Państwo i tak zapłaci?

„Trzeba było się ubezpieczyć” – to zdanie wypowiedziane przez premiera Włodzimierza Cimoszewicza wiosną 1997 roku, w trakcie powodzi stulecia, z pewnością kosztowało Sojusz Lewicy Demokratycznej niejeden punkt procentowy poparcia w wyborach parlamentarnych, do których doszło kilka miesięcy później. A i samemu Cimoszewiczowi nie ułatwiło kariery.

Politycy wyciągnęli z tamtej lekcji – czego można się było, niestety, spodziewać – naukę odwrotną do społecznie pożytecznej, choć bez wątpienia oczekiwaną przez znaczną część wyborców. Mianowicie, niemal jak jeden mąż, utwierdzili się w przekonaniu, że wyborcom nie opłaca się mówić ani tym bardziej zalecać niczego, czego nie chcieliby usłyszeć, nawet jeśli jest to tak podstawowym obowiązkiem wobec zdrowego rozsądku jak ubezpieczenie swego domu.

W ten sposób Włodzimierz Cimoszewicz – przypadkiem, bo przecież najpewniej miał na celu coś całkiem przeciwnego – przyczynił się do umocnienia społecznego przyzwolenia dla braku elementarnej odpowiedzialności. Od tamtej pory ów feler nieodpowiedzialności nie dość, że szerzy się w naszym kraju niczym zaraza, to jeszcze dostępuje zaszczytu przeistoczenia w cnotę.

Jest bowiem po ludzku całkiem zrozumiałe, że nie warto ubezpieczać siebie i swego mienia, skoro tak czy owak podatnicy – pod presją specyficznie pojmowanej poprawności politycznej – w przypadku klęski żywiołowej będą musieli się zrzucić na pomoc dla osób tym zdarzeniem dotkniętych. Na tle ludzi wspieranych publicznymi pieniędzmi ci, którzy się od nieszczęścia ubezpieczyli, wychodzą więc coraz częściej na dziwaków, ba, nieledwie frajerów.

Ale i to nie wszystko. W końcu po co włodarze miast i gmin mają zapobiegliwie myśleć o umacnianiu brzegów i mostów, o utrzymywaniu w należytym stanie przepustów wodnych, o budowie zbiorników retencyjnych, po co mają wydawać na to gminne pieniądze, skoro państwo i tak w razie katastrofy zapłaci za naprawę uszkodzonych urządzeń.

Opublikowany niedawno raport Najwyższej Izby Kontroli dotyczący karygodnych zaniedbań w przeciwdziałaniu powodziom w województwach małopolskim i świętokrzyskim nie pozostawia w tej kwestii cienia złudzeń. A przebieg ostatniej wizyty premiera Tuska na ogarniętych powodzią terenach nie daje żadnej nadziei na przełamanie dławiącej Polskę dyktatury nieodpowiedzialności.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Tagi: , , , ,

(116) Komentarzy do “Państwo i tak zapłaci?”

    -
  1. Stanisław pisze:

    PSL jest dumny bo ma najwięcej wójtów a co ono zrobili w temacie powodzi jak mawia PIS bo od zarośniętego strumyczka do którego cała wieś wyrzuca odpady komunalne i rolniczy syf do powodzi w Krakowie blisko trochę dalej do Bałtyku.A wystarczy kubeł koło domu.Tak sobie myślę,że mimo unijnych dopłat elektorat PSL jest w lesie.Gajowy Marucha to fikcja Kaczyńskiego bo wioskowi tam wożą śmieci.

    Dobre 0

  2. A. D. 2010 pisze:

    nie tylko nie umiemy ujarzmić wodę – z odpadami też jest katastrofalnie – mówią o tym tytuły prasowe z tego tygodnia: Podłódzkie lasy zamieniły się w gigantyczne śmietniska; Widmo nad miastem dzikich śmietnisk; Unia ukarze Polskę za przepełnione wysypiska; Dzikie wysypisko przy wyrobisku cementowni; Śmieci zamiast mózgu – ten tytuł oddaje najtrafniej sytuację – klik
    http://biznes.gazetaprawna.pl/wywiady/421417,musimy_miec_silne_argumenty_aby_skutecznie_negocjowac_z_unia.html

    Dobre 0

  3. poko pisze:

    Taka POwódź …toż to -ZBAWIENIE…Ludziska narzekają;-cyt. ” jak pana premiera nie było to i straży ani NIKOGO nie było” ..Tak mówią- powodzianie.
    A może ; o to chodzi! ? Więcej POwodzian, więcej odszkodowań ..większa szansa odwrócić sondaże..UE – POmoże.!!!
    No i „nowiny” z Moskwy na temat Smoleńska przyszły wraz z kulminacyjna falą…
    Same CUDA…

    Dobre 0

  4. Molas pisze:

    Dalej POpierajcie nieudaczników z super propagandą ! A prawda jest taka – W sierpniu 2007 roku rząd Jarosława Kaczyńskiego przygotował listę strategicznych inwestycji, które miały być finansowane ze środków unijnych. Umieściliśmy na niej wiele projektów przeciwpowodziowych, w tym projekt dla środkowej Wisły o wartości 200 mln euro. Chroniłby on tereny z obszaru pięciu województw. Przewidywaliśmy obwałowywanie od Koszyc do Płocka, jego umocnienie i naprawę. Była też zaplanowana naprawa zbiornika na Nysie Kłodzkiej, który co prawda jeszcze funkcjonuje, ale dno mu się rozchodzi. Jeśli to się stanie -kilkumetrowa fala wody zaleje Nysę. K.B.: Co się stało z tymi projektami? G.G.: Zostały skreślone przez rząd PO. Była to jedna z pierwszych decyzji, którą nowa minister rozwoju regionalnego Elżbieta Bieńkowska podjęła po objęciu stanowiska. Bez wahania odrzuciła wszystkie projekty przeciwpowodziowe dla województwa podkarpackiego w tym budowę istotnego dla zarządzania przeciwpowodziowego zbiornika Kąty-Myscowa na Wisłoce. Nie jestem specjalistką od powodzi. Wiem tylko, że stale wylewa Wisła i Wisłoka. Gdyby te projekty zostały przyjęte, powodzi na pewno nie udałoby się zapobiec, ale skutki katastrofy byłyby o wiele mniej bolesne. K.B.: Dlaczego te projekty zostały skreślone? G.G.: To jest pytanie, które wszyscy sobie zadają i na które nie sposób odpowiedzieć. Może jest to w ogóle kwestia różnicy w podejściu do rządzenia. My uznaliśmy, że skoro mamy od Unii ogromne środki, które w inny sposób nie byłyby osiągalne, to trzeba użyć je na projekty niezbędne dla bezpieczeństwa publicznego, w tym na zabezpieczenie przeciwpowodziowe, zbiorniki retencyjne i tym podobne. Rząd właśnie od tego jest. Musi zabezpieczać potrzeby społeczne. Pani minister Bieńkowska rozumie to chyba inaczej. My, uznając te projekty za strategiczne, chcieliśmy realizować je bez konkursów. Elżbieta Bieńkowska wszystkie pieniądze chciałaby dzielić w trybie konkursu, bo to znakomicie usprawiedliwia urzędnika. A przecież to rząd dysponuje pieniędzmi i odpowiada za bezpieczeństwo ludzi. K.B.: A może te konkursy były jednak konieczne? G.G.: Jak pani sobie to wyobraża? Czy przeprowadzić konkurs na to, gdzie postawić zbiornik, a gdzie nie? Byłby to konkurs na to, jakie tereny będą zalane, a jakie nie. To niehumanitarne. Podobnie nierozsądne byłyby konkursy na to, które autostrady budować, które lotniska. To rząd musi określić strategię transportową państwa, a jeżeli władze samorządowe chcą zbudować własne drogi czy lotniska, muszą same znaleźć środki. K.B.: A może projekty nie były odpowiednio przygotowane? G.G.: Tego właśnie pretekstu użyła minister Bieńkowska, wykreślając je z listy 1 lutego 2008 r. Przyjmijmy, że nawet tak było. Co w takim wypadku powinien zrobić rząd? Zrezygnować z budowy instalacji przeciwpowodziowych czy opracować dokumentację i zrealizować projekty? Przedstawiciele rządu mówią, że przygotowanie takiego projektu trwa ok. 2 lat. Gdyby więc projekty realizowano, właśnie teraz byłyby gotowe do prac technicznych. K.B.: Ostatnio jednak przywrócono jakiś projekt dotyczący regulacji Wisłoki. G.G.: Tak, dotyczący pierwszego etapu tej regulacji, wart 20 mln euro. Skreślono zaś środki na inwestycje chroniące przed powodziami na Podkarpaciu warte ok. 400 mln euro, w tym zbiornik Kąty-Myscowa. Na drugi dzień po tych decyzjach, mój były zastępca Władysław Ortyl (obecnie senator PiS) zwołał konferencję prasową, na której ostrzegał przed skutkami zaniechań inwestycji w przypadku powodzi. I właśnie dzisiaj, niemal dokładnie w rok później, doświadczamy jej na własnej skórze. (wp.pl)

    Dobre 0

  5. Koja pisze:

    Z planowanych na lata 2008 – 2010 do wydania pieniądzy,na zabezpieczenie
    przeciwpowodziowe i roboty melioracyjne,wydano zaledwie około 5 %.
    W kodeksie karnym jest artykuł mówiący: kto zaniedbuje
    swoje obowiązki,przez co naraża…. na straty… podlega
    karze więzienia … od lat … do lat…
    Nowy Prokurator Generalny niech pokaże,co tak naprawdę jest wart.

    Dobre 0

  6. Koja pisze:

    Proste pytanie:
    ile zbiorników przeciwpowodziowych zbudowano na rzece Wiśle ?
    a/ w czasach siermiężnego PRL,
    b/ w czasach świetności III RP.

    Dobre 0

  7. realista pisze:

    Naród mamy religijny, kościoły okazałe i gdyby katolicy mocno się modlili to by powodzi nie było… Ale katolicy piją wodkę, kradną a księża grzeszą na lewo i prawo więc Wszechmocny zsyła plagi. a to katastrofa lotnicza a to powódź, a to zawalenie hali. Cóż kara boska i skrzypce jak mawiał jeden z bohaterów szkolnych…

    Dobre 0

  8. 444Polska pisze:

    Wielce odkrywcze hasło: „Przezorny zawsze ubezpieczony.” Czy Pan Redaktor reprezentuje jakąś firmę ubezpieczeniową? A nie pomyślał Pan, że niektórych po prostu na to nie stać. Są tacy, którym ledwie wystarcza na chleb i leki… Widać niezaradni, nie nadążają za jedynie słuszną polityką Balcerowicza.

    Dobre 0

  9. Stanisław pisze:

    Czy datki budżetu państwa zwanego centralnym czyli podatników wszelkiej maści na tacę są formą ubezpieczenia z możliwością reklamacji braku świadczenia wzajemnego ? Tak sobie myślę czy deszcz był wymodlony czy zesłany.

    Dobre 0

  10. edi pisze:

    Panowie, Panie też-kolejność nieistotna nie wypruwajcie z siebie żył i neuronów w mózgownicach aby przekazać słuszne wielekroć argumenty. Psu na budę Wasze wysiłki, rząd olewa prasę internetową. Internauci będą niezbędni tuż przed 20 czerwca, czyli przed wyborami.Wszyscy piszący tutaj jesteśmy dupkami, albowiem wydaje nam się że uzdrowimy Polskę.

    Dobre 0

  11. Kornik pisze:

    A MOŻE WAŁKI WAŻNIEJSZE BYŁY NIŻ WAŁY?

    Panie redaktorze, co z tego, że jestem ubezpieczony? To co – mam co 13 lat nową chałupę stawiać?! Przeciez to jest strata, którą ktoś będzie musiał odliczyć; strata, której można było uniknąć, gdyby rząd robił to, co do niego należy – jak ktoś słusznie zauważył – już od czasów faraonów. Przecież wału sam nie usypię, nie zbuduję zbiornika retencyjnego z własnej kieszeni. To jest infrastruktura, którą może zbudować tylko państwo, tylko rząd dysponuje odpowiednimi środkami.

    A ta wypowiedź byłego komunisty, który przed 89 razem z towarzyszami wmawiał ludziom, że nie muszą się o nic martwić, bo partia zadba o wszystko, a potem wychodzi taki do kamery i mówi, że ludzie sami są sobie winni, bo trzeba się było ubezpieczyć – to już wyjątkowa bezczelność. Ale nie patrzmy w przeszłość premiera Cimoszewicza, patrzmy w przyszłość – ludzie może by się ubezpieczyli, jednak nie mogą, bo muszą płacić gigantyczne podatki, m.in. na takich filutów, jak „liberał” Cimoszewicz, skutkiem czego na nic innego już nie starcza po uregulowaniu opłat i zrobieniu zakupów. I co z tego mają? – zero wałów, zero zbiorników i takie genialne rady – dlatego SLD przerżnęło wybory z kretesem.

    Obowiązkiem dobrego rządu jest zadbać o to, aby ludzie nie tracili dorobku całego życia raz na pokolenie. Poza tym, pewnych strat nie zwróci żaden ubezpieczyciel. Rząd nie potrafi, lub jest zajęty czym innym (a może wałki były ważniejsze niż wały, co?) – to ja też takiemu rządowi pokażę TAKIEGO wała, przy urnie. Dziękuję.

    Dobre 0

  12. Izkarioza pisze:

    Gdybyśmy nie oddawali nieruchomości, nieżyjącym przedwojennym właścicielom, to były by pieniądze na wały. A więźniowie zamiast na siłowniach ćwiczyć, mogli by rowy melioracyjne czyścić. Poldery zalewowe, nie są do zasiedlania, kto tam pobudował samowolkę, nie powinien dostawać odszkodowania.

    Dobre 0

  13. kawaler pisze:

    „Rece precz od wojta”

    Dobre 0

  14. [...] Gabryel w “Rzeczypospolitej” przypomina (nie)sławne słowa Włodzimierza Cimoszewicza z 1997 r. wypowiedziane w czasie tzw. “powodzi [...]

    Dobre 0

  15. xantypax pisze:

    PO ,,odwaliło” opracowany przeciwpowodziowy program PiS, poprzednio też byl pewnie jakis program.
    Panowie politycy to jest POLSKA to nie jest folwark zwierzęcy partyjnych idoli.
    Ostatnio jakby odżyło POwiedzenie … nie ja – kolega.
    Kolega Putin, Kolega Samorząd, Kolega Wójt, a ja idę pograć, szaliczek na szyję i w nogi.
    PO-wodzenia

    Dobre 0

  16. xantypax pisze:

    Izkarioza napisał:
    20 maja 2010 at 00:07
    Gdybyśmy nie oddawali nieruchomości, nieżyjącym przedwojennym właścicielom, to były by pieniądze na wały. A więźniowie zamiast na siłowniach ćwiczyć, mogli by rowy melioracyjne czyścić. Poldery zalewowe, nie są do zasiedlania, kto tam pobudował samowolkę, nie powinien dostawać odszkodowania

    A jakie to niby nieruchomosci oddano przedwojennym włascicielom, np w Warszawie gdzie po dekrecie Bieruta z 47 zabrano nawet lokale spóldzielcze i zlikwidowanio wlasnośc prywatną. Ile z nich oddano bez wyroku sądu? Reforma rolna i wywłaszczenie zniszczyły odbudowywane lub odbudowane przedsiebiorstwa prywatne młyny, gorzelnie, garbarnie itp itd oraz dwory, stanowiące osnowe gospodarcza drobnej działalnosci w kraju. Zostali małorolni, fornale i proletariat. Fornale i przodujaca klasa przejeli władze, bo własciciele ziemscy nie mieli prawa zbliżać sie na bodaj 50 km do swoich byłych dóbr. W pozostałych miastach terenów przedwojennej Polski, o ile wiem hipotek nie ruszano, własciciele pozostali jedynie ubezwłasnowolnieni wojennym trybem najmu, aż do bodaj 89 roku. I nie czerpali zysków z podupadających nieruchomosci. Ziemie martwej ręki też przejęto w zamian za zapewnienie emerytur księżom, a tak pieniądze byłyby w skarbie.
    A to że ktoś wywalczył zwrot najczęsciej ruin po PGR trudno nazywać zwrotem mienia. Nieżyjącym się nie oddaje, najwyżej spadkobiercom. Pański paserski sposób rozumowania potwierdza fakt że pokrętne idee socjalizmu zyja. Jeżeli sie komus cos zabrało to trzeba to oddać, a nie sprzedac bo to jest paserstwo, na którym i obecny system się opiera.
    To oczym Pan pisze czyli zwrot dokonał by sie gdyby na podstawie ksiąg hipotecznych oddawano nieruchomosci, ale tego nie zrobiono.

    Co do więzniów zgadzam sie że powinni pracować, nie koniecznie przy polderach. Natomiast należy wprowadzić zakaz budowy i odbudowy za odszkodowaniem i konsekentnie go stosować wobec terenów zalewowych.
    No ale co zrobić z osiedlami, we Wrocławiu, na Gocławiu w Warszawie i pewnie wielu innych miejscach? samowolka nie musi być legalna wobec tego jej nie ma.

    Dobre 0

Dodaj komentarz

Dodanie komentarza oznacza akceptację REGULAMINU blog.rp.pl. Komentarze nie spełniające zasad zawartych w regulaminie - nie będą publikowane. Więcej informacji można znaleźć na modblogu modblogu.