Posts Tagged „media”<

Dziennikarze jak pizze na telefon

1 mar 2011

„Dość krytyki rządu, a nastanie prawda!” – zawołajmy w górach, a echo odpowie: „nieprawda, nieprawda…”. Bo nikt jeszcze do echa nie dzwonił z wytycznymi.

Powitajmy brawami premiera Tuska na mistrzostwach świata w narciarstwie klasycznym. Po zawodach mówi: „Dzisiaj Marit Bjoergen była nie do pokonania”. To po co biegł z babami?

Ale oto ląduje już na czterech literach drugi narciarz RP – prezydent Komorowski, który, jak donoszą sobotni „Teleexpress” i niedzielne „Fakty” – „założył narty i szusował”. „Dzisiejszy dzień, rewelacja – cieszy się przed kamerą. – To nic lepszego już nie może być. To już nawet dziennikarze nie przeszkodzą”. Jak nie przeszkodzą, skoro właśnie przeszkadzają?

Ale nie trzeba się denerwować. Spokojna głowa państwa. Jak się okazuje, większość dziennikarzy można dziś zamówić na telefon jak pizzę. Dziennikarz Polskiej Agencji Prasowej chciał zapytać Tuska o zapowiedzianą trzy lata temu ustawę, ale pytanie jednym telefonem do szefa PAP zablokował Tomasz Arabski, szef Kancelarii Premiera. Wicemarszałek Niesiołowski twierdzi, że Arabski zachował się „bardzo odpowiedzialnie”.

Gdyby rzecz dotyczyła czasopisma „Mój Pies”, można by się pośmiać, ale PAP rozsyła wiadomości na całą Polskę. Jednocześnie premier, wiadomo, kumpel dziennikarzy. „Możecie się przy mnie czuć bezpiecznie” – mówi. „I ty przy nas” – wielu odpowiada w myślach. Oto depesza PAP z niedzieli: „Prawie połowa Polaków mieszka w przeludnionych mieszkaniach – wynika z danych unijnego urzędu statystycznego. Dla porównania ponad 40 procent Rumunów nie ma w domu łazienki ani toalety”. Piękne homeryckie porównanie. Kiedy już staniemy się drugą Rumunią, PAP przypomni zapewne, że są kraje, gdzie domy buduje się z tego, co krowa narobiła na podwórku.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Słuszność mierzona w decybelach

6 sty 2011

Od kilku lat, mimo protestów, petycji i listów otwartych, nie udało się w Polsce załatwić banalnie prostej sprawy: telewizyjne reklamy nadal są głośniejsze niż inne programy. Człowiek siada przed telewizorem, dostraja w mozole poziom głośności do możliwości własnego narządu, kreseczka po kreseczce sprawdza, czy detonacje pod Bagdadem albo Studziankami nie wypchną mu wszystkich szyb z chałupy. Potem siada wygodnie i oto nagle, jak nie grzmotnie go w bębenki reklama środka przeczyszczającego! Oczy wyłażą z orbit, uszy drżą jak walnięte pałą gongi, strach wyjść zza fotela, za który się spadło. Niestety, odgłosy z żołądka bohaterki reklamy muszą być głośniejsze niż działa Nawarony i nic się nie na to nie poradzi.

Ale do tego już się przyzwyczailiśmy. Gorzej, że wobec rosnącego zobojętnienia widzów na telewizyjny przekaz coraz częściej pojawiają się na małym ekranie jednostki, które robią się głośne same z siebie, i niestety, podobnie jak reklamy, bez uprzedzenia.

Oglądając ostatnio wywiad Justyny Pochanke z Władysławem Bartoszewskim początkowo myślałem, że nagłe ataki decybeli wyrzucanych przez gościa powodowane są jego wiekiem, uniemożliwiającym nader często rozpoznanie własnej głośności. Z drugiej strony niewyobrażalnym wydał mi się fakt, że ktoś, kto miewa niekontrolowane napady krzyku, może pozostawać autorytetem w dziedzinie dyplomacji.

Nie myliłem się: otóż gwałtowne zmiany natężenia głosu są u Bartoszewskiego w pełni kontrolowane. I wcale nie jest tak, że ktoś za specjalną konsoletą, w zależności od tego, czy Bartoszewski mówi rzeczy najsłuszniejsze czy tylko słuszne, przesuwa suwakiem w górę lub w dół. Nic z tych rzeczy. On sam decyduje, kiedy huknąć. W tym wywiadzie potencjometr przekręcił mu się, gdy krzyczał, że każdy kto lekceważy głowę państwa, pluje w lustro. Oczywiście, chodziło o głowę państwa dziś, a nie ogólnie, bo przecież nie przeszkadzały mu drwiny z poprzedniego prezydenta, a i sam wspominał wielokrotnie o „dyplomatołkach”.

Okazało się jednak, że wywód Bartoszewskiego o pluciu, choć głośniejszy niż ostatni album Metalliki, to jeszcze nic. Bo potem wziął się za drugiego Kaczyńskiego. „W 24 pierwszych godzinach żałoby chciało się być prezydentem!!!” – ryknął tak, że słynny fiński chór Wrzeszczących Facetów może się schować. Wyszedłem zza fotela po kwadransie. Żyrandol urwany, telewizor dymi, a za plecami dziura w ścianie wielkości Bartoszewskiego. Czyli jaka, państwa zdaniem? Na odpowiedzi czekam na blogu.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop