Przez wiele miesięcy administracja Baracka Obamy prowadziła wobec Iranu politykę perswazji i obietnic. Bez skutku. Teraz jesteśmy świadkami zmiany linii
– Nie zajmuję się marchewkami – mawiał czołowy jastrząb w administracji Busha, były ambasador przy ONZ John Bolton. Obama miał do niedawna odmienne podejście, co docenił komitet w Oslo, przyznając mu Pokojowego Nobla. „Dialog i negocjacje stały się preferowanymi instrumentami rozwiązywania nawet najtrudniejszych konfliktów międzynarodowych”, czytaliśmy w uzasadnieniu.
Innymi słowy: Obama wyciągnął marchewki z lodówki i schował kije do piwnicy. Jego polityka wobec Iranu była najlepszą tego ilustracją. Wyciągał oliwną gałązkę ku Teheranowi jeszcze zanim został prezydentem. Już podczas walki o prezydencką nominację własnej partii mówił o gotowości do rozmów z irańskimi przywódcami, narażając się na krytykę ówczesnej rywalki Hillary Clinton.
Potem były życzenia, jakie – już jako prezydent – złożył w specjalnym telewizyjnym przesłaniu przywódcom i narodowi irańskiemu z okazji perskiego Nowego Roku. Sugerował wtedy możliwość otwarcia współpracy handlowej i politycznej. Wymowna była też cicha reakcja Waszyngtonu na antyrządowe rozruchy, jakie wybuchły w Iranie po wyborach. W odpowiedzi na słowa krytyki zwolennicy prezydenta odpowiadali wtedy: zamiast podburzać Irańczyków, by zmienili reżim, Obama chce skłonić reżim do zmiany zachowania.
Co administracja Obamy uzyskała w efekcie tej marchewkowej ofensywy? Puste obietnice. Teheran zwodzi Zachód, tak jak zwodził wcześniej, starając się zyskać na czasie, by zakończyć prace nad pociskami nuklearnymi i zmienić reguły gry.
Ostatnie decyzje Waszyngtonu wyraźnie wskazują na to, że Obama postanowił uzupełnić swój arsenał o twarde środki perswazji. Wydaje się zresztą, że kij wywiera na Teheranie większe wrażenie niż marchewka. Prezydent Mahmud Ahmadineżad natychmiast stwierdził, że jednak pasuje mu zachodnia propozycja w sprawie wzbogacania uranu. Nie można oczywiście wykluczyć, iż jest to kolejny wybieg, ale sama szybkość reakcji Ahmadineżada daje do myślenia. Nie jest tylko jasne, na ile realne są militarne i polityczne groźby słabnącego amerykańskiego mocarstwa.









Nie bardzo rozumiem jaka stad konkluzja? Czy mamy juz sposobic sie do ataku na Iran? A moze by tak przy okazji zaatakowac Koree Polnocna? A moze kazdy kraj majacy bron atomowa powinien sie jej pozbyc?
Kto wlasciwie ma miec prawo posiadania broni atomowej i dlaczego?
Zwykle sie mowi, ze kraje demokratyczne moga, a innym wara. Nie zapominajmy jednak, ze nawet kraj tak demokratyczny jak USA przezyl 150 lat temu czteroletnia Wojne Domowa, zwana na Poludniu bardziej prawdziwe jako Wojna Pomiedzy Stanami, konkretnie pomiedzy USA i CSA. Co by bylo, gdyby wtedy obie strony mialy bron atomowa?
Walczmy wiec o powszechne atomowe rozbrojenie, albo skonczmy z ta hipokryzja. Nawet kilka bomb atomowych Iranu (na razie daleko mu do nich) nie zniszczy swiata, a tysiace w posiadaniu glownychn mocarstw i owszem.
Czasem mozna odniesc wrazenie, ze tak jak w przypadku Iraku, wcale nie chodzi o bron atomowa, ale o cofniecie tego kraju do innej epoki.
Waclaw Timoszyk
Chodzi o bezpieczeństwo państwa Izrael, które gwarantuje mu do tej pory monopol nuklearny. Kiedy Teheran bedzie miał juz broń atomową, reguły rzeczywiście się zmienią. To znaczy że Iran będzie mógł dużo bardziej otwarcie wspierac Hamas i Hezbollach, nie obawiajac sie militarnej eskalacji konfliktu ze strony Żydów.
Dla USA to jest albo za pięć dwunasta, żeby powstrzymac Iran, albo juz pięć po, bo chociaż „zresetowali” stosunki z Rosją, za Iranem w każdej chwili mogą ując się Chiny.
Po ostatnich decyzjach amerykańskich w sprawie dostaw broni na Tajwan, byłbym bardzo zaskoczony gdyby Pekin nie pokrzyżował im polityki w rejonie Zatoki Perskiej.
A jakie to kije wyciągnął na Iran Obama bo się nie doczytałem w tym artykule? Może chodzi o:
- po dwie baterie rakiet Patriot PAC-3 dla każdego emiratu naftowego w Zatoce
- dwa okręty z antyrakietami SM-3 w Zatoce Perskiej
- propozycje ostrych sankcji gospodarczych przeciw Iranowi uchwalone w Kongresie USA
- dwukrotnie zwiększenie amerykańskich zapasów uzbrojenia trzymanych w Izraelu
Zobaczymy, zobaczymy…czy to wystarczy?
Panie Gillert, praca dobrego dziennikarza polega na dostarczaniu obiektywnych informacjach, bez osobistych uprzedzen. Pan niestety pisze zawsze antyamerykansku, dziwie sie ze RP pana jeszcze zatrudnia, to juz nie tylko o panski stosunek do USA ale o kompletny brak znajomiscu tematu.
Iran gra na przetrzymanie,poniewarz wydmuszka usa zaczyna tracic wplywy SWIATOWEGO ZANDARMA. Mowimy usa ,myslimy izrael,kto dal usa mandat na decydowanie jakie panstwo jakie moze posiadac uzbrojenie.
NIKT do tej pory z wyjatkiem usa, nie uzyl broni atomowej ,chemicznej czy napalmu przciw ludnosci cywilnej!! Pozdrawiam.
@Rysiu
… Bo on chyba jakis lewicowiec jest
@smutny
A niedawno powieszony chemiczny Ali w Iraku?
Druga sprawa; dobrze gdybyś przy klawiaturze komputera trzymał słownik ortograficzny.
@Rysiu
Autor tekstu nie jest antyamerykański tylko zauważa powolny odwrót Obamy od „polityki miłości i pokoju” do polityki twardej ręki, tak bardzo krytykowaną przez demokratów w trakcie kampanii wyborczej.
@autor
Pan sobie przeczyta na stronie głównej Rzeczpospolitej, jaki „kij” wyciągnął Obama.
http://www.rp.pl/artykul/429531_Obama_twardo__z_Iranem.html
Co prawda to też nowomowa ale widać, że wyciągnął klęcznik i pielgrzymuje do Chin by mu pozwoliły w interesie Izraela obić Persów.
Problem jest tylko taki, że Chiny nie mają w tym żadnego interesu. Co więcej Chiny-Diaspora to jest w tej chwili największy rozpoczynający się konflikt.
@smutny
W temacie broni chemicznej i napalmu. To Irak na Kurdów a ostatnio Izrael na Palestyńczyków.
$smutny:
a słyszał Pan o Układzie o nierozprzestrzenianiu broni atomowej i Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej?
jeśli nie, ten niech Pan poczyta o tych bytach, zanim wpisze Pan kolejne bzdury.
@Ernest Trewyasz:
w obszarze środkowego wschodu obowiązujea następujące sojusze:
Indyjsko-Irański (skierowany przeciw Pakistanowi);
Chińsko-Pakistański (skierowany przeciw Indiom)
Na jakiej podstawie sądzi Pan , ze Chiny wesprą sojusznika Indii, czyli Iran?
@ Andrzej, moje stwierdzenie, ze autor jest antyamerykanski nie powstalo na podstawie tylko tego artykulu. Prosze przeczytac jego poprzednie artykuly, USA opisywana jest przewaznie w negatywnym swietle. Jego analizy dokonywane sa w sposob kogos kto tam bywa tylko przelotnie, przejazdem.
@ Harry Thunder, zgadzam sie. To taka dziennikarska moda ostatnimi czasy…mam nadzieje, ze w koncu minie tak jak sztruksy czy kurtki parmalatki;) – dla tych co jeszcze pamietaja…
@Andrzej napisał:
05 lutego 2010 at 08:44
**@smutny
A niedawno powieszony chemiczny Ali w Iraku?
Druga sprawa; dobrze gdybyś przy klawiaturze komputera trzymał słownik ortograficzny.**
Sadama TEZ powieszono mimo ze byl popychadlem i üpokornym wykonawca polecen usa!!
brak kasy. A zreszta liczy sie tekst a nie forma! 
Slownika niestety nie mam
Pozdrawiam.
@maciej napisał:
05 lutego 2010 at 12:47
**$smutny:
a słyszał Pan o Układzie o nierozprzestrzenianiu broni atomowej i Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej?**
Tak , ale dla czego obowiazywac ma od czasu jak usa i izrael JUZ takowa bron posiadaja??
Czyli mentalnosc Kalego ?? Pozdrawiam.
„Noblista siega po kij?”
Co moze innego zrobic Prezydent Stanow Zjednoczonych pod butem lobbystow? Robi dobra mine do zlej gry. Przypomina mi to Prezydenta Polski ktory podobnie jak Obama tez nie wiadomo po co jest. Jeden i drugi sa wasalami tych samych sil ktore prowadza wojne z calym swiatem.
Przeczytalem troche zarzutow innych forumowiczow o tym ze Pan Gillert jest antyamerykanski i spiesze z wyjasnieniem ze najczesciej negatywne opinie o tym co dzieje sie w USA pochodza od obywateli USA i pelno jest artykulow na internecie o upadajacej ojczyznie . Ten negatiwizm pochodzi z niemocy tych ktorzy rozumieja sytuacje USA ktory to kraj stal sie zakladnikiem Israela.
Czym oburzali by sie polscy (?) propagandysci. Gdyby Iran nie staral sie o bron jadrowa to bylabu to zbrodnicza glupota. Izrael ma i kazdemu wokol grozi, pozwala sobie na zbrodnie wojenne i zbrodnie wobec ludzkosci (raport Goldsone’a) i nic, p. Gillert nie ma nic przeciwko temu. A w USA dobrze pamietaja nauczke, jaka Iran dal, gdy Carter probowal ewakuowac amabsade w Teheranie – amerykanskie lotnictwo nie potrafilo nawet przeleciec przez pustynie iranska.
Iran stal sie glownym dostawca gazu plynneg do Chin. Ostatnio Chiny zawarly dlugoterminowe (25 letnie) kontrakty na dostawe surowcow energetycznych. Wojna w Iranie spowodowalaby zachwianie sie rozwoju Chin a tym samym nastapiloby spowolnienie rozwoju na swiecie z niewykluczeniem nastepnego krachu na gieldzie. Napad na Iran bedzie samobojstwem Isreala i juz dzisiaj zwieksza sie ucieczka Zydow z „ziemi obiecanej” i tak 60 tysiecy Zydow rosyjskich opuscilo raj udajac sie do Europy.
Wlasnie przegladnolem wieksze amerykanskie serwisy i nikt nie pisze o zaostrzeniu postawy USA wobec Iranu. Pare dni temu wspomniano o dozbrojeniu wojsk w zatoce w zwiazku z zapowiedziami Iranu o czyms spektakularnym. To wszystko.
Swoja droga, dlaczego nikt nie pisze gdzie w USA jest Lech Walesa? Tutaj zaczyna sie juz mowic o bojkocie amerykanskich mediow. Ale dlaczego polskie milcza? Walesa dosyc elegancko pokazal Obamie, ze nie warto lekcewazyc sojusznikow.
@Jarek Sadecki
…a czy pan rozumie slowo Lobbysta, bardzo prosze wyjasnic.
Tak sie sklada, ze mieszkam w USA, tak, ze nie zgodze sie z opinia, i rodacy w USA sa antyamerykanscy, A co do upadajacej ojczyzny to naprawde zycze Polakom aby bylo im tak dobrze jak „zle” jest w USA.
Pomimo kryzysu, zyje nam sie nie najgorzej, obywatele USA nie musza za praca wyjezdzac zagranice.
A ztym lobby izraelskim to niech pan da juz spokoj, moze by pan cos nowego wymyslil…
Panie Jaroslawie Sadecki, mylisz sie Pan! To nie tak, ze amerykanscy obywatele nie musza wyjezdzac za praca, bo niektorzy z nich rzeczywiscie musza to robic, chocby bedac tymczasowo delegowani za granice przez swoje korporacje! Cala reszta niewyedukowanych i niepracujacych dla korporacji amerykanow jeszcze nie odkryla, ze gdzie indziej moze byc lepiej niz u nich. Dla tych ludzi po prostu cos takiego jak zagranica, poza Kanada i Meksykiem, nie istnieje. Z drugiej strony, ci ludzie sa zbyt leniwi by nauczyc sie jakiegos innego jezyka niz angielski a czasem po prostu brak im wyobrazni i odwagi by wyemigrowac, majac zapewnione iles tam miesiecy „kuroniowki” u siebie w kraju w razie podwiniecia sie nogi i bycia wylanym z pracy. Tylko jak dlugo te „dlugotrwale” kuroniowki beda w USA utrzymane?
@Obywatel Swiata
O tych wyjazdach to nie Jaroslaw Sadecki napisal, ale ja Rysiu. Moze umie pan czytac tylko niewiele z tego rozumie. Nie bede nawet odpisywal na panskie powody dlaczego Amerykanie nie wyjezdzaja za granice za prace. Takim jak pan trzeba tylko przytakiwac.
Znal pan moze powiedzenie, „prosze sie ladnie ubrac bo pojdziemy do lekarza? chcialo by sie powiedziec panie Obywatelu(trzeciego?)Swiata?
W końcu powrót normalnej polityki. Persowie od wieków znają tylko dyktat siły. Wszystko inne jest z góry spisane na niepowodzenie.