Amerykański petent w Pekinie

Barack Obama to zapewne pierwszy prezydent USA w historii, który odwiedza Chiny bardziej w roli petenta niż przywódcy supermocarstwa dyktującego warunki dialogu.

Gospodarcza symbioza obu państw sprawia, że jedno nie może dziś normalnie żyć bez drugiego, ale to Chińczycy stali się w wyniku światowego kryzysu stroną dominującą. To oni siedzą na gigantycznej górze dolarów, gdy rząd Obamy grzęźnie w coraz większym deficycie. To oni jako największy na świecie nabywca amerykańskiego długu rządowego de facto finansują jego kosztowny program gospodarczego odrodzenia i reformy zdrowia.

Waszyngton musi więc traktować Pekin bardzo ostrożnie, z respektem. Czasy, gdy przywódcy USA przyjeżdżali do Chin, by pouczać gospodarzy o prawach człowieka czy swobodach religijnych, odchodzą w przeszłość. Niedawno Obama odmówił przyjęcia Dalajlamy w Białym Domu, by nie drażnić smoka.

– Nie chcemy stosować wobec Chin strategii powstrzymywania – zapewniał prezydent przed przylotem do Państwa Środka. „Nawet gdybyśmy chcieli, to i tak byśmy nie mogli” – powinien był dodać. Na naszych oczach dokonuje się wielkie przesunięcie geopolitycznych płyt tektonicznych. Kraje Azji już wiedzą, co jest grane: w ich statystykach handlowych Chiny już są głównym partnerem. Echo rozchodzi się coraz dalej, poza tradycyjne chińskie strefy wpływów, do Afryki, Ameryki Południowej. Z chińską potęgą – chwilami nawet bardziej niż z amerykańską – liczą się największe państwa Unii Europejskiej.

Podczas niedzielnego spotkania przywódców APEC jakoś nikt się nie kwapił, by poprzeć – dość subtelnie zresztą formułowane – amerykańskie oskarżenia pod adresem Pekinu o manipulacje walutowe. Wiele było natomiast głosów oburzenia na „amerykański protekcjonizm”, czyli bariery, jakie stara się stawiać Ameryka zalewowi chińskich towarów. Za wcześnie, by mówić o bliskim końcu Pax Americana, ale od czasu upadku ZSRR amerykańska dominacja nigdy nie stała jeszcze pod tak wielkim znakiem zapytania.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

(63) Komentarzy do “Amerykański petent w Pekinie”

    -
  1. Jan C. pisze:

    @ Ernest Treywasz z 17/11/2009 o 01:31

    Z relacji miedzy moralnosci, a polityka wynika ze ta pierwsza jest sfera wartosci ludzkich wyzszego rzedu nad druga, a wiec udzelajaca drugiej mocy do dzialanie. Ta druga wiec musi byc sluzebna wobec pierwszej.
    Na tym wlasnie polega realizm polityki, jej dalekowzrocznosc, jej skutecznosc w ,,czynieniu pokoju,, , a wiec realizowania celu polityki.
    Postawa odwrotna – nastawienie na skutecznosc w dzialaniach krotkowzrocznych, nastawieniu na efekty dorazne realizm zycia szybko karci.
    ,,Lepiej z madrym zgubc, jak z glupim znalezc,,.
    Skutki sa takie, jak z wygrana na loterii, czy wejsciem w posiadanie jakichs dobr droga przestepstwa – to nie tylko ,,latwo przyszlo, latwo poszlo,, , ale i pozniejsze ssanie, by dalej zyc z ,,podporkami,, , by szukac ,,drog do szczescia na skroty,, , by w zyciu wyrzekac sie swojej tozsamosci, swoich korzeni, swojej kultury, odchodzic ku abstrakcji, przezywac swoj ,,kopniak w gore,, , ktory zawsze sie konczy szukaniem kontynuacji za wszelka cene, wiec upadkiem moralnym, za ktorym niewatpliwie przyjdzie i materialny.
    W szachach ten stan nazywa sie utrata pozycji przez przyjecie ofiary. Rozsadny szachista , broni sie przed takim ,,zatrutym darem,, , a kiedy ja z jakichs wzgledow przyjmie, zaraz stara sie samemu dokonac poswiecenia w innym miejscu, by pozycje odzyskac , a moze i poprawic.
    Anglicy zyskali na sojuszu ze Stalinem, ale zaraz stracili pozycje, bo musiel oddac Polske, a wiec nie tylko wzmocnic ZSRR, ale i Niemcy.
    Dzis placa za to cene, bo komunizm atakuje, gina wartosci samozachowawcze , postepuje demoralizacja, wrecz upadek moralny i presja na darmowy socjal, a jednoczesnie sami oddaja swoja niepodleglosc na rzecz tworu pozornie abstakcyjnego, jakim jest UE, a w rzeczywistosci bedacego prostym kontynuatorem III Rzeszy Niemieckiej.
    Ponadto wciaz czerwona Rosja ma mozliwosc latwego wchodzenia w sojusz z jej braterskimi, socjalistycznymi w fundamentach Niemcami i zarowno Anglia, jak i Europa gina.
    Lewactwo, a wiec komuna, wzmocniona przez Churchilla sojuszem z lotrem Stalinem, sega dzis po wladze globalna, a przez poprawnosc polityczna zatruwa serca potencjalnych brytyjskich obroncow ojczyzny, czy ladu swiatowego, stwarzajacego dobry klimat dla ladu wewnetrznego.
    Anglicy zlozyli ofiare z Polski, a powinni z siebie, z korzyscia odzyskania przez Polske jej pozycji.
    Jeszcze nie wiadomo, jak w dluzszej perspektywie wyjdzie z tego Polska, ale Wielka Brytania jest juz krajem przegranym, cieniem potegi, ktora byla za Churchilla. Jej poczucie nizasluzonej moralnie mocy bedzie ja pograzac dalej – wciaz jest wzgledem Niemiec na etapie ,,bitwy o Anglie,, , ale juz z duzo gorsza pozycja pozycja w ktorej zanikla spoleczna wrazliwosc za zagrozenie wartosci, jaka jest niepodleglosc ojczyzny, czy odpowiedzialnosc polityczna za jej przyszlosc, gdy wzroslo lichwiarskie cwaniactwo kosztem odwagi, dzielnosci i bezinteresownej ofiarnosci obywateli.
    A Pan Churchilla chwali ?

    Dobre 0

  2. Jarek Sadecki pisze:

    „Gospodarcza symbioza obu państw sprawia, że jedno nie może dziś normalnie żyć bez drugiego”

    Nie mozna tego lepiej napisac niz to zrobil Pan Gillert, chyba zebym
    pokusil sie byl zilustrowaniem sytuacji uzywajac polskiego powiedzeniem „zlapal Kozak Tatarzyna a Tatarzyn za leb trzyma” .

    Czy uda sie utrzymanie takiego uzaleznienia obu panst. Mysle ze nie. Chiny juz dzisiaj daza do zastapienia rezerw amerykanskiego dolara zlotem i Euro i powodem tego jest wzrost ceny zlota na gieldach swiatowych i nie tylko Chiny ale i Rosja chce obnizyc oparcie wlasnych walut na rezerwie dolarow do 50%.

    Raptowne pozbywanie sie dolarow jako rezerwy walutowej nie jest wskazane jakoze moze to spowadowac nastepny krach na gieldach tak wiec i Chiny Rosja beda to robily bardzo powoli po to azeby kupic za dolary ktore niedlugo stana sie bezwartosciowa kupa papieru jak najwiecej Euro i zlota

    Co czeka USA. Powolna agonia zwiekszania dlugu i upadku dolara tylko dlatego ze zmiana ktora obiecywal Obama nigdy sie nie zmaterjalizuje.

    Dobre 0

  3. jasio pisze:

    Wiekszopsc produktow chinskich na rynku USA nuie jest tansze niz z innych krajow a jakosc ich tragiczna i truja zagranice na wszystkie sposoby.

    Ale glupcy (konsumenci) musza kupowac i zasilaja w tym samym stopniu Wallmart (czytaj kapital na Wallstreet) co Chiny.

    Sa przepowiednie ze te „globalizacje” (czytaj okradanie konsumenta na zachodzie i wyrzucenie go z pracy) moze zakonczyc tylko jedna rzecz: Brak energii.
    Wtedy nie bedzie sie oplacalo wozic przez 3/4 swiata chinskich towarow tylko bedzie sie rozwijac produkcja lokalna i Zachod sie troche podbuduje.
    Banki i mafie nie moga w nieskonczonosc robic dot com czy credit crunch kryzysow gdyz sila nabywacza na zachodzie a najpierw w USA zmaleje i przestana kupowac chinskie paskudztwa w Walmartach.
    Tak ze nadzieja ze cos sie zmieni i takie kraje jak Polska zaczna znowu eksportowac wiecej istnieje ale mala bo ropy jeszcze zostalo duzo.
    Kanadyjskie piaski roponosne stanowia 80% zasobow energii swiata na przyszlosc. Jednak wydobycie tam jest drogie. O ochronie srodowiska niech Greenpeace zapomni. Jaki koncern kiedykolwiek to robil ?. Jak pisaki zostana (w Arabi saudyjskiej cisnienie ropy slabiutkie) to sie skonczy globalizacja.

    Utrzyma sie w tzw. wyrobach high tech tzn. malych glownie elektronicznych co ich transport jest tani.

    Jeszcze jest jedna nadzieja ze chincztcy sie sami powytruwaja. Ale oni to robili od tysiecy lat i zyja dotad jako najwieksze stado rasy zoltej.

    Dobre 0

  4. Ernest Treywasz pisze:

    @Jan C.
    Ciężkie i oderwane od rzeczywistości, moralizujące doktrynerstwo. W dodatku budowane na dość arbitralnie przyjętych przesłankach.

    „Z relacji miedzy moralnosci, a polityka wynika ze ta pierwsza jest sfera wartosci ludzkich wyzszego rzedu nad druga, a wiec udzelajaca drugiej mocy do dzialanie. Ta druga wiec musi byc sluzebna wobec pierwszej.”

    Proponuję powrót do rzeczywistości.
    Relacje moralne dotyczą zarówno relacji pomiędzy ludzmi, jak i władzą i ludem, oraz narodami. W każdym z tych przypadków aspekt moralny jest istotny, ale ma swoją specyfikę. Nie przeciwstawiam moralnego politycznie naiwnego idealizmu realistycznemu nihilizmowi, bo uważam takie przeciwstawienie za zakłamane. Nichilistami byli Hitler i Stalin, cynikiem Roosevelt, zaś Churchill swoja karirerę polityczną zaczoł od armii. Dlatego pojęcie honoru żołnierskiego nie było mu obce. Nawet wtedy, gdy w imie realizmu politycznego ustępował przed okolicznościami. Imperatyw moralny męża stanu nakazywał mu zrobienie czegoś, co zwyczajnie po ludzku mamy prawo oceniać zle. Jako polityk, był odpowiedzialny za interesy i bezpieczeństwo TYLKO swojego kraju, mówił zresztą o tym Mikołajczykowi wprost. Po ujawnieniu zbrodni katyńskiej istniała grozba zawarcia przez Stalina separatystycznego pokoju z Hitlerem. W każdym razie Stalin taki sygnał wysłał. Dla UK w tamtym czasie (1 poł. 1943) oznaczałoby to katastrofę. Churchill nie miał wyboru, tak jak nie miał go wcześniej.
    Sprzymierzył się ze Stalinem, ale potem przymierze to zerwał, wygłaszając w Fulton słynne przemówienie.

    Lekcja płynie z tego dla nas taka, że trzeba być jak lew, kiedy można i jak lis lub wąż, kiedy trzeba. I trzeba działać tak, by ta druga sytuacja zdarzała się jak najrzadziej, najlepiej nigdy. Ale jeśli się zdarzy, trzeba zrobić dla kraju to, co pozwoli mu zachować niepodległość.
    Jeśli będzie trzeba sprzymierzyć się z „czerwonymi” Chinami, przeciw „postępowej” Ameryce działającej w sojuszu z „russo-germanią”, to trzeba to zrobić, ze względu na dobro w polityce nadrzędne – NIEPODLEGŁOŚĆ.

    Imperium Brytyjskie zaczeło się rozpadać już od momentu wybuchu wojny burskiej. Potem istotnym etapem tego procesu było odłączenie się Irlandii od UK (1921). Meandry polityki Churchilla jakie by nie były, nie mogły zatrzymać tego procesu. Doszukiwanie się związków pomiędzy wiarołomstwem Brytyjczyków wobec Polski a ich politycznymi problemami w pózniejszych dekadach, zahacza o myślenie magiczne.

    Dobre 0

  5. Stanisław pisze:

    Churchill potafił dziennie obalić flaszkę whisky i wygrał wojnę ! Tak sobie myśle,że alkohol krzepi ..na wojnie oczywiście i podnosi ducha bojowego.

    Dobre 0

  6. Bruno pisze:

    Wystarczy że Wal-Mart i inne firmy z USA przeniosą fabryki trampek i kredek do Indii i z Chińskiego smoka zostanie smoczek…
    Jak poziom płac w Chinach podniesie się nadwyżka dolarowa stopnieje. Chiny mają przed sobą wiele barier rozwoju nie do przeskoczenia.

    Dobre 0

  7. Bruno pisze:

    @Stanisław Pisze:
    17/11/2009 o 14:15
    „Churchill potafił dziennie obalić flaszkę whisky i wygrał wojnę ! Tak sobie myśle,że alkohol krzepi ..na wojnie oczywiście i podnosi ducha bojowego.”

    Jasne Churchill wygrał wojnę ale zginęło w niej 17 mln. żołnierzy… radzieckich.
    Miał też po swojej stronie USA.

    Dobre 0

  8. Bruno pisze:

    @Ernest Treywasz

    Bardzo mądrze!

    Dobre 0

  9. pepe pisze:

    @ABK

    Chińczyków jest tylu, że jest to państwo, którego POPYT WEWNĘTRZNY jest w stanie utrzymać produkcję. Dlatego to Chiny kupują złoto (i srebro) a nie USA. Chińczycy od wprowadzenia (w niektórych rejonach) kapitalizmu wzbogacili się na tyle, że rowery są (praktycznie) tylko w biedniejszych prowincjach. Podobnie jak na Tajwanie, gdzie rowerów nie uświadczysz (za to od groma skuterów!).

    @Bruno
    „Wystarczy że Wal-Mart i inne firmy z USA przeniosą fabryki trampek i kredek do Indii i z Chińskiego smoka zostanie smoczek…”

    Jeszcze trochę pustego dolara i Chińczycy wykupią WallMarta. A goście z WallMart prędzej zjedzą chińskie trampki niż zamkną fabryki w Chinach.
    Zamiast pi…ć głupoty w sieci rozejrzyj się po świecie. Ilość fabryk BUDOWANYCH w Chinach jest potężna i DUŻA CZĘŚĆ z nich robi praktycznie TYLKO na rynek chiński.

    Dobre 0

  10. abc pisze:

    singing nightingale Pisze: „Dochod narodowy USA – 15 bilionow dolarow; Dochod narodowy Chin – 4 biliony dolarow.”

    Prosta arytmetyka pokazuje, że przy wzroście PKB rzędu 15% rocznie do dogonienia USA potrzeba Chinom 10 lat. Przy uwzględnieniu siły nabywczej (Purchasing Power Parity) nawet mniej. Jeśli Chiny „zjednoczą się” z Tajwanem, droga znowu się skróci.

    Dobre 0

  11. Bruno pisze:

    @abc Pisze:
    17/11/2009 o 18:12
    singing nightingale Pisze: “Dochod narodowy USA – 15 bilionow dolarow; Dochod narodowy Chin – 4 biliony dolarow.”

    „Prosta arytmetyka pokazuje, że przy wzroście PKB rzędu 15% rocznie do dogonienia USA potrzeba Chinom 10 lat.”

    Chyba są jakieś kłopoty z matematyką, okazuje się że ta arytmetyka wcale nie jest taka prosta;-)

    Dobre 0

  12. Smuga pisze:

    @Ernest Treywasz
    Poniewaz dyskusja jest juz zamknieta w pana dialogu z Janem C. musze przyznac, ze blizsze jest mi jego stanowisko. Pragmatyzm nad moralnoscia doprowadzil bowiem do wybuchu II Wojny Swiatowej.
    Przeniesmy sie na moment w rok 1938.
    Chamberlain wraca z Monachium gdzie rzucil Czechoslowacje na pastwe zglodnialemu podbojow Hitlerowi.
    Brytyjska ulica szaleje z radosci. On wypowiada slynne slowa, ze Brytania wygrala “peace with honor”.
    Ocena: pragmatyczny polityk czy zdrajca Czechoslowacji, ktory zawarl pakt z diblem?
    Jakie sa skutki tego pragmatyzmu?

    Z przemowienia Churchilla w Brytyjskim Parlamencie (October 5, 1938):

    “I will, therefore, begin by saying the most unpopular and unwelkcome thing. I will begin by saying what everybody would like to ignore or forget but which must nevertheless be stated, namely, that we have sustained a total and unmitigated defeat, and that France has suffered even more than we have.”
    Z sali krzyczy Viscountess Astor: “Nonsense”

    Pozdrawiam

    Dobre 0

  13. Ernest Treywasz pisze:

    @Smuga
    Bardzo zle dobrany przykład. Churchill WIEDZIAŁ, że wojna jest nieunikniona, i że karmienie głodnej bestii tylko ją przyspiesza. Zamiast wygrywać czas niezbędny na zbrojenia, daje go Niemcom.
    W obliczu śmiertelnego niebezpieczeństwa trzeba myśleć trzezwo. Chamberlain najwidoczniej nie chciał przejść do historii jako drugi Edward Grey. Ten sam polityczny instynkt samozachowawczy, który powstrzymuje przed beznadziejna walką, każe uderzyć, jesli zwłoka jest szkodliwa a sytuacja nieuchronnie się pogarsza. Chamberlain tego instynktu nie miał. Był politykiem demokratycznym w najgorszym tego słowa znaczeniu. Praktyka sondaży była wtedy w powijakach, on zas prowadził swoja politykę tak, jakby sondaże nie pozwalały mu na inną.

    W kwestii zasadniczej. Nie jestem cynikiem lub nichilistą, który wierzy jedynie w siłę. Uważam jednak, że bardzo trudno jest we współczesnym świecie jasno rozgraniczyć dobro i zło w sferze politycznej. Robia to Amerykanie, ale mamy prawo i co najmniej intelektualny obowiązek dystansowania się od ich „manicheizmu na medialny użytek”.
    Czegoś się jednak trzymać trzeba. Proszę mi wierzyć, daleki jestem od nacjonalizmu, bo to ideologia-chwast na gruzach cywilizacji, która kiedyś panowała w Europie. W tej chwili jednak nie widzę niczego innego, jak interes narodowy, co mogłoby być punktem odniesienia do rozważań nad moralnością w polityce. To znaczy że ten, kto może nas trwale popierać, z kim możemy stworzyc wzajemnie korzystny układ, i kto nam nie zagrozi lub nas łatwo nie „wystawi” w przyszłości – może być naszym sojusznikiem.
    Jeśli miałbym jakieś powazne wątpliwości wobec Chin, dotyczyłyby one jedynie jednej sprawy: relacji z Watykanem. Myślę że wszystkie pozostałe nie są rzeczą niemożliwa do przezwyciężenia. W wielu z nich, moglibyśmy spełnić misję „dobrych usług”, zmniejszając napięcia i przyczyniając się do zmniejszenia cierpień ludzi, których na tym świecie i tak nie wyeliminujemy.
    W sprawioe Kościoła Katolickiego powinniśmy jednak rozmawiać z Chinami (i nie tylko z Chinami) innym tonem. Trzeba im wyjaśnić, że lojalność wobec Rzymu niczym nie kłóci się z lojalnością wobec własnego kraju, o czym świadczy nasza historia, ale to nie oznacza że mozna organizować ruchy „księży-patriotów”. Mamy doświadczenia, którymi warto sie z Chinami dzielić. To jest szansa, i to duża!
    Można by dużo o tym, ale to temat rzeka…

    Dobre 0

Dodaj komentarz

Dodanie komentarza oznacza akceptację REGULAMINU blog.rp.pl. Komentarze nie spełniające zasad zawartych w regulaminie - nie będą publikowane. Więcej informacji można znaleźć na modblogu modblogu.