe. Można znieść aplikacje. Zawsze znajdzie się ktoś z czegoś niezadowolony.
Jak będzie wyglądało szkolenie aplikantów, jeżeli patroni nie będą w stanie sprostać temu zadaniu? Umożliwienie magistrom występowania przed sądem sprzyjałoby nabywaniu praktyki.
Poza tym, nie mają sensu tego rodzaju uogólnienia, że wszyscy absolwenci nie mają wystarczających umiejętności. Myślę, że przynajmniej niektórzy starali się w trakcie studiów czegoś nauczyć. Rozwiązaniem mogłoby być realizowanie praktycznej nauki zawodu przez wydziały prawa. Studenci powinni mieć możliwość nabywania umiejętności, żeby jako absolwenci mogli rozpocząć samodzielną pracę.
Popieram mocno i z przekonaniem swoich przedmówców, którzy popierają rozwiazanie umożliwiające swobodną pracę absolwentom. Nie mam aplikacji, wszystkiego nie wiem, ale mam duże sukcesy. Potrzebuję tylko swobody w działaniu.
PS. Adwokaci z którymi miałam do czynienia nie wiedzieli niczego więcej niż ja. Ponieważ nasze „prawo” jest „przewidywalne” rola wspomnianych adwokatów ograniczyła się tylko do obecności na sali rozpraw.
refie u mnie jest podobnie- praktyka w firmie aplikacja sądowa i znowu praktyka w sądzie – w miedzy czasie kilka poważnych ofert za dużo lepsze pieniążki ale za nudna robotę – i teraz się zastanawiam czy zostać w sądownictwie czy iść na swoje albo skorzystać z którejś propozycji- trzeba czasu – a wszyscy po studiach znający wiele języków i z doświadczeniem przy parzeniu kawy chcą od razu reprezentować ludzi przed sądem- trzeba znać mechanizm działania aparatu i technikę pracy mieć by coś osiągnąć, a bez tego tylko ludzi na kasę naciągają
Do
– Drogi/droga
, czy wiadomo Ci, że są dostępne takie publikacje, jak atlas anatomiczny oraz podręcznik chirurgii? A czy dałbyś się zoperować zieloniutkiemu absolwentowi medycyny, który przeczytał obie te książki, a nawet zdał na studiach egzemin z anatomii i chirurgii? Bo ja nie.
A rola Dodi na tejże sali sprowadzała się do czego?
Milo drogi/droga – zieloniutki absolwent medycyny – ciekawe sformułowanie:) Nienajlepsze masz mniemanie o ludziach wykształconych, ze szczególnym uwzględnieniem prawników i lekarzy. Obrażasz nie tylko ich samych, ale również ich szacownych pedagogów.
Bądźmy poważni. Przecież w całej tej dyskusji odnośnie zawodów prawniczych chodzi przede wszystkim o interesy. Toczy się gra o wysoką stawkę. Dla młodych ludzi wkraczających w życie zawodowe stawką jest przyszłośc i godne życie. Myśmy zainwestowali wiele lat pracy i wyrzeczeń. Prosimy o pozwolenie na realizację naszych marzeń. Każdy z nas pragnie być szczęśliwym człowiekiem i móc to szczęście podzielić z kimć bliskim, zapewniając swojej rodzinie godziwe utrzymanie.
Prawnicy bronią swoich przywilejów i nie zamierzają dopuścić innych do świadczenia usług prawniczych.
Kwalifikacje prawników świadczących usługi wcale nie są najlepsze, a łapanie przez nich wielu spraw pogarsza jakość tych usług.
Dlatego należy zwiększyć ilość prawników świadczących usługi.
Dlaczego nikt nie wspomina, że większość owych „groźnych” magistrów prawa stanowią wieloletni pracownicy kancelarii radcowskich i adwokackich? Ludzie przygotowujący dla swojego pracodawcy umowy, wszelkie pisma, podczas gdy on często bywa w gabinecie odnowy biologicznej. Ludzie bez szans na dostanie się, pomimo sporej wiedzy, na aplikację – z prostego powodu: braku mamusi, dziadzia albo taty na stanowisku mecenasa.
Zgryźliwy_szczurku:) – argument o braku mamusi, dziadzia albo taty na stanowisku mecenasa jest już dawno nieaktualny. Zważ proszę, że już w tym roku aplikacje kończyć będą aplikanci, którzy dostali się po nowelizacji ustaw i otwarciu zawodów (które pomimo PRowego szumu w mediach już dawno nastąpiło). 90% osób na mojej aplikacji to osoby bez koneksji rodzinnych.
@
:
„Kasiu droga, czy jest Ci wiadome, że dostępne są takie publikacje, jak wzory pism? Przykłady uzasadnień również w nich w występują. Jeżeli się przyswoi pewne konstrukcje, to reszta jest kwestią pracy własnej i stosowania nabytej wiedzy. Budowanie pisma procesowego odbywa się zawsze w oparciu o stan faktyczny skonfrontowany z materiałem normatywnym. (…) Umożliwienie magistrom występowania przed sądem sprzyjałoby nabywaniu praktyki. (…) Poza tym, nie mają sensu tego rodzaju uogólnienia, że wszyscy absolwenci nie mają wystarczających umiejętności. Myślę, że przynajmniej niektórzy starali się w trakcie studiów czegoś nauczyć. Rozwiązaniem mogłoby być realizowanie praktycznej nauki zawodu przez wydziały prawa. Studenci powinni mieć możliwość nabywania umiejętności, żeby jako absolwenci mogli rozpocząć samodzielną pracę.”
1. Z „wzorów pism” to się taki absolwent nie dowie, jak go dostosować do konkretnej sprawy, ani tym bardziej jak skonstruować uzasadnienie wykraczające poza jeden, dany przykład. Bo to wymaga umiejętności pracy z orzecznictwem i komentarzami – a tego na studiach nie uczą. Można się śmiać, ze „prawnik bierze gotowca z uzasadnień w Lexie”, ale cały witz polega na tym, żeby wiedzieć co z danego wyroku/uzasadnienia jest konieczne, a czego lepiej nie ruszać. I tego tez na studiach nie nauczą.
2. Aplikant ma (przynajmniej powinien mieć) „koło ratunkowe” w postaci patrona – jak coś spieprzy, to jeszcze jest szansa, że patron naprawi. Taki „absolwent zdobywający praktykę na obsługiwaniu klientów” nijakiej pomocy w ten sposób nie otrzyma – bo i skąd?
3. Nie wiem jak jest teraz, ale czy obecni studenci prawa z własnej inicjatywy (o ile nie muszą, pracując w kancelariach) na bieżąco wertują komentarze, orzecznictwo i trenują pisanie pism procesowych wszelkiej maści? Bo za moich czasów (II poł. lat 90.) nikt tego od nich nie wymagał. A co do zmiany sposobu kształcenia prawników – zgoda, taki model miałby duży sens… ale kto go wprowadzi? Bo trzeba by zorganizować współpracę uczelni z sądami, kancelariami itp. żeby studenci mieli gdzie i jak zdobywać praktyczne doświadczenie.
@ zgryźliwy_szczurek:)
„Dlaczego nikt nie wspomina, że większość owych “groźnych” magistrów prawa stanowią wieloletni pracownicy kancelarii radcowskich i adwokackich? Ludzie przygotowujący dla swojego pracodawcy umowy, wszelkie pisma, podczas gdy on często bywa w gabinecie odnowy biologicznej. Ludzie bez szans na dostanie się, pomimo sporej wiedzy, na aplikację – z prostego powodu: braku mamusi, dziadzia albo taty na stanowisku mecenasa.”
Bzdura – teraz egzaminy na aplikacje sa pozakorporacyjne i jak widac po tegorocznych – trzeba byc wyjątkowym głąbem, żeby się nie dostać. A jeżeli ci ludzie mają odpowiednią praktykę – to moga przecież od razu przystąpić do egzaminu zawodowego na radcę prawnego czy adwokata – przecież to w ustawach mają zagwarantowane. Jeżeli są tacy świetni to chyba nie powinno to stanowić problemu, tym bardziej, że egzaminy końcowe też są państwowe?
Jak dla mnie to najlepszym kryterium powino być zdanie państwowego egzaminu prawniczego – jeżeli dany delikwent ma odpowiednią wiedzę praktyczną i teoretyczną i potrafi ją zastosować na tyle dobrze, żeby zdać, to sposób, w jaki ową wiedzę zdobył, nie powinien mieć znaczenia. Jak komuś się uda wykazać takowymi umiejętnościami zaraz po zdaniu magisterki – proszę bardzo, działaj w zawodzie. Jeżeli nie – doucz się, popracuj w kancelarii/firmie/urzędzie, i startuj w następnym terminie.
Natomiast powtórzę – sam pamiętam z własnego doświadczenia, jak niewiele wiedziałem o „prawie w działaniu” zaraz po skończeniu studiów. I nie sądze, żeby obecny stan rzeczy zmienił się na lepsze. A praktyka bywa czasem porażająca, bo powszechnym błędem owych „doradców” jest np. nieprawidłowe konstruowanie pełnomocnictw z art. 87 § 1 Kpc:
„Pełnomocnikiem może być (..) osoba pozostająca ze stroną w stałym stosunku zlecenia, jeżeli przedmiot sprawy wchodzi w zakres tego zlecenia” – na tym pełnomocnik drugiej strony może wygrać sprawę (zwłaszcza gospodarczą) bez żadnego wysiłku…
Szkoda, że zasadami prawidłowej legislacji Szanowne Gremia przejmują się dopiero w przypadku ograniczeń dostępu do zawodów prawniczych. Skoro mamy tak wybitnych Ekspertów w Biurze Analiz Sejmowych, to co z pozostałymi ustawami…? Jakość większości z nich, czy to pozytywnie zaopiniowanych, czy to zignorowanych przez ww. Ekspertów, pozostawia wiele do życzenia… A co z ocenami skutków regulacji…?
Widzę, że większość osób piszących o trudnościach w dostaniu się na aplikację, to albo ma swoją wiedzę sprzed ładnych kilku lat, kiedy rzeczywiście egzamin wstępny na aplikację był trudny, ale można było się jednak dostać, co ja osobiście mogę potwierdzić (w rodzinie nie ma żadnego prawnika, żeby było jasne) albo musi być na prawdę beznadzieje słaby, żeby twierdzić, że tegoroczne testy na aplikację były trudne. One były wręcz banalne i mam wrażenie, że osoby je piszące musiały się nieźle na głowić, aby nie napisać zbyt trudnych pytań.
Ps. Ciekawy też jestem jak będzie się czuło te dwa tysiące aplikantów, którzy dostali się w tym roku na aplikację radcowską w Warszawie, kiedy ich kolega, który był na tyle kiepski, że nie zdał tego banalnego testu i nie dostał się na aplikację, będzie teraz mógł samodzielnie reprezentować klienta przed sądem okręgowym, a oni dopiero po pół roku aplikacji i to tylko z upoważnienia radcy prawnego.
MILO poczytaj o – prawdziwym zawodzie zaufania publicznego -zawodzie lekarza. Najwayniejsye jest to: po 7 latach samodzielna praca, teraz nawet stażu nie będzie.
Nie rozumiem celu tej dyskucji i tego projektu. Kiedy, za 3 lata osoby przyjęte w ciągu lat ubiegłych skończą aplikację i zdają egzaminy zawodowe będziemy mieli takie ilości prawników z uprawnieniami (po aplikacji), że nie dla każdego z nich będzie praca. Rynek będzie nasycony. Po co w tej sytuacji ryzykować wypuszczanie na rynek nieprofesjonalnych doradców bez aplikacji?
A ja uważam, że mgr bez doświadczenia praktycznego jest dla klienta przed sądem niebezpieczny. Oczywiście mogą się trafić proste sprawy, w których nie będzie wiele do powiedzenia. Jednakże w sprawach skomplikowanych brak doświadczenia będzie zabójczy dla klienta. To jest jasne. Inną sprawą jest, że takie ewentualne uregulowanie należy do decyzji ustawodawcy a skorzystanie z usługi takiego mgr jest decyzją tegoż właśnie klienta. Nie dostrzegam tutaj naruszenia Konstytucji. Gdyby przyjąć takie rozwiązanie to uważam iż należałoby nałożyć na mgr szeroki obowiązek informacyjny dotyczący ich kwalifikacji i doświadczenia. Generalnie jednak uważam takie rozwiązanie za wadliwe. Reforma powinna pójść w kierunku usprawnienia przebiegu aplikacji adwoakckich i radcowskich. Np. pomoc finansowa dla aplikantów (na wzór kredytów studenckich) oraz uszczegółowienie zasad przeprowadzenia kolokwiów częściowych w trakcie aplikacji! Owszem niech będą ustne ale nagrywane…!!! Z możliwością odwołania się od wyniku kolokwium do Komisji Egzaminacyjnej II stopnia działającej przy MS. Za takie sprawdzenie zasadnoścu wystawionej oceny niechby i płaciił niezadowolony z wyniku aplikant ale możliwość takiej obiektywnej weryfikacji byłaby bezcenna..
@mgr prawa:
nie ma się co dziwić, bo nawet jak projekt wyjdzie z BAS czy Biura Legislacyjnego rządu, to posłowie i tak wrzucają do inego swoje pomysły, które całkiem często są sprzeczne z resztą obowiązujaćego prawa i Konstytucją, ale ładnie wyglądają na spotkaniach wyborczych. Nie bez powodu TK ma tyle roboty… Sam to przerabiałem w swojej branży przy okazji nowelizacji ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych… czysta zgroza po prostu.
W tej całej dyskusji zapomina sie chyba o podstawowym problemie – bezpieczeństwie klienta, który nie znając się ani na prawie ani na kwestiach kwalifikacji zawodowych może ponieść znaczną szkoedę.
Doświadczenie zawodowe uczy, że nawet adwokat z dużym doświadczeniem zawodowym potrafi spartaczyć prosta sprawę. On ma jednak jeden wielki atut – ma ubezipeczenie, z ktorego w razie wykaznaia podstaw jego odpowiedzialności będzie można uzyskać stosowne odszkodowanie. A jak ta kwestia ma się do doradców prawnych?
W dalszej części – argumeny, że studia prawnicze powinny uczyć praktyki uważam również za bardzo niebezpieczne. Co z tego, że każdy będzie umiwał napisać proste pismo procesowe, jeżeli jego merytoryczna zawartość będzie odpowiadała pismu wnoszonemu przez samą stronę. kiedy w takim razie ma być czas na poznanie teorii prawa i przyswojenie podstawowych zasad rządzących poszczególnymi dziedzinami prawa czy procedurami? Moim zdaniem studia nie mogą być jedynym przygotowaniem do wykonywania zawodu. Dopiero praktyka zawodowa, pod okiem fachowcy, daje szansę na powodzenie i unikanie błędów.
Żeby podjąc się wykonywania jakiejkolwiek czynności której skutki mogą decydować o czyimś życiu czy majątku potrzeba dwóch rzeczy: odpowiedzialności i wiedzy. Odpowiedzialnośc wyraża się tym, że ma się świadomość swojej niewiedzy i podejmuje się rzeczy co do których wiadomo że się podoła.
Wiedza winna być zweryfikowana w sposób obiektywny ponieważ każdy człowiek ma słonnośc do lepszego mniemania o sobie niż to jest w rzeczywistości.
Mój przepis – nie ważne czy masz aplikację czy nie, czy masz praktykę czy nie – jeżeli zdasz praktyczny, państwowy, ogólnopolski egzamin ( a taki powinien być ) masz prawo wykonywać zawód przed sądami itp.. Nie zdasz – po prostu za mało umiesz – siadaj do książek i startuj kolejnym razem.
Dość dyktatu prawniczych korporacji!
Ciekawe, że od dobrych 4 lat pełnomocnikiem procesowym w postępowaniu cywilnym może być praktycznie każdy. Nie trzeba być nawet prawnikiem i dotąd nikomu to nie przeszkadzało specjalnie. Co więcej – orzecznictwo sądów nawet pogłębiało anarchię. A teraz, gdy pojawił się projekt ustawy zaostrzający kryteria świadczenia pomocy prawnej w zakresie zastępstwa procesowego wymyślono, że to niezgodne z art. 2 Konstytucji. Ale jeśli TK rości sobie prawo do bycia III izbą Parlamentu to czego się niby spodziewać.
A co z osobami, które nie skończyły studiów prawniczych, i są np. ekonomistami, albo nawet inżynierami ale posiadają odpowiednie umiejętności?
Dlaczego prawnicy chcą się zamykać w swoim gronie i nie dopuszczać do reprezentowania w sprawach sądowych innych osób. Myślę, że w sądzie poradziłbym sobie nie gorzej niż nie jeden prawnik po studiach a może nawet adwokat – mam doświadczenie życiowe i myślę, że byłbym dla sędziów przekonujący.
Tak naprawdę pod pozorem otwarcia korporacji chcecie tworzyć nową!
Studia prawnicze nie są tak ważne aby robić z nich warunek wystepowania w sądzie, tym bardziej, że na innych kierunkach są także elementy prawa, które pozwalają się zorientować o co chodzi.
Należy znieść wszystkie ograniczenia a nie zastępować jedne innymi.
prawda jak zawsze leży pośrodku.
Dla każdego prawdziwego prawnika jest chyba jasne, że absolwenci prawa nie mogą uzyskać pełnego dostępu do świadczenia usług. Jest cała grupa postępowań (np. w sprawach gospodarczych) gdzie błedy pełnomocnika są nieodwracalne – nie umieszczenie pewnych sformułowań już w pierwszym piśmie procesowym oznacza utratę prawa do ich powołania w przyszłości. Podobnie nie wyobrażam sobie absolwenta prawa przed Sądem Okręgowym w sprawie o zabójstwo, czy np. w dużej sprawie karnej-gospodarczej.
Z drugiej strony jest cała grupa spraw, gdzie profesjonalnym pełnomocnikom występować się po prostu nie opłaca z uwagi na niską wartość przedmiotu sporu. Tak ludzie występują w praktyce bez żadnej pomocy – a marny prawnik jest i tak lepszy niż żaden.
Na pewno trzeba też zreformować pełne teorii studia prawnicze. Czy ktokolwiek z Was wyobraża sobie absolwenta medycyny, który nigdy nie widział szpitala od środka? A ile jest praktyk w czasie studiów prawniczych? W sumie miesiąc?
Ekonomie,
)
( poza wyjątkami) każdy kto czuje się na siłach może występować w swojej sprawie. Ale jeżeli podejmujesz się reprezentować kogoś musisz spełniać pewne minimalne kryteria a to musi byc jakoś wykazane. Pisząc o egzaminie ogólnopolskim pomijam wątek studiów, korporacji, grup zawodowych i wszystkich innych grup mogących mieć jakikolwiek interes. Piszę o jednakowym dla wszystkich, dostępnym dla wszystkich, przeprowadzonym przez jakiś neutralny kolegialny organ egzaminie gwarantującym, że ten kto go zda posiada pewne minimum wiedzy a nie jest hochsztaplerem wykorzystującym innych.
Lepszy marny pełnomocnik niż żaden.
Nawet sędziowie to widzą, czego przykładem jest projektowana zmiana w KPC umożliwiająca ustanowienie pełnomocnika z urzędu, nawet bez wniosku strony…
Wiele podnoszonych w powyższej dyskusji argumentów niewątpliwie należy wziąć pod uwagę. Jednakże, nie dostrzega się mimo wszystko powagi i znaczenia praktyki w polskim prawie. Podkreślam jednak, że NIE MAM TU NA MYŚLI PRAKTYKI ZDOBYWANEJ POD OKIEM JAŚNIE MECENASOSTWA.
Ja pracuję sIódmy rok w drugiej kancelarii z rzędu i mogę nie bałwochwaląc się powiedzieć, iż sporządzam wszystkie pisma procesowe we wszelkich sprawach. Właściwie musiałem nauczyć się umiejętności ich sporządzania już w pierwszym roku pracy w kancelarii.
A idąc dalej, konsekwentnie, do bólu szczerze stwierdzam, że nie byli mi potrzebni w uzyskaniu owej wiedzy moi pracodawcy, gdyż tak się zdarzyło w przebiegu mojej pracy zawodowej, że to pracodawcy (adwokaci i radcowie) pytali się mnie o proponowane metody i rozwiązania, a ich rolą pozstawało jedynie złożenie podpisu końcowego pod moim pismem. To ja chodziłem na spotkania i narady do spółek „prawa handlowego” na narady i spotkania z kadrą zarządzającą i to ja proponowałem korzystne dla nich rozwiązania, które później Szanowni Pracodawcy Mecenasowie „ratyfikowali”.
Owszem, zdarzało się im wprowadzać rzekome zmiany do moich pism, ale nie polegały one na niczym innym jak na zmianie … „że” na „iż” i „iż” na „że”. Poza tym zmiany i korekty moich pism przez pracodawców (czytaj również: patronów) polegały przede wszystkim na przeniesieniu czwartego akapitu na miejsce piątego albo odwrotnie.
A zatem , ludzie spójrzcie wreszcie prawdzie w oczy. System u nas jest w istocie oszukańczy i nastawiony na tytulację, a tymczasem liczy się żmudna praca, którą można udowodnić naprawdę wiele.
Nie bójcie się tylko płytkich uwag o niskiej jakości usług prawniczych. Zobowiążcie doradców do zawarcia obowiązkowego ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej i dajcie tym ludziom prawo do godnej pracy. Zobaczycie, rynek sam sprawnie się ochroni przed cwaniakami.
Tytyłem siły rynku…. Obecnie pracuję „pod okiem” pracodawcy (Mecenasa) o spotkania z którym nie bardzo zapytują z nieśmiłością wskazując… „czy ja mogę poprowadzić dalej sprawę z tym Panem od pisania?”
Ktoś zapyta, dlaczego nie uderzyłem na aplikację?
Odpowiedź banalna – bo nie mam takich dochodów, dzięki której ją opłacę.
Dlaczego nie mam?
Bo Ci pracodawcy (czytaj Państwo Mecenasi) znajdują upodobanie w pasożytnictwie na innych organizmach żywych.
Warto wziąć pod uwagę także ten aspekt życia.
Racja WOLNY RYNEK – ubezpieczenia OC obowiazkowe. Sprawa rozwiązana.
A fachowcy niech dalej kiszą się we własnym sosie.
W sumie projekt oceniam pozytywnie. Lepsza mniej liczna, dobrowolna i elitarna adwokatura z wewnętrznymi egzaminami, w tym ustnymi, niż pseudoaplikacja bez patrona i praktyk w sądach. Może to jest szansa na to aby za kilka lat tytuł adwokata coś jeszcze znaczył. Dla dobrych kancelarii rynek nie jest straszny a renoma i siła tytułu adwokata może być w przyszłości tym co znak towarowy dla firmy. Dla obawiających podam przykład zarządców nieruchomości, przeważnie nieprawników, którym przez kilka lat odmawiano prawa do występowania w sądach jako pełnomocnikom mimo, że mieli obowiązek zdać egzamin państwowy z prawa. Dzisiaj dzięki doskonałej znajomości stanu faktycznego, przy niewielkiej pomocy adwokata, sprawdzają się w sprawach o wysokość i zapłatę czynszu, eksmisję itp. Oczywiście projekt ma niewielkie wady takie jak brak obowiązku zachowania tajemnicy, który zresztą powinien dotyczyć wszystkich pełnomocników, czy też brak procedury usuwania z zawodu ludzi nieuczciwych. Jeżeli pozwalamy stronie występować samej przed sądem, co zresztą jest regułą, to pozwalając na ustanowienie pełnomocnikiem magistra prawa tylko poprawiamy jej sytuację.
Chcę zwrócić uwagę na doradztwo korporacyjne. Zagadnienia z jakimi tam spotykają się prawnicy są ściśle związane z ekonomią, techniką, polityką itp. W tej branży tradycyjne szkolenie zupełnie zawodzi. Wąska specjalizacja i współpraca z fachowcami z innych dziedzin to podstawa rzadko natomiast zachodzi potrzeba wystepowania przed sądem a jeżeli już to arbitrażowym. W tej branży deregulacja jest jak najbardziej porządana.
Nowe zasady naboru na aplikacje to zasługa ludzi z FairPlay. Szacun dla nich, bo dzięki nim możemy dzis normalnie zdawać. Dziękujemy!!! –
Aplikanci
Do Praktyka:
to wzruszające, że tak inteligentny i doświadczony praktyk tak daje się wykorzystywać mecenasom i nie jest w stanie przez 7 lat przynajmniej rozpocząć aplikacji (kilka tysięcy złotych dla tak zdolnego pracownika, który tak od siebie uzależnia pracodawców nie powinno być problemem) – chyba, że nie wszystko tu było podane ściśle.
Ja też uważałem, że sporo umiem i dlatego kilka razy zdawałem na aplikację. Ostatecznie uporałem się z tym i obecnie wykonuję zawód jako rpr. Kosztowało to sporo wyrzeczeń ale uważam, że było warto. Okazało się, że jest jeszcez wiele do nauki i poznania. I choć nie jestem specjalistą w wielu dziedzinach przynajmniej wiem, że wogóle takie są i trzeba je brać pod uwagę i zwrócić na nie uwagę klientowi.
Pisanie pism i prowadzenie spraw określonego rodzaju a ogólne uprawnienie do pełnej reprezentacji we wszysktich sprawach to jednak pewna różnica. Klient ma prawo oczekiwać tego, że:
1) prawnik potrafi ocenić, że sprawa jest dla niego za trudna (a do tego też potrzebna jest niemała wiedza i świadomośc 2 i 3 kontekstu sprawy)
2) jakość pracy jest kontrolowana przez innych członków samorządu
nie podjemie się sprawy na której się nie zna.
proponuję zrobić aplikację
Ten projekt to krok wstecz. Jak ktoś trafnie wyżej zauważył, zamyka drogę do reprezentacji przed sądem wielu wartościowym pełnomocnikom (doświadczonym zarządcom nieruchomości, rzeczoznawcom, ekonomistom itd) którzy biją na głowę zielonych absolwentów prawa.
Czy dalibyście się zoperować lekarzowi bezpośrednio po studiach?? czy dalibyście zaprojektować swój dom architektowi zaraz po studiach??
Na pewno mają oni znaczną wiedzę teoretyczną, ale jednak 3 razy byście się zastanowili czy powierzyć im swoje zdrowie czy bezpieczeństwo, ale prawnik zaraz po studiach z paroma wzorcami pism w komputerze jest już super fachowcem któremu powierzycie swoje sprawy…
Gratuluje… dzięki takim jak wy nigdy nie zabraknie dla mnie pracy !!
ja to bym nie dal nawet szewcowi spoza korporacji szewców mojego buta do zacerowania. Co innego gdyby byl członkiem jakiejś korporacji, choćby nawet się tam dostał nieuczciwie i po znajomości…
Pan szewc nie wyczerpuje tematu, a hydraulik, murarz,a sprzątający, ciecie oni też koniecznie muszą być z korporacji.
„z wyjątkiem spraw rodzinnych i opiekuńczych” – czyli z wyjątkiem najprostszych spraw cywilnych. Tyle się toczy spraw o alimenty albo rozwody bez jakiejkolwiek pomocy prawnej bo stron na to nie stać ale mimo wszystko nie chcą tego otworzyć, chociaż akurat ten dział prawa powinien być otwarty w pierwszej kolejności.
I zgadzam się z postami wyżej art. 2 ma się do projektu tak jak piernik do wiatraka. Wiem, że kreatywna wykładnia może uznać za niezgodne z dwójką praktycznie wszystko ale to już jest gruba przesada.
Jestem pierwszym rocznikiem „dzieci Ziobry” – tj. pierwszym rocznikiem aplikantów radcowskich, którzy dostali się na aplikację po reformie egzaminów wstępnych. Wcześniej próbowałem dostać się na aplikację – bezskutecznie, za bardzo się stresowałem na egzaminach ustnych. Miałem też doświadczenie zawodowe w stosowaniu prawa, które umożliwiało mi przystąpienie do egzaminu radcowskiego bez aplikacji. Zdecydowałem się jednak na aplikację. Teraz zdaję egzamin radcowski. O ile przed aplikacją czułem się „orłem Temidy”, to teraz nabrałem wielkiej pokory przed prawem, bo to bardzo niebezpieczny i nieprzewidywalny zwierz. Ja dopiero teraz rozumiem jaka jest istota prawa i jaka jest moja odpowiedzialność. Nie korzystam już ze wzorów, bo są śmiertelnie niebezpieczne. Do opinii komentatorów prawa podchodzę z odpowiednim sceptycyzmem. W orzecznictwie odnajduję sprzeczności a rzadko jednolitość. Praca dla doświadczonych profesjonalnych prawników nauczyła mnie oszczędności w słowach i odnajdowania istoty rzeczy. Moja aplikacja była ekskluzywna – mała grupa umożliwiająca bezpośredni dostęp do doświadczonych prawników- wykładowców. Dzięki praktykom w sądach, prokuraturach wiem czego oczekują po drugiej stronie barykady i że to są ludzie omylni i ciężko pracujący. Wiem jak łatwo popełnić błąd, zagubić się w swojej głupiej mądrości i kopiowaniu utartych skryptów myślowych. Wiem że jedno działanie spowoduje wiele skutków bardzo od siebie odległych. Podziwiam ale i współczuję tym którzy chcą zajmować się bezlitosnym prawem bez jego zrozumienia w działaniu. Ubezpieczcie się wysoko a majątek przenieście na małżonków. Wśród profesjonalnych prawników tworzy się bowiem nowa specjalizacja – roszczenia odszkodowawcze wobec innych pełnomocników. Tu nie ma litości. A kto popełniwszy błąd stanie mi na drodze – złupię bez litości, bo lepiej znam regulamin walki a dobro klienta jest najwyższym dobrem. Apeluję o więcej pokory wobec prawa i szacunku wobec profesjonalnych prawników, którzy w przeważającej części na szacunek zasługują. Także i wśród magistrów są ludzie dobrze przygotowani i życiowo mądrzy którzy sobie poradzą ale to raczej mniejszość. Większość z nich jest próżna – butno, mądro- głupia i w nadmiarze korzystają z dobrodziejstw informatyki. A egzamin radcowski to ekstremalny stres i traumatyczne przeżycie. Tak twierdzę ja – Człowiek Który Był Takim Jak Wy.
mhm:)
już widzę jak taki absolwent staje naprzeciwko mnie w sądzie:) i widzę minę sędziego potrzącego z pobłażaniem na tegoż absolwenta, widzę również te uchybienia procesowe absolwenta, w końcu widzę ten korzystny dla mnie wyrok, a potem przychodzą do mnie inni klienci bo chcą odszkodowanie od takiego absolwenta za to że źle poprowadził im sprawę:) i kasa się kręci.
jestem za:)
Kiedy wreszcie autorzy i inni zrozumieją, że nie ma żadnych korporacji tylko samorządy prawnicze ? Jeden nieuk z PiS zaczął i reszta powtarza jak papugi.
Polska jest ciekawym krajem w którym im większy idiotyzm ktoś palnie publicznie tym szybciej jest masowo powtarzany przez innych.
Nie wdając się w żenującą polemikę zwolenników ograniczenia dostępu do zawodów prawniczych, według, której adwokat , notariusz itp muszą otrzymać specjalne namaszczenie od namiestników władzy sądowniczej. Według wyznawanej i przez nich krzewionej logiki, powinniśmy być uszczęśliwieni, dotychczas chodząc przepasani wiankami przaśnego papieru toaletowego, pochodzącego od jednego władzom miłego producenta.
W każdej dziedzinie obowiązuje sprawdzona zasada, że podaż może wyalienować najlepszej jakości produkt i oczywiście wybrakowany wykluczyć z obiegu . Tylko Ci od których etyki i uznawania norm, zależy całe PAŃSTWO, do tej pory nie wstydzą się głosić herezję w imię zabezpieczenia wyłącznie własnych interesów.
Brak konstytucyjnej podstawy ograniczania dorosłemu klientowi wyboru osoby świadczącej usługi prawne czy medyczne. Ocena wartości przedmiotu sporu lub ryzyka medycznego oraz odpowiedni wybór usługodawcy należą do klienta i nie mieszczą się w ramach interesu publicznego, o ważnym interesie publicznym nie mówiąc, a tylko ważny publiczny interes pozwala w zgodzie z art. 22 i art. 31 ust. 3 Konstytucji ograniczać wolność gospodarczą. Zdrowie i większość spraw sądowych to interes prywatny, a piecza (art. 17 ust. 1 Konsytucji.) samorządów zawodowych nie może wykraczać poza granicę interesu publicznego, przy czym adwokat i radca to nie zawody zaufania publicznego, w przeciwieństwie do notariusza, sędziego i prokuratora.
Do Witek:
Masz rację w Polsce nie ma korporacji prawniczych. Są KARTELE PRAWNICZE.
Za Wikipedia: Kartel – zmowa (umowa) przedsiębiorstw posiadających decydujący wpływ w tej samej lub podobnej gałęzi gospodarki, mająca na celu całkowitą kontrolę nad rynkiem i jego regulację (ceny, podaży, popytu).
Bardziej pasuje niż samorząd lub korporacja prawda ?
Nareszcie! Ludzie skończcie z tą fikcją! Pieknie to robicie Panowie Mecenasi otworzyliście dostep do zawodu „na niby” przyjąć jak najwięcej skasować kasę i niedopuścić do zawodu połowy. Jeśli ktoś wreszcie nie zliberalizuje rynku usług poprzez umozliwienie absolwentom prawa reprezentowania w sądzie zwykłego Iksińskiego to skutek będzie taki, że np.większość przyjętych aplikantów będzie bezrobotna. Skoro zwykły „Nowak” posiadający pełną lub nawet ograniczoną zdolność do czynności prawnych może samodzielnie składać sobie pozwy do sądu, pisać apelacje to dlaczego nie może tego robić za niego absolwent prawa nie będący na aplikacji – dlaczego? Karmicie przyszłych aplikantów bajkami o otwarciu dostępu zawodu a oni w dużej części nie będą mieli pracy w kancelariach. Korporacje same wypychają z rynku „nie swoich” – ci którzy nie mają rodziny czy układów w branży nie są w stanie się przebić na rynku. Każdy powienien mieć wybór czy chce korzystać z pomocy prawnej radcy i adwokata czy też zwykłego mgr prawa. W komisjach siedzą zadowoleni z siebie profesorowie, radcowie i adwokaci, którzy wprowadzają kolejne cudowne pomysły, a jest jak było i nic się nie zmienia, zawsze znajdą sposób, żeby utrzymać swoje przywileje – a to wymyślą jakąś reformę typu połączenie korporacji żeby zamydlić oczy opinii publicznej, a to zajmują się głupotami typu czy egzamin adwokacki/radcowski powinien być ministerialny czy korporacyjny…a nie zajmują się podstawowym problemem z jakim styka się absolwent prawa – to jest brakiem pracy. Szkolenie na aplikacjach wygląda nędznie i prawda jest taka że większość osób jest niezadowolona i nie uczestniczy w zajęciach! Czy ta aplikacja cokolwiek komuś daje?
Wystarczy wprowadzenie obowiązkowego ubezpieczenia dla doradców prawnych i jakiegoś kodeksu etycznego, nad którego przestrzeganiem czuwałaby specjalna instytucja przy ministrze sprawiedliwości – sąd dyscyplinarny. Nic więcej nie trzeba. Kto będzie chciał się szkolić w izbach będzie to robił, kto nie będzie chciał jego sprawa, najwyżej rynek go wypchnie. Prawnicy wewnętrzni nieprowadzący działalności gosp nie musieliby podlegać ubezpieczeniu i kodeksowi.
I na koniec prosty przykład jak korporacje skutecznie zapewniają sobie monopol = w ustawie o radcach jest przepis mówiący o tym, że na listę może się wpisać się doktor nauk prawnych z 3 letnim doświadczeniem gdzie? odp w spółce – jakiej? osobowej! A dlaczego nie w spółce kapitałowej czy innej instytucji? Odpowiedż jest prosta – bo chodzi o to, że do zawodu pchać tylko swoich „z kancelarii”, które działać mogą w ściśle określonych formach spółek osobowych.
Do Obserwatora:
Brawo dla Ciebie. Za przejrzystość myślenia i za czysto ludzkie podejście do tematu, a przede wszystkim za to, że system Cię nie pochłonął i nie przekabacił na swoją stronę.
Bo jak czytam „Też taki byłem” to na oczy nasuwa się jedna myśl – jak to system potrafi urobić nieswoich i przerobić ich sposób myślenia na swoją nowomowę, w której to dopatruje się naruszenia art. 2 Konstytucji przez wszelkie działania wspierające wolność i samodzielność jednostki… echhh, tylko westchnąć można i politować się trochę. Orwellowski świat wraca dużymi krokami.
Ale jest jeszcze nadzieja, że „ludzi dobrej woli jest więcej” ….
Obywatel może wybrać na posła absolwenta szkoły podstawowej, ale na pełnomocnika tylko adwokata. Gdzie tu logika.
Prywatna sprawa, prywatne pieniądze a Państwo ma dyktować kto ma być pełnomocnikiem. To może aby ,,zadbać” o obywateli niech jeszcze Państwo wydaje pozwolenie na wniesienie pozwu.
Dla jasności. Nikomu nie radzę stawać przed sądem bez adwokata. Ale jeśli obywatel ma takie pragnienie to dlaczego tego mu zabraniać. Jego sprawa, jego ryzyko.
do Witek:
KTO JEST NIEDOUKIEM?
Mój przedmówca Cię oświecił?
andi Pisze:
11/10/2009 o 09:30
Do Witek:
Masz rację w Polsce nie ma korporacji prawniczych. Są KARTELE PRAWNICZE.
Za Wikipedia: Kartel – zmowa (umowa) przedsiębiorstw posiadających decydujący wpływ w tej samej lub podobnej gałęzi gospodarki, mająca na celu całkowitą kontrolę nad rynkiem i jego regulację (ceny, podaży, popytu).
Bardziej pasuje niż samorząd lub korporacja prawda ?
A jak mało to poczytaj:
Korporacja – rodzaj organizacji (społecznej), zazwyczaj posiadającej osobowość prawną, której istotnym substratem są jej członkowie (korporanci).
Na kontynencie amerykańskim terminem tym określa się duże, rozgałęzione przedsiębiorstwa (spółki), często o charakterze międzynarodowym.
Członkostwo osób jest tym, co stanowi samą istotę korporacji, bez członków korporacja nie istnieje. Przy tym członkostwo musi mieć charakter względnie trwały i uregulowany wewnętrznym prawem danej korporacji (w tym znaczeniu korporacją nie jest np. zgromadzenie publiczne).
Korporacja zazwyczaj zarządza sprawami swoich członków, w takim zakresie w jakim działają oni jako jej członkowie. Konkretne uprawnienia członków poszczególnych korporacji, a także ich struktury organizacyjne i zakres działania zależą już od określonych rozwiązań przyjętych przez ustawodawcę.
Początkowo mianem korporacji określano gildie (średniowieczne) i cechy rzemieślnicze a potem stowarzyszenia studenckie.
Etymologicznie wyraz korporacja pochodzi od łacińskiego corporatio oznaczającego związek; połączenie części.
Korporacjami prawa cywilnego są np. stowarzyszenia, spółdzielnie, związki zawodowe, a korporacjami prawa publicznego – np. gminy (o takiej korporacji mówimy, że jest przymusowa bo nie ma w niej swobody aktu woli członków co do rozpoczęcia lub zakończenia przynależności; do danej gminy przynależy się z mocy prawa przez sam fakt zamieszkiwania na jej terenie). Potocznie mianem korporacji określa się także samorządy zawodowe.
Organizacja typu korporacyjnego przeciwstawia się organizacjom typu zakładowego (zakładom), których istotnym substratem jest składnik nieosobowy (np. kapitał).
Najwyraźniej widać, że dla wielu (nieuków i pieniaczy) do twarcia zawodu nigdy nie dojdzie. Żenujące.Nawet teraz, kiedy trzeba było się postarać, żeby nie zdać testu, okazuje się, że wciąż jest źle.Nawet w USA, gdzie najwięcej jest pełnomocników fachowych trzeba zdać bar exam i samo ukończenie studiów do niczego nie uprawnia. Pamiętam jak w planowanej ustawie o państwowych egzaminach prawniczych pojawił się projekt, by kandydaci na doradców prawnych z
Dlaczego nie postuluje się, by KAŻDY zawód mógł wykonywać KAŻDY człowiek ? Niezależnie od wykształcenia czy inteligencji ? Przecież kierując się „logiką” co poniektórych autorów postów, skoro każdy może pisać pozwy, ba – nawet apelacje (nie wszystkie – ale kto by o takich pierdołach napisał), to dlaczego ograniczać prawo do bycia pełnomocnikiem tylko do kasty/mafii/korporacji/sitwy * (niepotrzebne skreślić) absolwentów prawa ? A dlaczego moim pełnomocnikiem nie może być fryzjer ? Przecież to TYLKO I WYŁĄCZNIE MÓJ INTERES kto mnie zastępuje przed sądem
))
A dlaczego nie pozwala się operować tętniaka cieśli ? Albo stolarzowi ? Przecież to godzi w wolność jednostki !!!
Chyba niektórzy nie dostrzegają, że pewne zawody wymagają jednak określonych kwalifikacji, a ewentualne błędy mogą być nieodwracalne. Dlatego operuje lekarz po specjalizacji, a pełnomocnikami są prawnicy po aplikacjach. Nie widzę w tym nic dziwnego. Wbrew powyższym poglądom zatrudnienie absolwenta podstawówki jako pełnomocnika ma znaczenie też dla pozostałych osób – dla tych, dla których liczy się szybkość procesu, koszty działalności wymiaru sprawiedliwości itd.
A z innej beczki – chętnie wysłucham magistrów, za co będą chcieli żyć ? Może na moim przykładzie – egzamin sędziowski zdany na 5, po kilku miesiącach wpis na listę. Aplikacja pozaetatowa, łącznie 5 lat (także okres przed aplikacją) pracy w kancelarii. Jestem zatem i teoretycznie i praktycznie przygotowany do wykonywania zawodu adwokata czy radcy prawnego. Działam od 3 miesięcy – nie pochodzę z prawniczej rodziny, więc nikt mi nie podesłał kilku spółek na stałą obsługę, albo nie uczynił partnerem w spółce. Póki co wpakowałem ponad 40 tys. (meble, ksero, komputery, oprogramowanie, oświetlenie i mnóstwo innych rzeczy), a tych tłumów klientów nie widzę. Lokal mam w świetnym miejscu, ale czynsz za to mały nie jest (ok. 2000 netto). Dodajcie do tego pozostałe koszty – i powiedzcie ile muszę mieć przychodu, by przynieść do domu pensję, jaką zarabiałem niedawno ? Ok. 10.000 zł.
Czy doradca prawny będzie miał niższe koszty poza składką członkowską ?
Nikogo nie odstraszam, ale sam wiem, ile pułapek czeka w prawie i na jak wielu z pozoru prostych kwestiach można się przejechać. A nazwisko ma się jedno.
Życzę wszystkim powodzenia.