Od lat Ameryka dozbraja Tajwan, by chronić go przed ewentualną agresją ze strony ChRL. Od lat Chińczycy protestują – ale nigdy protest ten nie był tak ostry jak teraz. Groźba nałożenia sankcji na amerykańskie firmy i zawieszenia współpracy w kluczowych kwestiach międzynarodowych to poważne wyzwanie dla administracji Baracka Obamy.
Można mówić o fiasku jego prób podjęcia bliskiego, głębokiego dialogu z Pekinem. Widać to było już w ostatnich tygodniach, gdy Chińczycy storpedowali próbę zawarcia międzynarodowego paktu klimatycznego w Kopenhadze. A także gdy Amerykanie uznali chińską agresję w Internecie za tak niebezpieczną, że zasługiwała na zdecydowaną ripostę ze strony Hillary Clinton. Na linii Waszyngton – Pekin powiało chłodem.
Być może jednak nie mogło być inaczej. Być może takie tarcia nastąpiłyby wcześniej czy później, bo są po prostu nieuniknione wszędzie tam, gdzie nowa potęga zaczyna wypierać starą. A to właśnie się dzieje: chińskie wpływy tak na Dalekim Wschodzie, jak i w wielu innych regionach świata zaczynają zagrażać wpływom dotychczasowego supermocarstwa. Przez dziesięciolecia Chińczycy woleli nie iść na udry z Ameryką, bo byli od niej uzależnieni gospodarczo, a w dużej mierze także politycznie. Militarnie nie mogli się z nią w żaden sposób równać. Ten układ zaczyna się zmieniać i chińskie zachowanie także, co nie powinno nikogo dziwić. Chińczycy od dwóch wieków nie czuli się tak potężni jak dziś.
Nie oznacza to wcale, że oba kraje muszą niechybnie pójść na wojnę, pociągając za sobą resztę świata. Ameryka i Chiny są dziś zbyt blisko ze sobą powiązane gospodarczo, konflikt nie leżałby w interesie żadnej ze stron. Bardziej prawdopodobny jest inny scenariusz. Płyty tektoniczne wielkiej geopolityki będą się zapewne dalej powoli przesuwać, czemu towarzyszyć będą kolejne wstrząsy i napięcia. Z roku na rok chińskie wpływy będą rosnąć, amerykańskie maleć. Jak daleko zajdzie ta przemiana, tego dziś nikt nie jest w stanie przewidzieć.









@ Ernest Treywasz says: 01 lutego 2010 at 17:14
Zaskoczył mnie Pan tym komentarzem, poprostu zbaraniałem i poczułem się nie swojo. Jeżeli to co napisałem jest dla Pana powierzchowne, niejasne i przy tym ironiczne to – ostrożniej będzie z mojej strony – nie podejmować dyskusji, bo – nie wiadomo jak to może być zrozumiane …
Natomiast, jeśli chodzi o pozostałe pańskie komentarze, to – czytanie ich sprawiło mi dużą przyjemność ponieważ część podanych szczegółów pokrywa się ze znanymi mi faktami – a pozostałe – rozszerzają moje pole widzenia jako wiarogodne – za co jestem Panu bardzo wdzięczny …
Pozdrawiam – Gucio …
USA ma przewagę:
1. militarną,
2. technologiczną,
3. finansową (amerykańskie firmy inwestowały przez dziesiątki lat kapitał na całym swiecie i do dzisiaj dywidendy spływają do USA)
4. posiadają gigantyczny niewidzialny eksport (amerykańskie firmy sieciowe od agencji reklamowych po fast foody)
5. kulturową (puki co to Chińczycy słuchają amerykańskiej muzyki i naśladują amerykanów a nie odwrotnie).
Pozdrawiam.
@Reytan
Dziekuję , doceniam dobre intencję ale Pan raczy w tych pochwałach bardzo przesadzać, co wywołuje (zapewne niezamierzony) efekt komiczny. Tymczasem piszemy tu o sprawach dosc poważnych. Jeśli to możliwe, nie zamieniajmy miejsca gdzie dzielimy się swoimi poglądami w ważnych dla kraju sprawach w festiwal wzajemnej adoracji.
Prosze nie mieć mi za złę tych skądinąd chłodnych i pewnie nieprzyjemnych uwag, ale to dla dobra sprawy…
Liczę na pańskie zrozumienia.
Z poważaniem
ET
@Gucio z Montrealu

Mowa Ezopa i nadmiar metaforyki bywaja zdradliwe. Wyyglada na to że zle odczytałem Pańskie intencje, a poniewaz przyczyna nieporozumienia leży zapewne w moich ograniczeniach w percepcji mocno zawoalowanego tekstu, winę biore na siebię.
Mea culpa.
Świadomość, że nie jestem całkiem osamotniony w moich poglądach jest pocieszająca.
Fakt, że inni dochodza do podobnych świadczy o tym, że co najmniej „coś jest na rzeczy”. Zmowa milczenia i żelazna kurtyna dezinformacji stanowia silne wyzwanie, by głośno wołac że „król jest nagi”!
Pozdrawiam
ET
Chiński nacjonalizm oparty na pragmatycznym Konfucjanizmie prędzej czy później znajdzie ujście w polityce wojny. Sam fakt, iż książki o wymowie nacjonalistycznej dotyczącej „nowej przestrzeni życiowej dal Chińczyków”
zdobywają status bestsellerów stanowi potwierdzenie faktu, iż Chiny uznały siebie za mocarstwo światowe równe USA..