Posts Tagged „PiS”<

Kto nie z nami, tego na widły

30 sie 2011

„Żeby budować, to trzeba budować, a nie gadać” – twierdzi pan premier, który potrafi budować i gadać jednocześnie, nawet wtedy, gdy zamiast „najpierw” mówi „pierw”.

Wiem, wchodzę na lód tak cienki, jak cienkie są wszelkie próby zdezawuowania dorobku pana premiera. Bo przecież napisać,  że coś potrafi, to przyznać jednocześnie, że są rzeczy, których  nie potrafi. Stąd już tylko krok do znalezienia się po ciemnej stronie społeczeństwa, która udaje, że nie dostrzega efektów fantastycznej pracy rządu na odcinku budowy dróg, mostów, dworców, ale przede wszystkim boisk, bo one akurat już są. A reszta?

Też kiedyś będzie, na prawo most, na lewo przetarg, ale będzie. Pociągi wrócą z ciepłych krajów, a Grabarczyk na emeryturze otrzyma dożywotni bilet gratis, i to nie w jedną stronę, bo taki może dostać od każdego pasażera już teraz, ale w dwie strony, z możliwością powrotu. Och, jak bardzo muszą trząść się łydki panu premierowi, gdy widzi obok siebie takiego geniusza, który nie dość, że ma na głowie tysiące betoniarek, to jeszcze musi pociągać za sznurki w swojej partyjnej „spółdzielni”. Więc kiedy źli ludzie zarzucają mu zapaść i kompromitację na drogach i torach, odpiera ich ataki bajką o… lotniskach.

Remonty na kolei albo są anulowane, albo wchodzą raptem w fazę wstępną, a na budowach dróg (tych, z których nie zrezygnowano) do roboty wzięto się dopiero teraz, jednak winne temu są – zdaniem pana premiera i jego ministra – SLD i PiS. Podobno w sztabie wyborczym PO trwają już prace nad nowymi znakami drogowymi: „STOP. Gdyby nie PiS, ta droga ciągnęłaby się dalej” oraz „Wyboje wskutek działalności SLD”. Podobne rozwiązania chce wprowadzić Ministerstwo Zdrowia („Gabinet nieczynny przez PiS”, „Zabiegi odwołane w związku z SLD”), Ministerstwo Edukacji („Szkoła zamknięta. Epidemia SLD”, „Podręczników brak wyłącznie dzięki PiS”), a nawet rolnictwa („Skup zlikwidowany z powodu PiS i SLD”). Bo jak zapewnia pan premier w spotach, partia rządząca przed wyborami dobrze wie, co robić.

Wniosek o odwołanie Grabarczyka tuż przed wyborami to jego zdaniem kpina z wyborców. Ale wyciąganie po czterech latach jakichś przedwyborczych pseudopakietów dla młodych, gdy „Rodzina na swoim” właśnie umarła, to poważna i uczciwa polityka. Podobnie jak nagonka na Hofmana, który chlapnął półtora zdania za dużo o „zdziczeniu” wierchuszki PSL, a „niezdziczały” Eugeniusz Kłopotek w odpowiedzi grozi mu widłami.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Od Baracka do Mubaraka

8 mar 2011

Od kilku tygodni zadaję sobie pytanie, co opadnie pierwsze: klapki z oczu wyborców Platformy czy maski z twarzy jej czołowych postaci.

Im szybciej zsuwają się maski, tym niżej są klapki – i odwrotnie. Jedno jest pewne: bal maskowy zmierza ku końcowi. Zaczyna się regularna  dyskoteka na sztachety.

Oto prezydent Komorowski przychyla się do sugestii PO, że wybory powinny trwać dwa dni. Tak samo uważają przedstawiciele organizacji profrekwencyjnych. Przypomnijmy  – to właśnie one podczas ostatniej kampanii prezydenckiej zatrudniły w spotach nakłaniających do pójścia na wybory Magdalenę Boczarską i Tomasza Karolaka,  zabawnym zbiegiem okoliczności  – członków… Komitetu Poparcia Bronisława Komorowskiego.

Dziś w gronie jego doradców nie ma ani jednego Tomasza Nałęcza, który by głowie państwa podsunął pod nos Konstytucję RP. Mówi ona o dniu wyborów, nie o dniach czy tygodniu. I na szczęście, w przeciwieństwie do standardów PO, nie jest z gumy do żucia. Zastanawiam się jednak, kto wmówił platformersom, że ich fani muszą mieć dwa dni do wyboru, by z czystym sumieniem oddać głos. A co, jeśli fani ci wracają właśnie z weekendu, godzinę wcześniej zatankowali droższą benzynę, potem zahaczyli o sklep spożywczy, a w skrzynce pocztowej znowu znaleźli wyższe rachunki do zapłacenia? I po zsunięciu klapek widzą, ile im zostaje w portfelu teraz, gdy staliśmy się wyspą zieloną jak nalot na pieczywie, którego szkoda wyrzucić. Postawią krzyżyk raczej na Platformie niż przy nazwiskach jej działaczy.

Najśmieszniejsze jest jednak to, że nawet gdy PO przegra wybory, cała władza, zdaniem prezydenta, pozostanie w jego rękach. „Mam suwerenne prawo wybrać kandydata na premiera. Lider zwycięskiej partii ma największe szanse, ale nie ma gwarancji” – mówi, zapewne po  kolejnej lekturze Wikipedii. A gdy dziennikarze pytają, czy np. w razie zwycięstwa PiS Jarosław Kaczyński ma szanse na fotel premiera,  prezydent odpowiada: „Proszę mnie zwolnić z odpowiedzi na to pytanie”.

Nie ma problemu, odpowiem za pana, panie prezydencie. Kaczyński nie ma szans, bo pana przyjaciel Janusz Palikot zapowiedział niedawno w kolejnym przyjacielskim wywiadzie udzielonym Monice Olejnik, że… jest w stanie stworzyć rząd. Nieważne, na kogo ludzie zagłosują. Ani nawet, kto przeliczy ich głosy. Istotna jest dziś tylko „dobrość” ojczyzny, a nikt o nią nie zadba tak zabawnie jak Palikot.  Jaruzelski jest za stary.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Człowiek człowiekowi zupką

9 gru 2010

Nie ma już chyba niczego, przed czym powstrzymaliby się dziennikarze kochający dziś rząd tak samo jak ich poprzednicy w czasach PRL, gdy rząd sam się wyżywiał, a ciemny lud nie mógł kupić niczego bez kartek, nawet zwyczajnej ściemy. Było zarządzenie, że się o czymś nie mówi, to się nie mówiło. A dziś trudno uciec od poczucia déjá vu. Przykładem służę. PiS mówi, że chce wymusić na rządzie i ludziach partii rządzącej większą aktywność w kwestii walki ze śniegiem na ulicach i chodnikach. Donald Tusk odpowiada kpiną, że władza Platformy „jest duża, ale nie obejmuje… mrozu”. Dzielny redaktor TVN-owskich „Faktów” wie, że ma dwa wyjścia: przywalić PiS albo przywalić Kaczyńskiemu. Dawaj więc przypominać, jak wyglądała, panie, zima trzy lata temu. Za PiS!

No, panie, zimno było, i, panie, auta w rowach stały…

Wielki szacun dla redaktora. Ale byłby większy, gdyby już wcześniej reagował podobnie. Na przykład wtedy, gdy szacunek dla urzędu prezydenta RP wyrażają dziś Tusk, Sikorski, Niesiołowski i, co szczególnie zabawne, Bronisław Komorowski. Wtedy redaktora nie korci, by wspomnieć dawne dzieje, gdy jeździli po śp. Lechu Kaczyńskim jak po łysej kobyle? Nie drgnie mu ręka ni powieka, gdy poczet władców Platformy nagle zaczyna wspominać o racji stanu, o tym, by nie prać brudów na zewnątrz, a pod hasłem odpolitycznienia mediów publicznych wsadza na stanowiska samych swoich, na których nie ma mocnych, więc pozostaje tylko: kochaj albo rzuć? Nie, wtedy nie przypomina się nic.

Przypomina się mu za to, że gdy Polska leży w zaspach, ludziska sobie pomagają. Przez cały rok słyszę, jak jesteśmy mali, złośliwi i zawistni, ale zimą, gdy nas zasypią śnieg i nieudolność urzędników każdego szczebla, wtedy nagle stajemy się bezinteresowni i uczynni.

A to mały wyciągnie dużego, a to duży małemu podziękuje, człowiek człowiekowi nie wilkiem już, a zupką rozpuszczalną. O, właśnie dzwoni do stacji kierowca tira, który od kilkunastu godzin stoi w korku. Żali się, że nie ma co jeść, co pić i co palić, i że bez tej pomidorówki w proszku, którą mu kolega zaraz przyrządzi, chyba by nie przeżył. Była policja w nocy, ale stwierdziła, że ten korek to nie jej rewir.

Gdyby rządził kto inny, przywaliłoby się na antenie z grubej rury, że ludzie w drodze z głodu umierają. Ale dziś? Żeby redaktora od pisowców, komuchów czy pejotenów potem wyzywali? Za jakie grzechy? Ludziska sobie piknie pod śniegiem pomagają, a że ślisko na drogach, to muszą być korki! Po to w końcu jest zima.


***

Redakcja dziennika „Rzeczpospolita” zaprasza wszystkich czytelników do wzięcia udziału w konkursie Rafała Ziemkiewicza „GIERKIZMY„. Najlepsze opisy, skąpane w oparach absurdu III RP, zostaną wyróżnione intrygującymi nagrodami.


Idea konkursu: absurdalnie prosta! ZAPRASZAMY!

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop