Posts Tagged „Bronisław Komorowski”<

Nie chodzi o media, lecz o koalicję

12 lip 2011

Prezydent nie odrzucił dorocznego sprawozdania Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, choć wcześniej uczyniły to Sejm i Senat.

KRRiT będzie więc dalej działać w obecnym składzie i z dotychczasowym układem sił: z jednym człowiekiem PSL, dwójką ludzi SLD i dwójką członków wyznaczonych przez prezydenta.

Decyzję Bronisława Komorowskiego tłumaczyć można na dwa sposoby. Pojawiają się głosy, że to wyraz emancypacji prezydenta, który pragnie oderwać się od Platformy Obywatelskiej i prowadzić samodzielną politykę. Wtedy uratowanie KRRiT byłoby prztyczkiem w nos PO, która głośno domagała się wyboru nowej rady po to, by usunąć  z niej przedstawicieli lewicy. Komorowski jako niezależny arbiter i obrońca pluralizmu w polityce i mediach – oto bezcenny wizerunek wart konfliktu z dworem Tuska.

Ale czy naprawdę premierowi i jego sztabowcom zależało na nowym rozdaniu w KRRiT? Niekoniecznie. Platforma starannie przygotowuje się do operacji „wygrać kolejne wybory”. Udało się jej już przeforsować zakaz reklamy wyborczej w telewizji i na billboardach. Mnóstwo wysiłku idzie na to, by jak najkorzystniej rozegrać kwestię polskiej prezydencji w UE.

Sondaże są dla PO przychylne, ale prawdopodobnie nie zdoła ona utworzyć rządu sama. Jeśli jej przyszłym koalicjantem będzie PSL, to i tak za rok nowa-stara koalicja będzie mogła wybrać nową KRRiT. Jeśli jednak pomoc ludowców nie wystarczy, to konieczna będzie koalicja także z SLD. Być może zatem wtorkowa decyzja prezydenta to początek obłaskawiania lewicy, rozpoczęcie manewrów przedkoalicyjnych, a zarazem próba uniknięcia strat wizerunkowych. Bo gdyby głowa państwa pomogła odrzucić sprawozdanie KRRiT, to Platforma stałaby się pierwszą partią w historii, która rok po roku rozwiązuje Radę – trudno to pogodzić z gromkim wołaniem o uspokojenie sytuacji w mediach publicznych.

Wiele wskazuje zatem na to, że „the game is afoot” – jak mawiał Sherlock Holmes. Czyli że gra się rozpoczęła. O co? Być może o układ sił w nowym rządzie PO – SLD.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Radosny Gowin, egzekutor Schetyna i złodzieje z ZUS-u

1 gru 2010

„ZUS bierze, ale nie oddaje” zauważa Bartosz Marczuk w „Dzienniku Gazecie Prawnej”, komentując skandal ze składkami. Przypomnijmy: okazało się, że ZUS tak sobie zinterpretował przepisy, że ludzie którzy opłacali przed 1999 rokiem składki emerytalne nic z tego nie maja. Literalnie nic. Nie mogą ich dostać z powrotem. Nie wliczone zostały do kapitału początkowego. Dlaczego? A dlatego. Co na to rząd? Ministerstwo Pracy mówi: a jak się ktoś czuje pokrzywdzony, to niech sobie idzie do sądu. Jakie mamy sądy, wiadomo. Pięć lat procesu i jedynym efektem będzie nieoficjalna zmiana znaczenia skrótu ZUS (na „Złudzieje Unikają Sprawiedliwości”).

„Reformy nie muszą być trudne. Mogą być radosne” deklaruje poseł PO Jarosław Gowin w rozmowie z „Gazetą Wyborczą”. Które to? Gowin wymienia listę dość krótką, bo jednopunktową. Radosną reforma jest „deregulacja, czyli poszerzanie wolności gospodarczej. Rząd przygotował ustawy, które zastąpią zaświadczenia oświadczeniami”. Dopytywany o słynne jedno okienko dla przedsiębiorców, które miało być sztandarowym osiągnięciem radosnej deregulacji, Gowin odpowiada smutną refleksją „To ciekawe, że kolejne rządy obiecują jedno okienko, ale żadnej ekipie nie udaje się go wprowadzić. Nasze pierwsze podejście nie było udane, ale będzie kolejne”. Mam gotowy pomysł na nowe hasło wyborcze PO: „Radośni do skutku”.

W „Polska The Times” szef klubu parlamentarnego PSL Stanisław Żelichowski przestrzega „Jeśli Polska Jest Najważniejsza zacznie zabierać głosy PO, to skończą szybko fatalnie”. Czyżby jakieś przecieki z koalicji? Capo di tuti capi Grzegorz „Zniszczę cię” Schetyna wydał już rozkazy platformerskim szwadronom śmierci?

Prezydent Bronisław Komorowski zaoszczędzi na locie do USA pół miliona – emocjonuje się „Super Express”. Bo zamiast samolotem rządowym poleci samolotem rejsowym. Refleksja numer jeden – zdaje się, że rządowych już nie mamy, a nawet jeśli mamy, to z trudem dolatują do Grójca. Refleksja numer dwa – a ile by zaoszczędził, gdyby w ogóle nie poleciał!

Aleksander Kwaśniewski wyznaje „Faktowi”, iż wie, że nie był pierwszym mężczyzną w życiu swej żony Jolanty. Musiał walczyć o jej serce z konkurentem. To jego odpowiedź na wypowiedź Jolant, która niedawno w „Vivie” opowiadała, że „kochała parę razy i prezydent nie był jej pierwszą miłością”. Cóż to za udane małżeństwo – rozmawia ze sobą przy pomocy oświadczeń dla prasy kolorowej. Przypomina mi to inne wieloletnie udane związki – Stefana Niesiołowskiego  ze Zbigniewem Ziobro albo Donalda Tuska z Jarosławem Kaczyńskim.


***

Redakcja dziennika „Rzeczpospolita” zaprasza wszystkich czytelników do wzięcia udziału w konkursie Rafała Ziemkiewicza „GIERKIZMY„. Najlepsze opisy, skąpane w oparach absurdu III RP, zostaną wyróżnione intrygującymi nagrodami.


Idea konkursu: absurdalnie prosta! ZAPRASZAMY!

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop