Posts Tagged „służba zdrowia”<

Lekarska jakość kontra bylejakość

25 lis 2011

Chyba niewielu z nas jest skłonnych tyle samo zapłacić za usługę wykonaną dobrze co za tę, która została wykonana źle.

I dotyczy to także usług medycznych, ale w tym wypadku często niezwykle trudno ocenić, jak dużo – w razie niepowodzenia zabiegu albo powikłań, które pojawiają się po jego wykonaniu – jest winy szpitala, a jak dużo – czynników, na które lekarze nie mieli wpływu.

Narodowy Fundusz Zdrowia opublikował raport o odsetkach powikłań występujących po operacjach wszczepienia endoprotezy w poszczególnych szpitalach.  W najgorszym z nich dotknęło to aż niemal co piątego  pacjenta.  Na razie NFZ nie zamierza uzależniać wysokości kontraktów podpisywanych ze szpitalami od jakości świadczonych przez nie usług,  ale z pewnością ten czas nadejdzie. Nadejdzie, jeśli funduszowi uda się opracować metody oceny jakości, które nie będą kwestionowane,  tak jak to się dzieje w tej chwili. A to nie będzie takie proste. Szefowie tych  placówek, które w raporcie wypadły najgorzej, zarzucają jego autorom, że stało się tak, albowiem oni – w odróżnieniu od dyrektorów pozostałych szpitali – dostarczają NFZ rzetelne informacje.

Cóż, tak jak nie ma systemu ochrony zdrowia, z którego zadowolona byłaby choćby tylko zdecydowana większość obywateli jakiegoś, nawet najbogatszego, państwa (nie mówiąc  o wszystkich obywatelach), tak nie ma jednej, w pełni skutecznej metody oceniania jakości świadczonych przez szpitale i przychodnie usług. Z całą pewnością  jednak istnienie scentralizowanego systemu ochrony zdrowia nas od stanu  choćby w miarę szerokiego zadowolenia ze służby zdrowia oddala, a nie doń  przybliża.

I tu dochodzimy do sedna: do niezrealizowanej przez Platformę Obywatelską obietnicy z kampanii wyborczej z 2007 roku podzielenia Narodowego Funduszu Zdrowia na kilka konkurujących ze sobą funduszy.  A gdyby jeszcze, co też zapowiadano, ułatwiono tworzenie prywatnych funduszy zdrowia, to ta sieć publicznych i prywatnych instytucji stojących na straży pieniędzy swoich i swoich klientów-pacjentów z całą pewnością dawno temu stworzyłaby (nie bez perturbacji, rzecz jasna) nie tylko system oceny jakości świadczonych w Polsce usług medycznych, ale także ich wartości.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Ile kosztuje praca lekarza?

12 maj 2011

Wydajność pracy lekarza lub pielęgniarki, efektywność lekarzy i pielęgniarek zatrudnionych w danym szpitalu czy w danej przychodni – to określenia, za którymi ludzie w białych fartuchach nie przepadają. Oni wolą mówić o misji niesienia pomocy chorym. A przecież to kategorie, które opisują każdego z nas – niezależnie od zawodu i rodzaju firmy, w której pracujemy. Dlaczego pracownicy służby zdrowia mieliby stanowić w tej mierze wyjątek?

Narodowy Fundusz Zdrowia ma tyle pieniędzy, ile ma – czyli zawsze za mało. Dlatego – co wynika z informacji opublikowanych przez „Rzeczpospolitą” – NFZ stara się wymusić wyższą wydajność w szpitalach i przychodniach, w których kontraktuje dla pacjentów usługi medyczne. Jedną z dróg (jedyną drogą?), które prowadzą do tego celu, są ustawicznie ponawiane (i oby z sukcesem) próby kupowania od tychże szpitali i przychodni za te same pieniądze (a jeszcze lepiej – za mniejsze pieniądze) większej ilości usług. Czyż, jeśli tak właśnie się dzieje, NFZ nie działa w interesie pacjentów – tych obecnych i tych przyszłych? Który to interes nie zawsze – a właściwie: rzadko – pokrywa się z interesem lekarzy i firm, w których oni pracują, czyli owych szpitali i przychodni.

Ale oczywiście służba zdrowia nigdzie, także u nas, nie jest biznesem jak każdy inny. Na przykład z tego powodu, że NFZ jest monopolistą, jest jeden, nie ma więc mowy nawet o cieniu gry rynkowej. Gdyby rząd Leszka Millera nie zlikwidował kas chorych albo gdyby rząd Donalda Tuska – zgodnie z wyborczymi obietnicami – podzielił NFZ na kilka niezależnych funduszy, wówczas sytuacja byłaby inna, najpewniej nieco lepsza. Ale tylko nieco, bo nie ma na świecie kraju, z najbogatszymi włącznie, którego obywatele są zadowoleni ze swego systemu ochrony zdrowia.

……………………………………………………………………………………………………………………………….

Redakcja rp.pl zaprasza na NOWY BLOG KATARYNY! Najsłynniejsza polska blogerka specjalnie dla nas powraca do cyklicznych zapisków o polityce i życiu, Polsce i świecie, sprawach z pierwszych i ostatnich stron gazet. Najciekawsze opinie polskiej blogosfery znajdziecie codziennie wsieci.rp.pl

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Ulgi na wierzbie

4 mar 2011

Nie znam nikogo płacącego podatki, kto nie lubi się dowiadywać o ich obniżaniu, a także o ulgach, które mogą zmniejszyć wymiar danin

Tak jest również teraz, gdy od minister zdrowia Ewy Kopacz usłyszeliśmy, że rząd przygotował projekt ustawy o dodatkowym dobrowolnym ubezpieczeniu zdrowotnym, wedle którego ubezpieczający się w ten sposób będą mogli odpisać sobie koszt polisy od podstawy opodatkowania.

Szkopuł w tym, że choć oczywiście Ministerstwo Zdrowia chciałoby (kto by nie chciał!), aby rozwiązanie to zaczęło obowiązywać jak najszybciej, najlepiej już z początkiem 2012 roku, to jednak wejdzie ono w życie dopiero wtedy, gdy uda się osiągnąć porozumienie z Ministerstwem Finansów. A jak wiadomo, dopóki Polska jest objęta unijną procedurą nadmiernego deficytu, nie wolno nam wprowadzać zmian uszczuplających przychody budżetu państwa.

Skoro zaś nie za bardzo wiadomo, kiedy nasz kraj upora się z kłopotami finansowymi, nie wiadomo też, kiedy nadejdzie ta niezbędna pomoc dla polskiej służby zdrowia. Służby, która na gwałt potrzebuje odważnych, dalekosiężnych zmian – zarówno po stronie placówek świadczących usługi medyczne (konsekwentna komunalizacja i prywatyzacja szpitali), jak i obywateli kupujących, czyli finansujących, te usługi (dodatkowe dobrowolne ubezpieczenia).

Ustawa o prywatnych polisach zdrowotnych na pewno nie jest żadnym cudownym środkiem, który niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki sprawi, że kulejący system ochrony zdrowia rozkwitnie, a pacjenci przestaną chorować i umierać w coraz dłuższych kolejkach. Z pewnością jednak jest rozwiązaniem, które pozwoli te kolejki choć odrobinę skrócić.

Pod warunkiem że ustawa – wraz z ulgami podatkowymi, bo tylko w takim kształcie ma sens – wejdzie w życie. A nie wejdzie tak długo, jak długo politycy będą się ociągać z wprowadzaniem tych koniecznych, ale niepopularnych reform, które radykalnie i szybko ograniczą deficyt finansów publicznych. Właśnie na tym przykładzie świetnie widać, jak bardzo nasze zdrowie znajduje się w ich rękach.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop