Posts Tagged „wolność słowa”<

Kto ściągnął premiera po trąbie?

19 lip 2011

Jest w Polsce wolność słowa. Małgorzata Kidawa-Błońska, pierwsza dama Platformy, powiedziała wyraźnie: „Jest w Polsce wolność słowa, ale trzeba wiedzieć, co się chce powiedzieć i w jakiej sprawie”. Sama świeci przykładem. Zapytana o opinię, zanim nie przyszły wytyczne z Donaldomitów, twierdziła, że „raport MAK jest w porządku”.

Lepszy przykład: pan premier. Podczas ekspedycji śladem trąby powietrznej mówił ludziom bez dachu nad głową: „Po to się ściąga takiego gościa jak ja, żeby zobaczył, bo jak widzi, to wtedy dłużej pamięta. Taka jest prawda”. Chwila szczerości i wszystko jasne. Po pierwsze, dowiadujemy się, że ktoś premiera do zniszczonych wsi „ściągnął”, czyli sam się nie kwapił. Po drugie – chodziło o to, by sobie popatrzył, bo jak nie zobaczy, nie będzie pamiętał. Pewnie dlatego szef rządu do domciu lata samolotem. Jak się kopsnie autem albo pociągiem, to mu się przypomni, że miał zwolnić Grabarczyka. A tak ojciec „spółdzielni” może udać się do Brukseli, by tam „podzielić się swoimi doświadczeniami”.

I co? Nie ma wolności słowa? Sceptycy twierdzą, że gorzej mają dziennikarze. Bzdura totalna. Kiedy wysiada aparatura do głosowania  w Sejmie, prezenterzy telewizji miłości żartują przecież niezwykle odważnie: „Ciekawe, czy opozycja powie, że to wina PO i Donalda Tuska, he he”. Anita Werner, wschodzące słoneczko tego kanału, mówi: „Według sondaży premier jest sympatyczny, miły, przystojny”.  I kończy cytowanie sondażu, z którego wynikało, że chociaż premier jest ładny, to zdaniem Polaków robi za mało. Podpowiada to pani Werner jej gość z Biłgoraja (nazwisko mi wyleciało), a ona go w twarz: „Ale jest skuteczny, skoro cały czas jest premierem!”.

Onet.pl – z tej samej stajni co pani Werner – rozmawia o nowych billboardach PiS z psychologiem społecznym. Gość analizuje „za”  i „przeciw”, a na koniec ocenia: „Kampania informacyjna PiS jest skierowana do już przekonanych wyborców tej partii. A jak zareagują wyborcy, którym PiS jest niemiłe? Hasło „Premier Kaczyński” zmobilizuje wyborców PO. Pomyślą oni:  ”O Boże, premier Kaczyński nam grozi!”". Jaki tytuł daje Onet.pl do całego artykułu? „Efekt kampanii PiS: „O Boże, premier Kaczyński nam grozi”".

Jeśli nawet największy polski portal nie boi się dziś przyznać, że redagują go wyborcy PO, dowód to niezbity, że jest w Polsce wolność słowa. A jeśli ktoś uważa inaczej, niech sobie poczyta Stefana Bratkowskiego albo Henrykę Krzywonos. Jest wolność, jak się wie w jakiej sprawie, wot i cała tajemnica.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Umarł żart, niech żyje satyra

24 maj 2011

W sprawie AntyKomor.pl robi się zabawnie jak na więziennym kabarecie. Prokuratura twierdzi, że nie precyzowała, jak ABW ma „przeszukać mieszkanie”, sugerując, iż były inne sposoby. Jakie? Na „wujka z Ameryki” czy „świadków Jehowy”?

ABW ogłasza, że była tam gra, gdzie rzucało się w prezydenta fekaliami, choć to nieprawda, i że można było to traktować jako zapowiedź zamachu. Władcom kominiarek przypominam, że Ryszard C. nie zakładał strony, w której strzelało się do Marka Rosiaka. Najbardziej absurdalne są jednak próby odcięcia się polityków partii rządzącej i otoczenia prezydenta od akcji ABW – jakby kneblowanie krytyków pojawiło się za tej władzy po raz pierwszy. A obstawienie policją Krakowskiego Przedmieścia w rocznicę Smoleńska? A transparenty kibiców zwijane w pośpiechu? A mandaty za „obrazę premiera”? A zgarnięcie na komisariat dwóch panów na Górze św. Anny za napis „Przyszła pora na AntyKomora. Wolność słowa jest niezdrowa”?

Przyjaciel obecnej głowy państwa, wciąż zapraszany przez „przyjaciółkę” Lecha Kaczyńskiego Monikę Olejnik do radia i telewizji, nawet po tragicznej śmierci prezydenta obrażał go znacznie wulgarniej. A dziś? Żarty się skończyły – powinien napisać na koniec twórca AntyKomor.pl.

A kiedy one się kończą, zaczyna się satyra, do jakiej przywykliśmy w PRL – pełna aluzji i ironii. Mówiło się wtedy „oni” i wszyscy wiedzieli, o kogo chodzi, śpiewało, że żyje się lepiej, a publiczność płakała ze śmiechu. Dziś kibice przyprowadzają na mecz kozę o imieniu Donald, bo nie mogą krzyczeć tego, co im serce dyktuje. Miłośnicy żużla, których nie sposób posądzać o agresję, wywieszają transparent „Tola ma Donalda, Donald ma tole”. W Opolu kibice urządzają happening „Alternatywy 4″. Władza musi się śpieszyć z dekretem o poczuciu humoru, w którym będzie zapisane, z kogo można drwić zawsze i wszędzie, a z kogo tylko w programach Szymona Majewskiego.

Kilka polskich czasopism zamknęło już swoje fora internetowe, bo minister Sikorski wydał wojnę tym, którzy go obrażają. Jako Radek znieważał jednego prezydenta na wiecach, a drugiemu chciał wieszać portrety w ambasadach, jako Radosław udaje dżentelmena. „Jak daleko posunie się wykorzystanie Internetu oraz działanie w kapturze, czyli pod nickiem, do nieprawej walki?” – czytamy na oficjalnym  forum partii rządzącej. W końcu zapowiadała „ofensywę w Internecie”.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop