Posts Tagged „Lech Kaczyński”<

Najwyższy czas na pomnik

16 wrz 2010

Zawsze można się spierać o sposób rozwiązywania tak nabrzmiałych konfliktów jak ten wokół krzyża na Krakowskim Przedmieściu. Na przykład o to, czy wszystko odbywa się we właściwym czasie, we właściwym trybie, we właściwej asyście.

Tak było w przypadku odsłonięcia na fasadzie Pałacu Prezydenckiego tablicy upamiętniającej żałobę narodową. I tak było w czwartek, gdy przenoszono krzyż do prezydenckiej kaplicy.

Mimo wielu wątpliwości dobrze się jednak stało, że rozpoczął on swą wędrówkę do kościoła św. Anny. W ten sposób – ze sporym opóźnieniem – rozpoczęto realizację porozumienia zawartego w lipcu przez Kancelarię Prezydenta, kurię warszawską oraz harcerzy. Prezydencka kaplica ma być dla krzyża – jak rozumiem – na tej drodze etapem pośrednim.

Natomiast zdecydowanie niedobrze się stało, że w ciągu wielu dni, które poprzedziły przeniesienie krzyża, zabrakło ze strony Kancelarii Prezydenta (albo Kancelarii Premiera lub władz Warszawy) jasnej deklaracji, gdzie w centrum stolicy mógłby stanąć pomnik upamiętniający prezydenta Lecha Kaczyńskiego i pozostałe 95 ofiar narodowej tragedii. A przecież treścią porozumienia między kurią, kancelarią a harcerzami było także godne upamiętnienie ofiar smoleńskiej katastrofy. Upamiętnienie na przykład w taki sposób, jak to uczynili Estończycy w wypadku promu „Estonia”, który w 1994 roku zatonął z 852 osobami na pokładzie. Monument ku ich czci stoi w samym centrum stolicy tego kraju, tuż obok tallińskiej starówki.

Teraz główne siły polityczne, czyli w istocie Platformę Obywatelską oraz Prawo i Sprawiedliwość, czeka test, od którego wyniku zależeć będzie, czy przeniesienie krzyża do kaplicy prezydenckiej będzie można uznać za początek wygaszania tego gorszącego i niezwykle gorącego sporu polsko -polskiego czy też wręcz przeciwnie – za kolejną fazę zaostrzania go.

Najkrócej mówiąc: albo rządzący Polską i Warszawą politycy ze środowiska PO jak najszybciej przedstawią propozycje zlokalizowania w centrum naszej stolicy pomnika smoleńskiego, a politycy PiS – oczywiście przy udziale przedstawicieli rodzin ofiar katastrofy – zechcą się zająć wybieraniem (i wybraniem) najlepszej z nich, albo będziemy mieli do czynienia z coraz szybciej nakręcającą się spiralą oskarżeń, która z każdym dniem i tygodniem będzie nas oddalać od atmosfery powagi tamtej kwietniowej traumy, którą wspólnie przeżywaliśmy.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Gdzie stanie pomnik smoleński?

26 sie 2010

Monument upamiętniający ofiary katastrofy smoleńskiej – prezydenta Lecha Kaczyńskiego, jego małżonkę i pozostałe osoby, które straciły życie w drodze na uroczystości katyńskie – i tak w centrum Warszawy powstanie. Nie wiem, kiedy się to stanie – za kilka miesięcy, za rok, a może dopiero za kilka lat – ale się stanie.

Nie mam też pojęcia, czy zostanie on odsłonięty przed Pałacem Prezydenckim, czy w innej części Krakowskiego Przedmieścia, czy też w jeszcze innym, równie dla Polaków ważnym miejscu. Ale bez cienia wątpliwości ten pomnik powstanie, bo bezprecedensowy charakter tragedii smoleńskiej, ogrom cierpienia, który się z nią wiąże, trauma, którą wszyscy przeżyliśmy i wciąż przeżywamy na wspomnienie tamtych chwil, sprawiają, że po prostu nie może się stać inaczej.

Dlatego – prawdę mówiąc – dziwi mnie, że tak długo odwlekany jest moment, w którym przestaniemy się zastanawiać nad tym, co i tak nieuniknione, czyli rozważać, czy w centrum stolicy uczcić pamięć ofiar katastrofy pod Smoleńskiem, a wreszcie zaczniemy dyskutować o tym, gdzie i w jaki sposób to uczynić.

Jak się wydaje, z inicjatywą powołania komitetu budowy tego monumentu, w skład którego powinni zostać zaproszeni przedstawiciele rodzin ofiar tragedii oraz głównych sił politycznych, mógłby wyjść pierwszy obywatel Rzeczypospolitej, czyli prezydent Bronisław Komorowski. A miejscem zapoczątkowania prac nad powołaniem do życia komitetu budowy pomnika smoleńskiego mogłaby się stać Rada Bezpieczeństwa Narodowego, w kształcie zaproponowanym przez Bronisława Komorowskiego jeszcze przed wyborami (gdy pełnił obowiązki głowy państwa), a więc z udziałem liderów najważniejszych partii. Naprawdę trudno jednak wyobrazić sobie powodzenie tego przedsięwzięcia bez wyraźnej woli współpracy ze strony prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego.

W takiej atmosferze – przygotowań do wzniesienia monumentu – łatwiej byłoby, mam nadzieję, nareszcie zrealizować postanowienia porozumienia zawartego przez kurię metropolitalną, Kancelarię Prezydenta i harcerzy o przeniesieniu krzyża sprzed pałacu do kościoła św. Anny.

Nie mam wszelako żadnych złudzeń, że nawet w takim przypadku trzeba byłoby się liczyć z dalszym manifestowaniem przed Pałacem Prezydenckim swych poglądów zarówno przez obrońców, jak i przeciwników proponowanych rozwiązań. Takie jest przecież piękne, święte prawo demokracji.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Znamy stenogramy. Pytania pozostają

1 cze 2010

Dobrze się stało, że upubliczniono zapisy nagrań z czarnych skrzynek z ostatnich kilkudziesięciu minut lotu Tu-154M, który rozbił się pod Smoleńskiem z prezydentem Lechem Kaczyńskim, jego żoną i 94 innymi pasażerami na pokładzie

Analizowanie tych materiałów, a przede wszystkim odszyfrowywanie niezrozumiałych fragmentów rozmów, będzie zapewne trwało jeszcze bardzo długo. Ale od tej pory każdy z nas może spróbować sam sobie wyrobić zdanie na temat tego, co zaszło w kokpicie tego statku powietrznego i poprzedziło tragedię. A więc także próbować znaleźć odpowiedź na pytanie, co sprawiło, że do tej katastrofy doszło.

Ujawnione stenogramy nie przynoszą dowodów na czyjekolwiek naciski na pokładzie samolotu. Bo tezy o tym, że do nich doszło, nie da się utrzymać, wyprowadzając ją z dwóch zdań, które wypowiedział Mariusz Kazana, szef protokołu dyplomatycznego Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Ani też z obecności w kokpicie dowódcy Sił Powietrznych gen. Andrzeja Błasika.

Z kolei z wielu zdań, które padły z ust kapitana Arkadiusza Protasiuka, jasno wynika, że miał on pełną świadomość, iż z powodu fatalnych warunków pogodowych może się nie udać lądowanie pod Smoleńskiem i samolot będzie musiał odlecieć na lotnisko zapasowe. Mimo to podjął jednak – wiele na to wskazuje, że błędną – decyzję o próbie lądowania. Dlaczego? Na to pytanie opublikowany zapis rozmów odpowiedzi nie przynosi.

Wreszcie ze stenogramów rozmów członków załogi tupolewa z wieżą wynika, iż kontroler lotów ze Smoleńska ostrzegł pilotów Tu-154M przed kiepską pogodą. Więcej, jasno im zakomunikował, że nie ma warunków do lądowania. Ale lotniska dla polskiego samolotu prezydenckiego nie zamknął. I w tym przypadku próżno w stenogramach szukać odpowiedzi na pytanie: dlaczego tak się stało?

Tego, że Tu-154M przy takiej pogodzie nie powinien był lądować w Smoleńsku, domyślaliśmy się od kilku tygodni. Teraz, dzięki poznaniu zapisu rozmów zarejestrowanych przez czarne skrzynki, wiemy już o tym na pewno. Wciąż jednak nie wiemy, dlaczego doszło do próby lądowania. A zapis kluczowych dla rozwikłania tej zagadki kilkudziesięciu ostatnich sekund odpowiedzi na to pytanie nie daje.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Majstersztyk Lecha Kaczyńskiego

8 kwi 2010

Po politycznym majstersztyku PO, czyli prawyborach, mamy do czynienia z politycznym majstersztykiem Lecha Kaczyńskiego, zafundowanym nam z premedytacją albo przez przypadek – na skutek braku ostatecznych decyzji prezydenta w sprawach kandydowania na drugą kadencję i podróży do Moskwy. A kolejne, sprzeczne przecieki tylko podgrzewają atmosferę

W każdym razie podobnie jak Platforma Obywatelska, która za pomocą prawyborów ukradła show Lechowi Kaczyńskiemu i na wiele tygodni posłała go w medialny niebyt, tak teraz prezydent przyćmił Bronisława Komorowskiego, kandydata PO do najwyższego urzędu w państwie.

Bo czy ktoś w ciągu ostatnich dwóch tygodni interesował się tym, co robi lub mówi teraz, albo zamierza (lub nie zamierza) uczynić Bronisław Komorowski już jako ewentualna głowa państwa? Ani trochę.

Za to niejasności towarzyszące terminowi ogłoszenia faktu kandydowania przez Lecha Kaczyńskiego, ba, pojawiające się z różnym natężeniem spekulacje, że może on w ogóle nie wystartować w wyborach, a jeszcze bardziej przesuwanie terminu ogłoszenia decyzji dotyczącej jego udziału w moskiewskich uroczystościach 9 maja – na wiele dni przykuły uwagę mediów. Skutecznie odciągając ją od kandydata Platformy.

W dodatku – tak samo jak w przypadku prawyborów w PO, mamy do czynienia ze starciem racji, tym razem w Prawie i Sprawiedliwości. Na domiar jest to chyba spór ostrzejszy, niż ten, który podzielił polityków Platformy w czasie prawyborczej kampanii. Są ci za i ci przeciw lotowi Lecha Kaczyńskiego do Moskwy, są ci za i ci przeciw zabraniu przez niego na pokład polskiego Air Force One gen. Wojciecha Jaruzelskiego.

Inna sprawa, że z punktu widzenia prawdziwej polityki majstersztyk prezydenta wart jest dokładnie tyle samo, co majstersztyk PO – czyli nic, zero, null. Ale kto by się w erze dyktatury medialnej postpolityki zajmował i przejmował takimi archaicznymi drobiazgami.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Polska z Ukrainą dowolnego koloru

18 sty 2010

Trudno ustalić, czy nasza dyplomacja uczyniła wszystko co możliwe, aby Polska nadal miała jak najlepsze stosunki z Ukrainą – niezależnie od tego, czy głową tego państwa zostanie Wiktor Janukowycz czy Julia Tymoszenko, ale nie wydaje mi się, abyśmy w tej kwestii – naszej polityki wschodniej – byli ostatnio krajem, który nie marnuje żadnej okazji, którą mógłby zmarnować.

Wręcz przeciwnie, odnoszę nieodparte wrażenie, że z każdym rokiem okazji marnujemy coraz mniej. A w poczynaniach naszych polityków wciąż sporej dawce (uzasadnionego i potrzebnego) sentymentalizmu towarzyszy coraz większa dawka realizmu. Czego dowodem choćby uzyskana przez dziennikarza „Rzeczpospolitej” w Kancelarii Prezydenta RP zapowiedź, że Lech Kaczyński będzie się chciał jak najszybciej spotkać z nowym przywódcą Ukrainy niezależnie od tego, kto wygra wybory.

Nasza dyplomacja zresztą najpewniej zyska wkrótce duże pole do popisu, bowiem wyniki pierwszej tury wyborów ze sporym prawdopodobieństwem wskazują, że za trzy tygodnie Ukraina może zmienić swe nastawienie z pomarańczowego na niebieskie, a w każdym razie z pomarańczowo-niebieskiego na niebiesko-pomarańczowe – cokolwiek będzie to oznaczało.

Należy mieć przy tym nadzieję, iż spór gorzejący między kształtującymi naszą politykę zagraniczną administracjami rządową i prezydencką nie stanie na przeszkodzie skutecznemu podjęciu tego wyzwania. Tym bardziej że – na szczęście – dyplomacja ma teraz ułatwione zadanie. Ostatnie lata to w końcu nie tylko zawiązanie polsko-ukraińskiego strategicznego sojuszu futbolowego przy realizacji Euro 2012. To także mnóstwo wspólnych przedsięwzięć gospodarczych polskich i ukraińskich firm, to polsko-ukraiński batalion sił pokojowych, to regularnie podejmowane (fakt, na razie z różnym skutkiem) próby wyjaśnienia wspólnej, niezwykle trudnej historii.

Bo przecież, koniec końców – z naszego punktu widzenia – nieważne, jakiego koloru będzie demokratyczna Ukraina, ważne, żeby była otwarta na Polskę, czyli na Zachód.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop