A miało być tak pięknie: szeregi uśmiechniętych sześciolatków raźnie kroczących do przestronnych szkół, gdzie miały na nie czekać sale pełne zabawek i pomocy naukowych.
Krótko mówiąc, przygoda życia. I oczywiście jeden z cudów rządu Donalda Tuska. Niestety, polscy rodzice nie uwierzyli w zapowiedzi minister edukacji Katarzyny Hall i zignorowali jej reformę. Z danych MEN wynika, że w tym roku do szkół poszło zaledwie kilka procent sześciolatków.
Nietrudno odgadnąć, czego bali się rodzice – tego, że szkoły są nieprzygotowane do przyjęcia maluchów. Że zamiast sal z zabawkami czekają na nie przepełnione klasy. Że nie będzie osobnych zajęć dla siedmiolatków i sześciolatków, bo nie ma na to pieniędzy. Wszystko to dla Ministerstwa Edukacji jest nieważne, bo działa w imię zasady: obiecaliśmy reformę, będzie reforma. Koszt nieistotny.
Na tym nie koniec. Kilka tygodni temu „Rz” informowała o raporcie brytyjskich naukowców z Cambridge Primary Review. Z ich badań wynikało, że im dzieci wcześniej idą do szkoły, tym… gorzej radzą sobie podczas nauki. Publikacja wywołała gorącą dyskusję o tamtejszym systemie edukacji, który do szkół wysyła już pięciolatki. Zabrali w niej głos m.in. Finowie, którzy ślą do szkół siedmiolatki i chwalą się najlepszymi wynikami nauczania w Europie.
W Polsce zamiast badań i dyskusji mamy ministerialne dogmaty, a zamiast pieniędzy na szkoły – mechanizmy spychania odpowiedzialności na samorządy. Sądząc po opublikowanych dziś przez „Rz” danych, minister Hall czym prędzej powinna znaleźć sobie jakieś inne dzieci i innych rodziców do przeprowadzania reformy. Bo ci dzisiejsi najwyraźniej jej nie rozumieją. Ale czy można się im dziwić?









Młodzi bezpłodni euro-geje z wielkich miast nie posiadają sześciolatków (chyba że cudze w sposób sobie wiadomy) i tylko dlatego nie mogli wykazać się obywatelską postawą w tej sprawie.
Temu winien jest oczywiście PiS i ojciec Dyrektor, nie pozwalający adoptować sześciolatków wszystkim zainteresowanym euro-gejom. Te faszystowskie represje skończą się gdy każdej rodzinie katolickiej zabierze sześciolatka euro-sędzia (koniecznie córa TW, lub pana majora) i wręczy w majestacie prawa parze euro-gejowskiej we władanie. Ale dopiero po pisemnym zaświadczeniu o głosowaniu na MO. To znaczy na PO.
Witam,
Zgadzam sie pewnie, z kazdym z przedmowcow na tej stronie. Z tymi, ktorzy uwazaja pomysl poslania szesciolatkow do szkoly za swietny i z tymi, ktorzy twierdza, ze reforma jest czyms najgorszym co moglo spotkac dzieciaki.
Na tak wprowadzonej reformie korzysta mniej niz 5% szesciolatkow, tych ktorzy sa teraz w pierwszej klasie poniewaz program jest bardzo zblizony do tego jaki przerabialyby w zerowce gdyby reforma NIE wywrocila wszystkiego do gory nogami. Teraz zerowka to jak polski film: nuda, nic sie nie dzieje, bez podstawy programowej stala sie taka przechowalnia w oczekiwaniu, az dziecko osiagnie dojrzalosc szkolna (choc pewnie juz ja dawno ma).
Najgorzej na tym wyszly dzieci siedmioletnie, ktore praktycznie powtarzaja to co juz sie nauczyly (jesli chodzily do zerowki) i szesciolatki w zerowce, ktore maja przerwe w ciaglosci nauki (jesli wczesniej chodzily do przedszkola). W tym wieku (6-7 lat) dzieci sa wyjatkowo chlonne na nowa wiedze i tak nuda nie moze wplywac na ich rozwoj pozytywnie.
Podsumowujac:
SZESCIOLATKI DO SZKOLY TAK – NIE KOSZTEM CALEJ RESZTY!!!
Pomijam sposob przystowania infrastruktury szkolnej dla mniejszych dzieci, ktory pewnie jest rozny w roznych szkolach, ale my tez nie uczylismy sie w idealnych warunkach.
PS.
Jeszcze dodam, ze poza ministerstwem, ktore (dez)informowalo na temat reformy, mam ogromne pretensje do MEDIOW, ktore skupily sie na tym jak to biedne beda szesciolatki w szkole nie zwracajac uwagi na te w zerowce i przede wszystkim na siedmiolatki, ktorych rodzice nie mieli zadnego wyboru co zrobic ze swoimi pociechami, aby nie stracily roku edukacji (oby chociaz zyskaly rok dziecinstwa). Pewna akcja spoleczna, wspomniana juz na tej stronie, ktora podsycala emocje rodzicow, delikatnie mowiac tez nie jest bez winy…
Gajowy bronek to jeszcze dzisiaj ma problemy z myśleniem.
To nie rząd stworzył tą MOŻLIWOŚĆ tylko wywalczyli sobie ją sami rodzice gdy podnieśli larum stwierdzając stan faktyczny polskich szkół Gdyby nie to mielibyśmy PRZYMUS gdyż takie były pierwotnie założenia reformy
Nigdy nie słyszę o tym, że np w Niemczech obowiązek szkolny dotyczy sześciolatków urodzonych do 30 czerwca, a w Austrii do 30 sierpnia.
Nasi chcą wysłać do szkoły od razu cały rocznik. Jak zwykle pchają się nadgorliwie przed szereg.
W szkole najgorsze jest to, co dzieje się po pierwszych trzech latach nauczania początkowego. Dzieci wychodzą z rąk jednej nauczycielki i zaczyna się prawdziwy horror szkolny czyli brak funkcji wychowawczej szkoły. Wychowawca jeśli nie uczy polskiego, albo matematyki spotyka się z klasą raz, albo dwa w tygodniu. Każdy nauczyciel uczy czego innego. Odrobi swoją godzinę i ma w nosie. Dzieci są zostawione sobom samym. To eksploduje w gimnazjach.
Jak robić reformę, to metodą najprostszą zmniejszyc ilość osób w klasach w gimnazjach.
W tym najgłupszym wieku młodzi powinni być lepiej dopilnowani. W tej chwili norma to 32 osoby w klasie. To powoduje brak kontroli nauczyciela, rodzi sytuacje przemocy, zdziczenia i różnych patologii. Na te trzy lata nauki klasy powinny być najwyżej 20 osobowe. Albo zlikwidujmy gimnazja.
Caloksztalt zgromadzonej wiedzy/umiejetnosci uzywania jej osobiscie i w kontekscie spolecznym ma tylko czesciowo polaczenie z formala edukacja/szkolnictwem jak jest to obecnie praktykowane w wiekszosci „zachodnich” lub pretendujacych do tej definicji spoleczenstw. Ludzie ucza sie lub powinni sie doszkalac/edukowac przez cale zycie, nie tylko w sposob formalny lecz tez mniej formalny poprzez grupowe zajecia, grupy dyskusyjne gdzie wielokierunkowa wymiana opini, pogladow i metod jest przyswajana i dopasywowana do koniecznosci/wymogow i indywidualnych czy grupowych. Krytyczna masa tych nowych „input’ow” ma ekspotencjalnie wiekszy wplyw na baze informacyjna i umiejetnosci uzycia jej, gdyz podswiadomosc ludzka albo akceptuje nowy „imput” w miare latwo, jesli jest on akceptowany przez grupe, z ktora dana osoba jest obeznana, lub podswiadomosc dyktuje doze sceptycyzmu, ktory przesyla „input” tylko do tymczasowej pamieci, i po uplywie czasu, „input” zostaje wymazany/zapomniany, co przeklada sie na strate czasu.
Najlepszy system edukacyjny, z ktorym sie zetknalem jest w Japoni.
Gdzie w nizszych klasach dzieci sa nie tylko uczone podstaw przedmiotow (jak zreszta dzieci w innych systemach poza Japonia) lecz takze wspolpracy w zespolach co uczy lacznosci, odpowiedzialnosci i podstawowej wiedzy ze aby osiagnac planowane rezultaty wspolpraca jest i wymagana i konieczna, a takze ze nie wszyscy czlonkowie/czlonkinie zespolu maja rowny wklad w process i rezultat na kazdym etapie procesu tworzenia, lecz sam wynik tego procesu nie zdarzylby sie bez wspolnego grupowego wysilku. Dzieci sa tez uczone odpowiedzialnosci za innych czlonkow zespolu do ktorego naleza w danym momencie. Uczestnictwo w danym zespole nie jest elementem stalym, gdyz zespoly sa tworzone (przez nauczycieli w nizszych klasach a wedle samodobierania sie w wyzszych klasach) dla specyficznych albo krotkotrwalych lub dlugotrwalych zadan. Powoduje to poczucie odpowiedzialnosci, w pewnym stopniu, ogolnospolecznej i nalezenie do druzyny/”team’u” zwanego Japonia. Nacisk jest tez polozony na rozwiazywanie potencjalnych konfliktow, nim sie one zdarza/wyplyna na powierzchnie i na napietnowanie/tymczasowa ostryzacje osobnikow, ktorzy sa uznani za anty-spojecznych.
Wyniki indywidualnych dzieci sa obiektywnie oceniane a nauczyciele ciesza sie wysokim prestzem spolecznym i sa wolni od jakichkolwiek naciskow od rodzicow, ktorzy by chcieli/probowali „zalatwic” traktowanie preferencyjne dla swych „pociech”.
Nie wszystko z powyzszego moze byc zastosowane w polskich warunkach. Co byc zdecydowanie wprowadzone, to usuniecie niezdrowej konkurencji pomiedzy rodzicami, ktora przeinacza sie w konflikty i animozje pomiedzy dziecmi, co w dalszym etapie ma zdecydowany wlyw na atmosfere durnej konkurenczosci o malo istotne sprawy, sobkowosci i braku umiejetnosci budowania rzeczywistego i praktycznego konsensusu.
Indywidualizm jako koncept jest elementem dodatnim, lecz tylko jesli nie zakloca celow wspolnych na poziomie wiekszosci spoleczenstwa. W przeciwstawnym wypadku prowadzi do podzialow, nieuzasadnionych praktycznymi zasadami konfliktow i ulatwia manipulowanie indywidualnymi ludzmi i grupami ludzkimi.
Lestek
Tak samo będzie ze szczepionkami bo rodzice nie zaryzykują nawet gdyby były darmowe. Plotka niesie ,że najważniejsi zasłabli z tego powodu. Ważne ,że zostaly stworzone warunki a rodzice zdecydują w ramach samorządu lokalnego.Nie jest rolą rządu świeckiego dbanie o przedszkolne przygotowanie do życia skoro jesteśmy krajem katolickim. Tak sobie myślę czy parafia nie jest lepsza w kreowaniu cudownego dzieciństwa to nawet jej szyld ?
Rząd stworzył MOŻLIWOŚĆ!Kto chce korzysta!Rozumiem ,że 10 lat to dla „pana” wiek optymalny?Wtedy zapewne …..wyprzedzimy Finlandię,?Pod warunkiem reelekcji PISprezydenta i wygranej Moher Party!Tak?Życze….zdrowia……
gdyby ktos mial rozum w tym resorcie, to by skapowal, ze remedium na edukacje sa MAłE KLASY SZKOLNE. Kazdy nauczyciel to potwierdzi, jak sie uczy 10, nawet 20 dzieci, a jak sie uczy 30, 40. Ciezko lekcje zaczac. Ale to trzeba by miec rozum, a to rara avis w tym rzadzie !
„Aleksandra”, pozdrawiam szczególnie serdecznie z powodu bardzo bliskiego mi imienia.
No cóż jestem sprowokowany.
Były wszy w szkole, choć nie u moich dzieci ale jaka tam była organizacja.
Byliśmy powiadomieni, że coś takiego się pojawiło, dostaliśmy intrukcję co robić i czego oczekiwać.
Wsydzę się ale wyznam, była to szkoła a właściwie szkoły – prywatne, może stąd inne doświadczenia.
Niestety, ta edukacja przeżarła nam całe oszczędności i czasem myślę czy dzieci to doceniły, czy odczuły ale to inna sprawa.
Były w tym angielskim systemie od przedszkola do uniwersytetu.
Muszę natomiast z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że szkoły podstawowej czy średniej o podobnym standardzie, w mojej Warszawie, to nie widziałem i nie sadzę, że zobaczę.
To było po to, żeby nikt nie doczepiał się tak jak do Pitery, że minister nic nie robi, no przecie sie dzieje, a Hallowa wręcz zaharowana, a że dzieciska znerwicowane, nie ważne ….rodzice i tak zagłosują na PO.
Przez 45 lat Polską rzadzili czerwoni zamordyści, a przez nastepne 20 oświeceni ciemniacy.I polska polityka jest jednym pasmem niemoznosci.
@Kinuko (20/11/2009 o 09:12)
” Wyslalismy nasze szescioletnie dziecko do pierwszej klasy, nie zalujemy. Szkola zapewnila siedemnastu szesciolatkom osobna klase, przemila nauczycielke i wyjatkowa opieke w odrebnie dla nich przeznaczonej swietlicy. [..] wszyscy rodzice naszych szesciolatkow sa absolutnie zadowoleni, ze podjeli taka decyzje. W szkole sa jeszcze trzy klasy dla siemiolatkow – przepelnione, nasze maluchy naprawde trafily na wyjatkowa sytuacje. [..]”
Bardzo rzeczowy opis prawdziwej sytuacji w szkole – reforma realizowana KOSZTEM dzieci. Klasy 7-latków są przepełnione dlatego, że średnia liczba uczniów w szkole nie może być zbyt mała. 7-latki płacą rachunek komfortu Waszego 6-latka. Wkrótce ich rodzice się zorientują w tej grze i zrobią – słusznie – awanturę. Są przecież takimi samymi podatnikami i nie ma powodu by ich dzieci były traktowane gorzej.
W późnych latach 80 ( chyba był 87) ubiegłego wieku, jako młody inzynier na rubieży, miałem okazję uczestniczyć w zebraniu załogi na którym miał zostać przesądzony los jednego z zakładów należącego do dużej centrali spółdzielczej. Chodziło oczywiście o takie zmiany statutu, które umożliwiały uwłaszczenie zakładu.
Na spotkanie przybyli przedstawiciele centrali (którzy w rok później zostali włascicielami tego zakładu) i przedstawiali korzyści jakie wniesie zmiana statutu zakładu.
Mówiąc językiem dzisiejszym, przeprowadzali tzw konsultacje społeczne. Oczywiście w trakcie „konsultacji społecznych ” wywiązała się dyskusja, z której jednoznacznie wynikało, że nikt na sali nie akceptuje przedstawionych zmian. Zabierałem głos w tej dyskusji, próbując przedstawić cały bezsens wprowadzanych zmian,
co nawet zostało „uwiecznione” w lokalnej gazecie. Tam właśnie siedząc na tym zebraniu po raz pierwszu uświadomiłem sobie, że tak naprawdę biorę udział w przedziwnym rytuale.
Obserwując salę, można było zauwazyć, że większośc mimo iż protestowała , zdawała już sobie sprawę, że panowie z centrali nie przyszli po to aby zasięgnąc opini, ale po to aby
zakomunikować fakt zmiany statutu , i tak naprawdę przedstawione racje ich nie interesują. Obserwując i słuchając zaś Panów z centrali , mozna było zauważyc iż oni mają w nosie
to co mają i do zakomunikowania zebrani, co więcej mają pełną świadomość tego, że zgromadzeni ludzie wiedzą, że całe to zebranie to tylko „pic i fotomontaż”
Tak więc mamy typową także dla naszej dzisiejszej demokracji sytuację:
My wiemy że to „pic i fotomontaż’,
Onie wiedzą że to „pic i fotomontaż”
My wiemy że oni wiedzą że to „pic i fotomontaż”
Oni wiedzą że my wiemy że to „pic i fotomontaż”
czyli konsultacje społeczne się odbyły
Ten mechanizm jak widać bardzo dobrze sprawuje się również wspólcześnie. Reforma edukcji poszła w „ruch” i nie jest istotne że ponad 90% rodziców jej nie akceptuje gdyż Państwo zawłaszczyło sobie prawa rodziców do decydowania o dzieciach. Ba doszło kosztem dzieci do ” bezpredensowej i haniebnej próby sił ” pomiedzy Państwem i rodzicami a polem tej konfrontacji są „zerówki ” gdzie nauczanie pisania i czytania jest nielegalne.
Ten komentarz dedykuję wszystkim tym „światłym” obywatelom, którzy idąc do urny „świadomie” oddają swój głos na tą czy inną „jedynie słuszną partię”. W ten sposób ligitymizują, każde nawet te bezsensowne i szkodliwe działania.
Panowie Obywatele i Panie Obywatelki, pora zastanowić sie nie tylko jak oddać swiadamie swój głos, ale równiez jak wyegzekwować w takim systemie odpowiedzialne zachowanie tzw „wybrańców narodu”
Jak eliminować z zycia politycznego i jak wyciągać konsekwencje w obec tych którzy , zawiedli zaufanie społeczne a nawet doprowadzili do szkodliwych społecznie i gospodarczo decyzji. Jak rozliczać tych wybrańców, którzy zaniechali rozwiązania palących problemów( np. na innym forum tej strony poruszny jest problem zwrotu własności dla Agnes Trawny) .
Chce przypomnieć iż w historii naszej 20-letniej demokracji , nie mamy ani jednego takiego precedensu. Nie wystarczy bić „piany w gazetach” , gdyż akurat temat jest medialny, czy przy kieliszku klnąć na rząd
Jeżeli świadomy obywatel/ka nie ma świadomści i narzedzi jak to czynić, to powiem brutalnie „niech lepiej nie głosuje” gdyż w takiej sytuacji bierze tylko udział w przedziwnym rytuale demokratycznym, nie mającym z demokracją nic wspólnego
Partia Oligarchów zagnała sześciolatki do szkoły by pracowali rok dłużej na mocodawców PO.
neo Pisze:
20/11/2009 o 01:34
Tak niekompentnego rządu jak ekipa Donald Tuska nie było od dawna.
—————————————————————————————————
To jest rząd nie tylko NIEKOMPETENTNY ale co więcej SZKODLIWY. Niestety to smutna prawda.
W tym roku mój siedmioletni syn poszedł do pierwszej klasy. Byłem z nim na uroczystości rozpoczęcia roku szkolnego. Niedaleko pierwszaków na sali gimnastycznej siedziały zerówki – dzieci sześcioletnie. To, co zobaczyłem bardzo mnie zaskoczyło: dzieci siedmioletnie były średnio o pół albo o całą głowę wyższe od sześciolatków. „Wysoki jak brzoza a głupi jak koza” – domyślam się, że wzrost nie ma wpływu na osiągnięcia naukowe, ale w podstawówce a jeszcze bardziej w gimnazjum trzeba jeszcze PRZETRWAĆ. Swoje spostrzeżenia dedykuję pani Minister, swoją drogą ciekaw jestem ile mierzy i jak wysoko.
Pomysł nidorzecznej minister polega na dalszym zwiększeniu ilości nauczycieli i tylko taki ma sens. W polsce kształcenie trwa zbyt długo !!!! Młodzi ludzie powinni kończyć studia w wieku 22-23lat
jestem przekonana, że żadne uwagi w obecnej chwili nie zmienią sytuacji w szkole i wiek dzieci nie jest aż tak istotny ale przygotowanie kadry, obiektów a nie tak jak jest w chwili obecnej.Nauczyciele w szczególności na wsi sami nie wiedzą jak sobie poradzić i kończy się to najczęściej kserowaniem kolorowanek dla najmłodszych w klasie lub czytaniem bajek. Marzę aby chociaż jedna reforma została przemyślana, dostosowana do naszych realiów życia, może zacząć od ujednolicenia podręczników, odciążenia tornistrów, przygotowania komisji egzaminacyjnych do których uczniowie mieliby pełne zaufanie bo za ich niedociągnięcia i brak fachowości konsekwencje ponoszą uczniowie
Nadopiekuńczość rodziców walczących o prawo do dzieciństwa ich pociech to zysta paranoja. Wychowywanie pod kloszem jest bardziej szkodliwe niż posłąnie sześcilatka do szkoły. Na szczęście nawiedzinych rodziców nie przybywa. Czy rodzice walczących o prawa sześciolatków nie zauważją, że ich dzieci są już dojżalsze niż oni w ich wieku. Rozwój dzieci jest proporcjonalny do postępu technicznego i informacji. Szkoła uczy zachowań wśród rówieśników i samodzielnośći. Rodzice nie stawajcie się wrogami swoich pociech.
Niestety, jesteśmy na tyle ułomnym społeczeństwem, że nie jesteśmy w stanie sprostać oczekiwaniom naszego światłego rządu. Mnie niestety też się wydaje, że postęp w metodach nauczania i wyposażeniu szkół powinien owocować skróceniem okresu edukacji. A dzieci dopóki mogą, niech cieszą się dzieciństwem. Nie każdemu będzie dane znaleźć się w rządzie czy w parlamencie i bawić się do późnej starości.
Do gajowego bardzo Ci wspolczuje, bo myslisz, ze wszystko co wymysla Polacy jest zle i glupie. Moja pociecha tez miala „przyjemnosc” bycia w angielskiej podstawowce od 4 roku zycia, jakos to przezylismy bo szkola byla katolicka i b. droga z egzaminem wstepnym.
Inni znajomi, ktorzy mieli dzieci w szkolach publicznych cierpieli z powodu np. fatalnych warunkow higienicznych ( wszy w szkolach w Anglii sa na niespotykana skale europejska) przemoc,gangi i ciaze nastolatkow, najwieksze roznice w poziomie nauczania w zaleznosci od umiejscowienia szkol oto zdobycze angielskiej szkoly. Tylko w Anglii chce wprowadzcic sie prawo przeciw school places „theft”, co ukazuje jak chory jest ich system szkolny. Nierozumiem czemu czlowieku jestes takim „polakozerca”. Zycze ci przyjrzenia sie standardowi zycia w Anglii troche mniej bezkrytycznie.
# R.H. Pisze:
20/11/2009 o 10:45
——————ciach
Dialog na forum przerywam, bo chce zobaczyć ( nie słuchać)
nowe “genialne” przedstawienie pana Tuska. Zgromadzić 2000 klakierów
oceniających jego rządy !! POLECAM
Tusku powiedzial, ze jest dobrze, ale nie beznadziejnie.
Jest swiatelko!!! Keep smiling ;D
W przyszłym roku do szkoły pójdzie 99,9% sześciolatków, bo pani minister Hall z bolszewicką surowością ukarała rodziców, którzy swoje sześcioletnie dzieci posłali do „starych” zerówek zamiast do pierwszej klasy. Nauczycielkom w zerówkach NIE WOLNO realizować starej zerówkowej podstawy programowej, więc dzieci nie uczą się niczego, albo powtarzają program zajęć dla pięciolatków. Chyba że w tajemnicy (takie wspólczesne tajne komplety) dzieci będą uczone pisania, czytania i liczenia. Ale i na to Hallowa ma sposób: obecne (i przyszłe) siedmiolatki powtarzają program starej zerówki w pierwszej klasie szkoły podstawowej. W przyszłym roku będzie tak samo.
@Kinuko: Proszę podziękować tym rodzicom, którzy nie posłali swoich sześcioletnich dzieci do szkoły; gdyby posłali to Państwa dziecko uczyłoby się w klasie trzydzistoosobowej, a jedyną przygotowaną dla sześciolatków salę lekcyjną dzieliłoby z inną klasą w systemie zmianowym.
A czy można przygotować i wdrożyć reformę gdy jej budżet obcięto o 90%. I być przy tym uśmiechniętym i mówić że wszystkie założenia są aktualne, i wszystko idzie zgodnie z harmonogramem.
Tylko Ci rodzice jacyś tacy oporni, bo brak opieki szkole po 14.00, brak stołówki, bieżącej ciepłej wody w toaletach(H1N1 i śmiech na sali) o placach zabaw nawet nie wspominając to przecież nie może zaważyć na prymitywnych rodzicach którzy nie wiedzą że ich decycja niezgodna z jedyną słuszną drogą bezie prowadzić do represji (zakazu nauki czytania)
stoje nagi przed publika, obnazony przez szanownego pana redaktora. Wszystko za sprawa corki, ktora w Sydnejowie poszla do szkoly majac 4 lata i 9 miesiecy. Ukonczyla mature w czolowce stanowej, zanim skonczyla studia pewna swiatowa firma placila jej forse, aby nie zmienila zdania.
miec dzieci.
Czy dzieci daja sobie rade w szkole w mlodym wieku zalezy glownie od rodzicow, w jaki sposob dziecko bylo wychowywane i uczone.
Radze sprobowac
@ jeryas z 09.53
Pije pan do mnie , dziadka 7 latka. Tak nudzi się w szkole podobnie jak inni jego rówieśnicy umiejąc dobrze czytać i pisać a zmuszonych realizować „program” dla 6 latków.
Odpowiadając na pana budzącą zgrozę sugestię że mógłby sięgnąć po „‘wiodącą” gazetkę wyjaśniam ,ze organ ten jest mu zawsze przez mamusię pokazywany kiedy chce go skłonić do skorzystania z ubikacji.
Terapię powyższa zalecił znakomity pediatra
a jest skuteczna w każdym wieku.
Dialog na forum przerywam, bo chce zobaczyć ( nie słuchać)
nowe „genialne” przedstawienie pana Tuska. Zgromadzić 2000 klakierów
oceniających jego rządy !! POLECAM
Zgadzam się z opinią: „Pani minister Hall w mojej subiektywnej ocenie, nie nadaje się na piastowane stanowisko”. Przypomnę, ze pani Hall jest ze „stajni” PiS i ma typowo PiSowskie poglądy bo jest z gdańskiego – PiSowskiego układu, chwilowo przygarnięta do PO.
A czy policja będzie przychodzić po moje dzieci jak ich nie oddam do szkoły ?
„Krótko mówiąc, przygoda życia. I oczywiście jeden z cudów rządu Donalda Tuska. ”
Pięknie napisane. Dobrze że pisze Pan o tych cudach.
Dzieci nie powinny rozpoczynać tak wcześnie nauki. Powinny się bawić, rozmawiać z wykorzystaniem słówek usłyszanych od rodziców.
Pan sobie wyobraża, co by się działo, gdyby taki siedmiolatek umiał już czytać. Przecież mógłby sięgnąć po „Wyborczą”. Co za zgroza!.
Nie! Nie! Nie! Nie ma zgody.
Jeden z dziadków popisujących się na tym blogu krytykuje Panią Hall, bo jego wnuczek nudzi się w I klasie. Takich mamy ministrów. Może by ich wymienić na dziadków z tego blogu.
Pani Hall ze swoim uśmiechem…. Skąd nasze rządy biorą takich ministrów ? ( i dotyczy to wszystkich poprzednich i z pewnością następnych) ????
Ps. Może przestańmy wmawiać naszym dzieciom że w Polsce liczy się wykształcenie. Tu liczy się układ, rodzina i znajomości jak w Afryce.
Prawdziwa kariera jest niepostępna. To kraj kastowy. No chyba że się jest świetnie wykształconą córka/synem Grzecha , Rycha czy innego prezia (żeby było sprawiedliwie po obu stronach.)
Kinuko, tu chodzi o statystyke. Statystycznie nie ma większego związku między wiekiem pójścia do szkoły, a wynikami w nauce i przyszłym życiu. Te badania brytyjczyków nawet jak widać zdają się sugerować, że wcześniejsze pójście do szkoły statystycznie pogarsza szanse na dobre wyniki. W takim razie, po co wydawano te wszystkie pieniadze na „reforme”, które nic nie poprawi, bo poprawić nie może?
SZEŚCIOLATKI GŁOSUJĄ NOGAMI
@Autor pisze : —” Sądząc po opublikowanych dziś przez „Rz” danych, minister Hall czym prędzej powinna znaleźć sobie jakieś inne dzieci i innych rodziców do przeprowadzania reformy.” ===
NIE, pani Hall powinna sobie czym prędzej znaleźć inne zajęcie. I swojemu szefowi Donaldowi Tuskowi także.
Na razie rodzice głosują nogami sześciolatków. Oby tak samo głosowali w najbliższych wyborach
Wyslalismy nasze szescioletnie dziecko do pierwszej klasy, nie zalujemy. Szkola zapewnila siedemnastu szesciolatkom osobna klase, przemila nauczycielke i wyjatkowa opieke w odrebnie dla nich przeznaczonej swietlicy. Przed wyslaniem naszych malych dzieci do podstawowki szkola zaproponowala nam specjalne warsztaty psychologiczne, ktore mialy nas przygotowac do wczesniejszego wyslania dzieci do szkoly. Obecnie sytuacja jest taka, ze dyrekcja jest zalewana wnioskami o przyjecie innych dzieci z zerowek, niestety juz za pozno. Moze to ewenement na skale Polski, ale wszyscy rodzice naszych szesciolatkow sa absolutnie zadowoleni, ze podjeli taka decyzje. W szkole sa jeszcze trzy klasy dla siemiolatkow – przepelnione, nasze maluchy naprawde trafily na wyjatkowa sytuacje. Jednoczesnie pamietam zdziwienie osob postronnych, kiedy dowiadywali sie, ze decydujemy sie na ten krok, media niemal szalaly siejac panike, ze temu pomyslowi grozi katastrofa a dzieciom odbranie dziecinstwa. Z mojej perspektywy nic takiego sie nie wydarzylo, maluchy zaczynaja czytac pierwsze zdania:), ucza sie pisania literek, maja wychowawczynie ktora w przemily sposob wprowadza je w swiat nauki.
Pani minister Hall w mojej subiektywnej ocenie, nie nadaje się na piastowane stanowisko , mimo podziwu jaki budzi brnięcie z zapałem
w przedziwne pedagogiczne pomysły.
Mój 7 letni wnuk chodzi do I klasy nudząc się śmiertelnie co zawdzięcza pani minister-nauczycielce z zawodu.
re leonp z 01.23: bardzo ciekawa teoria – posyłanie 6latków to „wyrównywanie szans edukacyjnych dzieci z biednych i bogatych domów, ze wsi i miasta itd.” – może szerzej Pan wyjaśni na czym to wyrównywanie, w wieku akurat 6 lat, polega?????? Co ma piernik do wiatraka?????
Bronek(gajowy),POpracuj nad stylem,bo wstęp jest okropny
Prezydent Szlęzak na billboardach pozował z Jarosławem Kaczyńskim. Takie kadry promuje PiS!
A ja mam dziecko 7-letnie w I klasie. W tej klasie od poczatku jest tylko jedno dziecko młodsze, ale podstawa programowa jest OBOWIĄZKOWA i nauczyciel musi nauczac treści dostosowanych do wyimaginowanego poziomu 6-latków. W efekcie dzieci starsze, a jest ich w tej klasie 20 nudzą sie makabrycznie, a nauczycielka ma związane ręcę. Nie przewidziano okresu przejściowego i np. mozliwości korzystania z podreczników, które obowiązywały wcześniej.
Powinno być napisane:
A miało być tak pięknie: szeregi uśmiechniętych sześciolatków raźnie kroczących w rytm „Ody do radości”…
„Zabrali w niej głos m.in. Finowie, którzy ślą do szkół siedmiolatki i chwalą się najlepszymi wynikami nauczania w Europie”
A dlaczego nie Polacy, którzy też ślą do szkół siedmiolatki. I jakimi wynikami się chwalą? Więc może to nie jest kwestia wieku…
Tak niekompentnego rządu jak ekipa Donald Tuska nie było od dawna. Ci ludzie z Tuskiem na czele nie potrafią nic użytecznego zrobić dla obywateli. Najgorsze jest to, że ta nikompetencja dotyka najmłodszych i niczego niewinnych dzieci. Na szczęscie, rodzice zareagowali racjonalnie i pokazali co myślą o Tuskowych reformach. Mam nadzieję, że że rodzice nie zamponą o tym co Tusk zrobił polsikim sześcilatkom jak będą wybory prezydenckie w Polsce. Tusk i PO to niebezpeczni ludzie, pownno ich się wymienic na bardziej kompetentnych tacy jak ludzie z PIS.
Mamy problem z jakością szkolnictwa! (co nie oznacza, że wcześniej było lepiej).
Jak to zmienić?
Proces zmian trwa długie lata, ale trzeba go rozpocząć! (w zasadzie kontynuować )
Czy posłanie do szkół sześciolatków ma sens – według mnie tak.(wyrównywanie szans edukacyjnych dzieci z biednych i bogatych domów, ze wsi i miasta itd.)
Czy proces udaje się wdrożyć? (W kraju w którym autostrad nie są w stanie zbudować…)
Rzeczpospolita poświęca 6-ciolatkom niewspółmiernie dużo miejsca. Prawdopodobnie dlatego, że ten temat jest mimo wszystko dużo łatwiejszy do ogarnięcia niż całość problematyki „reformy” edukacyjnej. Poza tym jest to temat świetnie spopularyzowany przez ruch Ratujmy maluchy i ich znakomitych liderów Karolinę i Tomasza Elbanowskich. Być może w miare dorastania dzieci Elbanowskich doczekamy się rozszerzenia zakresu zainteresowań i przekształcenia sie ratowania maluchów w ratowanie szkoły jako takiej.
Problem „reform” edukacyjnych nie ma swojej lokomotywy na miarę Elbanowskich i dlatego jest on prezentowany w mediach w sposób nieprzejrzysty, fragmentaryczny i niezbyt przekonywujący. W zasadzie zamiast całościowej analizy mamy narzekanie na różne pokawałkowane fragmenty edukacyjnej polityki rządu Tuska. Świadomie piszę tu o rządzie Tuska a nie o MEN, ponieważ MEN traktuje sie jako byt wyodrębniony i w ten sposób Donalda Tuska, jego rząd i Platformę zwalnia się z jakiejkolwiek odpowiedzialności za rujnującą politykę edukacyjną.
Osobno pisze się i narzeka sie na nową maturę i to była specjalność „Dziennika” aż do momentu spacyfikowania poprzedniej redakcji na wyraźne życzenie Platformy i jej szefa.
Osobno traktuje się o nowej podstawie programowej w kontekście zmasakrowanej przez decydentów oświatowych i rząd Tuska listy lektur, i tym też się zajmował wyłącznie „Dziennik”.
Podobnie, czyli odrębnie próbowano analizować koncepcję nauczania historii w nowej podstawie programowej. Jest to domena „Rzeczpospolitej”.
Ze wszystkich omawianych w prasie tematów takim najbardziej syntetycznym wskaźnikiem obrazującym klęskę systemu edukacyjnego, narzucanego polskiemu społeczeństwu, nauczycielom i środowisku akademickiemu w formie dyktatu – jest dramatycznie niski poziom młodzieży zdającej na studia, brak jakiejkolwiek kultury myślenia i podstawowych sprawności intelektualnych np. związanych z abstrakcyjnym myśleniem, połączony z brakiem elementarnej wiedzy. Jest to temat wielokrotnie poruszany w alarmującym tonie zwłaszcza przez prof. prof.Marcina Króla, Pawła Śpiewaka i Jana Hartmana.
Media udawadniają jak bardzo zła jest nowa matura (oczywiście na starej, bardziej ambitnej podstawie programowej), jak fatalną i okaleczającą intelektualnie polska młodzież jest koncepcja nowej podstawy programowej – natomiast nikt nawet nie próbuje wyobrazić skutków oparcia bardzo złej nowej matury na bardzo złej nowej podstawie programowej. Za kilka lat ta tak krytykowana i rzeczywiście fatalna nowa matura może się okazać niedosiężnym szczytem marzeń i utraconą Arkadią.
Przypadkiem dwie moje pociechy ukończyły angielską podstawówkę, którą obydwoje rozpoczęli w wieku cztery i pół.
Dodam, że nie byli najmłodszymi w swoich klasach.
Z tego co mi wiadomo, taki system panuje na Wyspach od lat i choć wierzę w badania Cambridge to jak znam GB nie sądzę, żeby ktoś od przyszłego roku szkolnego zarządził reformę szolnictwa.
Ale zgadzam się z panem, że ponieważ nam Polakom zawsze było pod górkę – bo to rozbiory, to na nas najechano i okupowano, to komunistycznie zniewolono – wszystko to musiało wywołać jakąś intelektualną czy rozwojową genetyczną skazę.
Dlatego sugeruję rozpoczęcie nauki w wieku lat 18 lat.
Jest to wiek kiedy dziecko czuje się swobodnie poza domem a gdy jest zdenerwowane, może zapalić czy coś wziąć i w każdym razie jest już przygotowane psychicznie do zaakceptowania dyscypliny szkolnej.
Posyłanie 6-latków do szkoły w celu zapewnienia nauczycielą pracy (niż demograficzny) oraz w celu „wyhodowania” młodszej siły roboczej, kosztem skracania dzieciństwa należy uważać za działalność zbrodniczą! Obiecywanki o przedszkolu w szkole są nielogiczne same w sobie. No, ale czego chcieć od rządu „wodotrysków”!
czasem, szkoda że tak rzadko, Polacy z pokolenia, któremu w nowych czasach nieźle wyprano mózgi i wymieszano w systemie wartości, mimo wszystko zaskakują swoją życiową madrością. Wielki szacunek więc dla tych 95 proc. rodziców sześciolatków, którzy nie dali wmówić sobie, że czarne jest białe. I życzenia, by w innych obszarach życia w naszej Rzeczpospolitej, oceniali rządzacych równie realistycznie-krytycznie. I prośba, by równie jawnie, stanowczo, śmiało decydowali się mówić „nie” każdej głupocie, każdemu szkodnictwu naszych urzędasów, ministrów, posłów, premierów, prezydentów, itp. decydentom. Mówmy „nie” tym ludziom, którzy jedynie co rzeczywiście potrafią, to łokciami przepchać się do władzy.
Prawdopodobnie w większości to nie elektorat Donalda Tuska miał możliwość posłania sześciolatków pierwszy raz do szkoły. Dlatego ten cud się nie ziścił. Jest to przykład na to, że Polacy w sprawach dla nich istotnych (wszak chodzi tu o Nasze pociechy) zdolni są do głębszej refleksji i wykazują sporą odporność na propagandę. Pytanie tylko dlaczego tego „zdrowego rozsądku i odporności” brakuje w innych, kluczowych dla Narodu sprawach? Może warto uświadomić sobie, że „grunt”, po którym stąpamy jest naprawdę niepewny, a karteczka wrzucana do urny powinna przede wszystkim wyrażać ŚWIADOME poparcie okreslonych koncepcji i programu, a nie świadczyć TYLKO o sprzeciwie wobec wyimaginowanych problemów.