Posts Tagged „wybory”<

Jeszcze bardziej równi i jeszcze bardziej równiejsi

4 lut 2011

Forsując zakaz kupowania przez partie spotów reklamowych w radiu i telewizji, większość parlamentarna odniosła kolejne zwycięstwo nad wolnym rynkiem idei politycznych. Co, obawiam się, nie wróży najlepiej jakości polskiej demokracji, chyba że ktoś przez jej dobro rozumie próbę wyeliminowania ze sceny politycznej jednego z jej uczestników (tym razem chodzi o PiS, ale przecież pamiętamy na przykład rozwiązanie wymierzone w Samoobronę).

Po nie najlepszych doświadczeniach z lat 90. znacząca część opinii publicznej przychyliła się do zdania, że partie – jako fundamentalny element systemu politycznego – powinny być finansowane z budżetu państwa. Jest też zgoda przeważającej jej części w sprawie niedawnej decyzji o zmniejszeniu – w związku z kryzysem – subwencji przekazywanych partiom.

Niewątpliwie z rosnącym pożytkiem dla jakości demokracji kojarzy się również pomysł nałożenia na partie konieczności przekazywania większych sum pieniędzy na finansowanie think tanków. Odbyłoby się to zresztą kosztem środków przeznaczanych na kupno telewizyjnych i radiowych spotów reklamowych. Ale żeby zakazywać w ogóle prawa do ich kupowania? Toż to uderzenie w samą istotę prowadzenia kampanii wyborczej, podobnie jak takim samym uderzeniem było wcześniejsze zakazanie partiom przekonywania do swych racji na billboardach.

Czyżby więc ugrupowania głosujące w parlamencie za projektem ustawy o zakazie kupowania przez nie spotów radiowych i telewizyjnych nagle straciły instynkt samozachowawczy? Ależ w żadnym wypadku. One wybornie kalkulują to, co robią.

A zatem. Czy SLD głosowałby za nową regulacją, gdyby nie miał w garści mediów publicznych? Śmiem wątpić. A czy PO głosowałaby za projektem tej ustawy, gdyby nie mogła liczyć na ogólną (choć słabnącą) przychylność większości mediów i nie miała sporego wpływu na to, co się dzieje w mediach publicznych? Też wątpię. Podobnie jest z PSL, które na stosunek doń większości mediów narzekać nie powinno, a i na brak wpływów w mediach publicznych – również nie. Może w takim razie PJN głosowałaby za projektem tej ustawy, gdyby nie cieszyła się niemal powszechną przychylnością mediów (i w dodatku nie miała ani grosza na jakiekolwiek spoty w telewizji i radiu)? Nie sądzę. I tylko PiS na tej operacji (w znacznej mierze zresztą na własne, i to wyraźne życzenie) straci i zapewne dlatego głosowało przeciw.

W każdym razie po wprowadzeniu w życie nowego rozwiązania równych i równiejszych zastąpią – chyba nie wbrew intencji jego promotorów – jeszcze bardziej równi i jeszcze bardziej równiejsi. O to chodziło?

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Dość igrania z ogniem – zróbmy wybory wiosną

10 gru 2010

Skoro Platforma Obywatelska i PSL twardo postanowiły nie przeprowadzić żadnych społecznie niepopularnych (a więc ryzykownych dla ich poziomu poparcia) reform do czasu wyborów parlamentarnych, i w gruncie rzeczy do tego samego namawiają rządzących niemal wszyscy ich zwolennicy, prezydenta Bronisława Komorowskiego nie wyłączając, to nie ma co odwlekać elekcji aż do przyszłej jesieni. Należy przeprowadzić ją czym prędzej, choćby wczesną wiosną.

Tym bardziej że tym razem nie chodzi jedynie o to, że najzwyczajniej w świecie szkoda naszego – wszystkich Polaków – czasu, od trzech lat uporczywie marnowanego przez partie Tuska i Pawlaka wyłącznie na administrowanie krajem, który wymaga jeszcze wielu gruntownych zmian. Tym razem sprawa jest dużo poważniejsza, w nie lada tarapatach znajdują się bowiem finanse publiczne naszego państwa, o czym świadczą coraz bardziej desperackie propozycje ich łatania: a to kosztem ludzi pracujących (podniesienie składki rentowej), a to kosztem przyszłych emerytów (ograbienie OFE), a to kosztem rodzin odchodzących z tego świata (kolejne obniżenie zasiłku pogrzebowego). O podniesionym już VAT nie wspominając.

A skoro jest tak źle, to odkładanie wyborów do jesieni trudno ocenić inaczej niż jako szczyt nieodpowiedzialności polityków, jako igranie z ogniem. Oznacza bowiem odsunięcie terminu podjęcia koniecznych reformatorskich decyzji o kolejny rok (do 2013), gdyż po jesiennych wyborach nie starczy czasu na ich wprowadzenie, tak aby mogły zacząć obowiązywać już z początkiem 2012 roku.

Przy okazji, co chyba oczywiste, choć akurat w tej sytuacji ma naprawdę drugorzędne znaczenie, wiosenne wybory byłyby też z korzyścią dla polskiej prezydencji w Unii Europejskiej, która przypada na drugą połowę 2011 roku, nie zakłóciłyby albowiem jej przebiegu.

Zatem jeśli dla polityków ze wszystkich partii naprawdę Polska jest najważniejsza – co, jeśli mnie pamięć nie myli, bezustannie deklarują – to najbliższe wybory (a najlepiej także wszystkie następne) powinny się odbyć (odbywać) w pierwszej połowie roku. W przeciwnym razie dla wyborców (czyli płatników polskiego budżetu, pogrążanych w długach przez posłów i senatorów) będzie bezsporne, że dla polityków – pospołu, koalicji i opozycji – to jednak nie Polska, ale ich poselska pensja jest najważniejsza.


***

Redakcja dziennika „Rzeczpospolita” zaprasza wszystkich czytelników do wzięcia udziału w konkursie Rafała Ziemkiewicza „GIERKIZMY„. Najlepsze opisy, skąpane w oparach absurdu III RP, zostaną wyróżnione intrygującymi nagrodami.


Idea konkursu: absurdalnie prosta! ZAPRASZAMY!

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Czy Bronisław Komorowski odciął się od Platformy

15 cze 2010

Jak tak dalej pójdzie, to pewnie do końca życia będziemy się musieli leczyć (pod warunkiem że uda nam się dożyć swej kolejki) w przeważnie zaniedbanych, przeważnie kiepsko zarządzanych szpitalach państwowych. Taki wniosek płynie z toczącej się w Polsce kampanii wyborczej.

Oto bowiem kandydat na prezydenta i zarazem członek Platformy Obywatelskiej Bronisław Komorowski zarzucił swemu konkurentowi Jarosławowi Kaczyńskiemu, że kłamstwem jest przypisywanie mu opowiadania się za prywatyzacją szpitali.

Na razie nie wiadomo, w jaki sposób Bronisław Komorowski uwolnił się od programu PO. Zaparł się jego części? Odciął się odeń całkowicie? Po cichu zawsze był odmiennego zdania? Czy też po prostu z PO niepostrzeżenie wystąpił? Ba, nie wiadomo, czy proces ten dotyczy tylko tego jednego członka Platformy Obywatelskiej czy też większej ich liczby? A może cała PO diametralnie zmieniła swój program i tylko zapomniała o tym powiadomić wyborców i sympatyków?

W każdym razie w podstawach programu politycznego Platformy Obywatelskiej z 2007 roku w rozdziale „Narodowy program ochrony zdrowia” stoi czarno na białym (przepraszam za przydługi cytat): „Szpitale rządzą się takimi samymi zasadami rachunku ekonomicznego jak inne podmioty gospodarcze. (…) Niestety, podobnie jak w przypadku np. przedsiębiorstw państwowych nadzór właścicielski sprawowany przez podmioty państwowe nie sprzyja efektywnemu zarządzaniu w służbie zdrowia. Prywatyzacja będzie służyła poprawie efektywności, a więc podniesieniu jakości usług oraz obniżaniu ich kosztu. Nie ma powodów, aby szpitale nie były normalnymi przedsiębiorstwami nadzorowanymi przez właścicieli za pośrednictwem rad nadzorczych, które – w trosce o zapewnienie wysokiej rentowności – zatrudniałyby najlepszych dostępnych menedżerów”.

Święte słowa. I wielka szkoda, że znów stały się bezpartyjne, bo w tej – nowej dla nich – sytuacji ich szansa na zmaterializowanie się spada do zera. A nam, pacjentom, pozostaje wypatrywać mężnych mężów stanu, którzy wreszcie odważą się usprawnić, czyli sprywatyzować, to, co sprawne, czyli prywatne, być powinno. Ciekawe, komu z nas uda się tego doczekać.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

O czym uparcie milczą Komorowski i Kaczyński

13 cze 2010

Bronisław Komorowski próbuje zakneblować usta Jarosławowi Kaczyńskiemu. Zarówno sam kandydat PO jak też jego sztabowcy oburzają się wypowiedzią kandydata PiS, który na wiecu w Lublinie dowodził, że od konkurenta z Platformy mocno różni go stosunek do prywatyzacji służby zdrowia; on jest przeciw prywatyzacji, a jego główny rywal – za.

Zamiast przedstawić swój pogląd w sprawie prywatyzacji służby zdrowia, sztab Komorowskiego domaga się przeprosin i grozi, że jeśli się ich nie doczeka, pozwie Kaczyńskiego. To fatalny obyczaj zamykania konkurentom ust tam, gdzie powinny one być szeroko otwarte. Bo przecież na czym, jeśli nie właśnie na wymianie pomysłów na rozwiązanie problemów, z którymi zmagają się obywatele kraju, powinna polegać kampania wyborcza.

Ale główni pretendenci do najwyższego urzędu w państwie starają się milczeć jak zaklęci nie tylko w sprawie służby zdrowia.

Wciąż nie możemy od nich usłyszeć, jak każdy z nich – już jako prezydent – zamierza się zachowywać na przykład w kwestii spodziewanej aktywności rządu w uzdrawianiu zrujnowanych finansów publicznych naszego państwa. A posunięć niezbędnych i zarazem mocno niepopularnych, bo naruszających wiele grupowych interesów, czeka nas w najbliższych trzech-czterech latach co niemiara. Znakomicie to widać po coraz mocniej zaciskających pasa Niemczech, Grecji, Francji, Hiszpanii, Portugalii, Węgier czy Estonii.

A więc, czy Bronisław Komorowski i Jarosław Kaczyński zamierzają te trudne decyzje polskiego rządu (które oby wreszcie się pojawiły) wspierać, czy też hamować, korzystając z silnego prezydenckiego weta?

Czy – mówiąc konkretnie – poprą czasowe zamrożenie lub wręcz obniżkę płac w sferze budżetowej? Czy zaaprobują decyzję o obniżeniu tempa waloryzacji rent i emerytur? Czy spotka się z ich akceptacją pomysł odebrania większości przywilejów emerytalnych żołnierzom, policjantom, górnikom oraz rolnikom? Ale też, czy wesprą działania zmierzające do zrównania rolników w prawach z pozostałymi obywatelami RP, czyli sprawienia, by płacili oni na ogólnych zasadach nie tylko składki emerytalne i rentowe, lecz również składki zdrowotne i przede wszystkim podatek od dochodów osobistych? Wreszcie, czy Bronisław Komorowski i Jarosław Kaczyński poprą ideę przesuwania wieku emerytalnego, czyli wydłużania czasu pracy niezbędnego do otrzymania świadczeń na starość?

Bez sprostania tym wyzwaniom Polska, zamiast na powrót stać się tygrysem regionu, którym była ledwie kilka lat temu, na zawsze pozostać może jeszcze jednym peryferyjnym krajem Unii Europejskiej, który niestety coraz bardziej zaczyna przypominać.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop