Dopóki ściągania, w tym kopiowania, całych prac magisterskich lub ich fragmentów nie zaczniemy nazywać – po prostu – oszustwem, pozostanie ono nadal ściąganiem, czyli właściwie czym?
Niewinnym wybrykiem? Czymś, co można łatwo usprawiedliwić i przejść nad tym do porządku dziennego? No właśnie.
Tak czy owak choroba ta przybiera ostatnio rozmiary epidemii, w czym swój niekwestionowany udział ma Internet. To nie tylko narzędzie wprost wymarzone dla złodziei treści, ale też kultura, która w wątpliwość podaje prawo własności; w tym wypadku własności intelektualnej.
Z badań prof. Mariusza Jędrzejki wynika, że przybywa studentów, którzy wykorzystują w swoich pracach licencjackich i magisterskich fragmenty cudzych rozpraw dyplomowych bez powołania się na źródło. Rośnie też liczba studentów, którzy spotkali się z ofertą kupna pracy dyplomowej, i tych, którzy znają internetowe strony, na których można je nabyć. Wreszcie, powiększa się odsetek akademików, którzy deklarują, że znają studentów, którzy kupili pracę dyplomową.
I wcale mnie nie uspokajają informacje, że problem ten dotyczy nie tylko Polski, że proceder kradzieży zawartości prac dyplomowych kwitnie również w innych krajach. Wręcz przeciwnie – to powoduje, że zagrożenie jest jeszcze większe.
Na szczęście Internet to idealne narzędzie nie tylko do oszukiwania, ale też do tropienia oszustów. A coraz doskonalszych programów antyplagiatowych przybywa z każdy rokiem. Niestety, nie przybywa równie szybko w naszym kraju uczelni, które z powodzeniem ich używają.
Dobrym wzorem dla Polski mogłaby być pod tym względem Wielka Brytania. Tam rząd nie tylko wydał szkołom zalecenie badania wszystkich prac za pomocą programów antyplagiatowych, ale też finansowo wsparł powstanie takiego systemu.
Jeśli polskie uczelnie – ze wsparciem rządu lub bez, na własną rękę – czym prędzej nie pójdą tym śladem, zrobi to za nie rynek. Tyle tylko, że wówczas, gdy już tytuł magistra zdobyty na polskiej uczelni będzie synonimem www.nic-nie-wart-magister.pl, za zepsucie tej marki zapłacą wszyscy. Wszyscy polscy magistrowie i ich bardziej utytułowani nauczyciele.
Tagi: Internet, plagiat, Polska, praca magisterska









Studenci prywatnych uczelni płacą i wymagają i to jest jest pokłosie małych wymagań co do wiedzy i wysiłku wkładanego w studiowanie, natomiast uczelnie państwowe i ich kadra naukowa obecnie walczą o ilość studentów i o pracę dla siebie, bo jeżeli nie będzie studentów, to nie będzie pracy i nie będzie kasy i dla uczelni i dla ciała pedagogicznego.
Popieram w zupełności ostatni akapit tego wpisu.
Jest proste rozwiazanie. Nie do konca doskonale, ale jednak. Pierwsza wersaja pracy magisterskiej ma dotrzec do promotora w rekopisie.
Jeszcze jeden przyczynek do tego, by państwo przestało finansować studia humanistyczne. Przecież w nawet rektorzy domagają się odpłatności za studia. Gdy będą to studia płatne – to rektor zdecyduje: u nas można / nie można ściągać. Albo my zatrudniamy/nie zatrudniamy „uczonych inaczej”. A teraz w sumie nie wiadomo po co utrzymuje się uczelnie dające pracę uczonym roztrząsającym czy elektrownie atomowe są bardziej męskie od konwencjonalnych, albo czy ciąża deformuje kobiety psychicznie i fizycznie (M. Środa).
Na studiach technicznych nie ma takiego problemu. Nie wyobrażam sobie by ktoś próbował zostać inżynierem na ściągach. To samo dotyczy kierunków ścisłych jak matematyka, fizyka czy chemia. Bez elementarnej umiejętności rozwiązywania problemów nikt takich studiów nie skończy.
Nawyk ściągania, oszukiwania w szkole pielęgnowany jest latami. Pojawia się już w pierwszym etapie edukacji, kedy ambitna pani nauczycielka zada dzieciom w szkole podstawowej przeładowane zadanie domowe. Korupcja zacznie się w domu, współczujący rodzic odrobi trochę z dzieckiem. Potem przychodzi super ocena za nieuczciwą pracę. Polski system edukacji jest chory u podstaw. Przeładowane programy z różnych przedmiotów nijak skoordynowane ze sobą. Dzieci są wręcz tresowane do osiągnięcia najlepszych indywidualnych wyników kosztem braku zwykłych relacji pracy w grupie.
Wstydem ogromnym jest fakt, że 65 lat po wojnie dzieci w naszym kraju chodzą do szkoły na zasadzie czkawki o irracionalnych porach dnia. Czy naprawdę tak trudno zrozumieć, że w obecnym nowym systemie szkoła powinnabyć dla dzieci substytutem rutynowej spokojnej szanowanej pracy.
Szkoła nie jest miejscem gdzie mlody człowiek mógłby się spokojnie rozwijać, to ciągła ‘stresówka’ jako jedyna forma utrzymania dyscypliny. Z drugiej strony akceptowane od dziecka formy korupcji stanowią normę w naszym społeczeństwie
Wychowany w ten sposób młody człowiek nie może nagle zmienić swych wieloletnich nawyków piszac pracę magisterską, to tylko esencja jego procesu edukacji.
No panie redaktorze prosze nie dorabiac internetowi zlej geby. Jest pan niescisly.
To tak ja bym napisal ze samochody przyczyniaja sie do zabijania ludzi na drogach.
Raczej nieostrozni lub nietrzezwi kierowcy uzywajac samochodow powoduja wypadki.
Internet nie mial sluzyc plagiatorom i piratom. Jest to efekt niewlasciwego zastosowania tego poteznego narzedzia. Swoja droga niektore artykuly i opracowania naukowe na pewno sa wlasnoscia, ale intelektualna to za duzo powiedziane.
Panie Jurku, pan się myli. Proszę wymienić na jakich kierunkach technicznych nie ma takiego problemu? Piszę pracę dyplomową związane z elektrowniami wiatrowymi (studia techniczne – informatyczne). Głównym źródłem wiedzy dla mnie jest internet – strony producentów turbin wiatrowych, itp (również wikipedia). Nie ma w Polsce pozycji książkowych dotyczących software do turbin wiatrowych (pozycji anglojęzycznych jest niewiele, wszystkie elektronicznie). Widzę, że całym to zamieszaniu istotnym problem jest brak podawania źródeł (przykład Pani Minister) w pracach dyplomowych. Oczywiście rozwiązaniem tego jest oczywiście podawanie źródeł, ale w ten sposób obnaży wartość prawie większości prac (nie ważne czy to studia techniczne i humanistyczne) do poziomu referatu lub artykułu w gazetach… i tu leży istota problemu.
Praca dyplomowa jest taka jak całe studia na większości uczelni publicznych w Posce, odtwórcza (nie wiem jak jest na prywatnych). Hipokryzją jest wymagać od studenta, jednorazowego wysiłku intelektualnego, po pięciu latach tresury zakazującej myślenia a uczącej cwaniactwa, wazeliniarstwa i refleksu.
…
Idzie dwóch studentów, stają przy prześjciu dla pieszych, na czerwonym świetle.
Nagle jeden z nich pokazuje na kawałek papieru na jezdni i z sensacją w głosie pyta drugiego.
-Stary co to jest?
Kolega odpowiada
-Nie wiem, ale kserujemy.
a może to ściąganie to skutek nie przyczyna? Podobno panaceum na polskie bolączki po „obaleniu” komuny było słabe wykształcenie Polaków w kierunkach takich jak marketing zarządzanie, ekonomia ect. Kierunki w których można kształcić przy pomocy tablicy i kartki papieru. Ileż może być różnorodnych tematów na kierunku marketing i zarządzanie?
Publiczne uczelnie krytykują prywatne bo niby niższy poziom nauczania. Ale w tych prywatnych budach to ludzie naprawdę chcą się czegoś nauczyć płacąc co miesiąc 500zł.
Ostatnio słyszałem rozmowę dwóch „studentów” publicznej uczelni na tzw. studiach dziennych: „byłem na tym egzaminie z prawa pracy… ja nie byłem, nie mogłem…można było rypać?…no spoko gościu jest”
No i tak to wygląda. Prywatne Uczelnie tymczasem uruchamiają już platformy informatyczne, które eliminują wszelką możliwość „rypania”. Studia przez internet wsparte specjalnymi aplikacjami które trzeba umieć obsługiwać. Publiczne uczelnie produkują tymczasem magistrów od rypania.
Problem nie leży w Internecie.
Problemem jest, że prace magisterskie robione są ze sztampowych tematów. Gdyby od magistra wymagać przemyślenia jakiegoś nowego lub szczegółowego zagadnienia, które nie zostało jeszcze opracowane, problem kopiowania zniknął by sam …
Osobny problem to „gęba” z dawnych lat: dużo napisane — dużo się student napracował. Co zachęca do zapełniania papiery treścią powszechnie znaną i dostępną.
Niepokojące jest tak na prawdę co innego. Jeżeli ktoś nie umie skorzystać z cudzego tekstu i po prostu go przeredagować, a przy tym w formie przypisu równocześnie się na ten tekst powołać, a jedynie potrafi skopiować i wkleić, świadczy to o nie o nieuczciwości, ale o wyjątkowo niskim poziomie intelektualnym.
Ale to są właśnie absolwenci szkół „zreformowanych” przez rząd Jerzego Buzka i ministra oświaty w tym rządzie, Pana Handke.
Skoro Pan Buzek może być po tym wszystkim szefem europarlamentu, to dlaczego efekty jego „reform” nie mają studiować?
Studenci piszacy prace magisterskie nie spadaja z Ksiezyca. Maja za soba co najmniej 14 lat treninigu przezycia w systemie edukacyjnym. Nic dziwnego, ze , nauczeni przez lata pewnych zachowan, beda starali sie je kontynuowac az do konca studiow.
Mowie to z doswiadczenia po jednej i drugiej stronie katedry.
W akademikach z serwerow mozna sciagnac absolutnie wszystko.
Jezeli calosc systemu edukacyjnego, przynajmniej na poziomie studiow wyzszych, nie bedzie wspoldzialac w cely wyeliminowania tych paskudnych demoralizujacych przyzwyczajen, to nic sie nie zmieni.
Potrzeba nam prowadzacych, ktorzy potrafia prowadzic interesujace zajecia, w solidnym podkladem pedagogicznym i merytorycznym.
Jeden prowadzacy, ktory przygotuwuje sie starannie do zajec i stara sie zwalczac oszukujacych studentow, jest czesto uznany za dziwaka.
Choc zdazaja sie Ci, ktorym sie to udaje. I dostaje etykietke ‘pily’, ‘niezyciowego’, ‘strasznego despoty’, ‘…’ ( tu zawre wszystkie niecenzuralne okreslenia). Malo ktory jest doceniany. I to z reguly dlugo po ukonczeniu studiow.
Konczac, dodam jeszcze : ci sami magistranci nie wracaja z powrotem na Ksiezyc, oni ida do pracy i tam kontynuuja to, co zaczeli…
Jeden nauczyciel akademicki jest w stanie poprowadzić i dopilnować prace dyplomowe maksimum 5 do 10-ciu dyplomantów. I to w dużej mierze niezależnie od kierunku studiowania. Wszędzie tam, gdzie ta liczba jest przekraczana musi dochodzić do patologii. Ogólnie też na atmosferę lekkiego traktowania naruszeń kodeksów etycznych wpływa stan i kształt tzw. kultury organizacji w naszych szkołach wyższych. Zanim nawiążemy do dobrych standardów tej kultury jeszcze dużo wody w Wiśle musi upłynąć. Przecież niemal cała góra nauki polskiej to pezetpeeria i jej akolici. Teraz obsadzają swoją progeniturę i jak ona zechce się upodobnić przynajmniej zewnętrznie do swoich rówieśników w innych krajach cywilizacji zachodniej, to może się poprawi i u nas …
Oczywista liczba 5-10 dyplomantów dotyczy roku akademickiego.
Wg mnie produkcja tego typu plagiatów jest efektem promowania i przyjmowania na studia osób pracowitych, lecz pozbawionych kreatywności i charakteru.
Winny jest też prastary system oceniania – wg objętości.
Jak długo w dobie masowej wymiany informacji premiowana będzie objętość pracy, nie zaś zawarte w niej osobiste wnioski, czy wyniki badań – przepisywanie czyichś tekstów jako własnych, będzie atrakcyjnym zamiennikiem myślenia.
Ja studiowalem na Elektrice PW. Studia byly ze 100 razy bardziej trudne i pracowite niz wiele innych a tez sens mialy wiekszy wiecej razy. Jak zwykle Politechniki, studia lekarsie czy rolnicze (nie mylic z MBA bo ci w USA pracuja glownie w McDonaldzie).
Na 4-tym semestrze byl trudny egzamin z matmy a mielismy jej wlasciwie 8 semestrow (lub wiecej).
W duzym audydorium „sciagacze” umiejscowili sie juz noca przed egzaminem. Wszyscy mileli na tematy teoretyczne tzw. gotowce w aktowkach.
Ja daleko dojezdzalem wiec przyszedlem pozno tuz przed 8-ma. A tu wszedl nasz swietny profesor matematyki (Trajdos-Wrobel, potrafil pisac na tablicy patrzac sie na widownie na wykladzie) i zaczal wszystkich przesadzac. Mnie nie przesadzil. Zabral wszystkim aktowki.
Jakos (co dziwne) udalo mi sie zdac bardzi wysoko. Czyzbym umial czytac z zamknietych aktowek kolegow ?.
Metoda byla prosta i nie trzeba bylo zatwierdzenia ze Strasburga czy Brukseli ani przepisu Unii na to. A „zatrudnialnosc” absolwetow byla na zachodzie swiertna.
Jak mnie przyjmowali do pracy w najbardziej zaawansowanej technologicznie firmie w Kanadzie to mi powiedzieli: „tu jest lista twoich kolegow ktorzy u nas pracuje, a tu sa wyciagi z opinii managementu na temat ich wartosci”. Opinie byly bardzi dobre.
Szkoda tylko ze po 1980 wiekszosc najwartosciowszych w zawodzie kolegow wyjechala i wiekszosc zrobila niezle kariery. Jednak dzis ten sam Wydzial ma 3800 studentow i jakos prosperuje bo dale moznosc zatrudnienia. Rozmawialem sporo z rowiesnikami niedawno. Smutne to byly rozmowy.
Niech pan redaktor nie mysli ze tu na zachodzie nas glaszcza i pieniadze pchaja do kieszeni. Mamy tu konkutencji dosyc.
Co z tymi co „produkuja MBA i studiami czysto humanistycznymi” ?. Po co tyle tego jest ?.
Poziom laureatów szkół wyższych powstałych po 1989 roku jest niższy niż ostatniej klasy przedwojennego gimnazjum.
A teraz z innej beczki. Nie było okazji wcześniej, coś Pan mało publikuje, więc teraz po raz „Enty”, ja prostaczek, zwracam uwagę zastępcy redaktora naczelnego Rzepy. Grochem o ścianę, tak Panie Gabryel, lekcja z liczebników porządkowych nie nauczona, więc PAŁA. Niejaki Dębski z nieistniejącej już „Trybuny” potrafił się nauczyć, o czym mogłem się przekonać słuchając Śniadania w Trójce 6. marca. U Pana natomiast końcowe minuty tej audycji to seria „dwutysięcznych jedenastych” i „dwutysięcznych dwunastych”.
Przywołam jeszcze jeden Pana występ – TVPinfo – piątkowe forum (12.03). Tu kolejny popis „poprawnej” odmiany liczebników porzadkowych „2012.”, „2011.”, „2011.”.
Do moderatora-cenzora, na blogu B. Wildsteina moje podobne teksty są „puszczane”.
Pana przekonania polityczne są podobne do moich więc pozdrawiam.
Jakie społeczeństwo tacy studenci.
Skoro jest powszechne przyzwolenie dla politycznych hochsztaplerów, skoro myli się zaradność z cwaniactwem a pracowitość z nieuczciwością to młodzi ludzie nie widzą nic zdrożnego w kopiowaniu cudzych myśli.
Oby je jeszcze czytali ale po co, Polak wie lepiej…
Tworzy się pokolenie umysłowych meneli z tytułem magisterskim.
Dziwicie się potem, że na Zachodzie od dziesiątków lat Polacy maja opinię złodziei w najlepszym razie cwaniaków?
W Anglii co niektórzy polscy żołnierze w czasie II wojny mocno się „napracowali” na taką opinię.
Tradycja zobowiązuje ;-D
Ściąganie i kopiowanie wymaga mimo wszystko trochę wysiłku.
Łatwiej, taniej i szybciej można zdobyć dyplom magistra ( Master) Oxfordu za 10 funtów jak to zrobił minister Sikorski. I to legalnie, nie narażając się na zarzut plagiatu i oszustwa. Żałosne jest, że Sikorski cynicznie przechwala się tym nic nie znaczącym w Anglii tytułem , wiedząc że ,,w dzikim kraju” zaślepiony w PO i ogłupiony lud to kupi.Jak kupił wiele innych ,, wydmuszek i nadętych baloników ” z PO, których śmierdząca zawartość wychodzi na wierzch dopiero wtedy gdy niektórym mediom uda się tych ,,cudactw” dotknąć. Niektórym mediom, bo np. ,,dziennikarze” GW, TVN, Polsatu będąc w pobliżu ,,nadętych balonów PO” wstrzymują oddech z obawy aby nie pękły.
Ściąganie to nowotwór polskiej edukacji.
Pamiętam jak na studiach z medycyna prawie na każdym egzaminie 2/3 sali ściągało, a asystenci nic z tego sobie nie robili. Co najwyżej jak był jakiś większy szum, to rzucali w eter – „nie ściągać”. Za ściąganie, nie było i nie ma kar.
A powinny być jak za poważne oszustwo. Czemu?
Ano dlatego, że studenci ściągający często windują oceny do góry, co ma swoje konsekwencje gdy limit punktów ustalany jest o krzywą gausa. A druga,
rzecz to to , że można iść na egzamin nic nie nauczywszy się a i tak go zdać.
Bo w najgorszym wypadku pilnujący zabiorą pracę, ale i tak ją ocenią.
A co ściągnął to jego. Nie raz widziałem takie przypadki na egzaminach i na samą myśl do dziś mnie krew zalewa.
Przyzwolenie na kopiowanie zaczyna się już w podstawówce, w gimnazjum jest normą, a w liceum niestety też.
Student nie umie napisać pracy samodzielnie, dlatego ją kupuje. Nie wie co to jest bibliografia, przypis. Kopiuj i wklej tak jest najłatwiej.
Czekam na sytuację kiedy jakaś uczelnia poda sprawę do sądu, za kradzież dóbr intelektualnych, może to będzie przestrogą dla innych.
Nie każdy musi być studentem, jeśli samodzielnie nie jest w stanie napisać pracy semestralnej nie mówiąc o magisterskiej.
Dlaczego młodzi kopiują? Nie mówimy, że to kradzież, szkoły nie mają dostępu do programów anty plagiatowych a rodzice kłócą się gdy dziecko za skopiowaną pracę dostanie 1. ” Na własne oczy widziałem – sam pisał” krzyczy rodzic, a po pokazaniu strony z której kopiowało dziecko, idzie do dyrektora na skargę, że nauczyciel jest …..
Czemu się dziwimy, dzisiejsi studenci już jako uczniowie korzystali z internetu, kiedyś problem występował na mniejsza skalę i reakcja na kopiowanie była inna. Dziś, gdy plagiat jest codziennością zaczynamy walczyć. Uczyć jednak trzeba od dziecka czym jest kradzież, nie tylko dóbr materialnych.
KLUCZ DO WIEDZY
Jacy utytułowani nauczyciele, tacy studenci. Bo przecież czy niezlustrowana habilitowana kadra akademicka może lustrować prace magisterskie
Kilka uwag o ściąganiu i plagiatach.
1. Generalnie uczciwość w polskim społeczeństwie nigdy nie była specjalnie cenioną cechą charakteru. Znacznie bardziej poważani są ludzie, którzy są sobie w życiu „radzą”. Dotyczy to każdego zawodu i każdej warstwy społecznej.
2. Tak naprawdę w Polsce nikt, a zwłaszcza elity władzy, nie potrzebuje ludzi wykształconych (proszę nie mylić inteligencji z tzw. wykształciuchami czyli posiadaczami dyplomu za to bez wiedzy i kultury). Elita intelektualna jest narodowi i politykom potrzebna tylko z powodów czysto propagandowych. Bo zwyczajnie wypada ją mieć. Podobnie jak przeciętnemu polakowi potrzebny jest jeden jedyny garnitur i krawat by przy raz na jakiś czas wystąpić w towarzystwie.
3. Pogarda dla uczciwej pracy i wiedzy jest w Polsce zaszczepiana dzieciom od najmłodszych lat. Zaczyna się od tego, że „Pani w szkole” każe przeczytać tylko jeden rozdział książki lub też rozwiązać tylko te prostsze zadania z matematyki. I dziecka nie można namówić do przeczytania całej książki lub rozwiązania choćby jednego zadania z tzw. gwiazdką bo przecież to nie jest obowiązkowe Potem już tylko równia pochyła. Wypracowania kopiowane z internetu, kupowane prezentacje na ustną maturę z polskiego. W końcu prace magisterskie zamawiane w internecie.
Wnioski:
1. Żadne ustawy, przepisy, programy anty-plagiatowe nie nauczą ludzi uczciwości.
2. Czas umierać …
Panie Gabriel, bzdura!
Patologią jest to, że uniwersytety masowo sprzedają niby-studia. Tylko jedną z patologii niby-studiów są tematy prac tak bardzo taśmowe i powtarzalne, że można je znaleźć w internecie.
Osobiście wyrzuciłbym z uczelni profesora, który nie orientuje się w dziedzinie i pozoruje nadzór merytoryczny nad studentami, bo akceptuje prace magisterską na temat już poznany.
Taką to „elitę intelektualną” utrzymuje polski podatnik.
Edukacja w Polsce sypie się, nie udawajmy, że to przez studentów.
Jacy maja byc nauczyciele akademiccy i ich etyka,skoro sa to po prostu zatwierdzeni przez Ubecje TW do pracy na odcinku akademickim. Trzeba towarzyszy zrozumiec.
My chcemy dla Polski inteligancji.Oni wlasnie tego boja sie smiertelnie.
Dlatego rozmnazaja samych siebie.
Ale co tam.Po co nam Polska .Tylko krzyki i klotnie.Glosujmy na PO i SLD.
Tyko niedlugo NAPRAWDE trzeba bedzie sie nauczyc niemieckiego i rosyjskiego.
Panie Redaktorze, na ściąganie na egzaminach jest prosy sposób, który stosowano na mojej uczelni – studenci mogli na niektórych egazminach oficjalnie korzystać ze swoich notatek.
Natomiast z plagiatami w pracach licencjackich, magisterskich itd. walczyć – włącznie z paragrafami z kk.
Niskie poczucie wartosci naszego spoleczenstwa powoduje ze powszechny jest sposob myslenia” jesli nie jestem za bystry , to chociaz niech bedzie ten mgr przed nazwiskiem. Efekt jest taki ze powstaja miliony „wyksztalconych” , ktorzy potem nie maja szans na znalezienie pracy , bo w zdrowych systemach proporcje inzynierow do robotnikow sa bliskie jak 1:100 . U nas robi sie odwrotnie. Nie ukonczenie studiow kojarzy sie z uposledzeniem.
@Tomek
„Niepokojące jest tak na prawdę co innego. Jeżeli ktoś nie umie skorzystać z cudzego tekstu i po prostu go przeredagować, a przy tym w formie przypisu równocześnie się na ten tekst powołać, a jedynie potrafi skopiować i wkleić”
Problem rozwiązany! Studia będą coraz gorsze, tylko studenci będą musieli przeredagować prace z internetu. Zamienić wszystkie „i” na „oraz” a „dobre” na „wysokiej jakości”. I zdania wielokrotnie złożone na dwa zdania krótsze. Pojawi się też strona http://www.automatcznie-prezeredaguj.pl.
I Bareja górą!
Wydawałoby się, że nic prostszego, jak napisać pracę magisterską… a jednak nie…
Mam wrażenie, że przekonanie, iż każdy może być magistrem jest błędne, z tego powstała duża liczba Wyższych Szkół Robienia na Drutach i przekonanie, że wystarczy zapłacić, by mieć owe mgr…
Najwyraźniej Ministerstwo Edukacji zaczyna zdawać sobie z tego sprawę i rozpoczyna, nieśmiało, weryfikację uczelni, prywatnych i państwowych, i to jest właśnie rozwiązaniem. Rynek powinien zweryfikować uczelnie, bowiem pracodawcy zaczynają patrzeć, jakimi dyplomami okazują się absolwenci, szukający pracy.
Co do ściągania… jest niestety na to przyzwolenie, a wystarczyłoby, podczas egzaminów, surowo karać, ot chociażby wyrzuceniem z egzaminu i uznaniem, że przysługuje już tylko poprawka, najlepiej ustna.
Co do Wikipedii, sam z niej czasem korzystam, ale zawsze, absolutnie zawsze wstawiam linka, by było wiadomo, skąd czerpałem informację.
Od studenta, piszącego prace magisterską, nie wymaga się wynalezienia prochu, wymaga się rzetelnego podejścia do tematu, dobrej pracy na znanych materiałach, z własnymi przemyśleniami typu „za” lub „przeciw”. Magister to ma być dobry rzemieślnik.
Lat temu parę obroniłem pracę magisterską z politologii, nie zacytuję tematu dosłownie ale chodziło o zjawisko imigracji i jej wpływ na scenę polityczną Europy Zachodniej.
Temat wbrew pozorom słabo ruszony (na początku chciałem o antyimigranckich partiach na Zachodzie, i tak musiałem rozszerzyć z niedostatku polskich materiałów na ten temat).
Uczelnia nie z grona tych najlepszych – ale powyżej krajowej przeciętnej.
Na jednym z pierwszych seminariów mój dość leciwy promotor zarzucił mi – i to dość obcesowo – że praca nie jest oryginalna. Dlaczego? Bo używałem internetu. Rozdrażniły go linki internetowe. Mimo że ja po prostu linkowałem do stron instytucji takich jak ONZ, rozmaite agendy europejskie itd.
W pracy nie było ani grama plagiatu, dobrze zgłębiłem temat, a na obronie dostałem obraźliwie trywialne pytania np. o definicję uchodźcy.
Tak więc najpierw byłem niesprawiedliwie oskarżony o plagiat (bo facet był kompletnie nie na czasie i internet kojarzył mu się tylko z jednym), a później komisja – dość jednoznacznie – ograniczyła się do sprawdzenia, czy ja w ogóle ZAJRZAŁEM do swojej pracy.
W świetle tego, młodszemu bratu – jak i komukolwiek kto studiuje – jak najbardziej radzę plagiatować i nie pocić się nad produkcją żadnej oryginalnej treści, skoro i tak nikt tego nie doceni, a mało z tego z góry jest przyjęte, że nasza praca nie jest oryginalna. To my przynajmniej wiedzmy, dlaczego.
Znakomita wiekszosc ludzi w kazdej grupie wiekowej i wszedzie zdaje sobie podswiadomie sprawe ze wiele, jesli nie wiekszosc aspektow i normatywow regulujacych ich zycie odbiega od rzeczywistosci i wyidelizowanego modusu operandi otoczenia.
W rozsadnym spoleczenstwie, takowe roznice sa niwelowane i usuwane w przeszlosc, nawet te zakorzenione w etosie narodowym, wierzeniach wiekszosci czy tez koleinach zycia na codzien. Oczywiscie wiele zakorzenionych grup lub kast jest zwykle przeciwna zmianom, gdyz takowe by z jednej strony zmienily wybrazenie spoleczenstwa aspektow ideologicznych tak im czesto blizkim, a z dregiej strony podwazylyby ich wlasne pozycje, ktore sa dla nich witalne i finansowo i emocjonalnie.
Im wieksza rozbieznosc pomiedzy rzeczywistoscia a ideologiczna, jakkolwiek nieprzestrzegana normatywa, tym wieksze szanse na przegrana i w skali ogolno-spolecznej i w skali tego spoleczenstwa idywidualnych czlonkow. W obecnym formacie Polski istnieje wentyl bezpieczenstwa. Po prostu pewna ilosc ludzi dochodzi do wniosku ze latwiej jest „wybyc” niz kontynuowac w dalszym ciagu w schizofrenicznym otoczeniu, nawet na niskim, przyziemnym poziomie.
Oczywiscie hipokryzja, gdyz opisane sprawy zycia akademickiego, sa przejawem hipokryzji, nie jest wyjatkowa w Polsce. Istnieje ona, w wiekszym, czy mniejszym stopniu wszedzie, a szczegolnie w krajach o „wyzszej cywilizacji”, co nie jest usprawiedliwieniem lecz tylko objasnieniem. W pewnym momencie, przekrety i zaklamanie prawdopodobnie przewyzszy zdolnosc spoleczenstw aby funkcjonowac pomimo ich i nastapi krach.
Wiekszosc „zachodnich” spoleczenstw, bedzie przynajmniej jeszcze przez jakich czas zyla milymi wspomnieniami wlasnej, odsuwajacej sie w przeszlosc, „swietnosci”. W wypadku spoleczenstwa polskiego, wpadka moze nastapic, zanim poziom kultury i konsumpcji zwiazanej z nia, osiagnie oczekiwany powszechnie poziom.
Lestek
@Lestek
Perfekt komment
Proszę o wybaczenie — nie mam siły na czytanie wszystkich komentarzy. Dwa lata uczyłem w USA, w małym College’u. Studenci tzw. „liberal arts” muszą przejść przez semestr do dwóch semestrów zajęć z języka angielskiego. U nas nazywały się one College Writing 1 i College Writing 2. Studenci musieli się zapoznać z zasadami dokumentacji naukowej i stosować je we wszystkich swoich pracach. Styl dokumentacyjny opracowany przez Modern Language Association, najłatwiejszy z używanych w Ameryce, jest trudniejszy od powszechnej w humanistyce polskiej dokumentacji przecinkowej. Powiem więcej: nasze metody są dziecięco naiwne. Pisząc teksty humanistyczne po angielsku, muszę się stosować do Chicago UP Manual of Style, 15th ed. To 956 stron drobnymi literami. Jeżeli nastąpi uchybienie, można mnie podejrzewać o plagiat. A plagiat jest oszustwem, zwłaszcza jeśli służy uzyskaniu stopni i tytułów. Oczywiście, takie oszustwa się zdarzają, zwłaszcza w humanistyce. Popełnienie plagiatu w biznesie wiąże się zwykle z zapłaceniem twórcom użytego materiału odszkodowania, z uwagi na poniesione przez nich straty. Badania kosztują i nie sprzedaje się prawa do nich za darmo.
Dlatego też, mimo że wielu studentów nie miało więcej zetknąć się z humanistyką, wszyscy musieli przestrzegać zasad określonych w Academic Policy (coś więcej niż regulamin studiów). Wszystkie prace np. szły przez http://www.turnitin.com. Proszę sobie tam zajrzeć, żeby zobaczyć, jak działają systemy antyplagiatowe. Jest też tam odnośnik do strony poświęconej plagiaryzmowi, z krótką definicją plagiaryzmu, w tym różnych typów plagiaryzmu ukrytego, na który się w Polsce nie zwraca uwagi.
Jeżeli student złamał zasady, musiał co najmniej powtarzać przedmiot. Za ciężkie przypadki we wszystkich lepszych „uczelniach” USA grozi relegacja. Sama procedura jest bardzo nieprzyjemna, także dla uczącego. Raport wykazujący plagiat musi być staranny i zajmuje dużo czasu. Komisja dyscyplinarna nie jest słodkim przeżyciem.
Oczywiście, są College i Szkoły magistersko-doktorackie (postgraduate schools), które nie stosują tych reguł. Są zwykle tańsze, a ich dyplomy ważą mniej. Zasada jest prosta: nie da się wymagać zasad uczciwości w pracy intelektualnej, jeżeli cała szkoła nie decyduje się na to, i jeżeli uczący nie ma wsparcia w przełożonych. Ja swoim studentom w Polsce to wszystko tłumaczyłem, ale… i tak bez większych pożytków, bo najczęściej oni nic poważnego nie piszą aż do magisterium lub licencjatu. A wtedy okazuje się, że pisać po prostu nie umieją.
Proszę zauważyć, że mówię o pracy intelektualnej. Nawet licencjat (Bachelor’s degree) musi być oryginalny. Już ”Bakałarz” jest stopniem naukowym. W Polsce, zgodnie z prawem, dopiero doktor jest to stopień naukowy. Licencjat i magister to tytuły zawodowe. Innymi słowy, do niczego one nie zobowiązują. Z tego względu, że praca licencjacka musi być oryginalna, wiele Collegów woli likwidować jej obowiązek.
W Polsce nie ma aż tak wiele różnic w kosztach studiów w porównaniu do USA. Prawo zabrania konkurować programami studiów, a od niedawna zapycha je „treściami programowymi” bez miłosierdzia dla uczących i uczących się. Nie nauczę nikogo logiki w 16 godzin. W stanie Nowy Jork semestr 2250 minut, czyli nasze 60 godzin, 2 godziny wykładu i 2 ćwiczeń na tydzień, włączając nasz kiepski kalendarz studiów, którego akredytatorzy nie liczą na pełne tygodnie zajęć, i w którym pełno jest jakichś dni rektorskich etc. Nawet za 16 godzin stopień wystawić trzeba, nieraz w ogromnej grupie. Szkoła nie może brać dużo, albo od ministerstwa dostaje grosze. Studenta nic i tak nie nauczy. Po co walczyć z plagiaryzmem? Czy po to, żeby zastanawiać się, czy osiłkowato wyglądający student, któremu pokazałem plagiat, mnie pobije?
Polskie uczelnie wyższe tkwią w XIX-wiecznych Prusiech. Trzeba się uczyć na pamięć, wiedzy jest nie tak dużo, profesor interpretuje ją autorytatywnie. Tylko od niego wymaga się myślenia. Proszę wybaczyć, ale wielu terminów użytych tutaj nawet nie da się przetłumaczyć.
Pozdrawiam
MP
Corka moja studiuje Medycyne na znakomitym amerykanskim UNIVERSITY OF MICHIGAN w miejscowosci Ann Arbor niedaleko od Detroit. Na 126 uniwersytetow medycznych w USA ten uniwersytet pod wzgledem nauczania i badan naukowych znajduje sie scislej swiatowej czolowce, a w USA jest w pierwszej 10-tce najlepszych uniwersytetow. Corka mowi ze kazdy tydzien nauki konczy sie testem czy egzaminem teoretycznym ( praktycznym tez w ciagu tygodnia) z materialu ktory sie uczyla nie tylko w ostatnim tygodniu ale i w poprzednich tygodniach i ktory ona SAMA musi wziasc i zdac w laboratorium na uniwersyteckim systemowym komputerze. Kazdy jej ruch jest monitorowany przez kamery i nagrywany i oczywiscie w tym czasie ABSOLUTNIE NIKT INNY OPROCZ NIEJ nie moze byc z nia. Aby „wejsc” na strone egzaminu w komputerze musi uzyc swojego kodu wejscia (PASSWORD) i od razu jest rozpoznana jako wlasciwa osoba. Najzabawniejsze jest to ze kazdy student musi to zdac od Piatku do Niedzieli do Polnocy i moze przyjsc KIEDY MU JEST WYGODNIE nawet o 3:00 nad ranem. Laboratorium uniwersyteckie jest czynne 24 godziny na dobe! Ale ciekawa rzecz ze pytania sa JEDNAKOWE dla wszystkich studentow. Ona ma chlopaka na roku z „ktorym powaznie kreci” ktory zawsze ten test czy egzamin bierze po niej, ona w Sobote a on w Niedziele i ja zapytalem, czy po zdanym egzaminie (wie sie od razu procentowo bo komputer na koncu wyswietla wynik np. 95%) czy ona KIEDYKOLWIEK powiedziala mu jakie sa pytania ? A corka moja powiedziala ze gdyby choc jeden raz powiedziala komus jakie sa pytania i uniwersytet by sie o tym dowiedzial to by ja wyrzucili z uniwersytetu bez jakiejkolwiek apelacji i mozliwosci powrotu na studia !!! Takie WYSOKIE maja standarty, ze studenci NIE RYZYKUJA, NIE KOMBINUJA, NIE SCIAGAJA, BO TO SIE NIE OPLACA !!! TO TAKA JEST MENTALNOSC I ZWYKLA UCZCIWOSC STUDENTOW w Ann Arbor , MIchigan.
A co mnie najbardziej ubawilo, to to ze corka powiedziala : Nawet gdybym mogla mu powiedziec jakie sa pytania, TO TEGO NIE ZROBIE MIMO WYSOKIEGO RYZYKA BO CHCE ZEBY ON TEZ SIE NAUCZYL I ZNAL MATERIAL UCZCIWIE. Wszystkie kretactwa i sciaganie predzej czy pozniej w czasie praktyki w klinice czy szpitalu przeciez by wyszly.
W Ann Arbor, Michigan jest nie do pomyslenia SCIAGANIE I KOMBINOWANIE !!!
Studenci maja znakomite warunki i sie PO PROSTU UCZA CALY CZAS. Druga bardzo wazna rzecz to to ze stosunki miedzy studentami i kadra profesorska sa KOLEZENSKIE i BARDZO CIEPLE I BLISKIE. Profesorowie nie daja studentom odczuc zadnego dystansu i zawsze znajduja czas dla studenta kiedy tylko on o to poprosi. Profesorzy traktuja studentow jak swoich mlodszych kolegow i tak powinno zawsze byc. Bo gdy atmosfera jest WLASCIWA to mlodzi ludzie widza ze nie trzeba kombinowac A TYLKO SIE UCZYC !!! I JESZCZE RAZ UCZYC !!!
A absolwentem tego uniwersytetu jest Larry Page, jeden z zalozycieli GOOGLE ktorego majatek w USA szacuje sie w granicach $15 mld. Podczas wizyty w Maju 2009 u corki na graduacji spotkalem go i rozmawialem przez chwile w „4 oczy”. Bardzo sympatyczny pan dzisiaj juz w srednim wieku. No ale to sa standarty, w Polsce jeszcze dlugo przyjdzie poczekac na podobny poziom i efekty nauczania. A zaczac niestety trzeba od LUSTRACJI na naszych wszystkich uniwersytetach i stworzyc warunki aby NAJLEPSI ZOSTAWALI NA UCZELNIACH !!! Wymiana naukowa z innymi krajami w tym napewno z USA moze wplynac na podniesienie poziomu nauki w Polsce.
Pozdrawiam pana redaktora z New Jersey, USA
Bartek
Panie Redaktorze!
Dziękuję Panu za poruszenie w TVP Info tematu długu budżetu państwa. To, że nie było oddźwięku, świadczyło tylko o tym, jak niewygodny jest to temat dla partii politycznych, by znowu się załapać muszą mieć dobry wynik wyborczy, więc lepiej nie ruszać tak istotnego dla dalszego bytu naszego (zastanawiam się, czy jeszcze?) państwa. Interes partyjny, ponad interesem kraju!
Tylko przypominanie politykom o istocie bytu państwowego, może ich zmusić do podjęcia tematu, od którego i tak się nie ucieknie. Można to odwlec, ale cena będzie kilkakrotnie wyższa. Już są nawet nieśmiałe propozycje porozumienia ponad podziałami! Może jednak ta pisanina, także na tym forum przyniesie jakiś efekt. Może któryś z PR, oprócz paru entuzjastów czyta co tu się pisze?
Na temat wykształcenia chciałbym wrzucić własne, nie z plagiatu, doświadczenia. W szczenięcym wieku, często się przeprowadzaliśmy, więc z konieczności poznawałem różne szkoły.
Trzeba zacząć od podstawówki. O wszystkim decyduje nauczyciel. Nadaje się, albo nie! Jest kiepski merytorycznie, to nigdy nie będzie miał autorytetu! Nie widzę specjalnie różnicy, jeśli chodzi o zachowanie młodzieży dzisiaj, a dawniej. Klasy były po 40 uczniów. Nie było problemów ze spokojem na lekcjach. Największe rozrabiaki siedziały cicho, jeżeli nauczyciel potrafił przystępnie wytłumaczyć materiał. Z matematyką nie było problemów, największe głąby miały uczciwą tróję. Dzisiaj za to mamy dyskalkulię!
Karta nauczyciela rozkłada edukację. Indeksowy wzrost wynagrodzeń, bez rozliczania za wyniki. Dobitnym przykładem jest matura z matematyki. Był kiepski wynik, to obniżono poziom tematów. To samo z testami!
Podstawówka daje fundamenty, jak tego nie ma, to później w liceum i na studiach są problemy.
Jedno z moich dzieci było w dzieciństwie poważnie chore i przez kilka lat miało indywidualne nauczanie w domu. Program nauczania oczywiście był okrojony, ale z sensem. Ostatni rok, a może dwa chodziło już normalnie do podstawówki. Do wybranego liceum dostało się bez problemów. Na wybrany kierunek na Politechnice także. Program Erasmus/Sokrates. Dwa dyplomy (jeden za granicą) magisterskie ukończenia.
O pracy oczywiście na poziomie takim jaki zapewniły studia w kraju nie było. Pozostała zagranica. Konkurs i bez jakichkolwiek koneksji praca. Wynagrodzenie nawet pozwalające na kredyt na własne mieszkanie.
Drugie dziecko nadal studiuje, także na dobrym kierunku, więc najprawdopodobniej wyjedzie za granicę, bo na miejscu mimo, że jest zapotrzebowanie na tę specjalność, to bez koneksji marne szanse na rozwój.
Wniosek – nawet, jeśli niektóre nasze uczelnie publiczne mają wysoki poziom nauczania i specjalizacje zgodne z potrzebami rynku, to i tak zbudowaliśmy takie państwo, które nie potrafi wykorzystać kadr które dobrze wykształciło. Jedyny pomysł, jaki słyszałem ze strony polityków, to przymus pracy w Polsce po studiach! Komuna wraca!
Na koniec dobra rada dla rodziców i dziadków.
W moim domu dzieci od małości oglądały TV satelitarną, bajki po niemiecku i angielsku. Efekt certyfikaty państwowe z języka, bez jakichkolwiek dodatkowych korepetycji! Żeby była sprawa jasna, moje dzieci nie są geniuszami, bo niby po kim?
Dlaczego „RZ” nie pisze o waszym europośle: „Eurodeputowany Jacek Kurski (PiS) zapłacił mandat w wysokości 360 zł za przekroczenie prędkości o 77 kilometrów. Jego wykroczenie zarejestrował fotoradar pod Człuchowem.”
@Marcin
Istotnie, większa cześć wpisów świadczy o tym, że ich autorzy maja niewielkie rozeznanie w temacie, nawet jeśli sugerują, że uczą na jakiejś uczelni. Np. przekonanie, że ‘open book examination’ eliminuje ściąganie.
„Jeżeli student złamał zasady, musiał co najmniej powtarzać przedmiot. Za ciężkie przypadki we wszystkich lepszych “uczelniach” USA grozi relegacja. Sama procedura jest bardzo nieprzyjemna, także dla uczącego. Raport wykazujący plagiat musi być staranny i zajmuje dużo czasu. Komisja dyscyplinarna nie jest słodkim przeżyciem.”
Sam miałem okazję pracować parę lat na jednej z lepszych uczelni w WB. Niestety, pomimo zasad postępowania w przypadku plagiatu ustanawianych przez uniwersytet i wydział na którym pracowałem nie do końca były stosowane. I to z wielu względów, jednym z nich była obawa przed konsekwencjami natury prawnej. Anglosasi są tu, a raczej byli, wyjątkowi. Innym nie mniej ważnym jest po prostu brak czasu.
Może w USA na uczelniach o profilu dydaktycznym kadra ma dość czasu na zajmowanie się tego rodzaju przypadkami. Jeśli jednak pracownik rozliczany jest przede wszystkim z badań, to tego rodzaju trudne przypadki omija szerokim łukiem. Jeśli z drugiej strony uczelnia ma charakter dydaktyczny (dawne politechniki), to jest tej dydaktyki, w tym nadzoru prac, bardzo dużo i też na trudne przypadki raczej nie ma czasu.
Prawdą jest jednak, że uczelnie podejmują starania, choć anglosaski formalizm większość z nich niweczy.
Moim skromnym zdaniem, powinno się studentów od samego początku uwrażliwiać na sprawy związane z rzetelnością. Nie lekceważyć nawet drobnych uchybień. W dalszym toku studiów będzie to przynosiło owoce.
Nie jest dobrze, gdy od studentów się zbyt wiele wymaga. Wbrew pozorom nie poprawia to jakości kształcenia, a generuje patologie. Przeładowane programy studiów w Polsce po trosze wymuszają nieuczciwość. U nas studenci na uczelniach technicznych mają w programie prawie dwa razy więcej godzin, niż ich koledzy w WB.
Dobrze jest też, gdy uczelnia lub wydział ma wypracowane zasady i procedury dotyczące plagiatów i ogólnie ‘integralności’. Powinny one być jednak realistyczne i konsekwentnie stosowane.
Zacznę od tego, że nie da się porównać systemu anglosaskiego z naszym, europejskim, są one bowiem różne, mowa tutaj o tytulaturze. Dajmy więc sobie z tym spokój, bo różnice interpretacji plus własne przemyślenia odwiodą nas od głównego tematu.
Mamy tak, że licencjat mgr to tytuł zawodowy, a naukowym jest doktorat. Koniec i kropka. Nie zmienia to jednak faktu, że tytuły te powinny być uzyskiwane uczciwie. Jest jednak problem, w pogoni za studentami, by zarobić, by utrzymać wydział czy inną jednostkę organizacyjną, coraz częściej przymyka się oczy na poziom studenta… umówmy się, że zaczniemy wreszcie głośno mówić, że wykształcenie wyższe nie jest obowiązkiem a przywilejem, nagrodą za ciężką pracę, że jest to przygoda intelektualna, budująca całe przyszłe życie absolwenta, a więc ciągnąca za sobą wymagania, nie tylko w sferze nauki, zdobycia wiedzy, ale i w sferze etyki, zasad moralnych. Wówczas będziemy już w domu…
Lustrowanie poziomu polskiej edukacji nie podniesie, to oczywista oczywistość, zresztą, taka lustracja byłaby fatalna nawet dla jej propagatorów, weźmy chociażby wartość prac doktorskich pewnych braci bliźniaków
Nie w tym rzecz. Mamy do zrobienia coś całkiem innego, a więc zmianę systemu naboru na studia, przesiew na pierwszym semestrze pierwszego roku i dopiero wówczas mamy w ręku przyszłą elitę intelektualną. Poziom skolaryzacji wyższej sięgający 70% to żaden powód do zadowolenia, bo zdecydowana większość to bardzo, ale to bardzo, kiepskie dyplomy. Powiedzmy szczerze, wyższe wykształcenie nie jest dla każdego. I tyle.
Ściąganie… problem ogólnopolski, po prostu ceni się u nas cwaniactwo, leserstwo, nieuczciwość, wszędzie i we wszystkim, również w edukacji. Ba, to się zaczyna w domu, bo rodzice nie kontrolują, jak dzieci się uczą, jak się przygotowują do zajęć, w starciu z nauczycielami rodzice do krwi bronią swych dzieci (a wiem o czym piszę, bo żona jest nauczycielem w gimnazjum)… Ściąganie nie jest potępiane przez nikogo, to raczej powód do dumy, że się udało, nie ma ostracyzmu środowiskowego, potem jest to kontynuowane na studiach… ba, nawet znam przypadki ściągania wśród doktorantów ! Ręce opadają… A wszystko dlatego, że przyjęto egzaminowanie w formie testów, a Polacy powinni być jednak poddawani egzaminom ustnym, które wykluczą cwaniactwo. Testy jednak są wygodne. Osobiście wolę egzaminy ustne, dowiaduję się dalece więcej o ludziach, niż mógłbym dowiedzieć się z testów. Egzamin ma być także przygodą intelektualną, tego uczyli mnie profesorowie, niemalże krzycząc, że uczyć się na pamięć to zbrodnia, mamy zrozumieć temat i własnymi słowami go przedstawiać.
Obaczanie wina internet za proceder sciagania – to idiotyzm. ZAWSZE bylo z czego sciaganac, internet moze sciaganie troche ulatwia ale jednoczesnie ulatwia demaskowanie takich oszustw.
Koniecznie trzeba dodac GDZIE poza Polska ten proceder sciagania prac magisterskich jest taki „kwitnacy”? Z moich doswiadczen wynika, ze nie kwitnie on tam – gdzie sie nie oplaca czyli tam gdzie:
1. Gdzie nie swiaeci pisza prace magisterskie. Przeciez nawet dla przecietnego studenta jej napisanie nie stanowi zadnego problemu – tak jest zazwyczaj tam gdzie panuja zdrowe kryteria rekrutacji na studia i sprawiedliwy system ocen osiagniec studenta.
2. Gdzie odpowiedzialny promotor traktuje swoja role powanie, zna mozliwosci, temat, wyniki badan, metodologie zastosowana przez studenta a wtedy „wcisniecie” mu sciagnietej pracy jest zupelnie niemozliwe.
3. Gdzie sciaganie (nie tylko prac magisterskich) jest oszustwem, potepianym i surowo karanym. Oszukujacy student ryzykuje nawet wyrzucenie ze studiow, a w najlepszym wypadku, zanegowanie wynikow WSYSTKICH jego egzaminow. Wtedy bardziej sie oplaca zdawac egzamin poprawkowy, niz ryzykowac sciaganie.
W tych trzech przypadkach jasno widac, ze najlepszym sposobem przeciwdzialania oszutwom jest odpowiedni SYSTEM i odpowiedzialna kadra naukowa. Czy mozemy sie tym pochwalic?
Czy ktos zna chociazby jeden przypadek odebrania tytulu naukowego i poddaniu odpowiedzialnosci karnej nieuczciwego „naukowca”? Chyba nie, oni unikaja kary nawet, kiedy udowodniono ponad wszelka watpliwosc, ze tytul naukowy osiagnieli w drodze oszustwa lub…..ze wogole go nie maja!
Ja slyszalam jedynie o ukaraniu aresztem ucznia, ktory „podrobil” legitymacje szkolna.
I to jest cala prawda o tej malo suptelnej roznicy wymagan, natury moralnej, stawianych tym rownym i tym rowniejszym.
Na marginesie dodam, ze taki system sprawiedliwosci jest charakterystyczny dla krajow zacofanych i niedemokratycznych. W UK, na przyklad, osoba bardziej wyksztalcona i zajmujaca odpowiedzialne stanowisko, ryzykuje surowsza kare, poniewaz jest bardziej SWIADOMA swojego czynu i jego szkodliwosci.
I tym akcentem ZNOW moglibysmy rozpoczac debate na temat jakosci elit…….ale my nie lubimy tego robic!
Problem to masówka i brak pieniedzy na odpowiednia ilosc profesorów i asystentów, aby sie z tym uporac – wszystkie inne problemy to tylko pochodna.
I nie ma obawy – ten problem jest identyczny we wszystkich krajach. Rzady placa na socjale i renty, a na uniwerki brakuje.
gall anonim generalizuje – najlepsze wyniki szkol skandynawskich /szczegolnie finskich/, politechnik i uniwerkow szwajcarskich /ETH/ EPFL/ – to praca wlasciwie finansowanych szkol panstwowych /pare lat temu liczylam w bardzo uproszczony sposob „naklady szkoly” na studenta – wynik: prywatny bogaty Harvard = 80 000$/stud/rok; panstwowa politechnika zurychska ETH = 60 000$/stud/rok. Polit. polska =3000$/stud/rok…a roznica w dochodach PKB itp miedzy Szwajcaria a Polska jest 5-krotna – a wiec mozna mowic o wyborze priorytetow.
Ad czego uczy szkola – liceum: w jednym z duzych miast na zach. poszukiwany jest nauczyciel; szkola dostaje 70 ofert, robi selekcje – zostaje 45, te sa dyskutowane w rozych gremiach, komitetach itd+rozmowy z kandydatami; zostaje 5 osob – te 5 osob prowadzi przez tydzien lekcje w szkole – glosowanie uczniow decyduje o tym kto zostanie ich nauczycielem. Szkola ma renome swietnej i place na poziomie uniwersytetu /nie polskiego/.
Ta sama sytuacja w dobrej szkole na Mokotowie w Warszawie: poszukiwany nauczyciel – chetnych zero, po dwoch miesiacach przerwy w danym przedmiocie, zglasza sie emerytowana nauczycielka, jest przyjeta i… nie bardzo radzi sobie z mlodzieza mimo swego profesjonalizmu. Reszta jest wynikiem takich roznic w priorytetach.