Posts Tagged „MAK”<

Szympanskoje nie dla wszystkich

22 lut 2011

Chyba nikt w dziejach zoologii tak nie obraził człekokształtnych wąskonosych i powszechnie lubianych małp, zwanych szympansami, jak członek, w pełni znaczenia tego słowa, rosyjskiej komisji technicznej.

Komisja, przypomnijmy, tradycyjnie dla swojej strefy czasowej, bada granice cierpliwości tych, którym prawda nie kojarzy się ze słynnym sowieckim czasopismem, ale raczej wartością ponadczasową.

Członek komisji nazywa się Oleg Smiernof i gdyby nie jego nienawiść do sympatycznych ssaków, pies z kulawą nogą nie podniósłby tej zdrowej, by zająć stanowisko. Cóż, kiedy z typowym dla pewnego środowiska wyczuciem i taktem, na głośnej już telekonferencji Smiernof mówił tak: „Nie ma ziemi, to nie ma ziemi. Oni szukali ziemi wzrokiem i jest pełno trupów. Jeśli w wieży kontroli lotów byłby szympans i bełkotem podawał informacje, nawet to nie przyczyniłoby się do tragedii”.

Wiem, że cytat ten, świadczący o rosnącej przyjaźni rosyjskich władz do narodu polskiego, tudzież nieprawdopodobnej sile rażenia polityki zagranicznej prezydenta Bronisława Komorowskiego, był już w mediach komentowany. Pozwalam sobie jedynie przypomnieć, że zanim jeszcze MAK ogłosił swój pierwszy raport, nie kto inny, ale głowa państwa polskiego twierdziła, że przyczyną tragedii było podjęcie przez naszych pilotów próby lądowania.

Mijają tygodnie i nadal nie jest jasne, czy rzeczywiście podjęli taką próbę, a jeśli tak, to czy nie miały na nią wpływu fałszywe informacje płynące z rosyjskiej wieży. Jak widać, prezydent Komorowski pasjami lubi zabierać głos w sprawach, o których jeszcze przed wyborami miał, jak się wydaje, pojęcie nikłe. A dziś? To przepisem na bigos staropolski, to receptą na uniknięcie zdrad małżeńskich, to konkluzją rosyjskiego eksperta podzieli się pierwszy, bo kto pierwszy, ten lepszy. Skutki takiej polityki zagranicznej bywają tyleż zabawne, co opłakane.

Bez powodu na naszych oczach obrażane są szympansy, choć historia nie zna przypadku, by któryś z nich powtarzał: „Jesteś na kursie i na ścieżce” – komuś, kto na niej nie jest. Najwyraźniej po erze politycznej poprawności następuje czas politycznego zezwierzęcenia. To prawdopodobnie wynik ostatniej korekty do teorii Darwina. Jak się okazuje, są na świecie skunksy, które nie pochodzą od małpy.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Pocztówka z Donaldomitów

18 sty 2011

Co za naród niewdzięczny! Potem się dziwią, że mi nerwy puszczają.

Jak mają nie puszczać, skoro ten motłoch nie potrafi pojąć, że ja muszę trenować non stop! Wiosną i latem gram na miejscu, ale zimą prawdziwy piłkarz uprawia narciarstwo! I znowu – przecież mógłbym na Krupówkach błyszczeć jak Bachleda-Curuś, zdjęć by mi natrzaskali więcej niż misiowi na rowerze. Na Kasprowym takiego bałwana bym ulepił, że ludzie ze śmiechu by w zaspy powpadali. A jednak wolałem skromnie, incognito w Dolomity, żeby nikt w gogle nie zaglądał. Słońce świeci, buzia nakremowana, zaraz będę zjeżdżał, gdy nagle dzwoni Graś: „Rosjanie konferencję szykują”.

„I co z tego” – pytam. „No, nic” – mówi Graś. „To na razie” – mówię.

Nawet chciałem wieczorem sprawdzić w Onecie (bo ja tylko w Onet wierzę), co w tym raporcie było, ale myślę – spokojnie, i tak nie masz na to wpływu, więc sobie odpuść, zwłaszcza na urlopie. Rano wbijam się w krzesełko na wyciągu, córka kamerkę odpaliła, a ten znowu dzwoni. „Graś mówi” – słyszę. „Słyszę” – odpowiadam. „I co, przyjeżdżasz?” – pyta. „A po co?” – pytam. „No, nie wiem” – mówi Graś. Ale słyszę, że nie mówi wszystkiego. „Co jest?” – mówię. „Robi się zadyma” – odpowiada.

No tak, miałem sprawdzić. Wchodzę w Internet na komórce, a tam na pierwszej stronie, że ja z nart nie wracam. Już któryś doniósł. To im numer wytnę – myślę. Lecę do Warszawy, robię konferencję i ogólnie jestem wyluzowany, zwłaszcza że mi przed oczami ciągle stoi żony kombinezon. Gdzie ona to nieszczęście kupiła?! Dobrze, że Zakopane odpuściłem. No, nic… A zatem, o czym to ja mówiłem, aha, będziemy prosić Rosjan, żeby się zmienili, a jeśli to nie pomoże… Ech, te ośnieżone drzewa… A jeśli to nie pomoże, to pomoże może międzynarodowy rozgłos. Przyjęliśmy konwencję chicagowską. Z tego, co się orientuję, gdyby samolot spadł pod Chicago, zastosowanie miałaby konwencja smoleńska. Proszę o pięć pytań, bo zapomniałem najbliższym bloczek na obiadokolację zostawić.

A wieczorem to myślałem, że mnie trafi, jak Kolenda-Zaleska stwierdziła, że nie wyczułem nastrojów społecznych. Uwzięli się. Karnet wykupiony, w salonie piękności zaliczka bezzwrotna, a ci w kółko o samolocie. Przecież mówiłem, że mamy zastrzeżenia, to w Moskwie stwierdzili, że mi chyba rozumu zabrakło. Jak mam zostać polskim Putinem, jeśli nie mam kiedy uprawiać judo, przepraszam, narciarstwa?! A dajcie wy mi wreszcie święty spokój! Widzicie? Znowu mi puszczają!

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop