Bomba próżniowa, rozpylenie sztucznej mgły, wywołanie silnego pola elektromagnetycznego — to tylko nieliczne z pojawiających się co i rusz spisowych teorii wyjaśnienia tego, co 10 kwietnia 2010 roku wydarzyło się w lesie pod Smoleńskiem.
We wtorek mecenas Rafał Rogalski, pełnomocnik części rodzin ofiar katastrofy, dorzucił następną, zgłaszając kolejny postulat pod adresem śledczych. Chce mianowicie, by prokuratura sprawdziła, czy przed katastrofą prezydenckiego TU-154M Rosjanie rozpylili w powietrzu hel. „To mogłoby wyjaśnić – uzasadnił – obecność mgły oraz szybkie opadanie samolotu”.
Cóż, tragedia smoleńska jeszcze długo będzie absorbowała uwagę opinii publicznej. I najpewniej nawet za sto lat co jakiś czas będą się pojawiały nowe, niewykluczone, coraz bardziej nietuzinkowe teorie dotyczące jej przyczyn. Musimy się do tego przyzwyczaić.
A wracając do wtorkowego wystąpienia mecenasa Rafała Rogalskiego. Zgłaszanie wszelakich wniosków jest nie tylko dobrym prawem, ale obowiązkiem pełnomocnika prawnego w postępowaniu prokuratorskim czy sądowym. Byłoby jednak z wielkim pożytkiem dla jakości debaty publicznej, gdyby wcześniej, zanim zostaną one ogłoszone, były w jakiś elementarny sposób weryfikowane przez fachowców – w tym wypadku nie specjalistów w zakresie prawa, lecz chemii i fizyki. I aby były podawane do publicznej wiadomości na przykład wraz z ich opiniami.
Albowiem na pochopnym rzucaniu oskarżeń pod czyimkolwiek adresem (w każdej sprawie, ale teraz trzymajmy się katastrofy smoleńskiej), a także na składaniu najbardziej wymyślnych wniosków przed ich rudymentarnym sprawdzeniem, najmocniej tracą przecież ci, którzy takimi oskarżeniami albo wnioskami bez umiaru szafują. Najzwyczajniej w świecie tracą na wiarygodności.








