Posts Tagged „ABW”<

Dziennikarze pod specjalnym nadzorem

8 paź 2010

To jasne, że dziennikarze nie mogą być traktowani lepiej od innych obywateli, ale też – jeśli leży nam na sercu dobro polskiej demokracji – w żadnym razie nie powinni być traktowani gorzej. A to oznacza, że powinny być respektowane wszystkie prawa związane z wykonywanym przez nich zawodem. Niestety, coraz więcej przykładów dowodzi, że tak się nie dzieje.

Po opisaniu w piątek przez „Gazetę Wyborczą” historii nadzwyczajnego zainteresowania policji i służb specjalnych za czasu rządów PiS rozmowami telefonicznymi dziesięciorga dziennikarzy („Gazety Wyborczej”, „Newsweeka”, „Polityki”, Radia Zet, RMF FM, „Rzeczpospolitej” i TVN 24) ciśnie się na usta wiele pytań o zgodność tych działań z prawem. Nawet jeśli zielonogórska prokuratura, która umorzyła śledztwo w tej sprawie, nie pomyliła się, nie stwierdzając przestępstwa.

Dlaczego przez dwa tygodnie podsłuchiwano Wojciecha Czuchnowskiego z „GW”? Cóż takiego spowodowało tak masowe ściąganie billingów dziennikarzy? Co (oprócz chęci złamania dziennikarskiej tajemnicy) mogło sprawić, że ABW postanowiła uzyskać (i uzyskała) od operatora telefonii komórkowej dane o połączeniach telefonicznych Moniki Olejnik za niemal dwa lata?!

Jeszcze więcej wątpliwości co do stanu naszego państwa rodzi się, gdy przypomnimy ujawniony w ubiegłbym roku przez „Rz” i „Polskę” przypadek niezniszczenia nagrań z podsłuchów rozmów dziennikarzy z Wojciechem Sumlińskim, zarejestrowanych przez ABW w 2008 roku (a więc już za czasu rządów PO) w związku ze śledztwem dotyczącym rzekomej korupcji przy weryfikacji oficerów WSI. A potem udostępnienie przez prokuraturę stenogramów tych nagrań na użytek cywilnego procesu wytoczonego przez wiceszefa ABW „Rzeczpospolitej” i jej dziennikarzowi Cezaremu Gmyzowi. Także w tej sprawie prokuratura nie dopatrzyła się znamion przestępstwa. Na szczęście sąd nie podzielił jej przekonania.

Może zatem prawdziwym problemem Polski jest źle skonstruowane prawo? Prawo pozwalające nazbyt lekko traktować tajemnicę dziennikarską, która powinna być chroniona w sposób szczególnie bezwzględny. Na pewno np. przydałaby się ustawowa gwarancja, że również sięganie po billingi BWdziennikarzy – co zawsze grozi zdemaskowaniem dziennikarskiego źródła – jest tak samo prawnie niedozwolone jak próby łamania tajemnicy dziennikarskiej na każdej innej drodze.

Czy coś stoi na przeszkodzie, aby takie rozwiązanie stało się w Polsce prawem?

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Białoruski standard premiera Tuska

24 mar 2010

Czy to możliwe, że ekipa Donalda Tuska nie należy do naszego kręgu cywilizacyjnego? Tak może wynikać z sądowego uzasadnienia.

Ale po kolei. Śledztwo w sprawie podsłuchiwania przez ABW rozmów dziennikarzy i adwokatów powinno zostać przeprowadzone – orzekł we wtorek sędzia Piotr Gąciarek z Sądu Rejonowego Warszawa-Wola. Tym postanowieniem uchylił decyzję prokuratury i przychylił się do wniosku skarżących się na jej werdykt Cezarego Gmyza z „Rz” i mecenasa Romana Giertycha.

Uzasadniając swe stanowisko, sędzia Gąciarek oświadczył, że działania prokuratury i ABW, która podsłuchiwała rozmowy dziennikarzy Cezarego Gmyza z „Rz” i Bogdana Rymanowskiego z TVN 24 z Wojciechem Sumlińskim oraz jego rozmowy z adwokatami, budzą podejrzenia naruszenia zasad procedury karnej. Podobnie zresztą jak udostępnienie przez prokuraturę części stenogramów tych nagrań – na wniosek pełnomocnika wiceszefa ABW Jacka Mąki – na użytek jego prywatnego procesu wytoczonego „Rzeczpospolitej”.

Przypomnijmy. Gdy sprawa ta wybuchła w październiku 2009 roku, brzydzący się jak nikt inny  podsłuchami Donald Tusk nie dość, że wyraził głębokie zaniepokojenie sprawą, nie dość, że nakazał błyskawiczne jej wyjaśnienie, to jeszcze bez owijania w bawełnę wyjawił, co o tym wszystkim myśli. „Możemy mieć do czynienia – zagrzmiał – z pewnego rodzaju zachwianiem dobrego obyczaju przez ABW”.

Kilka dni później okazało się jednak, że zachwianie dobrego obyczaju było na tyle niewielkie, a może nawet w ogóle go nie było, że właściwie nie ma o czym mówić. „Mamy tu do czynienia z działaniem zgodnym z prawem” – osądził Donald Tusk i uznał sprawę za zamkniętą. A niezależna prokuratura swą decyzją o odmowie wszczęcia śledztwa stanowisko premiera w całej rozciągłości potwierdziła.

I pewnie byłoby pozamiatane, gdyby nie sędzia Piotr Gąciarek. Nie tylko orzekł, jak orzekł, ale na dodatek zaznaczył w swym uzasadnieniu, że do takich rzeczy może dochodzić na wschód od granic Polski, lecz nie w naszym kręgu cywilizacyjnym.

Wszelako, trzeba podkreślić, sędzia Gąciarek nie przesądził, o który kraj mu chodzi. Z pewnością jednak nie miał na myśli ani Litwy, ani Łotwy, ani Estonii, bo te państwa co prawda leżą za naszą wschodnią granicą, ale są członkami UE. Mogło mu więc chodzić o Rosję, Ukrainę albo Białoruś. Co w sumie – w pewnym sensie – na jedno wychodzi.


  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop