Wpisy w kategorii „Bez kategorii”

Goły tyłek Platformy i Pluszaki Zagłady

17 lis 2010

„Tak się bawi Platforma” donosi „Super Express”. A jak? Wino, kobiety, śpiew. Fotki z 30 urodzin bydgoskiego radnego PO Piotra Trzaski wyraźnie pokazują, że Platformie bliskie są marzenia milionów zwykłych Polaków: obalanie z gwinta dobrych alkoholi, obściskiwanie rozebranych panienek oraz naga prawda, czego dowodem są ujęcia, na których striptizerka świeci nie przykładem (jak, nie przymierzając, premier Tusk), lecz czymś zupełnie innym, zwykle ukrytym pod tylną częścią spodni. Trudno nie brać na poważnie tej manifestacji programowej PO. Przecież jeszcze troszkę deficytu, jeszcze kilka podwyżek podatków, jeszcze skok na fundusze emerytalne – i wszyscy zostaniemy z gołymi dupami.

Nie tylko partia władzy wie, jak oliwić tryby rzeczywistości. W „Fakcie” na jednej stronie u góry opowieść o tym, jak Joanna Kluzik-Rostkowska zakłada nowa partię, a dołem historia jednego z jej wspólników – Michała Kamińskiego (europoseł i spin doktor), którego „Fakt” przyuważył na kupowaniu dziesięciu butelek wódki. Ponoć na imieniny, ale są podejrzenia, że by oblewać odejście z PiS. Bez żartów, na to ostatnie i cysterny byłoby za mało.

Zdaniem dziennika „Polska The Times” stowarzyszenie Kluzik-Rostkowskiej uderzy w PiS. Jak rozumiem wczorajsza konferencja poświęcona głównie temu, jak beznadziejny jest rząd Donalda Tuska to typowe uderzenie w PiS. Inna sprawa, ze według Jarosława Kaczyńskiego cokolwiek może być uderzeniem w PiS – nawet rzucenie śnieżką w bałwana na stoku pobliskiej górki. To niesprawiedliwe – wszyscy wiedza, że gdy w Polsce podrzuci się do góry śnieżkę szansa na to, że trafi w bałwana z PO czy z PiS jest mniej więcej taka sama.

Według „Dziennika Gazety Prawnej” kosmaty Pikuś z reklam funduszu Aviva OFE nie pomógł firmie, a wręcz zaszkodził, bo w trakcie trwania pikusiowej kampanii fundusz zamiast zyskać nowych, to stracił niemal 40 tys. klientów. W 2005 roku PiS załatwił Platformę spotem z pluszakiem w lodówce, teraz agencja reklamowa załatwiła Avivę pluszakiem w fartuchu. Cała Polska – tu nawet futrzane zabawki są godne miana Pluszaków Zagłady.

„Gazeta Wyborcza” na pierwszej stronie publikuje sondaże prezydenckie z 23 dużych miast. Wynika z nich, że kandydaci niezależni wygrają w 12 miastach, kandydaci PO w 6 miastach, SLD lub PiS – każde w 2 miastach, a PSL w jednym. Tytuł artykułu? „Platforma bierze duże miasta”. Spodziewam się zatem, że kolejny sondaż „GW” na temat preferencji partyjnych, w którym PO będzie mieć 40, PiS – 30, a SLD – 10, zatytułuje „PiS bierze sejm”.


***

Redakcja dziennika „Rzeczpospolita” zaprasza wszystkich czytelników do wzięcia udziału w konkursie Rafała Ziemkiewicza „GIERKIZMY„. Najlepsze opisy, skąpane w oparach absurdu III RP, zostaną wyróżnione intrygującymi nagrodami.


Idea konkursu: absurdalnie prosta! ZAPRASZAMY!

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Poczytanki: Moje miasto murem podzielone

12 lis 2010

Miasta są dwa: Ul Qoma i Beszel. Jedno rozwija się dynamicznie, drugie wygląda na zapuszczone. W jednym rosną centra biznesowe, w drugim chylą się ku upadkowi kamieniczki.

W jednym porządku pilnuje policzaj, a w drugim militsya. Wyglądają trochę jak modelowa ilustracja z gazetowej przypowieści o Europie dwóch prędkości. Ale nikt nie wie, w którym dokładnie miejscu Europy znajdują się owe miasta: raz przypominają Bałkany, raz Węgry, raz Ukrainę.

Sednem nowej powieści Chiny Mieville’a jest założenie, że obydwa miasta leżą w… tym samym miejscu, ale ich mieszkańcy nauczeni są nie zauważać siebie nawzajem. Choć mieszkają na tych samych ulicach, pływają tą samą rzeką i mają wspólną historię, żyją w świecie, w którym od dzieciństwa uczą się sztuki „przeoczania” ziomków. Złamanie tej zasady zwie się przekroczeniem i jest ścigane oraz karane z pełną surowością przez Przekroczeniówkę – specsłużbę strzegącą rozdziału miast.

W tej dziwacznej rozdwojonej rzeczywistości inspektor Borlu z beszańskiej Brygady Najpoważniejszych Zbrodni prowadzi śledztwo w sprawie śmierci młodej studentki archeologii, śledztwo, które szybko przestaje przypominać klasyczny kryminał, a zagłębia się w klimaty rodem z Franza Kafki czy Brunona Schulza (do inspiracji którym autor otwarcie się przyznaje).

Z początku powieść wydaje się metaforą polityczną: bohaterowie książki porównują sytuację Beszel i Ul Qomy z podzieloną Jerozolimą czy Berlinem okresu zimnej wojny. Ale cała genialność pomysłu Mieville’a polega na tym, że ten koncept idealnie oddaje wszelkie inne podziały: czyż bogaci nie odwracają wzroku, gdy mijają ich nędzarze? Czy syci nie są ślepi na męki głodnych? Od małego jedną z podstawowych lekcji, jakie pobieramy, jest przecież komenda „dziecko, nie patrz na to”. Na ile zatem prawdziwy jest nasz ogląd świata, gdy „przeoczamy” sporą jego część?

Książka niesłychanie utalentowanego Brytyjczyka, autora między innymi bestsellerowego „Dworca Perdido”, to pyszna przypowieść nie tylko o tym, że taki świat bywa wielkim oszustwem. Także o tym, jak często sami się oszukujemy – i jak nam z tym dobrze.

China Mieville „Miasto i miasto”, Zysk i S-ka 2010

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Kiedy w szpitalach będzie lepiej? Już było

19 paź 2010

Z rankingu szpitali Rzeczpospolitej wynika, że spada rentowność szpitali. Grozi nam katastrofa szpitali i służby zdrowia – pisze Piotr Gociek

Na pierwszy rzut oka kolejny ranking szpitali „Rzeczpospolitej” przynosi sporo dobrych wiadomości dla polskich pacjentów. Wynika z niego choćby, że najlepsi gracze na rynku nie spoczywają na laurach – zamiast konsumować owoce triumfów z poprzednich lat, robią, co mogą, by mieć jeszcze lepsze wyniki.

W naszej medycznej ekstraklasie przybywa więc arcymistrzów. Niektórzy z nich – jak tegoroczny zwycięzca Szpital MSWiA w Olsztynie – osiągnęli najlepsze wyniki od 2004 r., gdy „Rz” i Centrum Monitorowania Jakości w Ochronie Zdrowia zaczęły przygotowywać ranking.Inna dobra wiadomość to ta, że wśród najlepszych przybywa szpitali niepublicznych – zwykle są to dawne szpitale samorządowe niedawno przekształcone w spółki. Okazuje się więc, że komercjalizacja, którą straszono pacjentów, wcale nie musi iść w parze z pogorszeniem jakości usług medycznych.

Ale dyrektorzy szpitali coraz częściej są przerażeni swoim sukcesem. Okazuje się, że im placówka lepsza, tym chętniej garną się do niej pacjenci. Więcej pacjentów to większe wydatki, tymczasem Narodowy Fundusz Zdrowia nie kwapi się z oddawaniem pieniędzy za leczenie nadprogramowej liczby pacjentów (osławione nadwykonania). I nagle okazuje się, że szpital, w którym lekarze i menedżerowie są najwyższej jakości, staje przed wyborem: krach finansowy albo odsyłanie chorych z kwitkiem. Tylko na jakiej podstawie ma to zrobić? Jak powiedzieć choremu: „Przepraszam pana, ale nasz budżet nie przewiduje w tym roku uratowania pańskiego życia”?

Dane publikowane dziś przez „Rz” są więc w najwyższym stopniu niepokojące. Pierwszy raz w siedmioletniej historii rankingu spada rentowność szpitali. W 2008 r. aż 74 proc. placówek informowało w ankietach, że zamknęło rok na plusie. W 2009 r. było to już 62 proc.

Jeśli taki trend się utrzyma, bardzo szybko może się okazać, że polskie szpitale będą musiały przestać inwestować w sprzęt i ludzi, by uniknąć strat. To odbije się na zdrowiu pacjentów, których leczenie będzie wymagać większych pieniędzy. Tych pieniędzy, których już teraz przecież w NFZ brakuje. To jest właśnie ta cienka granica, która dzieli balansowanie na krawędzi katastrofy od samej katastrofy. Oczywiście wtedy na ratunek będzie za późno – tylko kto dziś odważy się to głośno powiedzieć?

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

ZUS? Płać, płacz i zaciskaj zęby

29 wrz 2010

Teoretycznie sprawa jest prosta: do 20 września 2008 r. polskie prawo nie przewidywało, by składek ZUS mógł nie płacić przedsiębiorca, który zawiesił działalność gospodarczą. Więc każdy, kto myślał inaczej i swego obowiązku nie dopełnił, jest winien państwu pieniądze.

W rzeczywistości to bardziej skomplikowane. „Rzeczpospolita” opisuje dziś historie właścicieli firm, którym do głowy nie przyszłoby zalegać ze składkami. Ale pomysł z zawieszeniem (jak się okazało, przedwczesnym, czyli bezprawnym) podsunęli im… sami pracownicy ZUS.

I nie chodzi o jednostkowe przypadki – ostrożne szacunki wskazują na kilkadziesiąt tysięcy takich spraw w skali kraju. A to już poważna niedbałość ZUS. Jeśli zawinili tu przedsiębiorcy, to głównie naiwnością (mogli sami sprawdzić przepisy). Ale winę ponoszą także urzędnicy, którzy owych przedsiębiorców wprowadzili w błąd. Świadomie czy nieświadomie – niech to sprawdzą odpowiednie służby. Jednak nie może być tak, że państwo polskie nie bierze odpowiedzialności za czyny swoich urzędników.

Na razie niestety mecz obywatel kontra państwo jest sędziowany stronniczo, o czym świadczą smutne losy Romana Kluski, któremu fałszywymi oskarżeniami o wyłudzenie VAT zrujnowano firmę wartą wiele milionów, a po latach procesu przyznano 5 tys. zł odszkodowania. Albo właścicieli firmy Bestcom, która upadła po skandalicznie prowadzonym śledztwie, mimo że zarzuty przeciw niej były dęte. Nie wystarczy, by polskie państwo było surowe. Musi jeszcze być sprawiedliwe. Dlatego warto kibicować przedsiębiorcom, którzy w pozwie zbiorowym chcą dochodzić swych racji w sporze z ZUS.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Schetyna Express na barykadzie rewolucji październikowej

29 wrz 2010

„Posłowie maja mało czasu, a pracy w Sejmie jest ogrom!” – alarmuje „Fakt”. Premier Donald Tusk wyznaczył parlamentarzystom Platformy trudne jesienne zadanie: uchwalić 40 ustaw w 26 dni.

To i tak lepiej, niż rok temu, kiedy podczas, jak to określili ludzie PO, „rewolucji październikowej” (ach, ta platformerska wrażliwość historyczna) mieli przyjąć coś koło 120 ustaw. Wtedy skończyło się na niczym. Czy teraz, teraz, skoro zadanie jest trzy razy łatwiejsze, będzie inaczej? Nie bardzo. Trzy razy zero daje nadal zero.

Marszałek sejmu Grzegorz Schetyna przybył z gospodarską wizyta do „Super Expressu”. Dostojnego gościa witały najwyższe władze redakcyjne, z redaktorem naczelnym Sławomirem Jastrzębowskim na czele. Gość zagrał z nim w piłkarzyki, zjadł tradycyjną kanapeczkę, a następnie zdradził, że „podobnie jak większość polityków rozpoczyna od Super Expressu”. Jak donosi gazeta, dostojny gość „z zainteresowaniem przyglądał się jak pracuje redakcja i jak powstaje opiniotwórcza gazeta”. Mam dla marszałka Schetyny smutną wiadomość. O tym, jak poważną i opiniotwórcza gazetę pochwalił, świadczy tekst z jej dzisiejszej str. 3: „30-latka z Zachodniopomorskiego twierdzi, że Sebastian Karpiniuk, poseł PO, który zginął pod Smoleńskiem, jest ojcem jej córeczki”.  Bardzo to eleganckie, poważne, opiniotwórcze i fair wobec dostojnego gościa z Platformy, prawda?

W „Dzienniku Gazecie Prawnej” filozof Marcin Król filozofuje odrobinę o różnych rodzajach dyskryminacji. Wychodzi od grzechów minister Radziszewskiej, a jej wypowiedzi nazywa „zdumiewającymi”. Ale nie to jest najfajniejsze, lecz ustęp o tym, że ludzie generalnie nie są równi, i w związku z tym dyskryminacji mam moc. Nie tylko płciowej, seksualnej, etnicznej, rasowej i religijnej. Profesor zwraca uwagę (jakże słusznie!), że „wiadomo, że ludzie maja różne IQ i nic się nie da na to poradzić.”  Oraz, że „jedni są pełni wdzięku i atrakcyjni, drudzy natomiast nie są i niemal od urodzenia wywiera to poważny wpływ na ich życie”. W ten oto sposób tolerancyjnie i antydyskryminacyjnie profesor powiedział, że jak ktoś urodził się brzydki, to ma przechlapane, a jak głupi – to jeszcze gorzej. Trudno o lepsze rekomendacje dla nowego pełnomocnika rządu do spraw równego traktowania. Szczególnie ciekawe dla mediów mogłyby być jego spotkania z niezbyt atrakcyjnymi osobami o niskim IQ. Marcin Król mógłby tolerancyjnie powiedzieć im prosto w nos, co o nich i ich badziewnym życiu myśli.

„Polska The Times” ekscytuje się faktem, że trener Lecha Poznań Jacek Zieliński może być – podobnie jak dziesiątki innych trenerów, działaczy, piłkarzy i sędziów – zamieszany w ustawianie meczów piłkarskich. Wielkie mi mecyje. w Takim np FC Platforma Obywatelska albo LKS Prawi i Sprawiedliwość wszystkie rozgrywki są ustawiane, i nikomu to nie przeszkadza. I tak jak w lidze, kiedy przechodzi do meczów (czyli wyborów), wszyscy udają, że gra jest czysta, a sędzia to nie przekupiony kalosz.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Owca Tusk, wilk Kaczyński i puszki z puszczy

1 wrz 2010

Autorski przegląd prasy

W „Dzienniku Gazecie Prawnej” profesor Marcin Król utyskuje, że wschód Polski wkrótce porośnie puszcza, bo wszyscy aktywni Polacy wyjadą stamtąd do dużych miast.

Ależ czym się martwić? Jak polskie mapety (Młodzi Apirujący Platformersi) mają żyć na prowincji? Tam, gdzie nie dociera TVN24, gdzie często brak puszek po piwie Lech do budowania krzyży, gdzie zamiast dark roomów Warszawy są jakieś te no… jak to babcia mówiła… kościółki?!

„Fakt” ujawnia, że Jacek Kurski robił notatki z sugestiami dla Jarosława Kaczyńskiego podczas rocznicowego zjazdu „Solidarności”. W punktach podsumowywał przemówienia konkurencji i podpowiadał, kogo i jak zaatakować. Sensacja wątła, bo na kartkach które reprodukuje tabloid rewelacji nie ma: ot, hasła typu „na prowokację Tuska proponują odpowiedzieć, gdzie te 9 mln „Solidarności”, albo „przypominam o dźwigach jako polskiej statui wolności”. Prawdziwa sensacja to co innego: u góry kartki napisane jest „Jarku”! A wiec jednak nie „Wasza Ekscelencjo”, ani „Najwyższy Imperatorze WszechPiS-u”. Tropiciele zamordyzmu w Prawie i Sprawiedliwości aż zamarli w oburzeniu – wiadomo, że ten Kaczyński to zły wilk, ale żeby tak bezczelnie przebierać się za owieczkę…

Za to owieczka Tusk Donald przebiera się za wilka. Jak wynika z publikacji „Gazety Wyborczej” złe wilczury z rządu chcą wziąć pomstę na urzędnikach państwowych – zwolnić ich z pracy i w ten sposób uratować budżet. Oto założenia planu: wyrzucić co dziesiątego urzędnika, skrócić reszcie czas pracy i obniżyć pensje. Efekt? Jeden miliard złotych oszczędności rocznie. Ponieważ z danych Ministerstwa Finansów wynika, że w Polsce dziura budżetowa rośnie z prędkością 9 miliardów złotych miesięcznie, wychodzi na to, że co dziesiąty urzędnik na bruku to i tak o wiele za mało. Gdyby wyrzucić wszystkich, akurat udałoby się nadgonić tak z 5 tygodni. Co z resztą dziury budżetowej? Ano trzeba będzie zwolnić z pracy wszystkich innych Polaków. Niesiołowski wytłumaczy wyborcom, że to wina PiS, a Palikot, że winien jest Kościół.

„Wyszkowski nie przeprosi Wałęsy” – to tytuł jaki „Polska The Times” dała tekstowi o tym, że zdaniem sądu w świetle badań naukowych można byłego prezydenta nazywać tajnym współpracownikiem SB. Jak widać z całego procesu „Polska” zrozumiała tylko, że tak czy owak winny jest Wyszkowski, który w dodatku jeszcze bezczelnie nie będzie przepraszał. Nie ukrywajmy – nadchodzi nieubłaganie czas, kiedy Lech Wałęsa będzie musiał rozwiązać niewdzięczny naród i wybrać sobie nowy.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Rocznica, która nikogo nie cieszy

27 sie 2010

Dla cudzoziemców sprawa jest jasna: na hasło „Polska” odzew brzmi „Wałęsa” albo „Solidarność”. Używając terminologii marketingowej – od 1980 roku dysponujemy niesamowicie silnym brandem, rozpoznawalnym dla milionów. Tylko wciąż nie potrafimy zrobić z niego dobrego użytku.

Najlepszym dowodem jest smutna historia przygotowań do obchodów 30. rocznicy Sierpnia ’80.

Zapowiadany wielki show z udziałem Bono czy Boba Dylana zamienił się w lokalną imprezę z udziałem artystów dużo mniej znaczących. Obiecane przez rząd pieniądze stopniały niemal o połowę (z 20 do 11 milionów złotych) – pewnie dlatego, że huczna rocznica była oczkiem w głowie rządu, gdy planowano ją jako symboliczny start kampanii kandydata PO w jesiennych wyborach prezydenckich. A gdy się okazało, że Platforma Obywatelska już ma swojego prezydenta, bo wybory odbyły się wcześniej, uroczystości w Trójmieście nagle straciły na rozmachu, atrakcyjności i splendorze.

Rocznicową mizerię próbuje się tłumaczyć polskim piekiełkiem politycznym: że winna jest „Solidarność”, bo zbyt pisowska, że Wałęsa obrażony za publikacje IPN i zbyt małą liczbę miejsc, w które został zaproszony, że trzeba oszczędzać, bo kryzys. Ale gdyby rząd naprawdę chciał wielkiej imprezy z udziałem znanych światowych polityków, toby ją zorganizował. Gdyby „Solidarność” naprawdę myślała o uczczeniu Lecha Kaczyńskiego, to stanęłaby na głowie, by godnie uczcić rocznicę Porozumień Sierpniowych, których przecież zmarły prezydent był współautorem. Gdyby Lech Wałęsa potrafił się wznieść ponad osobistą niechęć do byłych kolegów i następców, przyjąłby zaproszenie na uroczystości.

Tymczasem w wyniku połączenia bałaganu, zaniechania, czasem złej woli, czasem może głupoty wielka rocznica nikogo dziś nie cieszy. Ani rządu, ani opozycji, ani „Solidarności”, ani weteranów. Dobrze chociaż, że zwykli Polacy będą mogli ją świętować na niezliczonych lokalnych piknikach, koncertach i uroczystościach – na przekór wielkiej polityce, a może po prostu obok niej.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Czy lewica podzieli się mediami z Platformą

25 sie 2010

Telewizja i radio mogą trafić w ręce ludzi związanych z SLD. I to na długo – piszą Piotr Gociek i Michał Szułdrzyński

Kilka dni temu jeden z polityków PO tłumaczył partyjnemu koledze, że podczas przejmowania mediów publicznych trzeba zachować pozory, co oznacza, że nie wolno wyrzucić wszystkich dziennikarzy „Wiadomości” TVP 1 – kilku wypadałoby zostawić. Pech chciał, że wiadomość z tymi dobrymi radami trafiła także do jednego z pracowników telewizyjnej Jedynki.

Za kulisami mediów publicznych trwa jednak gra znacznie ciekawsza niż ustalanie, ilu „pisiorów” powinno zostać zwolnionych od razu, a ilu dopiero po jakimś czasie. Operacja przejmowania TVP przez Platformę Obywatelską może zostać wstrzymana.

Klucz do obsady mediów publicznych znajduje się dziś w rękach lewicy, która nie ma powodów, by dzielić się z PO.

Przeczytaj cały artykuł

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Krokodyle z Wyborczej kontra krzyż na drogę

18 sie 2010

„Napieralski trafił do raju” – donosi „Fakt”. Czyżby niespodziewany zwrot w ideologicznej wojnie o krzyż? Byłbyż lider SLD wysłannikiem Polski jasnej wysłanym na bezpośrednie negocjacje w niebiosa, by ostatecznie położyć kres gorszącym scenom na Krakowskim Przedmieściu?

Niestety nie, chodzi o raj doczesny, ziemski, całkiem zwykły: hotel pięciogwiazdkowy w Egipcie, gdzie, jak w swej ulubionej stylistyce informuje „Fakt” pławi się w luksusie. Zamiłowanie ludzi lewicy do luksusu znane jest od dawna, najlepiej pogadać z lewicowym milionerem Urbanem, albo cygarowym skrytożercą Rywinem i skórzanymi kanapami.

Elektoratowi przypominam, że lud korzysta z wakacji rękami swych wybranych przedstawicieli. Kalisza tylko żal, bo podczas gdy Grzesiek pławi się w luksusie, biedny Ryszard Lwie Serce Lewicy siedzi w przyszpitalnym ogrodzie na Wołoskiej i walczy o zdrowie (wiem, bom wczoraj czytał w „Super Expressie”). Rany odniesione na barykadach pod smoleńskim krzyżem? Jednak nie, po prostu klimatyzację w jaguarze miał za mocno podkręconą i się przeziębił.

Swoją drogą, kiedyś solidarność ludzi lewicy była większa. Gdy Trocki w Meksyku zaniemógł, towarzysz Stalin zamiast byczyć się na plaży w Egipcie, od razu wysłał mu ratownika medycznego z czekanem.

A propos solidarności – wielu jest złych ludzi na świecie, ale najwięcej w „Solidarności” – odkryła „Gazeta Wyborcza”. Źli ludzie z „S” nie zaprosili prezydenta Komorowskiego na obchody 30. rocznicy podpisania Porozumień Jastrzębskich. Zastanówmy się chwilę. Dotąd ludzie „S” byli źli, bo zapraszali na różne rocznice i zjazdy prezydenta. I wtedy strasznie się piekliła „GW” – że to podłość, wciąganie związku do polityki itepe, itede. Dzisiaj piekli się, bo prezydenta… nie zaproszono.

Czyżby miało to coś wspólnego ze zmianą na stanowisku prezydenta? A fe, kto może snuć takie podłe rozważania… A jednak… Lech Kaczyński na zjeździe lub rocznicy „S” to było według „GW” dzielenie Polaków. Ale Komorowski – to już byłoby cacy i fajnie. Czy można żale ludzi Michnika określić mianem „krokodyle łzy”? Można, jeśli ktoś widział krokodyla wielkości wieloryba.

Jacek Żakowski w „Polityce” odważnie stwierdza: „Krzyż na Krakowskim Przedmieściu to nie jest problem Kościoła. Ani prezydenta, ani premiera, rządu, czy władz Warszawy”. Skoro nie ich problem, to może niech sobie spokojnie stoi?

Nic z tego, bo „Żywioły zmieniają nasze życie” alarmuje ta sama „Polityka” w raporcie specjalnym. Chodzi niby o to, że pogoda oszalała i tak już zostanie. Nie da się jednak ukryć, że zjednoczone siły tygodnika zmartwione są tak naprawdę nieco innym zestawem żywiołów. Są to: PiS, Jarosław Kaczyński, IV RP, ludzie pod krzyżem, Kościół, krzyż obok ludzi, PiS, krzyż przed kościołem, mohery, Jarosław Kaczyński i krzyż w kościele.

Mam tu gotowy taki raport specjalny dla „Polityki” na przyszły tydzień. Temat: co zrobić, by w Polska rosła w siłę, a ludziom się żyło dostatniej? Należy usunąć następujące rzeczy: krzyż smoleński, haft krzyżykowy, skrzyżowania, Polski Czerwony Krzyż, krzyżówki w gazetach i kaczki-krzyżówki. W tym ostatnim myśliwy Bronucha pomoże.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Od ZOMO po lekcje boksu, czyli jak Anna Mucha bawi się pod krzyżem

11 sie 2010

Autorski przegląd prasy

Nareszcie! W „Polityce” pytanie jak za dawnych, dobrych lat rozkwitu PRL: „Czy polski katolicyzm da się jeszcze pogodzić z polską demokracją?”. Brakuje tylko jednego słowa, powinno być: „pogodzić z demokracją socjalistyczną”.

Na szczęście w innych kwestiach postępy demokracji socjalistycznej są szybsze. Kiedyś na ludzi pod krzyżami napuszczano ZOMO (Zmechanizowane Odwody Milicji Obywatelskiej), dziś wystarczy POMO (Podpite Oddziały Młodzieży Obywatelskiej).

A jaka to młodzież? A taka: na przykład Zbigniew S., pseudo „Niemiec”, jeden z szantażystów senatora Krzysztofa Piesiewicza, który podczas nocnej chamówy zorganizowanej przez przeciwników krzyża brylował we fleszach fotoreporterów wraz z autorytetem moralnym, aktorką Anna Muchą. Tu także pewien postęp, ale w duchu dobrej, peerelowskiej tradycji: w PRL esbecja wykorzystywała drobnych złodziejaszków, przemytników i inne niebieskie ptaszki w walce z opozycją. Dziś szantażyści sami wchodzą na szańce, na ochotnika.

Jerzy Sosnowski w „Tygodniku Powszechnym” odkrywa prawdziwe przyczyny wojny polsko-polskiej – ups, przepraszam, wojny polsko-kościelnej, bo wedle niego tak to wygląda. „Istnieją cztery pola konfliktów: nauczanie religii w szkole, kwestie majątkowe, symbolika religijna i realny, choć nieformalny, wpływ Kościoła na stanowione prawo”. Nie do końca zgadzam się z tą diagnozą.

Zachowanie tłumu nocą 8 sierpnia wyraźnie pokazuje, że z lekcji religii wyniósł niewiele, w kwestiach majątkowych było dobrze, bo na balangi w ogródkach piwnych Starego Miasta i laptopy z Facebookiem jakoś chłopakom starcza; symbolikę religijną się jakoś skasuje, jak nie tej nocy, to następnej; a wpływ Kościoła na prawo to bzdura, bo w Polsce prawa nie ma, jest co najwyżej parę korporacji, które sobie wedle własnego widzimisię jednym przyleją, innych uniewinnią.

Poddam za to panu Sosnowskiemu piątą przyczynę kłopotów Polski z krzyżem i Kościołem: brak lekcji tajskiego boksu w szkołach. Gdyby tego u nas nauczano, to by dziarskie chłopaki pod wodzą pana Tarasa skopały mohery już dawno temu. I żadnych sporów o krzyże by na Krakowskim Przedmieściu nie było.

„Gazeta Wyborcza” nagłaśnia akcję ekoterrorystów z Greenpeace, którzy różnymi malowniczymi akcjami w Polsce i zagranicą chcą bronić Puszczy Białowieskiej przed wycinką. Dziś rano np. wchodzą na dach pewnego ministerstwa. Mam dla nich radę: chłopaki, jest tylko jedna droga do zwycięstwa. Powiedzcie, że drewno z wycinki ma iść na wielki krzyż upamiętniający ofiary katastrofy smoleńskiej. Od razu na Facebooku skrzyknie się ferajna i tak pogoni wrogów puszczy, że im drzazgi wyjdą bokiem.

„Polska The Times” ekscytuje się tysiącem dni rządu Donalda Tuska i tym, co z tego wynika. No właśnie – co z tego wynika? Ano nic nie wynika.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop