To sama konstytucja stanowi, że adwokaci czy notariusze, tj. osoby wykonujące zawody zaufania publicznego, zorganizowani w formie samorządu, działają w granicach interesu publicznego i dla jego ochrony – przypomina Andrzej Bałaban, prof. zw. dr hab., kierownik Katedry Prawa Konstytucyjnego i Integracji Europejskiej Uniwersytetu Szczecińskiego
Dr nauk prawnych Jerzy Kopyra napisał („Rz” z 22 stycznia, „Adwokaci i radcowie prawni. Kto się boi doktora”), że „prace habilitacyjne w porównaniu z pracami doktorskimi są o wiele bardziej teoretyczne, gdyż traktują o instytucjach prawnych istniejących niezależnie od zmiennych przepisów (…)”. Tymczasem według art. 13 ustawy o stopniach naukowych(…) „Rozprawa doktorska (…) powinna stanowić oryginalne rozwiązanie problemu naukowego (tj. teoretycznego – A. B.) oraz wykazywać ogólną wiedzę teoretyczną kandydata”. Zgodnie z art. 17 ustawy rozprawa habilitacyjna „powinna stanowić znaczny wkład w rozwój określonej dyscypliny naukowej…”, a kandydat zgodnie z art. 16 powinien uzyskać „znaczny dorobek naukowy…”. Różnica między „rozwiązaniem problemu” a „znacznym wkładem w rozwój dyscypliny i nauki” polega nie tylko na ilości, ale i uniwersalności wymagań przewidzianych w wypadku habilitacji.
Doktorat obronić można po dwóch, trzech latach, zwłaszcza na masowych dziś studiach doktoranckich. Nie sprzyja to opanowaniu w pełni litery, a tym bardziej ducha prawa. Osoba habilitowana ma za sobą z reguły pracę kilkunastoletnią, i to zarówno naukową jak i dydaktyczną w formie wykładów, seminariów magisterskich i doktoranckich.
Liczba doktoratów w skali kraju jest znacznie większa niż sporadycznych habilitacji. Osoby habilitowane znacznie rzadziej decydują się na praktykę prawniczą, wybierając karierę akademicką. Trudno się zatem dziwić obawom korporacji związanym z perspektywą masowego „desantu” doktorów prezentowanym w trakcie prac ustawodawczych.
Jerzy Kopyra dziwi się, że samorządy zawodowe powołują się na obowiązującą je ochronę interesu publicznego. W sprawie tej zalecałbym zajrzenie do konstytucji, która w art. 17 stanowi, że w drodze ustawy „można tworzyć samorządy zawodowe, reprezentujące osoby wykonujące zawody zaufania publicznego i sprawujące pieczę nad należytym wykonywaniem tych zawodów w granicach interesu publicznego i dla jego ochrony”. Zadanie te precyzują odpowiednie ustawy i przepisy wewnętrzne korporacji.
Autor w tekście pomija też problem korporacji notariuszy, o tyle specyficznej, że piastującej funkcje do niedawna wykonywane przez sądy, a i dziś obciążonej coraz liczniejszymi obowiązkami należącymi do państwa w sferze pewności obrotu prawnego, majątkowego i finansowego. Notariuszom przekazuje się też coraz nowe kompetencje sądów (ostatnio stwierdzanie nabycia spadków) jako swoistym organom parasądowym.
Korporacjom prawniczym chcącym działać w warunkach pewności prawa i kontynuowania tradycji zagrażają coraz nowe pomysły „reform” np. w wykonaniu rzecznika praw obywatelskich, który sądzi, że rozbicie korporacji na szereg mniejszych, konkurencyjnych, polepszy jakość ich pracy. Takie kupieckie traktowanie zawodów zaufania publicznego może jedynie pogorszyć pewność obrotu i ochronę interesu prawnego obywateli.
Prezentowana przez Jerzego Kopyrę beztroska w uwzględnianiu argumentów prawnych wbrew intencji autora zmniejsza wiarę w sens i przydatność uproszczonych procedur przyjmowania do korporacji prawniczych.
Przeczytaj też:








Tekst na zamówienie korporacji… Polemika z poprzednim artykułem w tym temacie jak widać bardzo mizerna ale wiadomo przecież to US.
janek, łatwo wszystko uprościć ” tekst na zamówienie korporacji”. Znam przynajmniej 5 osób łączących doktorat a aplikacją. O co chodzi?
Każda z nich jak nie za 1-ym to za 2-3 razem dostała się na aplikację. Bez znajmości. To naprawdę można pogodzić.
To aby zostać pełnomocnikiem strony należy skonczyć aplikację, doktorat i co jeszcze ?? Podziwiam dr którzy aplikują. Tekst dyskredytuje pomysły RPO, wypowiada się w imieniu samorządu notarialnego (korzystnie tylko dla niego) oraz neguje pomysł wpisów na listy dr bez odbytej aplikacji, nic nie upraszczam. Ale z drugiej strony wiem że coraz trudniej jest o pracę w dobrze opłaconym zawodzie prawniczym i niektórym pasuje tworzenie atmosfery, iż trzeba za wszelką cenę trzymać tzw. pieczę. Wg ustaw adwokat nie jest żadnym zawodem zaufania publicznego,a ustawy o adw i radc powstały w 1982 r., ale już to przerabialiśmy na forum. Pozdrawiam
Replika p. profesora jest nie na temat. Podstawowym argumentem artykułu p. Kopyry jest propozycja dopuszczenie do zawodu/egzaminu zawodowego doktorów posiadających udokumentowaną 3 letnią PRAKTYKĘ zawodową. Pan profesor nie odnosi się do tej kwestii w ogóle, natomiast gloryfikuje habilitacje – nie znane w krajach znanych z lepszych niż w Polsce osiągnięć naukowych (ile Nagród Nobla posiadają naukowcy z polskich uczelni?) i teoretycznych ze swojej natury.
Czy jest w tym artykule jakakolwiek argumentacja przeciw doktorom prawa ? Czy tylko jakieś przytoczenie obowiązujących przepisów. Przecież chodzi o dr nauk prawnych z 3 – letnim doświadczeniem Panie autorze !!! A habilitacja !!! to jakaś żenada – przecież została ona tylko na Słowacji, Rumunii i kilku byłych, zacofanych krajach ZSRR !!! Trzeba trochę pomyśleć a później pisać !!!
abstrahując od tego że w dzisiejszych czasach byle jaki doktorat można „zrobić” bez większego stresu i wysiłku , to warto się zapytać jaki związek z reprezentowaniem strony w sądzie albo w post. przygotowawczym ma np doktorat z doktryn politycznych i prawnych , z historii administracji albo z teorii państwa i prawa , prawa konstytucyjnego itd ????
druga sprawa jest taka że obecnie są przecież państwowe egzaminy na aplikacje prawnicze organizowane przez Min. Sprawiedliwości i każdy ma równe szanse /taki sam test itd/ więc nie bardzo wiem o co chodzi tym którzy twierdzą że korporacje prawnicze są zamknięte ????
Żona Pana Profesora jest notariuszem w Szczecinie.
@do już nie apl./ Proszę, nie ma to jak intuicja :-/
hm…kiedy Sejm zajmie się poprawkami Senatu?
ad. ona
no właśnie, czy stanie się to na nastepnym posiedzeniu? póki co na stronie sejmowej brak tego punktu w porządku obrad. swoją drogą myślę, że media powinny zgłębić to dość tajemnicze zniknięcie wspomnianego punktu z porządku obrad 34 posiedzenia Sejmu. zadanie dla „Rzeczpospolitej”.
Do Anonima: O czym jest Twój komentarz Anonimie? Czy o doktoratach robionych bez większego stresu i wysiłku, czy o wchodzeniu do korporacji? Tu nie chodzi przecież o doktoraty i zaszczytne członkostwo w korporacji prawniczej jako celu aplikacji, ale o sposobie uzyskania prawa do wykonywania zawodu. To jest jednak istotna różnica i to trzeba zauważyć. Rzecz w tym, że jest grupa osób, która uparcie twierdzi, że aplikacja jest najlepszą, a przez to jedyną, drogą do uzyskania uprawnień adwokackich/radcowskich. Ja tymczasem uważam, że wielu znanych mi aplikantów przez cały okres aplikacji nie ma w ogóle kontaktu z praktycznym wykonywaniem zawodu (Anonimie, czy słyszałeś o powszechnym odhaczania sobie praktyk tylko przez podpis sędziego/adwokata/radcy?). Dlatego uważam, że doktor z potwierdzoną 3 letnią praktyką w zawodzie lepiej pomoże klientowi niż młody adwokat/radca, który przez okres 3,5 letniej aplikacji był np. pracownikiem księgowym w spółce handlowej (jeden ze znanych mi przypadków), a od wielkiego dzwonu zmuszony rzez sędziego napisał uzasadnienie do wyroku. Zresztą, co ma wspólnego umiejętność pisania uzasadnień z umiejętnością pisania apelacji (nawet spotkałem sędziów śmiejących się z tej fikcji). Na aplikacji nie uczą pisać ani aplikacji ani pozwu, bo aplikacji to są przede wszystkim wykłady i egzaminy, takie same jak na uniwersytecie. Umiejętność pisania nabywa się pracując w kancelariach. A może Anonimie masz już za sobą 3,5 roku aplikacji + egzamin i teraz trudno jest Ci się przyznać, że to był stracony czas?
Do autora artykułu – Szanowny Panie, nie zrozumiał Pan istoty sprawy i upraszcza Pan sytuacje.
Po pierwsze: autor artykułu do którego czyni Pan komentarz, nie kwestionuje i nie ubliża wiedzy doktorom habilitowanym nauk prawnych. Publiczną istota sporu jest praktyka sądowa!!! A tą, podobnie jak doktor nauk prawnych nie ma także doktor habilitowany, profesor czy notariusz! Zatem w kontekście praktyki sądowej pytam: gdzie zasada równości?
Po drugie, osoba która kwestionuje wiedze doktora nauk prawnych, jednocześnie kwestionuje wiedze i autorytet szeregu profesorów habilitowanych doktorów nauk pranych, którzy egzaminując doktorów, swoja osoba dają gwarancje wiedzy ogólnej doktora. Czy opinia wielu profesorów habilitowanych nauk prawnych, autorów języka prawniczego a także i prawnego, zaświadczających swoją osobą iż egzaminowany doktor nauk prawnych ma na wysokim poziomie wiedze o prawie jest niewystarczająca?
Po trzecie, kto twierdzi, ze aplikacja radcowska i adwokacka są wyłączną, jedyną drogą do ochrony osób korzystających z usług adwokata, radcy? Czy egzaminowany aplikant to niekwestionowana gwarancja jakości usług, wydana przez samorząd zawodowy? Czy winnym szkody odbiorców usług prawnych nie bywa egzaminowany aplikant radcowski, adwokacki?
Po czwarte: doktor nie boi się egzaminu! Ale po co je zdawać? Czy egzamin wyegzekwuje wiedzę praktyczną, sądową od doktora, której jak wiemy nie ma i nie powinien mieć? To tak jakby na aplikacje byli przyjmowani tylko absolwenci UW z pominięciem innych uczelni… Następnie, to tak jakby od aplikanta wymagać jeszcze zdania 10 innych egzaminów bo te które są nie wyegzekwują od nich wiedzy i praktyki.
Proponuję przed wydaniem stanowiska poznać rzeczywiste wymagania od doktora nauk prawnych a następnie podjąć się oceny jego umiejętności i zdatności do pomocy prawnej!
Jeszcze jedno; doktorów nauk prawnych z wymaganą w projekcie nowelizowanej ustawy Prawo o adwokaturze….. praktyką, w skali kraju jest mniej jak 50 osób!!!