Posts Tagged „Bronisław Komorowski”<

Umarł żart, niech żyje satyra

24 maj 2011

W sprawie AntyKomor.pl robi się zabawnie jak na więziennym kabarecie. Prokuratura twierdzi, że nie precyzowała, jak ABW ma „przeszukać mieszkanie”, sugerując, iż były inne sposoby. Jakie? Na „wujka z Ameryki” czy „świadków Jehowy”?

ABW ogłasza, że była tam gra, gdzie rzucało się w prezydenta fekaliami, choć to nieprawda, i że można było to traktować jako zapowiedź zamachu. Władcom kominiarek przypominam, że Ryszard C. nie zakładał strony, w której strzelało się do Marka Rosiaka. Najbardziej absurdalne są jednak próby odcięcia się polityków partii rządzącej i otoczenia prezydenta od akcji ABW – jakby kneblowanie krytyków pojawiło się za tej władzy po raz pierwszy. A obstawienie policją Krakowskiego Przedmieścia w rocznicę Smoleńska? A transparenty kibiców zwijane w pośpiechu? A mandaty za „obrazę premiera”? A zgarnięcie na komisariat dwóch panów na Górze św. Anny za napis „Przyszła pora na AntyKomora. Wolność słowa jest niezdrowa”?

Przyjaciel obecnej głowy państwa, wciąż zapraszany przez „przyjaciółkę” Lecha Kaczyńskiego Monikę Olejnik do radia i telewizji, nawet po tragicznej śmierci prezydenta obrażał go znacznie wulgarniej. A dziś? Żarty się skończyły – powinien napisać na koniec twórca AntyKomor.pl.

A kiedy one się kończą, zaczyna się satyra, do jakiej przywykliśmy w PRL – pełna aluzji i ironii. Mówiło się wtedy „oni” i wszyscy wiedzieli, o kogo chodzi, śpiewało, że żyje się lepiej, a publiczność płakała ze śmiechu. Dziś kibice przyprowadzają na mecz kozę o imieniu Donald, bo nie mogą krzyczeć tego, co im serce dyktuje. Miłośnicy żużla, których nie sposób posądzać o agresję, wywieszają transparent „Tola ma Donalda, Donald ma tole”. W Opolu kibice urządzają happening „Alternatywy 4″. Władza musi się śpieszyć z dekretem o poczuciu humoru, w którym będzie zapisane, z kogo można drwić zawsze i wszędzie, a z kogo tylko w programach Szymona Majewskiego.

Kilka polskich czasopism zamknęło już swoje fora internetowe, bo minister Sikorski wydał wojnę tym, którzy go obrażają. Jako Radek znieważał jednego prezydenta na wiecach, a drugiemu chciał wieszać portrety w ambasadach, jako Radosław udaje dżentelmena. „Jak daleko posunie się wykorzystanie Internetu oraz działanie w kapturze, czyli pod nickiem, do nieprawej walki?” – czytamy na oficjalnym  forum partii rządzącej. W końcu zapowiadała „ofensywę w Internecie”.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Prezydent poluje na jelenia

3 maj 2011

Kiedy doradcy Bronisława Komorowskiego zapowiedzieli, że głowa państwa nie będzie się angażować w kampanię wyborczą, działacze Platformy odetchnęli z ulgą.

Niestety, ku ich utrapieniu mistrz przepisów na bigos z duńskich kaszalotów oraz długiej kiełbasy postanowił wybić się na medialną niezależność  i wykorzystując już pierwszą nadarzającą się okazję, odpalił race swoich światłych spostrzeżeń podczas przemówienia  z okazji rocznicy uchwalenia Konstytucji 3 maja.

– Nie wyciągajmy z historii kostiumów – mówił pomysłodawca akcji „Kotylion”, zorganizowanej w odpowiedzi na politykę historyczną śp. prezydenta Kaczyńskiego. Jeśli patriotyzm – opowiadał – to tylko taki, który „docenia osiągnięcia i z optymizmem patrzy w przyszłość”.

Co z tymi, którzy uważają, że osiągnięcia są zbyt mizerne jak na możliwości Polaków i – widząc politykę PO – w przyszłość patrzą z pesymizmem? Prezydent dał odpowiedź – jego model patriotyzmu „nie wyklucza przecież krytyki błędów i niedociągnięć”.

Problem w tym, że już minutę później autor tych słów ruszył do ataku na wszystkich, którzy stawiają „fałszywe oskarżenia”, a tym samym „szargają polskie świętości”. Oto stara, dobra szkoła prezydenckich doradców do spraw Rosji: krytykujcie, towarzysze, jak najbardziej, ale to my uznamy, która krytyka się mieści, a która wykracza poza granice rozsądku. Te zaś, wicie, rozumicie, wyznacza nasza władza.

Jakby komuś było mało hipokryzji spod wielkiego żyrandola, prezydent cytował też słowa Jana Pawła II  o tym, że „wszystkie ugrupowania” powinny móc współdecydować  o kształcie polskiej demokracji. Przypomnijmy – jeszcze niedawno straszył: „Mam suwerenne prawo wybrać kandydata na premiera.  Lider zwycięskiej partii ma największe szanse, ale nie ma gwarancji”. Doradcy próbowali wtedy wciskać kit, że chodziło o „uszczypnięcie Tuska”, ale kolejny cytat raczej  rozwiewa wątpliwości: „Proponowałbym nie wnikać w wypowiedzi pana Jarosława Kaczyńskiego,  bo są to najczęściej złe słowa”.

Nie zdziwię się jednak, jeśli za chwilę któryś z nadętych doradców będzie twierdził, że wypowiedzi  takiej nigdy nie było. Niedawno  Tomasz Nałęcz z cynicznym  uśmiechem i w żywe oczy wmawiał Kamilowi Durczokowi, że drwina  Komorowskiego, „jaka wizyta,  taki zamach”, dotyczyła… prezydenta Gruzji.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Od Baracka do Mubaraka

8 mar 2011

Od kilku tygodni zadaję sobie pytanie, co opadnie pierwsze: klapki z oczu wyborców Platformy czy maski z twarzy jej czołowych postaci.

Im szybciej zsuwają się maski, tym niżej są klapki – i odwrotnie. Jedno jest pewne: bal maskowy zmierza ku końcowi. Zaczyna się regularna  dyskoteka na sztachety.

Oto prezydent Komorowski przychyla się do sugestii PO, że wybory powinny trwać dwa dni. Tak samo uważają przedstawiciele organizacji profrekwencyjnych. Przypomnijmy  – to właśnie one podczas ostatniej kampanii prezydenckiej zatrudniły w spotach nakłaniających do pójścia na wybory Magdalenę Boczarską i Tomasza Karolaka,  zabawnym zbiegiem okoliczności  – członków… Komitetu Poparcia Bronisława Komorowskiego.

Dziś w gronie jego doradców nie ma ani jednego Tomasza Nałęcza, który by głowie państwa podsunął pod nos Konstytucję RP. Mówi ona o dniu wyborów, nie o dniach czy tygodniu. I na szczęście, w przeciwieństwie do standardów PO, nie jest z gumy do żucia. Zastanawiam się jednak, kto wmówił platformersom, że ich fani muszą mieć dwa dni do wyboru, by z czystym sumieniem oddać głos. A co, jeśli fani ci wracają właśnie z weekendu, godzinę wcześniej zatankowali droższą benzynę, potem zahaczyli o sklep spożywczy, a w skrzynce pocztowej znowu znaleźli wyższe rachunki do zapłacenia? I po zsunięciu klapek widzą, ile im zostaje w portfelu teraz, gdy staliśmy się wyspą zieloną jak nalot na pieczywie, którego szkoda wyrzucić. Postawią krzyżyk raczej na Platformie niż przy nazwiskach jej działaczy.

Najśmieszniejsze jest jednak to, że nawet gdy PO przegra wybory, cała władza, zdaniem prezydenta, pozostanie w jego rękach. „Mam suwerenne prawo wybrać kandydata na premiera. Lider zwycięskiej partii ma największe szanse, ale nie ma gwarancji” – mówi, zapewne po  kolejnej lekturze Wikipedii. A gdy dziennikarze pytają, czy np. w razie zwycięstwa PiS Jarosław Kaczyński ma szanse na fotel premiera,  prezydent odpowiada: „Proszę mnie zwolnić z odpowiedzi na to pytanie”.

Nie ma problemu, odpowiem za pana, panie prezydencie. Kaczyński nie ma szans, bo pana przyjaciel Janusz Palikot zapowiedział niedawno w kolejnym przyjacielskim wywiadzie udzielonym Monice Olejnik, że… jest w stanie stworzyć rząd. Nieważne, na kogo ludzie zagłosują. Ani nawet, kto przeliczy ich głosy. Istotna jest dziś tylko „dobrość” ojczyzny, a nikt o nią nie zadba tak zabawnie jak Palikot.  Jaruzelski jest za stary.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Strategia ujadania

11 sty 2011

Sensacja goni sensację. Prezydent nie podpisał ustawy, którą dostał na biurko.

Akurat jego portret w salonie przybijałem, ale słysząc, co się dzieje, poleciałem do komputera, by dowiedzieć się czegoś więcej. Czy nie podpisał, bo mu się wkład wypisał, czy może po Wiśle zapomniał, jak się nazywa? A w Internecie aż huczy od komentarzy.

„Prezydent ugiął się związkom zawodowym. Podejmując tę decyzję, kierował się krótkowzroczną, wyborczą polityką. Jeśli się nie opamięta, to doprowadzi do paraliżu państwa” – mówi szef Klubu PO. „Prezydent gra na kryzys polityczny, na napięcia. Zakładamy, że mogą być wetowane także ustawy kluczowe z punktu widzenia państwa” – dodaje premier Tusk. „Strategia przeszkadzania, ujadania, nieparlamentarnych zachowań jest realizowana” – grzmi Sławomir Nowak. A Waldy Dzikowski dobija osinowym kołkiem: „To porażka w sensie symbolu. Ustawa była dobra, ale jeśli ktoś z zasady traktuje nas jako przeciwnika, a nie partnera, to tak się musi skończyć”.

– Co się dzieje? – pytam się obrazu. Bronisław Komorowski przegrał wojnę peowsko-peowską? A gdzie doradcy, gdzie Nałęcz, gdzie generał? Spokojnie, wszystko się wyjaśniło. Okazało się, że wyświetliły mi się stare komentarze, gdy zastrzeżenia do ustaw zgłaszał jeszcze śp. Lech Kaczyński. A swoją drogą, to były czasy, co? Pamiętacie państwo takiego biznesmena z branży alkoholowej, którego dzisiaj już tylko Monika Olejnik zaprasza? Jakiś ruch założył, zaparcia czy wyparcia, nie pamiętam. W 2009 roku mówił tak: „Nawet jeśli nie widzimy tego jeszcze w kategoriach dróg już oddanych do eksploatacji, to faktem jest, że w tej chwili w Polsce buduje się ponad tysiąc kilometrów autostrad, które pod koniec przyszłego roku czy za dwa lata zostaną oddane do użytku. W przyszłym roku dojdzie następne kilkaset kilometrów”. I pomyśleć, że taki Nostradamus zmarnował się jak, nie przymierzając, świński ryj przed mikrofonem. To nie jest kraj dla ludzi zdolnych do wszystkiego.

PS. Zapomniałbym dodać, że znalazłem w końcu komentarze do braku podpisu Komorowskiego. „To jest prawo prezydenta. Nie robiłbym z tego żadnego problemu” – mówi rzecznik rządu Paweł Graś. „Prezydent nie ma obowiązku podpisywać każdej ustawy” – dodaje Stefan Niesiołowski.

Co za ulga, nareszcie chłopaki nie płaczą. Kto by pomyślał, że tacy z nich wyrosną twardziele.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Rzut pilotem: Kolenda na 11 listopada

18 lis 2010

Minęło już kilka dni, a ja wciąż wydmuchuję nos co kwadrans. Tak się wzruszyłem ostatnim orędziem gwiazdy „Faktów” – Katarzyny Kolendy-Zaleskiej. Kiedyś miałem nawet podejrzenia, że to na nią Donald Tusk postawi w wyborach prezydenckich zamiast na Bronisława Komorowskiego. Zwłaszcza po niezapomnianej relacji z przedwyborczej wizyty w Irlandii, gdy pan Donald już miał lecieć z powrotem do polskiej Irlandii, ale – jak mówiła z offu Kolenda-Zaleska – jeszcze znalazł chwilę, by przystanąć, porozmawiać, wymienić opinie o Polsce. I to z kim?! Ze zwyczajnymi ludźmi!

Ale Tusk Kolendy nie wystawił. To znaczy wystawił ją tak, że wystawił Komorowskiego. Czasy się zmieniły, Kolenda dojrzała, co widać było np. podczas wywiadu z pewnym profesorem, w którym sugerowali, że pochodnie wymyślili faszyści. Teraz, w wiekopomnym tekście na łamach „Gazety Wyborczej”, dziennikarka rzuciła wszystko na odcinek patriotyzmu. Postuluje, by Polskę kochać inaczej.

„Czy dzień 11 listopada zawsze musimy obchodzić zamiast radośnie oblewać zwycięstwo?” – pyta już na wstępie. Spokojna głowa, gdy się spojrzy w policyjne statystyki, widać jak na dłoni, że oblewamy na całego. „Trzeba oddać cześć bohaterom, to oczywiste. Ale można się przy tym fantastycznie bawić. Czy oprócz obowiązkowych przemówień nie można zorganizować wielkich festynów?” – zastanawia się w kolejnym akapicie królowa celnych pytań.

Odpowiadam: można. Warszawa, Kraków, Olsztyn, Toruń, Włocławek, Sosnowiec, Bydgoszcz, Grudziądz, Inowrocław, Strzegom – to tylko krótka lista miast, gdzie takie festyny w tym roku się odbyły. Skąd zatem żale Kolendy? Podejrzewam, że nigdzie nie zrealizowano imprezy według jej scenariusza. „Wyobrażam sobie ryneczek w małej miejscowości. Stoły z polskimi przysmakami (ma być w końcu patriotycznie). Podest do tańca. Przygrywa lokalna kapela. Przedwojenne melodie porywają ludzi do tańca. W klapach kotyliony. Buzie dzieci pomalowane w biało-czerwone wzory. O północy fajerwerki. Biało-czerwone”. Widać po tym, od kogo „ściągnął” prezydent Komorowski kotyliony (bo w to, że Kolenda pomysł władzy podchwyciła, w życiu nie uwierzę).

Trzeba jednak autorce oddać, że najpierw swoją wizję spisała, potem przemyślała. „Ten obrazek to banał, przyznaję” – odkrywa na końcu. Ale zaraz dodaje: „Na pewno duet Krzysztof Materna – Paweł Althamer wymyśli coś bardziej sophisticated (…) Bo 11 listopada powinien być sophisticated”. Czemu akurat Materna i Althamer, z tekstu się nie dowiemy. Ale żeby takiej dziennikarce zabrakło słów: „wyrafinowany”, „finezyjny”, „wytworny” i musiała się ratować angielskim odpowiednikiem?

To i mnie brakuje, by oddać wzruszenie, że nas chcieli w tej w Europie. Nas – takie głupie gęsi.


***

Redakcja dziennika „Rzeczpospolita” zaprasza wszystkich czytelników do wzięcia udziału w konkursie Rafała Ziemkiewicza „GIERKIZMY„. Najlepsze opisy, skąpane w oparach absurdu III RP, zostaną wyróżnione intrygującymi nagrodami.

Idea konkursu: absurdalnie prosta! ZAPRASZAMY!

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop